Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

myślę więc jestem

czasami myślę mniej

ważne jest to co się czuje

ważne jest to co było i jest

światy , poglądy, rezultaty

systemy i obyczaje dla dobra ogółu

sposób myślenia wynika z życia czy z teorii?

jedno i drugie może mieć sens

czarna tablica czy biała , a może zielona...

Opublikowano (edytowane)

Sposób życia wynika ze zdobytej wiedzy: systemowo-edukacyjnej i samoedukacji i z doświadczenia opartego na filozofii Arystotelesa (logika), Pitagorasa (geometria) i Platona (idea) - dzięki temu można analizować życie z ogromnym dystansem - stojąc z boku.

 

Łukasz Jasiński 

Edytowane przez Łukasz Jasiński (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

@Łukasz Jasiński "Samoedukacja", brawo, co do "systemowo-edukacyjnej"? pytanko w jakim systemie kształcili się wyżej wymienieni? Taa wiem że Platona uczył Sokrates, interesuje mnie Twoje zdanie na temat procesu twórczego, myślowego artystycznego czy jakiegokolwiek innego, 

Opublikowano

@Dared

 

Nie wiem, naprawdę nie wiem, a jednak: po co powstała pierwsza na świecie Komisja Edukacji Narodowej, po to, aby zlikwidować analfabetyzm, który zresztą jest epicentrum biedy, złodziejstwa i wszelkiej maści patologii, wcześniej edukacja była w rękach czarnej mafii - kościoła i tylko dla wybranych - bogatych, bo: trzeba było płacić, jeśli chodzi o mnie, to: ukończyłem systemową edukację - ośmioklasową Szkołę Podstawową i pięcioletnie Liceum Zawodowe, dzięki temu posiadam dyplom zawodu i egzamin dojrzałości, jeśli chodzi o samoedukację - to już po ukończeniu wyżej wymienionych szkół - jako pracownik Zakładu Pracy Chronionej, Archiwum Akt Nowych i Narodowego Klubu Libertyńskiego - przeszedłem na samoedukację - zarobioną pensję wydawałem na książki, trzeba po prostu mieć ogromną wiedzę - erudycję i być wygadanym - posiadać elokwencję, po co? Aby stworzyć sobie warsztat literacki, zmysł krytyczny i umiejętność samodzielnego myślenia - zdolność używania logicznych argumentów.

 

Łukasz Jasiński 

Opublikowano

@Łukasz Jasiński Taka mała rada, są biblioteki, korzystałem z nich namiętnie, "umiejętność samodzielnego myślenia"? właśnie nie wiem czy takie coś istnieje, nie jest tak prosto, każdy ma jakieś "naleciałości" z systemu edukacji, coraz bliżej jestem stwierdzenia że wiedzę, wykształcenie można "zdobyć" (śmiesznie to brzmi) jednak inteligencję ma się wrodzoną

Opublikowano (edytowane)

@Dared

 

Też korzystałem, poza tym: kupowałem książki z pierwszego obiegu lub na bazarkach - za moich czasów istniała nieformalna cenzura i wynikała ona ze starej kadry nauczycielskiej, dlatego: z zachowania miałem same dwóje (pał jeszcze wtedy nie było), a umiejętność samodzielnego myślenia polega na tym, aby coś stworzyć - co jeszcze nie istnieje, otóż to: gdybym nie myślał samodzielnie - nie napisałbym Konstytucji Polskiej Rzeczypospolitej Narodowej i nowatorskiego kierunku filozoficznego od mojego nazwiska - jasinizm - to jest właśnie - własność intelektualna chroniona prawem autorskim w kodeksie postępowania cywilnego, jeśli ktoś nie potrafi myśleć samodzielnie, a pisze dobre rymowanki - to już jest naśladownictwo - wtórny analfabetyzm, poza tym: istnieje teza, antyteza i synteza, jeśli postawiłem jakąś tezę - używając mocnych argumentów i jeśli pan nie zgadza się z moją tezą - pana obowiązkiem jest obalić moją tezę - stawiając antytezę i to też jest zdolność samodzielnego myślenia, zgoda? Niech pan obali mój esej: "Nowatorska metodologia badawcza" i "Tajne Specjalnego Znaczenia" - stawiając argumenty - antytezę, jeśli czegoś nie można obalić, to: to - ze swojej natury mamy do czynienia z dogmatami, ideologią i doktrynami.

