Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Znaczna modyfikacja dawnego tekstu

  

 

W bladym świetle księżyca – wpadającym przez niewielki witraż, przedstawiający obraz ślicznego aniołka z poderżniętym czerwienią gardłem – mało co wokół dostrzega. Siedzi na plamie pośmiertnej szczupłego trupa, leżącego w otwartej trumnie. Wieko oparte o ścianę, sprawia wrażenie płaszcza, ze stężeniem pośmiertnym.

 

Najedzony i pełny sił, doznaje powolnego przeistoczenia. Nie tylko jest coraz większy, ale też mądrzejszy. Za chwilę uświadomi sobie, że on to on. Tak niewiele już brakuje. W nocy wyszarpywał śmierci, smakowite martwe kawałki. Wyjadł gałki oczne oraz zachowany miód w uszach. Trochę okleił otwór gębowy, ale obmył w zielonkawej mazi. Skrobał apetycznie po odsłoniętych, śliskich żebrach. Czasami tracił równowagę, zagłębiając ciało w zwłokach.

 

Jednak po uczcie i krótkim śnie, nadal jest głodny. Za chwilę rozerwie dogłębnie jamę brzuszną, rozcinając skórę i zacznie szukać w ponętnych wnętrznościach, najlepszych kąsków. Najbardziej miękkich i soczystych, jakby skruszały specjalnie na dzień uczty. O twarde włosy na sinej głowie, ociera tęskne spojrzenie. Ma poczucie wyostrzenia przyszłych zmysłów, w gronie jemu podobnych, które będą wykonywać rozkazy władcy.

 

Rozszerza trupią szczękę. Uderza o żółtawe zęby. Dźwięczny odgłos stukania, oblepia ściany martwym echem, dodając wiary, że wszystko pójdzie zgodnie z rozkładem. Może nawet głowę, zdąży ogołocić ze skóry. Do okrwawionej gołej czaszki, by sobie wyobrazić, co będzie robić z ludźmi i jak będą później wyglądać, jako pożywne obiady. To przecież najokrutniejsze drapieżniki. Wydłubuje nieduże połacie miękkiego tłuszczu. Smakowita galaretka. A jednak nie jest pewien, słuszności rozmyślań.

  

Właśnie teraz, w tym momencie, w bladym świetle księżyca, uświadamia sobie w całej pełni, własną tożsamość, lecz nie całą. A ponadto nieustannie zwiększa swój rozmiar. Czuje ową przemianę i to go cieszy. Podchodzi ociężale do okna. Trochę trudno, bo ciało ciężkie, oklejone kurzem i słodkim, mdlącym zapachem. Ale to minie, jak bajka w kostnicy.

 

Spada z niej przylepiony ostatnią chwilą, kawałek kości na zimną posadzkę. Powtarzalne echo, dźwięczy niczym dzwoneczek, na rzezi białego baranka. Rozwala witraż, lecz omija obraz aniołka. Na szyi nie ma już śladu poderżnięcia. Dziwnym zrządzeniem losu, zyskuje przez to nieśmiertelność i jeszcze coś. Umiejętność fruwania.

 

Najedzony, okupuje parapet otwartego okna, na tle srebrnej tarczy. Połowa ciała jest wewnątrz, a druga już na zewnątrz. W ciszy cmentarza, wydaje dźwięki po raz pierwszy słyszalne. Piękne i kuszące.

  

Wzbija ciało do lotu. Szybuje w upragnionym kierunku. Zewsząd słyszy znajome dźwięki i szum tysięcy przeznaczeń. Przylatują następne, posłuszne nakazowi. Odtąd będą na zawsze wierne, by nie był osamotniony bezsensem, w niezrozumiałej do końca misji. Leci nisko nad grobami, między poddańczym szpalerem, chłonąc w siebie motywujący widok, niewidzialnych tajemnic.

 

Chmura jeszcze nieokreślonych barw, zasłania świt nad miasteczkiem, niewidzialnym pytaniem: ilu dzisiaj śni po raz ostatni, a ilu szczęśliwców, dostąpi przebudzenia?

