Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano
Pisane w nocy z 29 na 30 kwietnia Roku Pańskiego 2005.

Narodziła się Błękitna Orgia.
Dla ludzi bardziej zorientowanych we Wszechświecie symbolika tej nazwy będzie całkiem jasna. Nazwa wiąże się z tak zwanym „słowem drukowanym”. Tak jak teraz jest wydrukowana, tak i teraz się wiąże. Istnieje teraz.

Jutro jest abstrakcyjne. Przeszłość — banalna i znana. To nasza przeszłość, od której się nigdy nie uwolnimy; do końca zasranego życia będą nas z nią porównywać. Będą nas w niej kąpać, orgazmicznie będą się jej oddawać. Mówimy: nie!

Wyznaczyliśmy nowy termin oddania pracy: orgiastyczny. Pisanie jest orgią. Reszta to poezja. Reszta jest do chuja. Dlaczego nie do dupy? Bo do dupy jest wszystko.

Char akt eryzuje nas wulgar ny-język. Własny bełkot, który nie pozwala się udławić obcym, narzuconym blekotem. Komuna językowa. Rządzi błękit. Kieruje orgia. Fasci nuje nas wschudł. Konfuzjanizm. Wprowadzamy dyfuzję i fair męt. Przyznajemy sobie prawo, by władać językiem. Freewolnie nim dysponować, aż do dyssypacji. Jesteśmy torysami inter prêt-à-porter. Intertekstualnie, intertorowo: troje przyjaciół: Sem, Fonem i Leksem. Interseksualni. Transwestacyjni. Avant gardzimy neo w poszukiwaniu łyżki. Paralingwistyczni zabawami językowymi w paradoksie znajdujemy prawdę. Rzycie w reductio ad absurdum. Wodzimy do wokacji pro i nie jest prawdą, że mówimy jednym głosem. Jesteśmy Inter jak net. Holi-styczni, lecz nienetowo powierzchniowi.

Nie mamy powierzchni, sprzeciwiamy się wszelkim objawom niedoli i indolencji. Come-unik-atywni.

Z Bogiem. Samym w sobie.
Opublikowano

Może w tym całym chaosie chociaż piszmy jak ludzie.
słowa niech służą wyrażaniu czegoś mniej lub bardziej ważnego.
Nie polega to na gimnastyce słów naciąganiu , rozciąganiu wyrazów.
Hałas może być jeszcze jeden do wtóru z codziennością ,tylko po co?

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



a co to znaczy pisać jak ludzie?
dla mnie te słowa są ważne — bo odnoszą się między innymi do mnie — a w praktyce służą do różnych rzeczy, sam to zapewne wiesz; co do polegania: skąd wiesz, co na czym polega? i co to znaczy „to”?
jeśli będę pisać tak, jak wszyscy inni, to zniknę w tlumie — prosta zależność, chcę tego uniknąć i do tego dążę; to jest „próba kreacji”, o której nie tak dawno na forum pisał Roman Bezet
nie mnie oceniać, jaka to próba
pozdrawiam
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



A czytał Pan manifest neolingwistów?
To jest próbka, wprawka — do tego napisana bez aktywnego udziału pozostałych członków. Można powiedzieć: sonda.
A że nic nowego nie zgadzam się. Ja jestem nowy:). To raz. Dwa, to jest tam kilka pojęć, które do tej pory nie istniały i niejako wpisują się w pewien pomysł na pisanie, który powstał. Zgadzam się, że napisane żywiołowo, w związku z czym pewne rzeczy mogą nie być do końca jasne. Ja sygnalizuję. W pewien sposób tłumaczę takie pisanie, a nie inne. Nazwaliśmy to paralingwizmem. Chcemy robić to, co obiecywali warszawscy neolingwiści, ale moim zdaniem się z obietnicy nie wywiązali. Zatopić się w języku. Chcemy pójść nawet dalej. Jeśli globalizacja, to na całego. Przewrotnie. Bo pewne rzeczy się dzieją na świecie i choćby się kto nie wiadomo jak nie zgadzał, to nie zatrzyma tych procesów. Chcemy operować znakiem i kodem, nie obrazem, i za pomocą znaku i kodu tworzyć komunikat. Jest w tym też prowokacja. „Wokacja-pro”. Możemy sobie zmieniać, odwracać, bo dlaczego nie? w pewnych granicach, póki jest to konsekwentne?
Nihil novi sub sole. Może Pan jednak wymaga zbyt wiele? Od młodych ludzi, którzy jednak chcą — wyrazić siebie. Podejrzewam, że Pan po prostu przeczytał powyższy tekst i szybciutko wpisał komentarz w stylu zamykającym kwestię. Ja rozumiem, że można nie mieć czasu. Ale wydaje mi się, że nie można patrzeć na to, co napisałem, nie przeglądając naszych utworów. Specjalnie pod kątem.
Ten „mani fest” nie miał poruszać nowych kwestii. Miał dać do zrozumienia, że powstała inicjatywa, która dąży do stworzenia nowej jakości, ale nie w treści, lecz w formie. W treści tylko tyle, co obserwuje każdy, w miarę świadomy człowiek. Świat się zmienia szybko. Chyba za szybko.
Pozdrawiam
Opublikowano