 

Łukasz Jasiński 

Edytowane przez Łukasz Jasiński (wyświetl historię edycji)
Opublikowano (edytowane)

@Dared

 

Zaraz pana nauczę: co to jest samodzielne myślenie, otóż to: to również zdolność logicznego wnioskowania, prowadzenie różnych analiz i zmysł obserwacyjny.

 

Wojsko Polskie jest wyjątkowe w skali światowej - wyróżnia je orzełek na tarczy amazońskiej, rogatywka i salut.

 

Orzełek po raz pierwszy został użyty za czasów saskich, a podczas wojen napoleońskich dodano tarczę amazońską - nawiązując do greckich Amazonek - mitycznych wojowniczek, współcześnie: istnieje pięć rodzajów wojsk i na tarczy amazońskiej jest symbol danego rodzaju - proszę samemu sprawdzić.

 

Rogatywka po raz pierwszy została użyta przez Powstańców Barskich - Konfederatów i została przejęta przez inne formacje wojskowe.

 

Salut powstał podczas kampanii napoleońskiej przeciwko carskiej Rosji, adiutant ranny ledwo dojechał do dowódcy i zasalutował mu dwoma palcami - reszty palców nie miał i umarł, tak powstał salut na część tego adiutanta wojskowego.

 

Kończąc: proponuję, zamiast krawata i kołnierzy - tarczę amazońską z Matką Boską na cześć wszystkich żołnierzy, którzy samotnie umierali na polach bitwy w ustach...

 

- Mamo...

 

I tak powstaje samodzielne myślenie: mój pomysł - autorski, tym razem oparty na wiedzy i analizie - znajomości historii, dodam: nie istnieje coś takiego jak filozofia w pigułce, filozofia to z greckiego - mądra wiedza.

 

P.S. Najstarszą polską czapką wojskową jest rogatywka, potem: maciejówka, nawet Armia Ludowa nosiła rogatywki podczas wojny domowej z Armią Krajową i Narodowymi Siłami Zbrojnymi, lata 1944-48 nie były takie krwawe i okropne, dopiero od 1948 roku - kiedy Armia Ludowa została wcielona do Ludowego Wojska Polskiego - nastąpił krwawy terror - stalinizacja (do 1956 roku) i zniknęły rogatywki - były okrągłe czapki na wzór sowieckich, powróciły dopiero w III RP, rogatywka to de facto kwadrat i proszę samemu sprawdzić kwadrat i okrąg - symboliczne znaczenie i samodzielnie wybrać, acha, proszę nie mylić okręgu z kołem.

 

Łukasz Jasiński 

Edytowane przez Łukasz Jasiński (wyświetl historię edycji)
Opublikowano (edytowane)

@Dared

 

Teraz panu dam przykład prawidłowej analizy w sprawie liczby uczestników na podstawie dwóch marszów: Marszu Miliona Serc i Marszu Niepodległości, najbardziej wiarygodne dane pochodzą ze strony Policji - nie od jakichś tam polityków, ten pierwszy marsz był marszem jednorazowym i czysto politycznym, według Policji: około 60000 ludzi, natomiast: ten drugi jest cykliczny i ma już swoją tradycję - było to Narodowe Święto Niepodległości, jednocześnie: nie uwzględniono Marszów Niepodległości w Krakowie, Gdańsku, Wrocławiu, Białymstoku, Szczecinie i w różnych mniejszych miejscowościach, nie uwzględniono innych zarejestrowanych marszów, imprez, koncertów i pikników, nie uwzględniono Organizacji Polonijnych i nie uwzględniono oficjalnych świąt organizowanych przez władze państwowe, jakby chociaż: wystaw muzealnych, teatralnych, filmowych i muzycznych w instytucjach kulturalnych organizowanych przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego, podsumowując: Marsz Miliona Serc - około 60000 ludzi, Narodowe Święto Niepodległości - około 3000000 ludzi, proste i logiczne?

 

Łukasz Jasiński 

Edytowane przez Łukasz Jasiński (wyświetl historię edycji)
Opublikowano (edytowane)

@Dared

 

Wykształcenie nie świadczy o żadnej inteligencji, akurat ja: posiadam wrodzoną inteligencję, proszę przeczytać esej: "Wyrywek mądrości", według Konstytucji III RP - mam prawo robić co chcę i kim być - we własnym mieszkaniu, a jestem pogańskim racjonalistą - libertynem i intelektualnym biseksualistą - uniwersalnym, największą nienawiścią zieją wobec Polaków i Izraelitów kompletne nieuki, szczególnie: Obywatele PL - próbowali zablokować Marsz Niepodległości, wyzywając Polaków od nazistów, otóż to: mylą pojęcia, dla mnie Rafał Trzaskowski jest antysemitą - pozwolił na marsz w obronie Palestyny - padały tam hasła antyizraelskie, wzywające do przemocy wobec Izraelitów, jasne: jestem po stronie Izraela, dodam: na Marszu Niepodległości były osoby o różnej narodowości i osoby niepełnosprawne - proszę samemu sprawdzić, mi już po prostu ręce opadają...

