Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

“ON” 

Pewnej pochmurnej nocy Eli się przebudził i postanowił wyjść na spacer. Czasem tak robił, gdy nie mógł spowrotem usnąć. Kochał noc. Wprawiała go w uczucie nostalgii, często doprowadzała go do głębokich rozmyśleń nad swoim życiem. W trakcie dnia tak nie mógł, był ojcem 11 letniej Caroline oraz mężem bardzo popularnej modelki Jean De Ray. Miał krótkie czarne włosy, piwne oczy oraz mały lekko zadarty nos. Był jednym z najlepszych policjantów w kraju, ale miało to wiele wad. Czuł, że ciągle jest obserwowany, lecz nigdy nie udało mu się dotrzeć tej osoby. Myślał, że może to wynikać z traum, które przeżył w dzieciństwie. Nigdy nie miał łatwo, ale zdążył się do tego przyzwyczaić. Jego matka była bardzo surowa i pobożna. Po śmierci męża jeszcze bardziej się jej to nasiliło. Eli był pod ciągłą kontrolą, nie mógł sam wyjść z domu, wszędzie chodziła z nim mama, dlatego też w wieku 15 lat nie miał żadnych przyjaciół, pomimo wszystko nie dziwił im się, że nie chcą spędzać z nim czasu. Przez zachowania rodzicielki sam stał się dziwny i wycofany. Wymagała od Eliego niesamowicie dużo. Wszystkie obowiązki domowe wykonywał sam - gotował, prał, odkurzał. Miał również ustalone godziny snu, gdy położył się chociaż 10min później, był bity. Mężczyzna szczerze nie znosił swojej matki. Zdał szkołę z wyróżnieniem i się wyprowadził, kilka lat później zaczął pracować.  Wtedy poznał Jean, przyszła na komisariat zgłosić nękanie ze strony jej byłego partnera Nacho. Była ona niską blondynką o niebieskich oczach oraz spokojnym temperamencie, za to on był wyższym, porywczym brunetem, który pracował jako ochroniarz.  Mężczyzna miał na jej punkcie obsesję, przychodził pod blok, w którym mieszkała i wysyłał różne obrzydliwe wiadomości. Na kolejny dzień aresztowali  Nacho. Nie okazywał żadnej skruchy, twierdził, że kobieta jest jego własnością. Dostał wyrok na 2 lata. W przeciągu tego czasu Eli zakochał się w Jean i wspólnie stworzyli kochającą się rodzinę.   

 

Nagle z tych wspomnień wyrwał go odgłos telefonu. Pomyślał: “Jest 3, kto może do mnie o tej porze dzwonić?”. Odebrał i po usłyszeniu; 

  • Tu Marco, twoja żona trafiła do szpitala na ulicy Allego, leży w sali nr 4.  

Marco był przyjacielem Eliego. Wspierali się w trudnych chwilach.  

 Był przerażony, co mogło się stać? Jean wręcz tryskała zdrowiem. Od razu popędził do szpitala. Wbiegł do jej sali i się rozpłakał. Kobieta była cała pokryta bandażami. Nie wiedział o co chodzi, wtem do sali wszedł lekarz i rzekł: 

 - Na Pana żonę ktoś napadł, została przywieziona tutaj około godziny temu. Jest poparzona, napastnik musiał wylać na nią coś gorącego. Ma także złamaną prawą rękę i wybity palec u lewej dłoni. Widać na jej nadgarstkach ślady walki, prawdopodobnie nie chciała dać się skrzywdzić tej osobie. Na brzuchu ma kilka ran kłutych zadanych tępym narzędziem. To ją uratowało, jeśli przedmiot byłby ostry, zmarłaby na miejscu. Ma wielkie szczęście. Po pogotowie zadzwoniła niejaka Caroline, podziwiam ją naprawdę, że w tak młodym wieku zachowała zimną krew i powiadomiła odpowiednie służby. Powiedziała operatorowi 112, że tydzień temu skończyła dopiero 11 lat....  

