Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Ostatnio akurat czytałam o św. Andrzeju Boboli, któremu zdjęto skórę.

Może chodzi Ci o poecie Stanisławie Czyczu, a może o kimś po prostu bezimiennym. Nie wiem.

- Dla mnie to, co stało się z jego skórą, było symboliczne: jakby stracił warstwę ochronną, która ubezpiecza większość ludzi od ciemnej strony świata - opowiada Bronisław Maj, poeta, w latach osiemdziesiątych redaktor opozycyjnego "NaGłosu". - Nie można żyć bez skóry, bo wtedy świat za bardzo rani. A on nie miał skóry, dosłownie i w przenośni.

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 Generalnie, to życie jednak boli

Pzdr :-)

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 

@Klip ...

Dziękuję

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 

 

 

@jan_komułzykant :) 

Też znam takich 'skur/skór- czy- byków' :) 

Dziękuję:)

 

 

 

 

 

@poezja.tanczy :)))

Dziękuję i również wszystkiego dobrego

 

 

 

@et cetera :) Pisałam o bezimiennym choć żywe przykłady są... do żywego. W ogóle nie wyobrażam sobie, jak można żyć bez skóry ale podany przez Ciebie przykład Andrzeja Boboli pokazuje, że jednak można... Mój Boże, cóż ludzie człowiekowi potrafią uczynić...

Tak, życie tu na ziemi bywa bolesne. Bardzo. Gdyby nie druga jasna strona nie dałoby rady tego znieść:(

Dziękuję i również pozdr :-) 

 

 

 

@Jacek_Suchowicz 

Dziękuję i również pozdrawiam

 

 

 

Opublikowano

@iwonaroma

Tytułu nie dało się minąć, bo nawet nie miałem zamiaru niczego czytać, a tu proszę, tytułem dostałem po mordzie, według mojej starej maxymy, że literatura ma wybijać zęby, ale teraz tak bym nie powiedział, zresztą literaturę mam za nic i szkodnika... Ale pisma które obdzierają ze skóry – tak, to byłoby coś warte, tylko niemożliwe, bo obdarci nie piszą, komfort pisania mają tylko obdzierający, więc jak moglibyśmy? Ha ha, chyba dzięki Tobie uświadomiłem sobie bezczelność własnych zamiarów bajkopisarskich i pułapkę ich, dzięki :D

Co za wspaniały dzień zatem, utwór Twój zbawiennym wręcz się okazał...

Pozdrawiam :)

 

Opublikowano (edytowane)

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 

@Nata_Kruk :) Dziękuję:)

 

 

 

@Kościół Zbawienia Słów 

Dzięki za głos i refleksje :)

Trochę bym polemizowała, że literatura szkodnikiem, wg mnie to zależy, co ona niesie i przynosi... Czasem rzeczywiście czarne, czasem kolorowe, a zdarza się może i jasne? :)

Tak czy siak fajnie, że miałeś wspaniały dzień:)

Również pozdrowienia

 

 

 

 

 

 

 

 

@Monia @hania kluseczka

Dziękuję:)

 

 

Edytowane przez iwonaroma (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

@iwonaroma

Domyślam się polemiki, bo nie to chciałaś przekazać, ale na przykład kiedyś napisałem o zmarzniętych ptakach zimą w nocy na drzewie i wietrze, i byłem bardzo z textu zadowolony, a jednak ani mnie, ani nikogo raczej text ten nie skłonił, by zrobić cokolwiek praktycznie, to znaczy nasypać im ziarenek, a obudził tylko samozadowolenie jacy to my jesteśmy "wrażliwi"... Dla mnie więc literatura to chorzy dla chorych piszą i może być lekarstwem, ale ciągle jesteśmy w szpitalu. Poza tym znaczenia słów odzwierciedlają światopogląd, z którym się nie zgadzam, gramatyka również, nad tym pracuję, na szczęście ludzie są pomocni, bo na Nowej Fantastyce, gdzie wrzuciłem bajkę, to i tak nikt już ze mną nie będzie gadał (bo niestety trzeba gadać) odkąd w jednym zdaniu wymieniłem Hitlera i Jezusa jako tożsamych, choć nie miałem zamiaru, ale na jakiś slogan bezmyślny reakcja musiała nastąpić :D

