bez-miar
chociaż para staruszek na ławce i kilka bezdomnych
kotów pewnej nocy z trzaskiem rozklejam usta
i cytuję nasze odejścia fale rzeki a na nich osiedla
bloki i wieczory jak zapalały się latarnie ja na głębokim
wdechu i jeszcze więcej okiem
a później te chwile gdy nie czekało się na nic
firankę falującą w drzwiach otwartego balkonu
piski ganiajacych się za nim jaskółek pohukiwanie
cukrówki i tę wiarę że się jest że będzie
nie zniknie