Eli był dumny ze swojej córki, w końcu uratowała życie swojej matce. Do sali po chwili wpadł Marco i oznajmił: 

  • Caroline jest u twojej matki, po dowiedzeniu się o tym zdarzeniu od organów ścigania, zabrałem ją i do ciebie zadzwoniłem.  

Wyszedł z pomieszczenia i pojechał do swojej matki. Nigdy tak szybko jak dotąd nie jechał. Bał się co mogła jej nagadać. Wysiadł z samochodu i popędził do drzwi... Spotkał tam ją - swoją mamę, wyglądała jakby zobaczyła ducha, po twarzy kapały jej łzy. Miała na sobie ubrania ubrudzone krwią. Nim zdążył wycedzić choćby słowo zaczęła krzyczeć: 

  • Nie żyje, ona nie żyje, ktoś ją zabił!!! Moja wnuczka nie żyje, odeszła już na zawsze. Byłam u sąsiadki po cukier, gdy wróciłam do domu leżała martwa na dywanie! Próbowałam coś zrobić, zatamować krwawienie, ale ona już nie oddychała. Wyszłam tylko na sekundę, a tym czasie Carol zdążyła zginąć, powiedz mi, powiedz mi to prosto w twarz. O co z tym wszystkim chodzi 

 Mężczyzna nie lubił, gdy rodzicielka nazywała jego córkę “Carol” brzmiało to jego zdaniem dziwnie. Jak miał na to odpowiedzieć? Sam nie wiedział o co chodzi. Czuł się zdruzgotany. Córeczka nie żyje, małżonka w szpitalu. Co ma na celu ta osoba, która to wszystko robi? Wezwał ambulans i policję. Przez dobre kilkanaście godzin badali miejsce morderstwa. Nie dowiedzieli się nic, prócz tego, że tak samo jak jego druga połówka jest poparzona, ma złamaną prawą rękę, wybity palec u lewej dłoni i parę ran kłutych. Po słowach policjantów wiedział co zrobić. Jako iż sam pracował jako przysłowiowy “glina” uznał, że wróci do domu po broń. Miał mały pistolet, który posiadał zaledwie 3 naboje, musiał, więc uważnie i celnie strzelać. Usiadł na podłodze i zaczął szlochać. Nagle poczuł coś twardego pod dywanem... To telefon Jean! - bardzo się zdziwił. Wiedział, że to niemoralne, lecz postanowił go przejrzeć. Znał hasło do jej komórki. Wpisał kod i wyskoczyła mu masa połączeń oraz nieodczytanych wiadomości od jednego nadawcy podpisanego “ON”. Zaczął czytać sms’y. Był zły. 

Przewijał konwersację, aż w końcu natknął się na bardzo ciekawą treść: 

  • Nie mam już dłużej siły udawać, kocham cię Jean, jesteś tylko moja, ten bachor przeszkadza nam jedynie w byciu razem. Musisz być moja. Pomimo wszystko kiedyś cię zdobędę, czy tego chcesz czy nie.  Nie obchodzi mnie to, że masz rodzinę, pomyśl, kiedyś było nam tak dobrze. Planowaliśmy mieć trójkę dzieci a ty ode mnie odeszłaś i podałaś na policje za nękanie! Źle zrobiłaś, pożałujesz tego w najbliższym czasie. 

Biegł przez 15min spowrotem do szpitala. Wiedział kto był mordercą. Skojarzył fakty. Zastanawiało go tylko czemu żona zatajała przed nim takie ważne informacje... Ale teraz nie miało to większego znaczenia. Chciał zabić Nacho, wiedział, że jest chorobliwie zakochany i wróci po Jean. Usiadł w poczekalni. Czekał i czekał, czas mu się dłużył. Chciało mu się spać. Postanowił podejść po kawę do automatu, który był zaledwie kilka kroków od szpitala. Gdy wrócił nie było już jego małżonki, rozpłynęła się w powietrzu. Zapytał pielęgniarki co się z nią stało. Odpowiedziała: 

  • Jest Pan mężem prawda? Jean De Ray zmarła przed chwilą, a dokładniej została brutalnie zamordowana. Mamy kamery, wiemy kto to zrobił. Był to około 30 letni mężczyzna ubrany w koszulę w kwiaty, wyglądał bardzo niechlujnie. Ochroniarze szukają go po całym obiekcie, zaraz powinien przyjechać także patrol policji.  