Sorry za zwierzenia, ale jak już zacząłem to skończę, a Ciebie raczej dobrze kojarzę, chociaż rzadko mieliśmy styczność, więc nie było okazji... Za text ważny należy coś dać z siebie, więc niech to będzie to :D

Opublikowano (edytowane)

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 

@Kościół Zbawienia Słów dać coś z siebie to bardzo dużo:)

Wiesz, pisanie w sytuacji, gdy coś złego dzieje się obok to rzeczywiście nie na miejscu. Ale (hipotetycznie) piszesz w swoim spokojnym pokoju, nic się złego nie dzieje - żadna awaria, żaden gaz nie wybucha, ogień nie szaleje, sąsiadka nie krzyczy, że umiera :) itp. etc. - czy pisanie w takiej sytuacji jest chore? Być może leczysz siebie i być może coś dasz pozytywnego z siebie jakiemuś czytelnikowi. A być może jesteś już zdrowy, tylko chcesz dzielić się swoją radością, zadowoleniem itd. A że tysiąc kilometrów stąd szaleje wojna, mordują, płoną lasy, zalewa powódź... Oto dylemat... pisać czy 'biec' na pomoc? Jeśli nie mamy na coś wpływu to trzeba dać sobie spokój. 

 

Co do Jezusa i Hitlera.. sam piszesz, że nie miałeś zamiaru, czasem się coś chlapnie ;) i konsekwencje muszą być;) Pamiętam głośną sprawę tego kontrowersyjnego (aczkolwiek bardzo utalentowanego) reżysera duńskiego Larsa von Triera, który chlapnął, że rozumie Hitlera ... Bojkot jego twórczości na całej linii! A ja pamiętam, jego wypowiedź, to było w kontekście rozmowy o samobójczej śmierci Hitlera. Może Lars mówił, że rozumie Hitlera, iż popełnił on samobójstwo? Ale wyraził się nieprecyzyjnie? Tak czy siak trzeba być uważnym, co się mówi/pisze - choć i tak nie mamy 100-procentowej gwarancji, że zostaniemy dobrze zrozumiani... Ludzie rozumieją przez swój pryzmat a i nie brakuje takich, którzy celowo przypiszą nam nie takie intencje... Mimo to trzeba być uważnym, świadomym, co się rzuca w eter:) by minimalizować zadymy. 

 

 

 

 

 

 

 

@Omagamoga :) dzięki

 

 

Edytowane przez iwonaroma (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

@iwonaroma

To prawda, że pisanie powinno leczyć piszącego przede wszystkim, i na przykład Andrzej Żuławski (za którym nie przepadasz jak pamiętam, ale On) całe życie doznawał strachu przed wojną której doświadczył jako dziecko, i w wieku 67 lat wyleczył się pisząc Nocnik, niestety chlania nie zaprzestał, w każdym razie czytanie tego było pięknym przeżyciem...

 

A o Larsie nie słyszałem, ale inni, jak Kanye West, również doznawali zrywania kontraktów itp, gdy powiedzieli o kimś przeklętym przez opinję, jak Hitler, w kontexcie nie negatywnym, co znowu do Jezusa wraca, bo Kanye powiedział, że "kocha Hitlera i nazistów", przynajmniej to poszło do prasy... Jezus w objęciach z Hitlerem, o rany, niech ktoś mi zabroni pisać... Dzięki,

Pozdrawiam :)

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 

@Kościół Zbawienia Słów

Wiesz, może byłam niesprawiedliwa wobec Żuławskiego, bo próbowałam coś czytać i oglądać i mnie odrzuciło na początku, nie poszłam dalej, więc nie powinnam się wypowiadać po całości. Ale tak już mam, że nie zmuszam się do odbioru, gdy nie muszę (jak to było w szkole :)). To co piszesz o tym 'Nocniku' - to może być ciekawe, bo autentyczne, żywe przeżycia na ogół skutkują czymś wartościowym. Tak też zresztą miałam w przypadku Dzienników Gombrowicza, które bardzo do mnie przemówiły, gdy reszta jego twórczości jest dla mnie trudna do strawienia :(

 

Co do Jezusa... myślę, że stać by go było na przytulenie Hitlera, ale nie w momencie jego niecnych czynów tyko po fakcie - gdyby się skruszył... Ale to tylko moje gdybania:)

 

