Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano (edytowane)

@Somalija

 

Dziękuję, pani Agnieszko, za wsparcie: człowiek oryginalny i płynący pod prąd - zawsze będzie niewygodny i to niektórych boli, bardzo - boli, weź patelnię i wlej oleju i zobacz jak to wszystko wygląda od wewnątrz - w środku się ze wściekłości - piekielą lub pieklą (nie chce mi się sprawdzać), aż w moim mieszkaniu czuć ich smród sumienia, jeśli chodzi o idiotę, proszę bardzo:

 

Idiotes - termin wywodzący się z języka starogreckiego, używany do określenia postawy osoby skupionej na swoim prywatnym życiu - w opozycji do społeczności - większości, przeciwieństwo - polites.

 

Źródło: Wikipedia

 

Komentarz odautorski: dziś to słowo ma znaczenie pejoratywne - gołym okiem widać upadek istoty człowieczeństwa - Ciała i Umysłu i Duszy - CUD-u (trzy pierwsze litery), więc: mam prawo - jako osoba należąca do mniejszości - stosować samoizolację i żyć po swojemu - pozwala mi na to Konstytucja III RP.

 

Łukasz Jasiński 

Edytowane przez Łukasz Jasiński (wyświetl historię edycji)
Opublikowano (edytowane)

@violetta

 

Dobranoc

 

Łukasz Jasiński 

 

@sowa

 

Dobranoc

 

Łukasz Jasiński 

 

@Somalija

 

Pani Agnieszko, pani też jest idiotką - według Sowy, ludzie, którzy nie mają poczucia humoru i dystansu do samego siebie - mają chyba jakiś problem, dam pani filmową humoreskę.

 

Łukasz Jasiński

 

 

Łukasz Jasiński 

Edytowane przez Łukasz Jasiński (wyświetl historię edycji)
Opublikowano (edytowane)

@Somalija

 

Dlatego, proszę pani, aby z głowy się pozbyć sowy, przecież pani wie, że jestem pedantem (dla niektórych jest to wada, a dla niektórych jeszcze - zaleta), na przykład, wstaję rano i witam nowy dzień, a tam znowu sowa - robi mi bałagan w komentarzach i wtedy szału dostaję! A teraz odpoczywam i będę słuchał, znaczy, odbierał drgania za pośrednictwem smartfonu, jak zwykle, romantyczne i piękne muzyki wojskowe, jeśli jestem trzeźwy - zamknięty w sobie i to bardzo, a jak wypiję parę kieliszków - jestem otwarty... To nic innego jak Dusza, proszę pani...

 

Łukasz Jasiński 

Edytowane przez Łukasz Jasiński (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

@Łukasz Jasiński Sowę poprostu trzeba olać, tak jak zrobili, to wszyscy w jego życiu, wszystkie jego kobiety, koledzy być może też dzieci... 

 

Proszę się nim nie denerwować, raczej traktować jak folklor, nasz polski koloryt. Jest też dobra strona tego procederu, ma Pan świetną reklamę na portalu. Ja osobiście uważam, że on pastwi się nad Panem i nie ma przy tym ani racji, ani refleksji, cóż to jest różnica intelektu... właściwie jego braku.

 

Opublikowano (edytowane)

@Somalija

 

Czasami mam wrażenie, proszę pani, brzydko mówiąc, że Sowa to Down...

 

Łukasz Jasiński 

 

@Tectosmith

 

To wiem, ale porządek muszę mieć, ostrzegałem go, że złożę wniosek na policję o stalking - od trzech do dziesięciu - lat - pozbawienia wolności.