Wiedział, że to był Nacho. Poszedł pozbierać myśli. Kucnął przy pobliskiej fontannie i nagle zobaczył uciekającego byłego partera swojej drugiej połowki. Nie zawahał się, wyciągnął pistolet i strzelił mu w prawą nogę. Przestępca się wywrócił, nie mógł już dalej biec. Eli podszedł do niego i zadał mu jedno pytanie, które brzmiało: 

  • Czemu? Co ja ci zrobiłem? 

  • Ukradłeś mi ją, tyle zrobiłeś - oznajmił 

  • Za to co uczyniłeś mojej rodzinie zginiesz Nacho Alesie! - poinformował policjant. 

  • Chciałem by była moja, ale to Ciebie kochała! Musiałem ją zabić, byłem zmuszony tego dokonać... - odparł Ales 

Nie miał siły tego słuchać, wycelował po raz kolejny broń i wystrzelił, tym razem prosto w głowie mordercy jego rodziny.   

 

 

Czuł się fatalnie, stracił wszystko, gdy to sobie uświadomił sam rozważał samobójstwo, lecz wiedział, że nie może tego zrobić. Straci pracę, pieniądze, radość, ale musi żyć. Zemsta była dla niego najważniejsza. Popatrzył na Nacho i zauważył wystający mu z kieszeni dyktafon. Puścił pierwsze nagranie i się kompletnie rozkleił, Caroline mówiła: 

Tato, mój kochany tatusiu, wiem co się zaraz stanie, ale wiedz jedno, kocham cię! Wiem, że byłam kiepską córką, lecz zawsze cię podziwiałam. Chciałam być w przyszłości taka jak ty, choć teraz już wiem, że ta przyszłość nie nadejdzie. Stoi obok mnie Pan z nożem w ręku, powiedział mi, że to moje ostatnie słowa skierowane do Ciebie, a później, że niedługo będę już na zawsze ze swoją mamusią. Nie cieszę się z tego powodu, nie chcę odchodzić... 

Nim zdążyła cokolwiek więcej dopowiedzieć, Ales oznajmił, że jej czas się skończył... Przez resztę czasu było słychać tylko krzyki. Poddał się. Uznał, że jako walka jest już skończona. Eli oddał się w ręcę policji. Wyrok sądu był oczywisty. Dostał 25 lat. Nie zmartwił się tym, nie chciał już żyć na wolności, za bardzo go to wszystko zraniło.  

  • 3 tygodnie później...