Jestem mloda i po cichu przyklaskuje twojemu buntowi, pragnieniu tworzenia odnowa, odrzucenia przebrzmialych nut. tyle, ze ta cala twoja, a moze wasza walka czy proba niezaleznie od postulatow nasyca mnie jednak w najwiekszym stopniu odczuciami podobnymi tym, ktore pojawiaja sie przy ogladaniu kiepskiej komedii, zaopatrujac moja twarz grymas ironiii. a to wszystko ze wzgledu na to, ze w poszukiwaniu swojej drogi w tym calym zamieszaniu i sposobie jego wywolywania nie jestes(cie) ani nowatorami, ani prekursorami. przez to, to co glosisz(cie) brzmi banalnie i narzuca "otoczeniu" postrzeganie calej tej dzialalnosci przez pryzmat utartych schematow.
Byc moze jestem jeszcze zbyt mloda, nieuksztaltowana, niepewna. Byc moze sie myle, w tym co napisalam, co ma stanowic pewna uwage do sposobu wyrazania sie, a nie krytyke przekonan, zalozen.
Pozdrawiam, Paula.

Opublikowano

Panie waker
to nie na deklaracjach buduje się historie
łatwiej dorabiać ideologie do czynów niż czynić w myśl ideologi
i zdaje mi się że Pan wybrał to pierwsze.

zacznijcie swój nurt, niech będzie naprawdę dobry - tego Wam życzę
ale nie wypisujcie głupot co byście chcieli stworzyć bo dla mnie
to półka obietnic przedwyborczych.
niska półka.

Pozdrawiam

Opublikowano

Te lingiwnizmy sa na tyle prymitywne i miejscami beznsensowne że drażnią i to cała tajemnica czemu się nie podoba. Poza tym mało ich trochę. Do tego dużo ogranych stwierdzeń jak "życie jest do dupy".

Nie ważne, czy "para" czy pseudo". Nie ważne jaką ideologię się nie dorabia - to bez odrobinki chociaż wyczucia jednak się nie da.

Pozdrawiam

Opublikowano

Ale po co jakieś manifesty? Źle się kojarzy i niczego nie wnosi do sprawy. Twórzcie, propagujcie, a gdy ktoś naprawdę się zainteresuje, wtedy miejcie gotowy "manifest". Takie rzucanie słów w przestrzeń i porównanie tych idei do tego, co czytam w wierszach, daje obraz wtórności i lekkiego zagubienia. Gdy twórczość będzie dobra i wniesie do sztuki naprawdę coś nowego, wtedy będę podziwiał. Na razie nic takiego się nie stało i żadne deklaracje tego nie zmienią.
W podobny sposób bawiłem się słowami w wieku dwunastu lat, nadal to robię i podejrzewam, że nie jestem sam. Jakie wnioski?