Również dziękuję za rozmowę i pozdrawiam także 

Opublikowano

@iwonaroma

Tak, hailujący Hitler i szczekliwy tu nie pasuje... Żuławski niestety jest odrzucający również dla mnie jeśli chodzi o rzeczy których nie czytałem, i tam są opisy niesmaczne zbliżeń cielesnych, jednak On miał do tego wstręt, i to jest rodzaj masochizmu... Tak czy tak mam książkę Jego którą bardzo chciałbym czytnąć ale na razie nie mogę... Manipulant był bezwzględny, a jednocześnie ludzie podkreślają Jego ciepło i uważność na drugiego... Gombrowicza Dzienniki nie znam, tam podobno jest wpis: czwartek, ja,ja, ja ,ja, ja :D

 

Opublikowano

@iwonaroma

A propos jeszcze skruszenia Hitlera: ponieważ zło mniemane czynów Jego różni się jedynie stopniem od zła każdego z nas, także nas Jezus mógłby przytulić jedynie, gdybyśmy się skruszyli, nie ma żadnej różnicy, a ponieważ własnego zła się nie widzi, każdy kto uważa się za dobrego jest gorszy, i mniej zasługujący niż Hitler. To jest zupełnie oczywiste i nie chciałem tego mówić bo wstyd, że trzeba, ale jak trzeba to trzeba. Nie będę czytał ewentualnej odpowiedzi, żeby się nie denerwować, a rozmowa z nikim tutaj i tak jest niemożliwa, brak Hitlerów, bo z Nim to by się może dało...

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 

@Kościół Zbawienia Słów 

Ponieważ nie będziesz czytał odpowiedzi, to mogę napisać co chcę :)

Nie.

Czasem się własnego zła rzeczywiście nie widzi, ale tylko do czasu. 

Drobiazgi szybko się puszcza w niepamięć, rodzic przytula dziecko często szybko po drobnym przewinieniu, a nawet - by uspokoić - w momencie gdy robi ono coś głupiego. 

Osoby typu Hitler eskalowały swoje zło dlugo i permanentnie więc nagromadziło się tego ... Nie przytula się betonu, bo to nic nie da. 

Jak rozmowa tutaj z kimkolwiek jest niemożliwa to nie rozmawiaj :)

 

 