 

Łukasz Jasiński 

Edytowane przez Łukasz Jasiński (wyświetl historię edycji)
Opublikowano (edytowane)

@Somalija

 

Mówiła pani, że jest na dyżurze, a na jakim? Wie pani, podobno ludzie dobrzy - umierają młodo... A ludzie, którzy się starzeją - potrafią być do nie wytrzymania, a ja? Jestem spokojny, miły i kulturalny... Czasami oglądam na YouTube filmy z pierwszej ręki - co myślą o Polsce obcokrajowcy, ogólnie rzecz biorąc - opinie są pozytywne, mimo naszych prowincjonalnych wad, które zresztą potrafimy zamienić w humor, tak przy okazji, pani Agnieszko, kupi mi pani pod choinkę rękawiczki (na Szembeka kosztują 20 zł), poprzednie wczoraj zgubiłem lub ktoś mi ukradł - nosiłem w tylnej kieszeni (zmysł wzroku), jednocześnie: ktoś patrzył na rękawiczki i mimowolnie musiał oglądać mój piękny i polski tyłeczek, dobrze mówię?

 

Łukasz Jasiński 

Edytowane przez Łukasz Jasiński (wyświetl historię edycji)
Opublikowano (edytowane)

@Łukasz Jasiński Nie, panie Łukaszu Sowa nie jest Downem, to wrażliwi ludzie, a on ma w głowie beton... Wczoraj wieczorem rozmawiałam z nim pod jego ostatnim wierszem i stwierdzam, że nie jest niebezpieczny tylko bezgranicznie chamski i ograniczony intelektualnie. Nie ma sensu się nad nim rozwodzić, bo poprostu nie ma nad czym... postanowił sobie, że Pana wykurzy z forum, jest słaby, więc proszę nie reagować na jego zaczepki, bo już są nudne...

 

 

Edytowane przez Somalija (wyświetl historię edycji)
Opublikowano (edytowane)

@Somalija

 

A ja nie jestem wrażliwy? Nagle jestem przerażony, że on coś sobie zrobił z mojej winy, przecież, pani Agnieszko, doskonale o tym wiesz, iż to wy jesteście od nas silniejsze psychicznie, przecież to wy wydajecie na świat nowych ludzi, na pewno nie zrobił sobie krzywdy i nie popełnił samobójstwa? Oczywiście, nie złożę żadnego wniosku o stalking, ostrzegałem go tylko, aby trochę przyhamował, przecież pani wie, iż to jest niesmaczne, dajmy na przykład Sebastiana Fileszewskigo, został wychowany przez samą matkę, a mnie podrywał na ulicy, chciał się ze mną całować i chciał ze mną ślub wziąć, wie pani co to jest dyskomfort - czułem wtedy obrzydzenie i niesmak.

 

Łukasz Jasiński 

 

 

Łukasz Jasiński 

Edytowane przez Łukasz Jasiński (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 Łukasz, przepraszam, że się wtrącam w rozmowę ale z całego serca  zachęcam do skorzystania z opcji ignorowania:   https://poezja.org/forum/ignore/          nie będziesz wówczas widział aktywności osoby, którą blokujesz :)  osobiście nigdy nie korzystałam ale może to akurat coś dla Ciebie. Ja raczę ciszą i nie odpowiadam na zaczepki i przez to właśnie takie sytuacje jak w Twojej przestrzeni mi się nie przytrafiają. Jak rozumiem niektórym jest ciężko nie odpowiedzieć na ataki pod ich adresem stąd pomysł z "ignorowaniem", które admin portalu umożliwia. Może to lepsze wyjście niż wchodzić z kimś w ciągłą polemikę i marnować swoje siły życiowe na zapasy w błocie. Szczególnie, że wspominałeś o problemach czy też ograniczeniach zdrowotnych, więc tym bardziej energia "chi" nie powinna być marnotrawiona na odpieranie energetycznych ataków ale oszczędzana i ukierunkowywana w ważniejsze przestrzenie

