Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Zmierzmy w końcu skutecznie poziom naszego szczęścia w pojedynkę i w grupie oraz nareszcie wybierzmy co dla nas jest siłą niezaprzeczalnych faktów najlepsze (nas chcących przecież najbardziej być szczęśliwymi przez więcej niż kilka chwil marnych różnego rodzaju uniesień z kategorii odświętnych). Z drugiej jednak strony, innymi słowy z innej perspektywy to tylko czcza gadanina, w dodatku dzisiejszo – poranna, a zatem generalnie na czczo, choć po kawie, aczkolwiek bez cukru i śmietanki, czyli bez ważnych innych dodatków upiększających smak, co oznacza, że dodających kolorytu życiu również.

 

Warszawa – Stegny, 22.11.2024r.

Opublikowano

@Leszczym

 

Po pierwsze: zrobiłem już swoje, po drugie: robię kolację i po trzecie: daję ostatnią szansę politykom, aby poszli po rozum do pustego łba - w kolejce czeka Polska Rzeczpospolita Narodowa, przypominam (proszę sprawdzać daty powstania tekstów), oczywiście: nie mam żadnego przebicia do tak zwanego salonu, jednak: nikomu nie wierzę, nikomu, kto jest finansowany przez zagranicę, włącznie: przez Watykan, otóż to:

 

Wizja magika poezji*

 

A kiedy zostanie ogłoszony wieczny pokój:

nowy porządek świata - wybuchnie trzecia wojna

światowa

 

na południu raju obiecanego

cicha kometa uderzy w głębokie jądro - oceanu,

przyjdą trzęsienia ziemi,

 

wybuchną umarłe wulkany,

gorące morza zatopią niektóre lądy: wtenczas -

ja: wypiję za nowinę...

 

Łukasz Jasiński (grudzień 2021)

 

Visione magia poetico*

 

Al quando rimanere annunciato eterno

stanza: nouvo ordine mondo - esplodera

teuzrro guerra globale

 

su sud paradiso promesso

tranquillo cometa in profondo nocciolo - oceano,

arriveranno terremoti terra,

 

esploderanno morto vulcani,

caldo mare affonderanno alcuni: poi -

berro dietro notizia...

 

Łukasz Jasiński (luty 2023)

 

Vision magia poesie*

 

Quand rester annonce eternel chambre:

nouveau commande blusy - va expploser troisieme

guerre mondial

 

sur midi paradis promis

calme comete va frapper dans profond noyau - ocaen,

ils viendront tremblements de terre,

 

vont exploser mort volcans,

chaud la mer couleront quelques terrs: alors -

boirai derriere nouvelles...

 

Łukasz Jasiński (luty 2023)

 

Vision magia poesia*

 

Cuando permanecer eterno habitacion:

nuevo orden mundo - explotara tercero guerra

global

 

en tarde paraiso prometido

tranquilo cometa golpera profundo nucleo - oceano,

ellos vendran terremotos tierra,

 

van explotar muerto volcanes,

caliente el mar se hundiran alguno tierras:

entonces - bebere detras noticias...

 

Łukasz Jasiński (luty 2023)

 

Visio magia poesis*

 

Cum manere nuntiatium aeternus locus:

novus ordo mundus - dessiliet tertus bellum

global

 

meridiem paradisus promisit

silentium cometa non ledo profundus nucleus -

oceanus, venient tremebundus terra,

 

vipsi dissiliunt mortvus vulcanorum,

calidum mare descendent agros: tunc -

bibo vost nontium...