 

"Na uniwersytecie w Montrealu doszło w ostatnim czasie do kilku antysemickich incydentów - twierdzi izraelska gazeta "The Jerusalem Post". W sieci krąży nagranie jednego z nich. Widać na nim profesora, który krzyczy do studentów: - Wracajcie do Polski, kurwy!"

 

Źródło: WNP.PL

 

Obrażając Izraelitów - obraża się Polaków i na odwrót: obrażając Polaków - obraża się Izraelitów, gdyby w Polsce nie doszło do tragedii podczas Drugiej Wojny Światowej - Polska byłaby taka sama jak reszta świata, teraz wskażę źródło problemów: Związek Socjalistycznych Republik Radzieckich był w konflikcie z Izraelem i wspierał islamskie bojówki - pod względem finansowym, propagandowym i zbrojeniowym i wyrosło nam pokolenie kompletnych świrów - komunistów, narodowych socjalistów - nazistów, intersocjalistów, skrajnych lewicowców i tęczowych wariatów - ci wszyscy teraz są na pasku, ojej, na smyczy - Unii Europejskiej pod zakulisowymi rządami Niemiec.

 

Łukasz Jasiński 

Edytowane przez Łukasz Jasiński (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

@Rafael Marius

 

Jestem Alfą lub Omegą, nigdy: Betą - ją jest bardzo łatwo manipulować, otóż to: po środku są więźniowie, pierwszy jest prokurator, ostatni - strażnik więzienny, oto przykład z góry wzięty - tak wygląda w praktyce życie, inny przykład? Pierwszy jest dowódca: prowadzi swoich chłopców - żołnierzy - do boju, a po środku właśnie są żołnierze, natomiast: ostatni są - szwadrony śmierci, którzy dobijają wrogów, dodam: szwadrony śmierci też mogą być tymi pierwszymi - siejąc strach i panikę w szeregach wroga - czyszcząc przedpole dla głównego ataku.

 

Łukasz Jasiński 

Opublikowano (edytowane)

@Rafael Marius

 

Pod warunkiem, że będzie miał przed sobą: Alfę i za sobą: Omegę - dwóch ochroniarzy, inaczej zostanie zaatakowany przez dwunożnych ssaków agresywnych, słowem: zamordowany i tu dochodzimy do punktu wyjścia: Beta to nic innego jak niewolnictwo, można inaczej: z przodu będzie słuchał kogoś innego w rozmowie, a z tyłu: jeszcze kogoś innego, również: niewolnictwo, kiedyś chodziłem do kościoła, to: zawsze siadałem w pierwszej ławie lub ostatniej, nigdy: po środku.

 

Łukasz Jasiński 

Edytowane przez Łukasz Jasiński (wyświetl historię edycji)
Opublikowano (edytowane)

@Rafael Marius

 

Do zerówki i pierwszej klasy chodziłem razem z dziećmi słyszącymi, a od drugiej - ze słabosłyszącymi na Zakroczymskiej, klasa składała się z siedmiu lub ośmiu osób, ławki były ustawione łukiem do biurka nauczyciela, a teraz zacząłem pisać trzynastozgłoskowiec: poemat dygresyjny - "Jak wolny ptak" - napisałem trzy zwrotki i nie wiem kiedy skończę, tak, urodziłem się jako osoba słyszącą i słuch straciłem po operacji na nosie, prawdopodobnie przez źle użytą narkozę, zresztą: proszę przeczytać -"Wyrywek mądrości".

 

Łukasz Jasiński 

Edytowane przez Łukasz Jasiński (wyświetl historię edycji)
Opublikowano (edytowane)

@Rafael Marius

 

Wiesz, mój drogi Rafale, istnieje coś takiego jak rozmowa in protinus? Po co powtarzasz to - co wcześniej napisałem? Bez sensu... To są kalki... Jeśli chodzi o układ szkolnych ławek, to: wynikał on po prostu z dostosowania do komunikacji werbalnej, odczytywaniu mowy z ust lub po prostu: używania języka migowego - taki układ wcale nie jest dobry, zamiast łączyć daną społeczność - izoluje od reszty społeczeństwa, zresztą: w prywatnych szkołach, dajmy przykład: ambasadorskiech, co ja tutaj będę ci głowę zawracał - w "elitarnych" - też obowiązuje taki układ.