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Żona głodna   Nad stawem koło krzaczora, molestowała werbalnie kaczka kaczora. Kaczor pragnął  proste życie wieść. Kaczka zaś złote jaja chciała nieść. Futra z lisów, buty z węża! Blichtr i poklask…na nic jęki męża! Kaczko moja kochana, próżno szukasz braw. Wizja twa świata brudna i mętna jak i ten staw. Odstaw swe żądze, żaden z ciebie ssak. Myślisz jak człowiek, a nie ptak.   Grahamoza
    • Nad miasteczkiem przelatuje czarny smok Poszarapane cienie podążają za mną krok w krok Wszędzie czerwone lampiony choć to nie jest chiński nowy rok Szczerząc kły, swym kamiennym wzrokiem niebo preczesuje Denglong   Tak jak zawsze, najgorsze starcie jest dopiero w finale Więc to twoja wina skarbie, że na starcie już przegrałeś   Nie wiem o co chodzi ludziom wokół mnie, wszyscy mają jakieś pretensje Po prostu pozwólcie iść przed siebie I się weźcie ode mnie odczepcie   Mówiłem to już chyba wszystkim Znajomym, rodzinie i bliskim Kasjerce w żabce, panu w kiosku i kotu ale o tym nie musisz mówić nikomu.
    • @Berenika97 Dziękuję, lubię malować słowami
    • Zieloną łąką do wsi swej Zarzecze  Zmierza Janek, choć dupa go piecze Usnąl tyłkiem w pokrzywach Boł po kilku byl piwach  Teraz myśli, jak ja to wyleczę?      
    • W półmroku starych cerkwi, Pośród śmiechów szyderczych, Słów nienawiścią przepełnionych, Od niewysłowionej pogardy ciężkich,   Padały krople święconej wody, Na piły, widły, siekiery, Uświęcając je w celu zbrodniczym, W świętokradzkim obrzędzie bezbożnym.   Płomienne starego popa kazanie, Nieludzką nienawiścią podszyte, Wielkich zbrodni miało być zarzewiem, Rozlanych po Ukrainie okrucieństw pożarem,   Nienawistne słowa starego popa, Były jak sączony w dusze jad, Pod pozorem banderyzmu szerzenia Zabijający wszelkie wyrzuty sumienia.   I te święconej wody krople, Na polskie dzieci były wyrokiem, Zwiastować bowiem miały ich śmierć, Strasznego ich losu były przypieczętowaniem.   I każda święconej wody kropla, Czyichś cierpień oznaczała bezmiar, Śmierć w nieopisanych męczarniach, Orgie mordów w odmętach szaleństwa.   A te maleńkie kropelki, Heroldami były zbrodni straszliwych, Zwiastować miały dziecięcej krwi strużki, Niezliczone z oczu ich łzy,   A każda święconej wody kropla, Brudna, wstrętna i zimna, Błogosławieństwem była szatana, Diabelski chichot w sobie kryła.   Nasiąkła nienawiścią Agiasma, W tamtych pełnych okrucieństwa dniach, Nie była symbolem oczyszczenia, Skaziły ją popów bezbożne słowa…   I w księżyca blasku upiornym, Wyważały drzwi chałup poświęcone łomy, Rozłupywały czaszki maleńkich dzieci, Pobłogosławione przez popów siekiery,   Pokropione w cerkwiach kosy, Odbijając się w głębi przerażonych źrenic, Dotykając młodych dziewcząt krtani, Niejedną nić życia trwale przecięły.   A krople przelanej krwi polskich dzieci, Przed oblicza hufców anielskich, Płacząc rzewnie  skargi swe niosły, O potworności zbrodni straszliwych,   A każda dziecięcej krwi kropelka, Strwożona aniołom opowiedziała, Jak wielkiego bezmiaru okrucieństwa, W wołyńskie noce świadkiem była.   I te krople niewinnej krwi, Dzieci bestialsko pomordowanych, Uczciły wierne Bogu anioły, Pieczętując je swymi pocałunkami,   By po kres świata były świadectwem, O tamtym straszliwym bestialstwie, Jak ludzkiej natury zezwierzęcenie, Potrafi być nieujarzmione…   Miała być rzekomo wolna Ukraina, Czysta jak przysłowiowa wody szklanka, Lecz w niewysłowionej nienawiści skąpana, Spłynęła wkrótce krwią zbroczona.   I pomimo upływu lat, Pozostaje wciąż wstrętna i brudna, W tamtych nierozliczonych zbrodniach Wciąż bezwstydnie unurzana,   Wciąż bez woli oczyszczenia, Gdy zakłamana elita, Haniebny kurs polityki wyznacza, Czcząc zbrodniarzy w niezliczonych pomnikach…   A pomordowanych na Wołyniu dzieci, Nie utuli już nikt, Jedynie niebiańskie anioły, Otrą z oczu ich łzy,   A każda polskiego dziecka łza, Większą ma wagę w oczach Boga, Niż ukraińskich historyków kłamstwa, Którym przyklaskuje dwulicowy świat.   Każda kropla polskiej krwi Pozostała na wołyńskiej ziemi, Świadectwem jest dziś niezatartym Tamtych zbrodni straszliwych,   Wielkie morze łez, Polskich dzieci zgładzonych okrutnie, Dla ludzkości jest plamą na honorze, Dla cywilizowanego świata sumienia wyrzutem…   - Wiersz napisany dla upamiętnienia osiemdziesiątej trzeciej rocznicy krwawej niedzieli na Wołyniu…      
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...