 

*po prostu trzy żywe i jeden dawno temu umarły

 

Łukasz Jasiński (luty 2023)

Opublikowano

@Łukasz Jasiński Proszę Pana słabo Pan to przemyślał. Pisanie o końcu cywilizacji nie ma najmniejszego sensu, bo tego i tak nikt nie przeczyta. Albo mało kto co najwyżej. Jacyś bieżący czytelnicy i czytelniczki. Shakeaspeara innymi słowy z tego nie będzie :)) Ani Sokratesa ani Platona etc. I zdaje się ja również to słabo przemyślałem. Ale ja akurat nie mam nic innego do roboty :)) A staram się jednak piwa codziennie nie pić :)

Opublikowano (edytowane)

@Leszczym

 

Wręcz przeciwnie: wszystko z góry zaplanowałem, ci, którzy myślą samodzielnie - wiedzą co jest grane, przecież pan nawet nie wie co ja robię na Facebooku, nie wie pan z kim mam kontakt za pośrednictwem poczty elektronicznej, nie wie pan z kim jeszcze mam kontakt i to jest właśnie pański problem - ograniczenie intelektualne, a za to pan świetnie potrafi innych bez podstaw merytorycznych oceniać i decydować o życiu innych, nic dziwnego - babski charakter, cel? Jak najwięcej komentarzy i polubień - kompleksy, dobranoc.

 

Łukasz Jasiński 

Edytowane przez Łukasz Jasiński (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Wygląda na kontynuację naszej rozmowy o szczęściu i cierpieniu, punkach i ludach pierwotnych pod ostatnim wierszem.

 

Ale wiadomo szczęście jest subiektywne i niemierzalne, nie dające się zdefiniować.

Kto doświadczył to wie.

Opublikowano

@Rafael Marius Tak, to faktycznie tak było. Ja z tych rozmów coś wyciągam. A potem płynę z tekstem :) No tak już mam. Jest jeszcze jedno niebezpieczeństwo. Jak zdefiniujesz szczęście, to oni systemowi, będą tego szczęścia od ciebie wymagać. Wiesz, przykładać jakieś wzorce. Robić ciebie pod szczęście. A to też jest niebezpieczne. No ale o tym już nie napisałem... 

Opublikowano

@Leszczym

 

Są dwa rodzaje typów ludzkich: motyle i muchy - motyle szukają nektarów, muchy - kupy, motyle przylatują do mojej skromnej osoby, natomiast: muchy do brukowca obcego kapitału - "Super Express" - tam jest ich guru - Krzysztof Jackowski, dzienna liczna moich Czytelników - około 500, a ich: około - 100 000 - wniosek? Niech muchy biorą odpowiedzialność za umiłowaną Ojczyznę - wciągnęli ją do kupy, zresztą: czy stado much (większość - głupota) - lecące do kupy - ma rację? A może motyle mają rację jako mniejszość - mądrość - one przecież lecą do nektarów...

 

Łukasz Jasiński 

Opublikowano

@Leszczym

 

Człowiek powinien posiadać Tajemnicę - Skarb i ludzie wtedy lgną, wciąż mam w Czarnej Teczce nieopublikowane rękopisy pod nazwą - "Komunikacja Obywatelska" i niedawno układałem zdjęcia do albumu - od najstarszych do najnowszych - jestem bardzo fotogeniczny, jak miałem komunię świętą - to z kwiatami prowadziłem najładniejsze dziewczyny do ołtarza, publikując wszystko w internecie - człowiek sam siebie pozbawia Tajemnicy.

 

Łukasz Jasiński 

Opublikowano (edytowane)

@Leszczym

 

Jeśli chodzi o cywilizację, to: każdy inaczej ją pojmuje, kiedyś czytałem książkę Feliksa Koniecznego pod tytułem - "Teorie Cywilizacji" - kupiłem ją w podziemiach kościoła Wszystkich Świętych na Placu Grzybowskim w Warszawie, oczywiście: nie mam już tej książki z wiadomych przyczyn (patrz: "Samoedukacja"), według mnie: Cywilizacja to zbiór różnych Kultur - Cywilizacją było Cesarstwo Rzymskie, Pierwsza Rzeczpospolita Polska i Cesarstwo Rosyjskie, teraz: Cywilizacją są Stany Zjednoczone Ameryki Północnej - każda Cywilizacja ma swój własny Złoty Wiek, jeśli chodzi o Polskę - po upadku obcej (monoteistycznej) cywilizacji - wrócimy do punktu wyjścia - do naszej - słowiańskiej cywilizacji i mamy do tego silne fundamenty:

 