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Nikt tu nie chce nic tworzyć od nowa, bo od nowa się nie da. Nie rozumiem, o jakim zamieszaniu mówisz. Kto tu robi zamieszanie? Puszczam temat do dyskusji. Jako człowiek wolny i korzystający z praw demokracji manifestuje coś. Dlaczego nie? Brzmi banalnie? Cóż, nie mnie to oceniać.
Co do postrzegania, to ono zależy tylko od postrzegającego bodziec, a nie od bodźca. To chyba nie w tę stronę działa.
Pozdrawiam również
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Śmiem twierdzić, że już nurt jest zaczęty. Zapraszam do moich wierszy. Myślę, że w nich cokolwiek z tych obietnic się znajduje. Dziękuję za życzenia. Wydaje mi się, że te „głupoty” raczej dotyczą tego, co dotychczas nam się udało stworzyć. I zaznaczam, że nie jesteśmy jeszcze z efektu zadowoleni.
Pozdrawiam
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Panie Mirosławie!
A po to chociażby, żeby Pan się wypowiedział. I inni. Żeby była reakcja jakaś. Dlaczego manifest się źle kojarzy? Tak się to po prostu nazywa — manifestowanie.
Nie, nie, nie. Nikt się sam z siebie nie zainteresuje. To tak nie działa. Nieobecni nie mają racji — po prostu ich nie ma. Przypadkiem udało się Pani trafić w sedno. Zagubienie. Oczywiście, że tak. Wtórność. Ale wtórność wobec czego? Czy widzi Pan tutaj powtarzanie jakichś motywów? Proszę o cytaty. Proszę mi wskazać, od kogo czerpałem nieświadomie. Byłaby to cenna uwaga.
Rozumiem, że Pan nic w tym nie widzi. Przyrównuje Pan moje pisanie do pisania dwunastolatka. Naprawdę robił Pan to w podobny sposób? W takim razie gratuluję znajomości wielu języków obcych na tak wczesnym etapie rozwoju. Ale to na marginesie.
Wniosek jest taki, że nadal czytam opinie: nie, bo nie. Czytam wszędzie słowa-klucze: banał, wtórność, dobre, niedobre, do kitu, prymitywne itd.
Nie. Ja mogę zaakceptować, że może być nie do końca zręczne, nie do końca przemyślane. Ale nie zgodzę się, że jest płytkie, bez sensu, prymitywne itd. Bo wiem, że takie nie jest. Bo też parę rzeczy w życiu przeczytałem.
Pan nie jest sam. Fajnie. Ja jestem.
Pozdrawiam
Opublikowano

A czytaliście Manifest Komunistyczny. Dobro narodu
dobrem jednostki. Panowie - przykład brać , ojczyznę
ratować przed wypasionym kapitalistą, a nie Raj na
ziemi obiecywać. Potępiam

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Masz na myśli zapewne Manifest PKWN. W takim razie zapewne również wiesz, że z komunizmem miał dość luźny związek. Komunizm jest ideologią internacjonalistyczną — zwalcza pojęcie ojczyzny. Ale to nie ten temat. I nie wiem, jaki związek ma ten wpis z tematem. Pewnie to miał być żart.
Pozdrawiam
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Łatwo jest stwierdzić, że coś jest prymitywne. Nie chodzi o to, czy się podoba. Rzecz gustu. Pański komentarz mnie nie zaskoczył.
Pozdrawiam


Jakiego tak naprawdę odzewu Pan się spodziewał ? Chodzi o to, owszem chodzi, czy się podoba poziom lingwinizmów. Gdzie leżą podstawy z których miałby się entuzjazm narodzić ?

Prymitywne te lingwinizmy, to nie rzecz gustu, tylko świadomości. Jak się Pan kiedyś rozwinie, to Pan to zrozumie.

Niech sobie przeczyta ten wiersz i porówny do tych lingwinizmów które Pan nazywa nieprymitywnymi

http://www.poezja.org/debiuty/viewtopic.php?id=10780

Widzi Pan różnice i rozumie czy dalej nie ?