 

Łukasz Jasiński 

Edytowane przez Łukasz Jasiński (wyświetl historię edycji)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • Mamuty 

       

      Miasto w śnie pogrążone, ciszą przykład daje, 

      Bryza morska co chwila puka w stare okna, 

      Ciepła zaś, nie tak mroźna, gwizdem tylko podła, 

      Rano tam takie słońce, człowiek z chęcią wstaje, 

       

      Tej nocy, na werandzie, siedział stary Klimient, 

      W gwiazdy wpatrzony, tęsknie, przeżywał dawne chwile, 

      I w ciszy by przeżywał, nasz ten Klim, ten dzielny, 

      Bo wtem, ktoś bliski, pewien, usiadł przy marszałku. 

       

      Katia: 

      Czemuś jeszcze nie zasnął, mój Klimie kochany, 

      Gwiazdy co są dalekie, nie znają przyszłości 

      Patrzysz w nie tak uparcie, jakbyś szukał drogi, 

      Może świt, co nadejdzie, troski twe rozproszy, 

      Wierzę, że słońce rano lęk w sercu uciszy, 

      Pójdź już spocząć mój miły, nic już nie wymyślisz. 

       

      Klim:  

      Pozwól mi tutaj zostać, żono, moja miła 

      Tu, na starym fotelu, czas jakby się wstrzymał, 

      Wstać on mi nie pozwala, a sam nie chcę odejść, 

      Czy pamiętasz ten wieczór, gdyśmy się poznali? 

      A może zaś dzień to był, ja już nie pamiętam, 

      Suknię, jakże przepiękną, miałaś tam niebieską. 

       

      Katia: 

      Pamiętam suknię moją, błękit nieba skradła, 

      Lecz czy to był dzień, nie mam już pojęcia 

      Zbyt wiele zim przebrzmiało, zbyt wiele jesieni, 

      By czas jakkolwiek jasny oraz nam zostawił 

      Wszystko, co było wtedy, dziś to mgłą się staje 

      Co oczy nam przesłania, a serce wciąż mami. 

       

      Klim: 

      Leczy czyż to nie jest lepsze niż pusta nadzieja? 

      Choć te dni tak odległe, wciąż w nich przebywam 

      Wiem dobrze, że ta pamięć, duszę mą zatruwa, 

      Zaś tylko tej truciźnie życie swe przedłużam. 

      Dziś słońce mnie nie grzeje, tylko w oczy razi, 

      A jutro jest jak obraz, co barw nie posiada. 

       

      Katia: 

      Ta trucizna, co mówisz, powoli cię niszczy, 

      Co kradnie siły twe, co w tobie pozostały, 

      Dla duchów tylko żyjesz, sam duchem się stajesz, 

      I tracisz rządy nad tym, co nadal prawdziwe, 

      Dzień następny ominiesz, jak przeszkodę wielką, 

      Chcąc chyba? Przecież życia nigdy nie ominiesz. 

       

      Klim: 

      Nie omijam ja życia, lecz patrzę nań z góry, 

      Gdy świat ten uśpił swe małe, jak ważne pragnienia, 

      W tych domach, co jak groby, śnią teraz o jutrze, 

      Zaś każde jutro w niebyt poprzedni dzień spycha 

      Po co tak żyć, gdy wiesz, że wszystko zapomnisz 

      Co wczoraj kochałaś, dziś obcym jest to dla nich. 

       

      Każdy swe własne ciało jak relikwię niesie 

      Umysłem, wyobraźnią, gonią dzień następny. 

      Bo gdyby myśl swą chcieli trzymać tuż za sobą, 

      Ujrzeliby tych wszystkich, co im drogę kładli 

      Których już porzucili w tej mrocznej otchłani, 

      Może właśnie dlatego zmarłych ludzi wolę? 

       

      Katia: 

      Więc cóż obserwatorze! Choć o nas wspominasz 

      Patrzysz z góry na innych, co dziś żyją jutrem. 

      Za długo w tym fotelu w gwiazdy wzrok swój wbijasz 

      I myślisz, żeś jest jedną, co na świat tak patrzy 

      Daj spokój tymże ludziom - przecież pamiętają 

      A jak nie – to są młodzi. Cóż o nich wiesz, Klimie? 