- Góry Świętokrzyskie,

- Biskupin,

- Chram we Wrocławiu,

- Góra Ślęza,

- Święta Wyspa Wolin,

- Puszcza Kampinoska,

- Pustynia Błędowska,

- wygasłe wulkany w Sudetach 

 

i wymieniłem główne czynniki - Epicentrum - fundamenty, zresztą: judaizm, chrześcijaństwo i islam to sekty monoteistyczne - jedna wielka rodzina (na świecie są jeszcze inne sekty), judaizm powstał w drugim wieku przed naszą erą, natomiast: słowiański poganizm - w ósmym wieku przed naszą erą, cywilizacje monoteistyczne ze swojej natury mają niższy poziom kulturalny od cywilizacji politeistycznych, nomen omen: w Górach Świętokrzyskich można zauważyć na Świętych Głazach wyryte runy słowiańskie.

 

Łukasz Jasiński 

Edytowane przez Łukasz Jasiński (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

@Łukasz Jasiński To tylko teoria. A prawda taka, że człowiek to człowiek, czyli w sumie gorzej i od much i od motylków. Taki trochę nie wiem małpolud. Niezgrabny dosyć. Nie aż tak ładny, patrząc bardziej obiektywnie :))

@Łukasz Jasiński Jako pisarz podejmuje pan ten właśnie trud odzierania się z tajemnicy. I te konsekwencje. I nawet jak będzie się pan jakoś zasłaniać, to i tak pana dobrzy i wprawieni czytelnicy rozszyfrują. Odzieranie siebie z tajemnicy jest jednym z większych i trudniejszych aspektów branży rozrywkowej...

@Łukasz Jasiński W swoich rozważaniach poszedłem nieco dalej i ludzkość zaczynam traktować jako cywilizację. A to faktycznie trochę jest błąd. Dobrze jest zawczasu i za możliwości wybrać swój udział w cywilizacji perspektywicznej :)) A wielu rzeczy jednak nie wiadomo, jak właśnie choćby poziom ogólnego szczęścia w danym miejscu. A czasem po prostu już albo jeszcze nie masz jak wybrać i jedziesz tym wózeczkiem, w którym siedzisz, bo nie ma jak zrobić przesiadki. Ja tam sobie ponarzekam, że może dać w długą do Ameryki dla przykładu, a taka Eva Longoria wybiera ruch w dokładnie przeciwną stronę... Ja może bym sobie do Francji, a Gerard Depardieu uciekał z niej do Rosji... No ale znani zawsze znajdą trochę kasy na miejsce zamieszkania, a niszowi to nawet w tym zakresie są bardzo mocno uwiązani...  

Opublikowano

@Leszczym

 

Nie, pan robi wszystko na przekór jako niewolnik - idzie pan za silniejszymi - obniża pan poczucie istoty człowieczeństwa, fakty naukowe i merytoryczne argumenty zamienia pan w "teorię" - nic dziwnego - żydzi, chrześcijanie i muzułmanie nie są zdolni do merytorycznej polemiki, ba, nawet odrzucają legalną Ustawę Zasadniczą - Konstytucję Trzeciej Rzeczypospolitej Polskiej, wie pan co? Marnuję mój drogi czas, jak zwykle: nic pan nie ma ciekawego do zaoferowania światu - rozgrywki mnie nie interesują, dziękuję za rozmowę i do widzenia.

 

Łukasz Jasiński 

Opublikowano

@Leszczym

 

Niech pan sam sprawdzi u różnych źródeł: Reakcję Pogańską i Powstanie Ludowe, także: króla Bolesława Zapomnianego - niech pan nie bierze pod uwagę żadnych źródeł pisanych przez średniowiecznych zakonników - wiadomo z góry - jaką wersję oni będą pisać - kościelną, niech pan bierze poważnych historyków - takich jak profesor Feliks Konieczny - celowo zamilczanych, niedawno w Holandii odkryto średniowieczną mapę - ona również potwierdza, iż zanim cywilizacja słowiańska została zaatakowana przez cywilizację judeochrześcijańską - istniało starożytne Państwo pod nazwą Lechia, Sarmatia i Polan - nie mówię o turbosłowianach - tych to zamknąłbym w szpitalu psychiatrycznym - podobnie jak płaskoziemców, serdecznie zapraszam na wiersz pod tytułem "Konfederacja" i komentarze - przez takich jak pan (umysłowych leniów) - muszę przypominać i powtarzać, ręce opadają...