Jak Pan kiedyś napisze coś dobrego to z chęcią to pochwale,


Pozdrawiam serdecznie
Opublikowano

"wstrząchamu patrochą
trupta - kobierne wesechły kruszki
aszcz postruć jakbymu
pokropnie zdeszczyło rośkiłki"

Fragment wiersza "'komu skfiatą, e mu sbatą". Autor: F(R)iend

tina tina tina
światło czach kobiet

to mój

kap
kap kap
kap kap kap
onomato i jeszcze coś

i dalej:

proces-ja przed sąd
p o s t ateczny

to mój

zapal misie
mi się
zapal mysie
my się
za pal za żal
zażalenie
nie urocze
zaurocze
nie

to też

Nie twierdzę, że to są jakieś arcydzieła. Wybrałem pierwsze z brzegu. Oczywiście, może Pan napisać, że to nie to samo, że inaczej itd. Nie będę protestował.
Proszę mi nie sugerować, że porównuję Pana pisanie do tego, co pisze dwunastolatek. Byłem w tym szczęśliwym położeniu, że moi rodzice (szczególnie matka) bardzo lubili tworzyć absurdalne akrobacje słowne, więc siłą rozpędu próbowałem robić to samo. Wykorzystanie języków obcych? Fakt, że angielski byl poza moim zasięgiem (takie czasy - rok 1981), ale były jeszcze języki naszych wielkich przyjaciół ze wschodu i z zachodu. Może Pan mi powie ile trzeba znać języków, aby zyskać uznanie w Pańskich oczach, jeżeli mówi Pan, że warunkiem dobrej zabawy i używania mózgu jest znajomość przynajmniej kilku?
Ale po co ja się tłumaczę? W końcu nie ja napisałem ten mani fest.
Może jeszcze wytłumaczę dlaczego mani fest źle się kojarzy. Otóż kiedyś krążył po szkołach taki żarcik:
Dzieci miały w domu napisać zdanie z wyrazem "manifest" i następnego dnia zaprezentować w klasie. Oczywiście jeden z uczniów, wbrew całej klasie piszącej o Manifeście PKWN, wysmarował taki tekst: W naszej klasie wszystkim dzieciom lekko odbija palma, a Mani - fest!

Właśnie dlatego.

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Źle Pan rozumie. Pan cały czas nadinterpretuje moje wypowiedzi. To samo wczoraj zrobiła inna znana nam obu osoba, ale to już inna bajka.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Dyskusja z Panem ma to do siebie, że Pan zawsze od wszystkich wie lepiej. W związku z tym proszę, aby łaskawie nie wpisywał się Pan pod tematami, które ewentualnie być może kiedyś założę, póki nie rozwinie się Pan na tyle, aby przyswoić sobie elementarne zasady dobrego wychowania. Każda bezczelność powinna mieć swoje granice.
Pozdrawiam
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Dyskusja z Panem ma to do siebie, że Pan zawsze od wszystkich wie lepiej. W związku z tym proszę, aby łaskawie nie wpisywał się Pan pod tematami, które ewentualnie być może kiedyś założę, póki nie rozwinie się Pan na tyle, aby przyswoić sobie elementarne zasady dobrego wychowania. Każda bezczelność powinna mieć swoje granice.
Pozdrawiam


Pan mi zarzuca brak argumentacji, ja Panu przykład podaje na własnym wierszu, a to ma być odpowiedź ?

Pan nie ma co odpowiedzieć to zarzuca mi beszczelność. To jest arogancja i brak wychowania.

Pan powinnien się najpierw nauczyć pisać zwykłe wiersze, a dopiero potem zaczynać z lingwinistyką. Takie kiepskie manifesty pisane przez beztalencia są po prostu nie na miejscu i nie smaczne.

Jak ktoś nie ma dystansu do swojej poezji, nie jest owarty na krytykę i za wszelką cene broni swoich dzieci to zasługuje na potępienie. Pan udowadnia że Pan się do takich osób zalicza.

Dopiszę się z tym większą chęcią do Pańskich tematu jeśli sobie na to zasłużą.