       

      Gdy tęsknota cię brała, tak mi się zdawało, 

      Że chcesz tylko wspominać, że ulżę ci żalem, 

      Lecz tyś wpadł w jakąś pętlę, na nic to nie baczysz  

      Zamiast o nas – o ludziach i czasie coś mówisz. 

      Powiedz, Klimie mój drogi czy czas ludzi zmienia? 

      Czy to ludzie czas psują, to w mroku się gubiąc? 

       

      Mówisz, że zmarłych wolisz? Ciekawe to, Klimie, 

      Wszak ja, Twoja żona, to z grobem nie pogadasz, 

      Gdy zaś życie ich gasło, pewnie dobrze znali 

      Ile spraw niezałatwień na świecie zostawią. 

      Więc każdy z nich by oddał, wszystkie twoje myśli, 

      Za jedną chwilę życia, którą teraz trwonisz. 

       

      Klim: 

      Młodość jest tylko maską, co skrywa niepamięć, 

      Biegną, nie wiedząc jeszcze, że droga jest kołem, 

      Czas nikogo nie zmienia, on tylko obnaża, 

      To, co w człowieku gniło, gdy był jeszcze dzieckiem. 

      Ludzie psują czas, Katio, to chcą g oszukać, 

      Kradnąc mu każdą chwilę, jakby była łupem. 

       

      Czymże jest owa chwila, o której coś mówisz, 

      Błyskiem, co ledwo błyśnie, już w mroku się topi. 

      Zmarli, których tu bronisz, niczego nie pragną, 

      To ty pragniesz ich głosem moją ciszę zburzyć. 

      Wolę trwać przy tym trupie, co był kiedyś słońcem, 

      Niż gonić za motylem, co żyje dzień jeden. 

       

      Masz rację, moja Katio, marnie ten czas trwonię, 

      Lecz spójrz na moje nogi, spójrz na moje dłonie, 

      One już nie chcą służyć jutrzejszym porankom, 

      Są jak ta stara woda w zapomnianym dzbanku. 

      Nie szukaj we mnie ognia, co świat te odmieni, 

      Jam jest tylko tym cieniem, co trzyma się ziemi. 

       

      Katia:  

      Młodość to tylko głód, co prawdy nie zna jeszcze, 

      Więc bierze, co napotka, by nasycić chwilę. 

      Ja też czuję ten ciężar, w moich starych dłoniach, 

      Lecz woda w tym dzbanku, wciąż smakuje tak samo. 

      Więc wypij ją mój kochany, póki jeszcze możesz, 

      Wszakże ten dom jest dla nas, nie dla dawnych duchów. 

       

      Pędzą w dzień to następny, śmiało gonią jutro, 

      Nie znają zaś ciężaru, więc nie jest im smutno, 

      Bo błędy omijają, więc żalu nie znają 

      I często na cud Boży, liczą i czekają, 

      Zatem czego wymagasz, by służyli idei? 

      Jak to strach - przyszłość, w celi dusznej więzi 

       

      My żyjemy, dla świata, nie dla własnej woli, 

      Choć ta okrutna prawda, tak bardzo nas boli 

      Musimy drogę wskazać, by pewniej ruszyli 

      Lecz w tej walce odwiecznej, wszyscyśmy zbłądzili, 

      Oni giną bez celu, my - w sędziów przebrani, 

      Zamiast dłoń im podać, trwamy wciąż niechciani. 

       

      Klim:  

      Nie kładź dłoni pod stopy, niech kamień porani, 

      Dom z piasku beztroski przy stałym wietrze runie. 

      Bez smaku swej porażki - jak zwycięstwo poznać? 

      Zostaną tylko cieniem, ślepi blaskiem klęski 

      Niegotowi być szańcem, innych panów przyszłych. 

      Świata krwi i zmęczenia, jaką mądrość zmieni? 

       

      Katia: 

      Już ja rady nie daje, mężu mój kochany! 

      Ależ tak pięknie mówisz, jakbyś dzieło tworzył, 

      Dużo słów wokół krąży, a mało polotu. 

      Bo przecież wilk młode, uczy na swą modłę, 

      A tygrys po tygrysie, królem tajgi będzie, 

      A więc człowiek człowieka? Wrogiem pozostanie. 

       

      Już sama jak Ty teraz, dziwną mową mówię, 

      Proste to lekcje głoszę, starzy mnie nauczali. 

      Co noga się potknie, nie łam jej zawczasu, 

      Bo wczoraj jakiś wypadek, dziś ciebie napotka. 