 

Łukasz Jasiński 

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • Krótki, ostrzegawczy szmer poprzedził huk, który rozszedł się w ciemności podziemia, głośny do tego stopnia, że z nadmiarem wypełnił pustą do tej pory przestrzeń zmysłów. Ryk żołądka fabryki jeszcze chwilę kaskadował, a Karol zdał sobie sprawę z tego co właśnie usłyszał - jedna z wielkich gór węgla musiała runąć na ziemię.

      Odurzony dziecięcą fascynacją, chłopiec z powrotem włączył latarkę, otrzepał spodnie, i ruszył w drogę powrotną. Wszystkie pomieszczenia zdawały się jałowe, ich osnowa tajemniczości leżała poszarpana w strzępach tłustych pajęczyn, lecz kiedy wreszcie Karol skierował wzrok latarki na drzwi pierwszego pokoju, ciemność nie ustąpiła ani kroku. Pierwszy raz dzisiaj jedenastolatka ogarnął prawdziwy strach, nie ten napędzający wolę walki, czy wzniecający pożądanie zakazanego, ale najprostszy, dziecięcy strach, ten sam, który każe chłopcowi bać się wilkołaków lub kosmitów. Przez chwilę, Karol stał wpatrując się w ścianę czerni, nie wiedząc nawet co ze sobą zrobić, aż instynktownie rzucił się ku zaspie wyrzucając z niej pojedynczo kolejne grudki węgla. Każdy wyrzucany kamyczek zdawał się być od razu zastępowany następnym i następnym, a niektóre zwalały do środka jeszcze więcej gruzu, aż rozsypywał się on pod butami chłopca. W panice Karol odrzucił latarkę, nadal żarzącą się w rogu pokoju, aby obiema rękoma wyryć sobie drogę przez zaspę. Kolejnymi, długimi zamachami wyrzucał sprzed siebie garści kamienia, jakby płynął w ciemności, jak niedoświadczony pływak - nieważne ile energii nie wkładający w swe ruchy, zastygły w miejscu. Chłopiec poczuł na sobie ciepły dotyk, a kiedy spojrzał w dół, zobaczył, że wokół jego paznokci zbiera się krew. Karol cierpiał na tę przypadłość, przez którą mdlał na widok własnej krwi. Jej mezalians z węglowym pyłem odbierał mu powoli wzrok. Musiał zrobić sobie przerwę, lecz praktycznie całą posadzkę pokoju pokrywały rozrzucone grudki węgla, przeszedł więc on do następnego pokoju, gdzie padł dopiero na ziemię, wychładzając się z pierwszego przypływu adrenaliny. Próbując racjonalnie myśleć, zdjął z siebie zimową kurtkę, pod którą zdążył się już porządnie spocić, wytarł w jej futro brudne dłonie i ustabilizował oddech. Przez jego gardło przeszedł najbardziej donośny krzyk na który mógł się zdobyć. Wzywał pomocy w regularnych odstępach, a jego ślina gęstniała z każdym kolejnym przełknięciem.