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Leona okrutnie smutne... i bolesne. Ufam, że PL ma się dobrze, naprawdę.
    • Moją równowagą jest smutek  Moją powagą jest smutek Moją prostotą jest smutek    Taki niski   Kiedyś w złych sytuacjach bardzo chciałem być radosny    Są antydepresanty  Ale nie ma tabletek na wywoływanie płaczu    Nie rozumiem tego a to dużo mówi    Ta złość która żyje we mnie musi odejść  Ta frustracja  Ta niezgoda    Ostatnio smutek nawiedził mnie w romantycznym okresie mojego życia młodości  Byłem outsiderem    Teraz smutek przychodzi do nienawiści, jakby przywołany przez nienawiść    Jest, mam wrażenie tyle nieodkrytych sfer w moim odczuwaniu    Po kolei, było tak: nienawiść potem bunt i złość, potem użalanie się nad sobą i bycie ofiarą   Potem destrukcja, potem znowu złość i cierpienie    Teraz poddanie się i smutek.   Najpiękniejszy, najdelikatniejszy on nie stwarza fałszu, on mi pokazuje prawdę taką jaką jest , wybacza zamiast karać.   A gdzie jest teraz sumienie i wewnętrzny krytyk?    Niewiem jak to osiągnąłem, pozwoliłem sobie na uczucie miłości i wdzięczności w relacji przyjacielskiej   Dla mnie smutek jest wolnością  Jest powrotem zakochanego    Teraz to widzę - upadek nastał kiedy niegdyś zacząłem szukać pocieszenia    Czy możliwe że..... skoro teraz mam wiek Chrystusowy to można to interpretować tak, że zaczyna się dobre życie a ten smutek jest związany z nadchodzącym opuszczeniem ukochanego Człowieka, Bliźniego?   I.... może momentem samowiedzy, iż śmierć nie jest dla mnie końcem, przejściem ani nowym początkiem    Jest opuszczeniem ukochanego Człowieka.              
    • z trudnością się wyrasta przy małej ilości światła każdy zakalec wie dokładnie jak bardzo trzeba się naszarpać o odrobinę miejsca   wzdłuż wszerz w górę   mechanizmy tego klimatu nie są zbyt skomplikowane chelicery hoduje się własne a posila się bardzo rzadko na wstręt już nie zauważając   ani na własną okrutność   bo w ciemnym świecie żyje zwykle ciemne pożywienie i niejasne są przypadłości jakimi kieruje się posiłek znajdujący się tuż obok   może szuka odskoczni   gdzie wino nabiera mocy a na półkach obok niego kurzą się graty pośrupane imadło lub emaliowany garnek które nie chcą urosnąć   i nigdy nie potrzebowały  
    • @Maciej Szwengielski - mało osób potrafi właściwie zinterpretować Kazanie na górze, a przecież są dylematy, które tylko serce rozwiązuje właściwie. Wiele u Jezusa opowieści zilustrowanych przykładami, w których zawarto stosowne wskazówki – to pewnik. Czasem ewidentnie widać, że w danej sprawie należy się pokierować sercem, bywa, że nie ma wątpliwości. Duchowni krytykują z ambony modernizm, twierdząc, że to odejście od prawdziwej wiary. Czasem jednak wydaje się, że i u konserwatywnych filozofów katolickich jest za dużo wniosków na wyrost, a u duchownych – za dużo formalności. Kto ma czas zatrzymać się każdego dnia i przeczytać fragmenty, chociażby o rozmowach Chrystusa z faryzeuszami? Przecież tam Nazarejczyk mówi do każdego z osobna, to nauki o sercu. Przez miłość do Boga i ludzi. Po co to komplikować? Nie ma sensu mnożyć bytów ponad miarę.
    • Dedykuję wszystkim Polskim Asom przestworzy, którzy walczyli o wolność i honor dla Polski – niech ich odwaga i poświęcenie nigdy nie znikną z pamięci współczesnych Polaków. Jan Jarosław Zieleziński -----------------------------------------------------------------------------------------   Historia ta o Sprawie i Ludziach Honoru, ze zdjęć starych, pożółkłych – prawie bez koloru, O polskich pilotach wojny strasznych dni, Wolnych i walecznych – tak jak fri-ou-fri*. To historia o Polsce i jej losach w przestworzach, O sile i braterstwie będzie tutaj mowa. Przypomniemy Polaków bohaterskie dni, Z polskiego dywizjonu – asów fri-ou-fri. A więc, żeby nie przedłużać i zacząć od razu, Zasiądźmy za sterami i dodajmy gazu! Wzbijmy