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

osoby pouczające innych w prymitywny sposób karmią się energią jaką kumuluje się na skutek utarczek, tarć i dysonansu częstotliwości na jakich funkcjonują członkowie sporu. I choć zarówno atakowany jak i atakujacy jest przekonany o różnicy w potencjale i poziomie świadomości pomiędzy nim samym, a "wrogiem" to gdy zajrzymy głębiej we fraktalną strukturę płaszczyzn duchowych i energii jako takiej to wprawnym okiem można dostrzec, że by zrodził się konflikt i wytworzyły negatywne emocje musi zaistnieć w polu informacyjnym jednak jakiś rodzaj rezonansu i symbiozy. Jednym z najczęściej spotykanych wzorców na naszej planecie to m.in wzór kat-ofiara chociażby. Musi nastąpić jakiś punkt zaczepienia by implozja emocji i uczuć mogła w ogóle nastąpić. Gdy toksyczna osobowość nie odnajduje elementów wspólnych z drugim człowiekiem to nie ma paliwa by niszcząca interakcja mogła nastąpić. Pozdrawiam ciepło

Opublikowano (edytowane)

@emwoo

 

Wiem, to nic nie da, rozmawiałem z Mateuszem Konkielem, ten portal jest atakowany przez hakerów, lepsza jest inna metoda: rozmawiam z panią i dzięki temu będę miał porządek, zamiast tej gęby, będą miał miłą i kulturalną twarz, dajmy sobie przykład (według regulaminu: nie wolno robić żadnej propagandy), a w Koalicji Obywatelskiej - zagłosowali na jakiegoś tam neopoganina, który właśnie wszędzie ma tatuaże pentagramu i odwrócony krzyż, obrzydliwość, ledwo żył, moim symbolem jest Rozeta, nie, proszę pani, nie ustąpię, jeśli mnie wyrzucą - wrócę do hostelu, pan Sławek - jest taki jaki jest, gdyby był złym człowiekiem - nie pomógłby mamie, mi i Kubie - mojemu bracie, oczywiście: ma żonę, wredną babę, której kompletnie na starość odbiło i teraz jest święta - zakonnicą.

 

Hrabia Łukasz Wiesław Jan Jasiński

 

P.S. Mam bardzo złą opinię przez plotki i mam słuchać plotek i żyć według plotek?

 

Hrabia Łukasz Wiesław Jan Jasiński herbu Topór 

Edytowane przez Łukasz Jasiński (wyświetl historię edycji)
Opublikowano (edytowane)

@Somalija

 

Dzień dobry, gdyby pani chciała ze mną porozmawiać, to: zawsze pani znajdzie mój numer telefonu - jest on ogólnodostępny, aktywny jestem tylko tutaj, a na Facebooku - sporadycznie, odszedłem z dwudziestu różnych grup - miałem już dość komercji, poza tym: nie lubię Towarzystw Wzajemnych Adoracji - to nic innego jak walka między sobą - wyścig szczurów, otóż to: dziel i rządź! Miłego odpoczynku...

 

Łukasz Jasiński 

Edytowane przez Łukasz Jasiński (wyświetl historię edycji)
Opublikowano (edytowane)

@violetta

 

Dzień dobry, nadal uważasz, że jestem złym człowiekiem? Powtarzam: jestem pogańskim racjonalistą - libertynem i intelektualnym biseksualistą - uniwersalnym, a ty kim jesteś? Otwórz wreszcie oczy: jesteś jak moja cioteczna siostra - Agnieszka - idziesz po trupach, wiesz, że jej matka, jak to było? Kiedy bierze się bierzmowanie? Jak to było? Była sekretarką u prezydenta Lecha Wałęsy, straszna, zarozumiała i głupia - podobnie jak moja druga siostra cioteczna - Marta - to samo - zarozumiała, takie właśnie jesteście, o, takie, malutkie, nawet nie sięgacie do mojego paluszka u lewej stopy, katolicy, oj, katolicy...