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Trzeba sobie zainstalować własny kasownik szumu. Widziałem taki na falmach o katastrofach lotniczych, jak odczytują "czarne skrzynki" 
    • @Jacek_Suchowicz

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      To jest inna logika, jak sądzę, ten BB może obronić przed niebezpieczeństwem. Jak widziałeś film "6 dni 7 nocy", z Harrisonem Fordem, tam jest taka scenka:   Robin: I thought, that’s what women wanted Quinn: What? Robin: Men who weren’t afraid to cry, who were in touch with their feminine side. Quinn: No, not when they’re being chased by pirates, they like them mean and armed.   Pozdr.     
    • Z Wami Panie rozmowa jak ze starym, siwym, dawidowym handlarzem.  Ani człowiek po tej dyspucie mądrzejszy  ani głupszy. Ani w pełni zadowolony, ani zdradziecko oszukany. Rzeknijcie na rany Chrystusa, ile z sakwy mi czerwońców ubędzie?  Za Wasze wątpliwe wstawiennictwo i opiekę.     Wy inflamis i przechrzta. Nie ariański a popi bydlak kresowy. Palownik od księcia Jaremy. Strach blady i kaźn na dusze kozacze. Choć Wy teraz odziani w karmazyny   na dworze magnackim i nahajem chłopstwo  jak ptactwo dzikie, po polach rozganiacie. To ja wiem, żeście nie zawsze tacy byli, pierwszej krwi błękitnej, szlachcic.     A co ja prawie, jeno szlachcic… wojewodzic, Hetman koronny, książę elektor na warszawskich pałacach i sejmowych polach. Buty Wam i czarnego jak kopyta Mefistofila, humoru przaśnego, bicze bisurmańskie z głowy nie wybiły. Ale już skórę z pleców odjęły i zniżać głowę  przed obliczem wezyra galernego, nauczyły.     Gdybym nad grobem nie stał w chwili doczesnej i gardłowej sprawie się nie poświęcił to bym spluwał na Wasz herb i szablę Waszą i z grobu Was nie odradzał. Lecz tylko Wy, czerni grobu się nie boicie. Krzyże święte profanujecie, na klasztory kobiece zajazdy gotujecie, młódki dla zabawy  raptem gnębicie  i gwałt im bezbożny zadajecie. W imię sił nieczystych, którym duszę zaprzedaliście, Wy i cała Wasza sotnia.     Pamiętam jak dziś, bo walczyłem tego, przeklętego dla ojczyzny, majowego dnia, roku pańskiego tysiąc sześćset czterdziestego ósmego na korsuńskim stepie. I niech mnie Bóg pokara jeślim skłamię teraz i piorun mnie jasny zabije, bo przeto dokładnie widziałem jak padacie z konia, trafiony tatarska strzałą i sfora do Was doskoczyła jak diabelska, wściekła fala.  Cięły Was i kozackie karabele i osmańskie ordynki Tatarów. Widziałem, Panie Bracie jak trup z Was jeno ostał na ich drzewcach i ostrzach. Jak mi Bóg miły, umarliście a teraz żyjecie!     Wy diabły stepowe,  na pokutę wieczną skazane. Wy, nieumarli obrońcy, świętego stepu. Kruki i sokoły, Waszymi sługami i oczami. Diabliki, na rumakach z huraganu,  Waszymi kompaniami. A śmierć Wam hetmanem i batiuszką. Carem i hosporadem. Klątwą Waszą po wieki. Nie chcecie przeto nic ode mnie. Ani złota ani srebra  ani honorów i wstawiennictw. Chcecie jedynie bym ten pergamin przeklęty, własną krwią podpisał i przeklął swą duszę. Mi już nie dwory ni zamki,  rezydencjami doczesnymi. A castrum doloris, ciche w świątynii. Dajcie sztylet. Sobie na pohybel, pieczęć krwistą pod umową stawiam.     Kary koń już czekał u drzwi. Wspaniały silny i dumny fryz.  Samej pani małodobrej, wierny ogier. Gość mój wsiadł na niego z miną straczeńczą Zabrał go prosto do piekielnych podziemi.  
    • odniesienie w dwóch warstwach - chwila ze swoją wybraną - chwila z Stwórcą   pozdrawiam
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...