*

Ach, przypomniały mi się właśnie wiersze o Papieżu, też każdy wciskał swoje knoty i się zapierał, pienił obrażał tych którzy wyrażali o nich opinię. Ten sam poziom dobrego smaku.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



„Świat stoi przed nami potworem” też. Oczywiście. Nie twierdzę, że zabawa słowem to odkrycie Ameryki. Co do „dwunastolatkowania” — tak jak Pan to poprzednio napisał, tak to zabrzmiało, jakby Pan porównywał. Być może nadinterpretuję. Nie chodzi o uznanie w moich oczach. Nie jest warunkiem znajomość kilku języków, ale ja lubię się kilkoma bawić. I po co ta ironia? Różnica i to znacząca polega na tym, że w sławetnym 1981 roku to ja się urodziłem. I mnie się pojęcie manifestu tak nie kojarzy. Chociaż i tak zdążyłem wyrecytować wierszyk z okazji rocznicy rewolucji październikowej.
Cały czas odnoszę wrażenie, że traktuje mnie Pan jak bezczelnego gówniarza, któremu się wydaje, że jest nie wiadomo kim. Jest Pan w błędzie. Doskonale zdaję sobie sprawę z tego, kim nie jestem. Dotychczasowe życie nauczyło mnie jednak tego, by mieć tupet. Bo to pozwala przynajmniej czegoś spróbować. Mam wystarczająco dużo pokory wewnątrz, natomiast przesadne pokazywanie jej na zewnątrz niczemu nie służy, chyba że satysfakcji osób trzecich. Gdybym sądził, że to co napisałem to przełom, albo coś w tym rodzaju, to nie publikowałbym tego na forum poetyckim, tylko w mediach poważnych. Taka moja natura, że jak mnie ktoś rozstawia po kątach, to mnie cholera bierze. Z czystej przekory.
Ale cieszy mnie bardzo to, że z tego tekstu wynikła dyskusja.
Pozdrawiam

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • Cylinder zastygł w bezruchu 

      a tuba zamilkła.

      Tym razem nawet igła fonografu 

      zdawała się nie mieć ochoty 

      wracać na powierzchnię cylindra 

      po raz setny tej przeklętej nocy.

      Obiecałem,

      że pomogę w poszukiwaniach,

      lecz po tym czego się tu dowiedziałem 

      i po tym co usłyszałem i zobaczyłem,

      stwierdzam jasno, 

      choć z dozą 

      naprawdę przejmującej rozpaczy,

      że mój nieodżałowany ojciec,

      został pochłonięty w odmęty, 

      bezdennej paszczy szaleństwa.

      Po czym uleciał w kompletny niebyt,

      bagiennych wrzosowisk

      północnej Szkocji.

      Przeszukano cały dom

      od piwnicy po strych.

      Wszystkie pozostałe obejścia i budynki.

      Studnie, staw

      a nawet rozkopano

      przydomowy ogródek

      ze wspaniałymi krzewami piwonii

      o które tak dbał.

      Bardziej niż o jedyne dziecko.

      Wszystko zaczęło się 

      gdy byłem jeszcze dzieckiem.

      Ojciec był 

      szanowanym profesorem archeologii 

      na uniwersytecie oksfordzkim.

      Był najlepszy w swoim fachu

      i dzięki temu pozostawał w kontakcie

      z najtęższymi umysłami

      z całego świata.

       

       

      Pamiętam doskonale zimowy poranek,

      jakieś piętnaście lat wstecz.

      Zakładałem szkolny mundurek 

      i z teczką w prawej dłoni 

      zmierzałem ku drzwiom domu.

      Ojciec szedł za mną.

      Trzymał mnie delikatnie za ramię,

      tłumaczył mi że jeśli 

      nie zakończy 

      zaplanowanego wykładu na czas 

      to odbierze mnie ze szkoły 

      nasza sąsiadka panna Stevenson.

      A jeśli wszystko zakończy się 

      zgodnie z planem 

      to obiecuję zabrać mnie

      potem na łyżwy.

       

       

      Nic nie poszło zgodnie z planem.

      Otworzyłem drzwi i o mało co 

      nie zderzyłem się w nich 

      z ponurym, wysokim 

      i dość postawnym jegomościem 

      w szarym, długim,

      dwurzędowym płaszczu 

      o prostym kroju.

      Jego fason

      nie był typowym dla wyspiarza

      a raczej obywatela zbuntowanej kolonii.

      Dziwny gość

      otarł mnie ledwie wzrokiem 

      zza przyciemnianych, wąskich szkieł

      i zwrócił się do mojego ojca.