 

Łukasz Jasiński 

Edytowane przez Łukasz Jasiński (wyświetl historię edycji)
Opublikowano (edytowane)

@violetta

 

I co chcesz jeszcze wiedzieć? Mam jeszcze kolejną siostrę - Magdę - dobry człowiek, pewnie zaraz sowa będzie buzię darł, iż jestem psychopatą, co? Otóż to, jak chodziliśmy na grzyby - po maślaki - ona wystawiała tyłek i co? Dostawała klapsy po tyłku, chodziła sobie nago tak jak ja na wsi w Piotrkowicach i myła się w wodzie po studni - misce i co? Nic... Prawidłowo, to był okres dojrzewania, a ona była - jak to kobieta - bardzo opiekuńcza...

 

Łukasz Jasiński 

Edytowane przez Łukasz Jasiński (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

@Łukasz Jasiński jesteśmy na innych etapach rozwoju, mój syn w święta się oświadcza, wybieram naszyjnik i kolczyki z diamentami na pamiątkę ode mnie, komplety valentine yes. Lubi sport, będą minimalistyczne, a mój syn oczywiście pierścionek. Także moja praca, przeliczam karaty, na ile będzie mnie stać, taka część artystyczna jest po mojej stronie. Gdy ma się dzieci, to nie ma życia dla innych:)

Opublikowano (edytowane)

@violetta

 

Zrozum, ty jesteś kobietą, a ja - mężczyzną, tak się pisze prawidłowo po polsku, a nie na odwrót, oczywiście - jestem za metodą in vitro, a co myślałaś, kochanie, iż będę miły i kulturalny wobec panów w czarnych sukienkach, którzy nie mają plemników? Otóż to...

 

 

Łukasz Jasiński 

Edytowane przez Łukasz Jasiński (wyświetl historię edycji)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • @dwa123

       

       

      Nocą to miasto również tętniło życiem, a powrót do domu był chwilą radości przed nadchodzącą nostalgią. Wychodząc z pracy, każdej nocy mijałem Caffè Reggio. W powietrzu można było poczuć zapach świeżo mielonej kawy o północy. Często widywałem tam studentów, artystów i nocnych marków, a wystrój kawiarni przyprawiał mnie o dreszcze- uwielbiałem takie klimaty.

       

      Maszerując w stronę stacji, sprawdziłem kieszenie starego płaszcza. Z zapałem przeszukałem je w nadziei, iż znajdę tam jakieś banknoty, aby zapłacić za bilet. Zamiast tego znalazłem stary bilet do metra. Zerknąłem na niego, sprawdzając datę i godzinę. Próbowałem wrócić myślami do tamtego dnia.

       

      Przypomniało mi się spotkanie z nią. Piękną Alice. Miała rude kręcone włosy, zielone oczy, kilka piegów na nosie, bladą cerę, której tak nienawidziła. Natomiast ja czułem szaleńczą miłość, ilekroć mogłem ją zobaczyć. Podziwiałem jej uśmiech, dołeczki i te iskry w oczach, gdy w jej głowie powstawał co rusz jakiś nowy pomysł.

       

      Moje marzenie o Alice przerwały schody na dół do metra, bo prawie zleciałbym i złamał nogę. Gdy mój umysł już wrócił na ziemię, powędrowałem w stronę peronu, z którego miało odjeżdżać metro. Gdy dotarłem tam, akurat mogłem do niego wsiąść. Wsiadłem do środka i szybko zacząłem szukać miejsca, aby usiąść. W Nowym Jorku znalezienie miejsca w metrze i to jeszcze siedzącego graniczyło z cudem. To tak jakby wygrać szóstkę w lotto, prawie niemożliwe.

       

      Wreszcie, gdy je znalazłem, otworzyłem czarno-skórzany plecak w poszukiwaniu książki. Zadowolony z  szybkiego znaleziska, przystąpiłem do lektury. Była nią książka The Great Gatsby. Zakochałem się w niej, bo przypominała mi moją historię miłosną z Alice.

