Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

jeździliśmy na wykopki
zuzka nosiła we włosach czerwone maki
co jej wujek (z kopalni) zerwał pod monte cassino
a franek się ślinił do kombajna
ziemia dudniła a on chciał być przodownikiem pracy
bo stonka leżała w kościele

wieczorem siadaliśmy przy ognisku
i rozbierając z dzieciństwa lenina
przez pięć lat układaliśmy plany
na nasze niepodległe pod administrację m4

potem zrobiło się licho
ktoś zrzucił marksa z piątego piętra
i kiedy rączka rączkę myła zabrakło chleba
na ideały


serce waliło młotem a z głębin sierpa
na okrągły stół wjechała solidarność







































































jajników

Opublikowano

@violettapytam dlaczego ci nie pasuje, bo to, ze ci nie pasuje, napisałaś już w pierwszym komentarzu, możesz wyjaśnić?

 

@violetta rozumiem także, że jesteś materialistką, ale nie każdy myśli o kasie i nią żyje, jak ty, czasami bywa i tak, że człowiek ma pasje, coś uwielbia, chce się zmierzyć, sam ze sobą i sam ze sobą powalczyć, ale tobie to obce, skoro przeliczasz wszystko na pieniądze

 

Opublikowano (edytowane)

@Amber erekcjato, nie jest tak prostą formą, jak wydaje się być

bywają lepsze i gorsze

chwile;)

 

napisałam setki, wydawało mi się kiedyś, że erekcjato, może z 20% mojej pisaniny tje

 

@iwonaroma :)

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

@violetta strasznie to krzywdzące dla jezusa, że nie masz własnego rozumu, a chyba o to mu chodziło, żebyś miała i go używała.

gdybyś zabiła kogoś, bez względu na okoliczności, także byś zwaliła winę na jezusa, ponieważ "to on za ciebie myśli"?

każdy człowiek jest odpowiedzialny sam za siebie, po to masz mózg, aby nim poruszać, a nie szukać winnego twoich zachowań i czynów

Edytowane przez hania kluseczka (wyświetl historię edycji)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...