się angielskim myśliwcem w przestworza, Cząstki cień historii usłyszeć zza morza... Witold Urbanowicz, będąc nazbyt szczery, na zawodach, z Niemcami miał niezłe afery, Lecz pomimo dąsów i szwargotu pytań, do poziomu sprowadził pana Messerschmidta*. Potem w Anglii, będąc jako wing commander, RAFu opieszałość poznał całą prawdę. Miast czym prędzej Niemcom przypiłować śrubę, Cierpliwości Polaków RAF testował próbę*. Kapitan Paszkiewicz przerwał passę marną. Skrzydłami zahuśtał, po czym krzyknął: „Za mną!” I tak oto RAF z końcem dni sierpniowych, dopuścił dywizjon do lotów bojowych*. Znowu nas wysłali nad londyńskie doki, Blenheimy beztrosko suną przez obłoki... Znowu pilot „Paszko” wszystko to ogarnął. Klucz poderwał słowami: „Do ataku! Za mną!” Jan Zumbach w manewrze samolot przechylił. Już ma Szwaba w muszce! Ale cóż to? Chybił? „Coż to się tu stało?! A niech to cholera! Blokady ze spustu żem nie zdjął gdym strzelał!”* Skręcając dość silnie, aby się nie zderzyć, Blackoutu* doświaczył, lecz zdołał to przeżyć. Lecz co się odwlecze – to już nie uciecze... Cyk-cyk-cyk! – do Heinkla*, dym za nim się wlecze. Kanadyjczyk John Kent nos często zadzierał, By o mały włos Niemiec go ostrzelał, Pan Henneberg Zdzisław na niego nurkuje, Browning Hurricane’a Szwabu nos „pudruje”. „Dzięki, Sir” – Kent mówi (już podczas powrotu), „Żeś mi Messerschmidta zmusił do odwrotu.” „Nie ma za co, lecz poprawkę proszę małą wnieść: Sześć było tych Niemców. Nie jeden, a sześć.”* Stanisława Skalskiego Cyrk był niezłą hecą, Messerschmidtów chmara – Szkopy dzielnie lecą. Garstka polskich asów z nieba na nich spada! Strach Niemców obleciał – biada Niemcom, biada. Innym razem Skalski po podniebnych szrankach: radiostacja milczy, skrzydło ma w kawałkach, Hurricane’em swoim, gdzie zbiornik przecieka, Dotarł do Leconfield – tam już spokój czeka. Mechaników zespół złapał się za głowę: (Samolotu z akcji zostało z połowę) „Dziękuj Bogu na mszy metrową gromnicą! Bo Twój Hurricane, kolego, dziurawy jak sito...”* Zdecydować się na manewr „martwego silnika”*, To doprawdy rozterka pełna wszelkich pytań. Zabronionym manewrem, odwagą się wsławić, By maszynę wierną od śmierci ocalić. Pan Mirosław Ferić zapisał się chwałą, stworzył rzecz tak prostą jak i niebywałą, Dziennik dywizjonu, co się rzucał w oczy, Jerzy Szósty – Król Anglii – też inkaustem zroszył*. Dywizjonu dziennik chłonął wpisów inkaust i zgłoskami złotymi historię zapisał. Zaiste, alianci mogli Polakom zazdrościć – Dywizjonu 303 zwanego „Kościuszkowskim”. Jan Zumbach fantazji ułańskiej dochował, Tuż przy śmigle Kaczora pięknie namalował. Luftwaffe spogląda na raport wieczorem: „Zestrzelił nas ten podły samolot z kaczorem.”* „Johnny” wrócił „zawiany” po balandze nocnej, Do raportu stanął, RAF wkurzał wciąż mocniej. Jego para rąk się jednak w walce nada, Poleciał na akcję i zestrzelił Szwaba.* Wtem RAF raport słyszy przesuwając plansze: „Spokojnie, koledzy, ja go ciut postraszę.”* I już Zumbach serią zaczyna swe szycie, Kolejny Messerschmidt pożegnał się z życiem. Pan Josef František, co odłączał z szyku, stał się w RAF-ie pierwszym z takich samotników. Nad kanałem na Niemców często on polował, i kulami śmierci gęsto ich częstował.* Hurricane, Spitfire i inne maszyny, Tak zabójczo piękne jak alianckie dziewczyny*, Siekające ogniem karabinów Browninga*, Dobrych niemal prawie jak system Gatlinga*. Historia ta ma jednak gorzkie zakończenie: W Jałcie sojuszników zdrada cicho drzemie. Przywódcy aliantów tamtych strasznych dni – Churchill, Roosevelt, Stalin – ci nas zdradzili*. Defilada zwycięstwa i wolności znaków, Wszystkie armie świata, ale... bez Polaków. Ach! Nie sposób zdołać zawiłości tłumaczeń, Na pytanie starszej Lady: „Dlaczego pan płacze?”* -------------------------------------------------- Wiersz napisany na podstawie książki Lynne Olson i Stanley Cloud pt. "Sprawa honoru".