       

      Kiedy znów w mojej głowie kłębiły się myśli, postanowiłem zaprzestać z tym tragizmem, zacząłem przyglądać się ludziom w metrze. Przede mną siedziała starsza pani, która rozmawiała ze swoim wypchanym kotem oraz dziergała sweterek na drutach. Obok mnie była lekko przerażająca postać punka z różowym irokezem, mnóstwem tatuaży z czaszkami i nazwą kapeli Guns N' Roses

      Kilka stacji później wsiadł mężczyzna przebrany za tygrysa, a za nim cztery dziewczyny niosące ciężką czerwona sofę. Pomyślałem sobie, że już nic mnie nie zdziwi, przecież tyle razy jeździłem metrem, bywały jeszcze gorsze widoki. Wreszcie nadeszła moja stacja, drzwi automatycznie się otworzyły.

       

      Kierowałem się ku wyjściu, ale w bardzo powolnym tempie, aby spowolnić moją mękę, która miała za chwilę się zacząć. Powolnym spacerem, obserwując detale miasta, dotarłem pod drzwi domu. Były zielone, jak oczy kobiety, którą kiedyś kochałem. Gdy w końcu je otworzyłem i zatrzasnąłem za sobą, nastała głucha cisza. Niegdyś mogłem tu usłyszeć śmiech Alice, dźwięk pianina, na którym lubiła grać Światło księżyca. Teraz nastał smutek oraz pustka, w której od dawna tkwię.

      @dwa123 opowiadanie jest świetne 

      Edytowane przez Poet Ka (wyświetl historię edycji)
  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach




  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Poet Ka @Poet Ka @Poet Kadziękuję! Jak za smutne, to na odtrutkę;   Lata Miłości • 1962 Walc no. 104 (Paukenschlag) W pierwszej  wersji mego walca Jestem sam, lecz ty uśmiechasz się W tej perwersji tego walca Jesteś sama, lecz już dostrzegłem cię A Paryż sam nam rytm walca wybija  Paryż przygląda się i mierzy nam puls Paryż walcowi w takt bębenek podbija  Szepcze, szepcze mi obelg chlust, W ucha głąb, refren ten  jak z ust spust; To walc to trzy-takt Który wciąż sobie daje czas Który wciąż czas dla mas  Na boku lecz daje w gaz (fact!) By z drogi zboczyć ciut, Zebrać miłości miód,  Zboczyć z miłości w brud... I czaru mu nie brak Posuwny cztero suw i takt Gdy tańczyć go Abschmack Choć tańczyć go trudno tak Ma świetny gust, choć z niego Schmack  Jest jak ów trojga pakt Ten walec z czterech-pak  A potem walc, ten Pięcio-ksiąg, Który bynajmniej  nie powiem mnie wciągł I walc, co ma dwudziestki smak, Dziwny niepokoj w sobie ma,  Verfremdung oraz Angst, Ale o wiele lepiej życie zna  Niż walc Osi wszystkich państw  I czaru mu nie brak Posuwny cztero suw i szlak Gdy tańczyć go Abschmakt Choć tańczyć go trudno tak Ma świetny gust, choć schmuck Jest jak ów trojga pakt Ten walec z czterech-pak Walc, co na lat dwadzieścia brzmi Walc, co z dwudziestu rur grzmi A teraz walc dla sto-nóg  Walc pał uderzeń stu, co w stuletni puka próg  Walc tu letni nieco już I na koniec sam zostawiłem wam walc z tysiąca nóc, czystą przyjemność dla ócz Ten walc tysiąca stóp  On tkwi na skrzyżowaniu dróg W Paryżu, sam jak słup Wiosną, gdy ciągnie chłód Ten walc nie jest wciąż kaput  Choć w tysiące idzie trup  Ten walc tysiąca stóp Walc tysiąc razy Verruckt! I na koniec  sam zostawiłem wam walc z tysiąca nóc, czystą przyjemność dla ócz Walc, com go chciał tysiąc razy stłuc  Czekalem czasu szmat Lecz w końcu masz dwadzieścia lat I ja też niejeden wziąłem bat  Walc jak szkoła - jedna na tysiąc lat Walc snuty z tysiąca rad Walc na tysiąc rat  Tylko zakochanym daje się wczuć (Trzysta trzydzieści trzy to pół Z sześćset sześćdziesiąt sześć, jak wół) W życie z rozspisem ról  Walc ci prawdę powi: chcesz zgarniać koła pół Bycie wierszopisem rzuć! Zakończenie La lala la, la lala Lala la la lala... La la la la, la la la la la la la... Skończyłem  
    • Przeźroczysty duch  Spółka  Brytwanna    Nie    Topisz się    Wleciało    Może to ptak a może ciało   
    • Umoczyć skrzydła białe, ociężałe Wiotkie Balustrady chłodne stopnie, marmur blady pod stopą topnie  Nieprzytomnym ostrym okiem  Ujrzeć - to trup, zabity orzeł  Tłumok zdechł samotnie Leży wygodnie Pośród porośniętej świetlnej trawy  Pośród jakiś strzępów, ruin ludzkiej sprawy  Niedokończonych marzeń, ambicyj  Przepadniętych planów, zmordowanej  Iskry! Więc tak zagra   Kręć, kręć skrzydła białe, stopy białe wiotkie, nagie  Przebrnęły kółko po zimnym betonie szarym  Przemknęły przez schody - cóż widzę, sale?  Sale puste, zapomniane…  Jeden człowiek stoi  I mówi, wciąż plącze słowa, dumnie się wystroi  Jakby mu się udało zatrzymać  Nagły zryw zaciśniętych ogromnych sal  Wyjrzyj tam - puste sale wielkich fal  Fale się odbiły, w gładkiej sali na fali Fale….. i wciąż ogrom fal Niedokończonych marzeń, ambicyj  Przepadniętych planów, zmordowanej  Iskry! Gnają! Będą wbijać na pal, wrogów na pal!  Pali się serce, w głowie sto myśli gna Czy to czystość tych zapałów, czy to brud Tej piekielnej broni odzew, krew bratnia się przelała! Nie ostatnia się przeleje….  Jakiś szmer, dygotanie serca zmienia się  W bas! Wali! Wali! Każdy strzał Basem wali każdy szmer  Urwał się sali sen Zerwał pajęczej nadziei sen, powstańca  Wymazali państwo - zostawili wygnańca  Jak psa! Lecz znów….  