      Rozpłakał się. Spływające, gorące i ciężkie łzy, wytyczyły ślady w czarnym pyle pokrywającym jego policzki. Nie miał czasu się wstydzić, szlochał prawdziwie rozdzierająco, to znów przechodził w przerywany oddech, mamrotał pod nosem, lub trwał w całkowitej ciszy, gdzie tylko lekkie spazmy oznaczały rozpacz. Rozbolała go głowa, a ciemność przed nim zaczęły wypełniać finezyjne kształty i kolory, przypominające wygaszacz ekranu z domowego komputera - fioletowe i niebieskie wstążki zwijały się wokół Karola, kurczyły i pulsowały, uciekały na chwilę, i wracały z drugiego krańca wizji. Rozłożył się na posadzce, i mógłby przysiąc, że gdzieś w tle rozlega się kolejny szkolny dzwonek. Zatkał uszy palcami, a hałas trwał w najlepsze. Jak alarm przeciwpożarowy, nieprzerwany brzęk wdrążał się w jego mózg, tupot uczniowskich kroków na schodach wybijał marszowny, wojskowy krok, jakiegoś pośpiesznego i niecierpliwego wojska, głodnego krwi i śmierci. Tupot. Tupot. Trupot. Nieprzerwane bębny kołatającego serca. Karol zerwał się na równe nogi, a jego głowa pozostała na ziemi. Formy przed oczami przypominały lany w andrzejki wosk. Świetliste kontury składały się w rude gwiazdozbiory. Rude. Nitki rudych włosów trzepotały na wietrze ciała szklistego. Karol nachylił się, żeby je pocałować, a one odfrunęły pod sam sufit, nęcąc go po kolei swoją bliskością, tylko po to, aby uciec w ostatnim momencie. Zlizana z warg sól zdawała się teraz smakować owocową pomadką do ust. Truskawki. Kiedy jego mama usługiwała sąsiadom, aby zarobić na związanie początku miesiąca z końcem, zabierała go ze sobą do ogródka, on plewił chwasty, a ona zbierała z krzewów owoce - dojrzałe i ponętnie czerwone w skwarnym, letnim słońcu. Jego dłonie w roboczych rękawiczkach nie mogły się równać jej, czerwonym i gładkim, jak wyrobiony w korycie rzeki kamień.