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      -------------------------------------------------- Wyjaśnienia do wiersza: [fri-ou-fri* – jest to swoista gra słów – otóż: liczba 303 wymawiana po angielsku w slangu wojskowym fonetycznie dokładnie tak brzmi, czyli: „three ou three”, natomiast paradoksalnie można ją czytać również jako „free, O! free...”, co w wolnym tłumaczeniu można by przetłumaczyć jako: <Polscy Piloci> „niosący wolność, którą tak ukochali”.] [*"do poziomu sprowadził pana Messerschmidta" -> patrz: opis incydentu przyłapania niemieckiego konstruktora Willy'ego Messerschmidta podczas wkroczenia na polskie zawody lotnicze NIELEGALNĄ i NIEPRZEPISOWĄ drogą, za co Witold Urbanowicz "ukarał" go upokorzeniem w postaci położenia się na ziemi pod groźbą użycia broni przez strażnika lotniska, gdzie odbywały się owe zawody lotnicze -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 57–58 (rozdział: „Polska „będzie walczyć”)] [*"Cierpliwość Polaków RAF testował próbę" -> patrz: opis odwlekania przez dowództwo RAF-u włączenia Polskich Pilotów do lotów bojowych -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 120–127 (rozdział: „Bitwa w Northolt”)] [*"dopuścił dywizjon do lotów bojowych" -> patrz: moment, kiedy dowództwo RAF-u – w obliczu wysokich strat własnych pilotów angielskich i brawurowej i udanej akcji zestrzelenia Messerschmidta – w końcu sierpnia 1940 roku zdecydowało się dopuścić Dywizjon 303 do lotów bojowych -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 127–128 (rozdział: „Bitwa w Northolt”)] [*„Klucz poderwał słowami: „Do ataku! Za mną!”” -> patrz: opis rozpoczęcia ataku na niemieckie bombowce (Blenheimy) przez klucz „żółty” prowadzony przez Kpt. Ludwika Paszkiewicza -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 139–140 (rozdział: „Mój Boże, oni naprawdę ich koszą!”)] [*„Blackoutu” -> czytaj: „blekautu”. „Blackout” jest to chwilowa utrata przytomności spowodowana nagłym spadkiem dopływu krwi do mózgu, najczęściej w wyniku przeciążeń, gwałtownych manewrów lub skrajnego stresu. Objawia się ciemnym „zamgleniem” w polu widzenia i utratą świadomości, która zwykle trwa kilka sekund. [*„Blokady ze spustu żem nie zdjął gdym strzelał!” -> patrz: próba otwarcia ognia ze swoich karabinów Browninga przez Jana Zumbacha i jego reakcję -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 140–141 (rozdział: „Mój Boże, oni naprawdę ich koszą!”)] [*„Heinkla” -> czytaj: „Hajnkla”. Heinkel He 111 był niemieckim bombowcem średniego zasięgu używanym w II Wojnie Światowej we wczesnych latach 40-tych] [*„(...) Nie jeden, a sześć.” -> patrz: opis ocalenia życia kanadyjskiemu pilotowi i jednemu z dwóch dowódców-nadzorców RAF-u Dywizjonu 303 (John Kent) przez polskiego pilota Dywizjonu 303 pana Zdzisława Henneberga -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 146–147 (rozdział: „Mój Boże, oni naprawdę ich koszą!”)] [*„(...) Innym razem Skalski (...)” -> o bohaterskich wyczynach Stanisława Skalskiego i jego Polskim Zespole Bojowym (ang. PFT = Polish Fighting Team, znanym częściej jako „Cyrk Skalskiego”) możemy dowiedzieć się z wielu źródeł, m.in.: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 268–269 (rozdział: „Wojna toczy się w Polsce”), lub np. książka pt. „Cyrk Skalskiego”, autor: Bohdana Arct (również polski pilot RAF PFT)] [*„manewr „martwego silnika”” -> był to zabroniony przez dowództwo RAF manewr polegający na zrestartowaniu silnika przez jego wyłączenie (i czasem ponowne załączenie). Manewr ten był często praktykowany (mimo kategorycznego zakazu dowództwa RAF) przez doświadczonych, polskich pilotów, w dwóch przypadkach: 1. Ocalenia maszyny po ciężkiej walce, kiedy maszyna była tak poszatkowana kulami wroga, że silnik ledwo „dociągał” do lotniska i wówczas piloci wyłączali silnik, żeby w końcowych kilometrach wylądować niczym szybowiec, LUB 2. Manewr ten był wykonywany w celu zyskania przewagi nad przeciwnikiem atakującym z dużą prędkością z ogona, kiedy to, wyłączając silnik np. Spitfire’a, polski pilot wykonywał manewr niemalże natychmiastowego zatrzymania Spitfire’a w miejscu (opór powietrza na wyłączone śmigło był znaczny), kiedy to