Jakiś szmer, pali się serce, sto myśli gna Serce się palić nie chciało… lecz zimne  I prosto!  I uporem!  I pragmatycznie!  I nie zachwiało!  Zerwało sukno obcej ręki wrzask i trzask, kłódka zerwana!  A druga się zamknęła,  Acz o niej mówić nie będą, zbyt mocno schowana   Pod stopami czysta trawa  Trwa zabawa pełnego lata Zabrali broń, czysta jest już skroń  Słońce jednak ciepły puch zabrało Skryte w zimnym błękicie szarym, smęt  Będą nam zwłoki innych zwierząt pod stopami stać!  Zauważywszy głowę trać!  W nogę dać!    Skrzydeł nie było, ciężkich czy lekkich  Tych bujnych, majętnych, przepychem wypchanych Nie było skrzydeł białych, tych mętnych  Ledwie zarysowanych, smętnych  Nie było nawet zimnej balustrady….  Był ryk i grom! I spadły żagary  I nic poza tym…. przepadły zamiary Bo kłódka zamknięta, ta mała schowana Na dnie mego serca rozgorączkowanego wybrzmiała  Jako wielka skrzynia złota, tajemna  Klucz do niej mam, czuj duch!  Duchem opamiętam braci wszystkich serca
    • @dwa123     Nocą to miasto również tętniło życiem, a powrót do domu był chwilą radości przed nadchodzącą nostalgią. Wychodząc z pracy, każdej nocy mijałem Caffè Reggio. W powietrzu można było poczuć zapach świeżo mielonej kawy o północy. Często widywałem tam studentów, artystów i nocnych marków, a wystrój kawiarni przyprawiał mnie o dreszcze- uwielbiałem takie klimaty.   Maszerując w stronę stacji, sprawdziłem kieszenie starego płaszcza. Z zapałem przeszukałem je w nadziei, iż znajdę tam jakieś banknoty, aby zapłacić za bilet. Zamiast tego znalazłem stary bilet do metra. Zerknąłem na niego, sprawdzając datę i godzinę. Próbowałem wrócić myślami do tamtego dnia.   Przypomniało mi się spotkanie z nią. Piękną Alice. Miała rude kręcone włosy, zielone oczy, kilka piegów na nosie, bladą cerę, której tak nienawidziła. Natomiast ja czułem szaleńczą miłość, ilekroć mogłem ją zobaczyć. Podziwiałem jej uśmiech, dołeczki i te iskry w oczach, gdy w jej głowie powstawał co rusz jakiś nowy pomysł.   Moje marzenie o Alice przerwały schody na dół do metra, bo prawie zleciałbym i złamał nogę. Gdy mój umysł już wrócił na ziemię, powędrowałem w stronę peronu, z którego miało odjeżdżać metro. Gdy dotarłem tam, akurat mogłem do niego wsiąść. Wsiadłem do środka i szybko zacząłem szukać miejsca, aby usiąść. W Nowym Jorku znalezienie miejsca w metrze i to jeszcze siedzącego graniczyło z cudem. To tak jakby wygrać szóstkę w lotto, prawie niemożliwe.   Wreszcie, gdy je znalazłem, otworzyłem czarno-skórzany plecak w poszukiwaniu książki. Zadowolony z  szybkiego znaleziska, przystąpiłem do lektury. Była nią książka The Great Gatsby. Zakochałem się w niej, bo przypominała mi moją historię miłosną z Alice.   Kiedy znów w mojej głowie kłębiły się myśli, postanowiłem zaprzestać z tym tragizmem, zacząłem przyglądać się ludziom w metrze. Przede mną siedziała starsza pani, która rozmawiała ze swoim wypchanym kotem oraz dziergała sweterek na drutach. Obok mnie była lekko przerażająca postać punka z różowym irokezem, mnóstwem tatuaży z czaszkami i nazwą kapeli Guns N' Roses Kilka stacji później wsiadł mężczyzna przebrany za tygrysa, a za nim cztery dziewczyny niosące ciężką czerwona sofę. Pomyślałem sobie, że już nic mnie nie zdziwi, przecież tyle razy jeździłem metrem, bywały jeszcze gorsze widoki. Wreszcie nadeszła moja stacja, drzwi automatycznie się otworzyły.   Kierowałem się ku wyjściu, ale w bardzo powolnym tempie, aby spowolnić moją mękę, która miała za chwilę się zacząć. Powolnym spacerem, obserwując detale miasta, dotarłem pod drzwi domu. Były zielone, jak oczy kobiety, którą kiedyś kochałem. Gdy w końcu je otworzyłem i zatrzasnąłem za sobą, nastała głucha cisza. Niegdyś mogłem tu usłyszeć śmiech Alice, dźwięk pianina, na którym lubiła grać Światło księżyca. Teraz nastał smutek oraz pustka, w której od dawna tkwię. @dwa123 opowiadanie jest świetne 