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Krótki, ostrzegawczy szmer poprzedził huk, który rozszedł się w ciemności podziemia, głośny do tego stopnia, że z nadmiarem wypełnił pustą do tej pory przestrzeń zmysłów. Ryk żołądka fabryki jeszcze chwilę kaskadował, a Karol zdał sobie sprawę z tego co właśnie usłyszał - jedna z wielkich gór węgla musiała runąć na ziemię. Odurzony dziecięcą fascynacją, chłopiec z powrotem włączył latarkę, otrzepał spodnie, i ruszył w drogę powrotną. Wszystkie pomieszczenia zdawały się jałowe, ich osnowa tajemniczości leżała poszarpana w strzępach tłustych pajęczyn, lecz kiedy wreszcie Karol skierował wzrok latarki na drzwi pierwszego pokoju, ciemność nie ustąpiła ani kroku. Pierwszy raz dzisiaj jedenastolatka ogarnął prawdziwy strach, nie ten napędzający wolę walki, czy wzniecający pożądanie zakazanego, ale najprostszy, dziecięcy strach, ten sam, który każe chłopcowi bać się wilkołaków lub kosmitów. Przez chwilę, Karol stał wpatrując się w ścianę czerni, nie wiedząc nawet co ze sobą zrobić, aż instynktownie rzucił się ku zaspie wyrzucając z niej pojedynczo kolejne grudki węgla. Każdy wyrzucany kamyczek zdawał się być od razu zastępowany następnym i następnym, a niektóre zwalały do środka jeszcze więcej gruzu, aż rozsypywał się on pod butami chłopca. W panice Karol odrzucił latarkę, nadal żarzącą się w rogu pokoju, aby obiema rękoma wyryć sobie drogę przez zaspę. Kolejnymi, długimi zamachami wyrzucał sprzed siebie garści kamienia, jakby płynął w ciemności, jak niedoświadczony pływak - nieważne ile energii nie wkładający w swe ruchy, zastygły w miejscu. Chłopiec poczuł na sobie ciepły dotyk, a kiedy spojrzał w dół, zobaczył, że wokół jego paznokci zbiera się krew. Karol cierpiał na tę przypadłość, przez którą mdlał na widok własnej krwi. Jej mezalians z węglowym pyłem odbierał mu powoli wzrok. Musiał zrobić sobie przerwę, lecz praktycznie całą posadzkę pokoju pokrywały rozrzucone grudki węgla, przeszedł więc on do następnego pokoju, gdzie padł dopiero na ziemię, wychładzając się z pierwszego przypływu adrenaliny. Próbując racjonalnie myśleć, zdjął z siebie zimową kurtkę, pod którą zdążył się już porządnie spocić, wytarł w jej futro brudne dłonie i ustabilizował oddech. Przez jego gardło przeszedł najbardziej donośny krzyk na który mógł się zdobyć. Wzywał pomocy w regularnych odstępach, a jego ślina gęstniała z każdym kolejnym przełknięciem. Rozpłakał się. Spływające, gorące i ciężkie łzy, wytyczyły ślady w czarnym pyle pokrywającym jego policzki. Nie miał czasu się wstydzić, szlochał prawdziwie rozdzierająco, to znów przechodził w przerywany oddech, mamrotał pod nosem, lub trwał w całkowitej ciszy, gdzie tylko lekkie spazmy oznaczały rozpacz. Rozbolała go głowa, a ciemność przed nim zaczęły wypełniać finezyjne kształty i kolory, przypominające wygaszacz ekranu z domowego komputera - fioletowe i niebieskie wstążki zwijały się wokół Karola, kurczyły i pulsowały, uciekały na chwilę, i wracały z drugiego krańca wizji. Rozłożył się na posadzce, i mógłby przysiąc, że gdzieś w tle rozlega się kolejny szkolny dzwonek. Zatkał uszy palcami, a hałas trwał w najlepsze. Jak alarm przeciwpożarowy, nieprzerwany brzęk wdrążał się w jego mózg, tupot uczniowskich kroków na schodach wybijał marszowny, wojskowy krok, jakiegoś pośpiesznego i niecierpliwego wojska, głodnego krwi i śmierci. Tupot. Tupot. Trupot. Nieprzerwane bębny kołatającego serca. Karol zerwał się na równe nogi, a jego głowa pozostała na ziemi. Formy przed oczami przypominały lany w andrzejki wosk. Świetliste kontury składały się w rude gwiazdozbiory. Rude. Nitki rudych włosów trzepotały na wietrze ciała szklistego. Karol nachylił się, żeby je pocałować, a one odfrunęły pod sam sufit, nęcąc go po kolei swoją bliskością, tylko po to, aby uciec w ostatnim momencie. Zlizana z warg sól zdawała się teraz smakować owocową pomadką do ust. Truskawki. Kiedy jego mama usługiwała sąsiadom, aby zarobić na związanie początku miesiąca z końcem, zabierała go ze sobą do ogródka, on plewił chwasty, a ona zbierała z krzewów owoce - dojrzałe i ponętnie czerwone w skwarnym, letnim słońcu. Jego dłonie w roboczych rękawiczkach nie mogły się równać jej, czerwonym i gładkim, jak wyrobiony w korycie rzeki kamień.
    • @Charismafilos  wiersz nie jest o tym:)) .Zaskakujące skojarzenie ;) Dziękuję  @Marek.zak1

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      Dziękuję, nie znałam tego. Sprawdziłam i rozumiem aluzję . Spokojnej nocki;))  @Mel666 Bardzo trafne odczytanie.  Serdecznie dziękuję.  Uściski.

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • @wiedźma nie wiem czy się nie mylę, ale dla mnie jest to wiersz o przemocy. Psychicznej, fizycznej....ale ukrytej. Tak o nim mysle po pierwszym czytaniu. Jest świetny!
    • ?trwałość pamięci*   upłynnij wymowę cz chupa chups w kwiatek czy chmurkę   od lat podnosi  poziom serotoniny staś dla nel zdobyłby chupsa zamiast chininy    logo zbyt  późno powstało avida słodycz salvadora dolar   galowe logo którego nie czupiają się zegary co zostało  osiemdziesiąt dziewięć    przełom zabrał malarza cukierek poszedł do kosza  papierek pozostał  w dłoni   * Nawiązanie do tytułu jednego z obrazów S.Dalego.
    • @Poet Ka i dziękuję za wszystkie lajki i komentarze. Wiele dla mnie znacza
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...