wrogi samolot, np. Messerschmidt, dosłownie w ciągu 3-4 sekund wyskakiwał do przodu, stając się bardzo łatwym celem. Wadami tego manewru była wysoka zawodność silników Rolls-Royce Merlin, które miały problem z ponownym uruchomieniem w powietrzu. Pamiętać też należy, że w przypadku awarii na zbyt małej wysokości pilot myśliwca ginął, ponieważ wówczas nie było jeszcze systemu katapultowania się na spadochronie, a pilot, który chciał się uratować, musiał to zrobić ręcznie: otworzyć kabinę, wyjść/wyskoczyć i... PRZEŻYĆ, bo dość często zdarzały się przypadki rozstrzeliwania praktycznie bezbronnych pilotów opadających na spadochronie -> patrz: str. 62, książka pt. „Sprawa honoru”, rozdział: „Polska „będzie walczyć””] [*„Jerzy Szósty – Król Anglii – też inkaustem zroszył” -> patrz: opis złożenia wpisu przez Króla Anglii Jerzego VI w Dzienniku Dywizjonu 303 -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, str. 152 (rozdział: „Jak wiele im zawdzięczamy”)] [*„Zestrzelił nas ten podły samolot z kaczorem” -> Jan Zumbach na drzwiach swojego Spitfire’a na dziobie (a więc nieopodal śmigła samolotu) namalował Kaczora Donalda, wówczas popularnej bajki Walt’a Disney’a puszczanej jako filmy rozrywkowe w kinoklubach/messie oficerskiej -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, zdjęcie na str. 117 (rozdział: „Bitwa w Northolt”)] ["Poleciał na akcję i zestrzelił Szwaba." -> patrz: Jan Zumbach, „Ostatnia walka”, wspomnienia pilota Dywizjonu 303 – opis zestrzelenia niemieckiego bombowca podczas Bitwy o Anglię.] ["Spokojnie, koledzy, ja go ciut postraszę." -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, str. 150 (rozdział: „Jak wiele im zawdzięczamy”)] [*„Pan Josef František” -> był to pilot RAF-u czeskiego pochodzenia, ale pragnący latać w Dywizjonie 303 razem z – tak jak i on, nieco krnąbrnymi w kontekście sztywnych procedur RAF-u – Polakami. Zasłynął z tego, że często odłączał się z szyku, żeby „polować” na niemieckie samoloty, które „na oparach” paliwa wracały/uciekały w stronę niemieckich lotnisk -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 119–120 (rozdział: „Bitwa w Northolt”), oraz strony: 154–157 (rozdział: „Jak wiele im zawdzięczamy”)] [*„alianckie dziewczyny” -> mowa o wszystkich kobietach sił Aliantów, które swoją bohaterską postawą dołożyły się do zwycięstwa Aliantów w II Wojnie Światowej (w tym Polkach z polskich formacji wojskowych w kraju, tj. AK, NSZ czy BCh)] [*„karabinów Browninga” -> mowa o karabinach maszynowych stosowanych na pokładach samolotów myśliwskich. Choć wymienione zostały tutaj karabiny Browninga (najczęściej kaliber .303/7,7 [mm]) jako przykład, warto wiedzieć, że myśliwce dysponowały większym asortymentem rodzajów broni, jak np. CKM = Ciężkie Karabiny Maszynowe kalibru .50 (12,7 [mm]), działka Hispano kalibru 20 [mm], a nawet rakiety i bomby] [*„system Gatlinga” -> mowa o nowoczesnym typie ciężkich karabinów maszynowych wykorzystujących tzw. system Gatlinga, gdzie system zamka, spustu i budowy lufy umożliwia strzelanie amunicją wysokokalibrową tak, jakby to był bardzo szybki karabin maszynowy. Najbardziej znane przykłady to M-134 Minigun, czy działko Vulcan montowane m.in. we współczesnych myśliwcach F-16 Fighting Falcon.] [*„(...) ci nas zdradzili” -> patrz: historia zdrady honorowych przyrzeczeń wojskowych opartych na faktach na przykładzie Teheranu -> patrz: np. książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 275–277 (rozdział: „Wojna toczy się w Polsce”) oraz strony: 289–299 (rozdział: „Sprawa honoru”)] [*„Na pytanie starszej Lady: „Dlaczego pan płacze?”” - (czyt. "na pytanie starszej Lejdi: „Dlaczego pan płacze?”" -> patrz: opis defilady tzw. „wojsk sprzymierzonych” w kontraście do przepełnionego smutkiem Asa Polskich Pilotów Myśliwskich – Witolda Urbanowicza jako symbolu „zwycięskiej” Armii Polskiej, która na skutek nacisków Stalina i cichego przyzwolenia Roosevelta i Churchilla nie mogła uczestniczyć w zwycięskiej paradzie, która odbyła się 8 czerwca 1946 w Londynie -> patrz: np. książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 15–18 (rozdział: „Prolog”)]    
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...