    • @dwa123   Zgodnie z prośbą, proponuję poprawę. Myślę, że nie piszę lepiej, ale zawsze jest nam trudniej poprawiać własne prace. Wolimy, żeby zrobił to ktoś inny.   Nocą to miasto,(?) (interpunkcja) również tętniło życiem, a powrót do domu był chwilą radości, (interpunkcja) przed nadchodzącym koszmarem. Wychodząc z pracy, każdej nocy mijałem Caffé Reggio. W powietrzu można było poczuć zapach świeżo mielonej kawy o północy. Często widywałem tam studentów, artystów i nocne marki, a wystrój kawiarni przyprawiał mnie o dreszcze- uwielbiałem takie klimaty.   Maszerując w stronę stacji, sprawdziłem kieszenie starego płaszcza. Z zapałem przeszukałem kieszenie z nadzieją (w nadziei), iż znajdę tam jakieś banknoty, aby zapłacić za bilet. W zamian (zamiast tego) znalazłem stary bilet do metra. Zerknąłem na niego, sprawdzając datę i godzinę. Próbowałem wrócić myślami do tamtego dnia.   Przypomniało mi się spotkanie z nią. Piękną Alice. Miała rude kręcone włosy, zielone oczy, kilka piegów na nosie, bladą cerę, której tak bardzo nienawidziła. Natomiast ja tak bardzo czułem szaleńczą miłość, ilekroć mogłem ją zobaczyć. Podziwiałem jej uśmiech, dołeczki i te iskry w oczach, gdy w jej głowie powstawał co rusz jakiś nowy pomysł.   Moje marzenie o Alice przerwały schody,(?) na dół do metra, bo prawie zleciałbym i złamał nogę. Gdy mój umysł już wrócił na ziemię, powędrowałem w stronę peronu (przecinek) z którego miało odjeżdżać metro. Gdy dotarłem na peron, akurat mogłem do niego wsiąść. Wsiadłem do środka i szybko zacząłem poszukiwać miejsca aby usiąść. W Nowym Yorku znalezienie miejsca w metrze i to jeszcze siedzącego graniczyło z cudem. To tak jakby wygrać szóstkę w lotto, prawie niemożliwe. Wreszcie, gdy znalazłem miejsce siedzące, otworzyłem swój czarno-skórzany plecak w poszukiwaniu książki.   Zadowolony swoim (ze swojego) szybkim znaleziskiem, przystąpiłem do lektury. Była nią (książka) The Great Gatsby (cudzysłów lub kursywa) Zakochałem się w tej książce, bo przypominała mi moją historię miłosną z Alice.   Gdy znowu do mojej głowy nabiegały (wszelakie?) myśli, postanowiłem zaprzestać temu tragizmowi (z tym tragizmem), zacząłem przyglądać się ludziom w metrze. Przede mną siedziała starsza pani, która rozmawiała ze swoim wypchanym kotem, oraz dziergała sweterek na drutach. Obok mnie była lekko przerażająca mnie (powtórzenie) postać,(bez przecinka) punka z różowym irokezem , mnóstwem tatuaży w czaszki i nazwa kapeli Guns and Roses (kursywa).   Kilka stacji później, do metra wsiadł mężczyzna przebrany za tygrysa, a za nim cztery dziewczyny niosące ciężką czerwona sofę. Pomyślałem sobie, że już nic mnie nie zdziwi, przecież tyle razy jeździłem metrem, były jeszcze dziwniejsze widoki. Wreszcie nadeszła moja stacja, więc wstałem, podszedłem do drzwi, a one automatycznie się otworzyły (to warto przeredagować).   Po wyjściu z metra kierowałem się ku wyjściu, ale w bardzo powolnym tempie, aby spowolnić moją mękę, która ma (miała) za chwilę się zacząć. Powolnym spacerem, rozkoszując się urokami miasta, dotarłem pod drzwi domu. Były zielone, jak oczy kobiety którą kiedyś kochałem.   Gdy w końcu otworzyłem drzwi domu i zatrzasnąłem je za sobą, nastała głucha cisza. Niegdyś w tym domu mogłem usłyszeć śmiech Alice, dźwięk pianina, na którym lubiła grać światło księżyca (wstawić prawidłowo tytuł). Teraz nastała pustka, smutek a ja w niej od lat tak tkwię (nastał smutek oraz pustka, w której od dawna tkwię).
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...