      Bardzo przepraszam

      za tak nagłe najście 

      ale na uniwersytecie powiedziano mi,

      że jest Pan

      jeszcze w domu panie Fodden

      a sprawa z którą przychodzę nie cierpi już zwłoki ponad to co nadłożyłem starając się dostarczyć Panu interesujące dokumenty, zapis z fonografu oraz przedziwny szczątek metalu, który

      z pewnością pana zainteresuję.

       

       

      Wyjął z płaszcza niewielkie opakowane szarym papierem zawiniątko

      i wręczył je ojcu.

      Nazywam się Peter Noyes 

      i jestem zastępcą profesora Clarka 

      na uniwersytecie Miscatonic w Arkham.

      Myślę, że to Panu wiele wyjaśnia.

      Profesor liczy na Pana pomoc

      w tej sprawie.

      Jeśli tak w istocie będzie 

      czekam na Pana 

      w dniu jutrzejszym w południe 

      na nabrzeżu numer dwa,

      celem odbycia podróży

      najpierw do Bostonu 

      a potem do Arkham.

      Proszę pamiętać, 

      że nie ma czasu do stracenia.

      Gwiazda czy też planeta,

      powoli pojawia się 

      w naszych snach nieprawdaż?

      Nie czekając na odpowiedź,

      odwrócił się na pięcie i szybko

      znikł za zakrętem skrzyżowania.

      Ojciec nie tłumacząc niczego zaprowadził mnie do pani Stevenson

      i nakazał jej 

      by zajęła się mną przez jakiś czas 

      bo czeka go długi

      i pilny wyjazd do Bostonu.

       

       

      Zostałem u niej długie lata.

      A ojciec wrócił podobno kilka lat temu.

      Nikt nie wiedział skąd ani po co.

      Uważano go za zmarłego.

      Zaginął gdzieś w lasach Nowej Anglii 

      razem z tym całym

      Noyesem i Clarkiem.

      Nadal gdzieś w szufladzie biurka 

      mam jego nekrolog

      z jednej z gazet z Arkham.

      Żył ale przypłacił to szaleństwem.

      Nie widziałem go już nigdy później.

      A teraz zaginął po raz wtóry.

      Podobno planeta 

      znów nawiedzała go w snach.

       

       

      Odebrałem telefon z policji 

      i obiecałem przybyć na miejsce 

      by jakkolwiek pomóc śledczym.

      Bo sami nie rozumieli 

      w środek jak wielkiego szaleństwa 

      przyszło im wpaść i brnąć

      dzięki zostawionym wszędzie przez ojca dokumentom i zapiskom.

      Już ich pierwsze pytanie zdawało się idiotycznie niedorzeczne.

      Czy mówi mi coś nazwa Yuggoth?

      To miasteczko, osada czy może 

      jakaś kodowa nazwa 

      jakiejś świątyni czy wykopalisk?

      Znaleźli pamiętnik ojca,

      gdzie ta nazwa pojawia się ciągle.

      Ten krótki wpis ołówkiem 

      sprzed wielu tygodni.

      Wreszcie odezwali się do mnie

      Ci z Yuggoth.

      Będą czekać w oktawę święta 

      ojca Yog-Sottotha przy ołtarzu na wzgórzach.

      Zabiorą mnie znowu…

      Brzmiało to jak żart.

      Lecz jedno było pewne.

      Mój ojciec nigdy nie był skory do żartów.

       

       

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Śniłem dziś że jestem płomykiem znicza, Upamiętniającym poległego przed laty partyzanta, Tlącym się w cieniu brzozowego krzyża, Smaganym wciąż przez zimny wiatr,   A choć wkoło sroga dotkliwa zima, Naokoło mroźna noc głucha, Jedynie nikły srebrzystego księżyca blask, Tańczy na wielkich śniegu połaciach,   Na oszronionej partyzanckiej mogile, W mroku nocy migocąc samotnie, Głośno krzyczę o należną mu pamięć, Choć wkoło tylko śnieżne zawieje,   Lecz może tej nocy mój krzyk, Posłyszą choć duchy przeszłości, By opowiedzieć o ciężkiej doli, Setek i tysięcy partyzantów niezłomnych…   I znad oszronionych partyzanckich mogił, Poniesie się cichy szept historii, O czynach ich bohaterskich chwalebnych, O Honorze nigdy nie zatartym…   Niekiedy kilku braci partyzantów, Wszyscy rodem z jednego domu Brało na siebie partyzanckiego życia trud, Gdy zawezwało ich poczucie obowiązku,   Pozostawili rodzinne swe domy, By trudom partyzanckiego życia czoła stawić, Choć długimi nieprzespanymi nocami, Wypłakiwały oczy za nimi ich matki…   Gdy tylko bladym świtem, Skrzące gwiazdki na niebie, Gasły jedna po drugiej, Oni swe karabiny brali w dłonie,   Z rozległych lasów i nieprzebranych borów, Gdy padał rozkaz do ataku, Młodzi partyzanci wyruszali w bój, Choć nieobce im było uczucie strachu…   Choć rozległe lasy i bory, Wielkie czapy śniegu pokryły, Oni niewzruszenie na posterunku wciąż trwali, Mimo siarczystych mrozów Ojczyźnie swej wierni,   Przemarznięci, zziębnięci partyzanci, Dotkliwym chłodem przeszyci, Zmuszeni w leśnych bunkrach się kryć, W milczeniu znosili losu przeciwności,   Nad dogasającym z wolna ogniskiem, Ogrzewając w kilku zziębnięte dłonie, Przemarznięte gwałtownie pocierając o siebie, Z ust wdmuchiwali w nie parę…   Pamiętający kampanię wrześniową pistolet, Często był największym ich skarbem, Ostatnimi nabojami uzupełniając magazynek, Strzegł go każdy jak oka w głowie,   Często zdobyczny trzonkowy granat, Nikłą jedynie nadzieję dawał, Na zadanie okupantowi dotkliwych strat W kolejnych zasadzkach i potyczkach…   Nie straszne im były najsroższe zimy, Wszystkie najcięższe wyrzeczenia i trudy Z godnością w milczeniu wytrwale znosili, Trwając na przekór okrutnemu losowi,   A rozłożyste drzewa oszronione, Widząc ich smutek i niedolę, Choćby najcichszym nawet szumem, Pociechy zimą nie mogły im nieść…   I tysiącami niezłomni partyzanci, W walce o naszą wolność polegli, Choć często mizernie uzbrojeni, Do walki z okupantem zawsze gotowi…   Dziś gdy ognia płomyki, Tańczą nam wesoło w kominkach ceglanych, Sypiąc niekiedy złote iskierki, Cieszące tak oczy roześmianych dzieci,   Unosząc kubek gorącej herbaty, Pobiegnijmy swymi myślami, Ku tamtym partyzantom niestrudzonym, Zmuszonym w rozległych borach cierpieć srogie zimy…   I za dusze partyzantów zapomnianych, Których często nie znamy nazwisk, Którzy grobów nie mają własnych, W skupieniu i w ciszy gorąco się pomódlmy...      
    • @Alicja_Wysocka Bardzo dziękuję :)  

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

         
    • Przeżywasz pragnienia, jakby się już spełniły. Czy to naprawdę daje Ci radość? Czy tylko karmisz myśl o szczęściu? By pojąć różnicę – musisz doświadczyć.
    • @andrew Również pozdrawiam Cię Najserdeczniej zarazem życząc Ci wszystkiego co najlepsze i najpiękniejsze!!!   @Gosława ,,Wstyd hańba i ogólne dno" Święte słowa po tysiąckroć!!! Pozdrawiam Najserdeczniej!   @Jacek_Suchowicz "Jesteśmy istniejemy i rządzimy i nic nam nie zrobicie"... Ale do czasu... Byle tylko do najbliższych wyborów! Pozdrawiam!   @Berenika97 Obawiam się że takich gorzkich refleksji nad współczesną polską rzeczywistością czeka mnie w najbliższych tygodniach i miesiącach naprawdę sporo... Co zrobić... Pozdrawiam Najserdeczniej!
    • @KOBIETA Nie ma sprawy, wejdź na mój parkiet. Tu masz współrzędne: 52,4299729, 20,7231488. PS. Tylko konkrety, zero mgły.
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...