      A te miasta największe? Jakby walczyć musieli, 

      Zamiast miast, nory małe, jak myszki ukryci. 

       

      Sama siebie pytam i ciebie zaś pytam: 

      Na cóż te filozofie, nad prostą tak prawdę? 

       

      Klim: 

      Próżno im ścieżkę mościć, gdy łakną bezdroży, 

      Bo za carów nas mają, do buntu zmuszeni. 

      Nasza opieka jest jak łańcuchy najsroższe, 

      Co zerwać je potrzeba, by poczuć, że żyjesz. 

      Często zaś kiedy pomoc, nieść każdemu chcemy, 

      Sprawdzić należy wtedy, kto chce, kto potrzebuje. 

       

      Zaś filozof – my wszyscy, co łóżka ścielają, 

      Bo spróbuj nie pościelić - cynikiem okrzykną. 

       

      Więc czy mnie kara spotka, gdy odrzucę syna 

      Marnotrawnego, zbłądził przecież na życzenie. 

      Językiem przemawiam takim, bo stać chce najwyżej, 

      Chociaż bym bardzo chciał, mowa nadal prosta. 

      Prawdę mówisz - rację - tobie ją oddaję, 

      Lecz co mi po prawdzie, duszy nie raduje. 

       

      Katia: 

      Końca pragniesz rozmowy, młodych już zostawić. 

      Bo przecież tęskno ci tam, na twe dawne czasy, 

      Na rękach miłość nosić, siłą mnie zachwycać. 

      Teraz, gdy ciągle stoję, tutaj - tuż przed tobą, 

      Silę swą wciąż posiadam, choć silna już byłam. 

      Powiedz, mój ukochany, czemu szczerze tęsknisz? 

       

      Klim: 

      Tęsknię za świtem, co budził dzień piękny 

      I wstawać musiałem, bo życie choć czekało 

      Gotowe już przynieść mi, szalone przygody. 

      Tęsknie za machorkami, zapachem młodości, 

      Choć teraz papierosy – bez wódki mi szkodzą, 

      A że wszyscy odeszli – fajki nie zapalę. 

       

      Tęsknię za przyjaciółką, ogniska wzniecała, 

      Cudowna była chwila, gdy zbierali się 

      Ludzie, moi kochani, by krzyczeć miłości 

      Wyznania, do miłości, co już - już pomarła! 

      A reszta mych przyjaciół - kochani są oni, 

      Bo starość mi przyjemną - przyjemną sprawiają. 

       

      Wczoraj moim jest zegarem,  

      Starość - mym wspomnienia darem, 

      Oni mury mi stawiają, 

      Mnie w swej ciszy układają. 

      Nie chcę jutra, nie chcę chwili, 

      Byle oni wciąż tu byli! 

       

      Gubię się w tym, to prawda – to moja kroplówka! 

      Żyć mi wciąż, wciąż pomaga, dla ciebie kochana! 

      Za tobą tęsknię przecież, najbardziej na świecie. 

      Zaś wesoło ja śpiewam, swe milutkie wtem nuty: 

       

      Co było za potem - dziś izbą nam rządzi 

      I jutro i dzisiaj - w tych kątach się błądzi, 

      To czas nas pilnuje – jak jeńców w zagrodzie, 

      W kominie mróz siedzi - w wychłodłej gospodzie 

      Te lata minęły - w gdzieś w lasy dalekie, 

      Bo co raz zginęło - zaginie na wieki! 

       

      I bardzo tęsknie za tym, by móc tak coś śpiewać 

      Coś co głosem pobudzi, duszę dziecka, moją 

      Moją duszę, co dzieckiem nie jest i nie będzie. 

       

      Katia 

      Klimie! Mój Ty kochany – tak ból wielki nosisz. 

      Cały przeszły Boży świat, cierpi teraz z nami, 

      Bo ja też ból odczuwam, to bardziej Ty żywy, 

      Wśród i pieśni, i ognia, a za mną to wcale. 

      Zmarły już Ty, Ty jesteś - Kochany, cóż mówić. 

      To powiem, bo to lek mam, gotowy dla ciebie.   

       

      Co takiego? 

       

      Myszki, koniki czy wilki, w stronę wody biegną, 

      Widzą wodę, widzą coś - coś co w myk wypiją! 

      Doda siły, zmysł zaś też - poprawi im również. 

      Wszakże i ja skorzystam, z daru Bożej wody 

      A w dzbanku, tu przy tobie, całkiem jest jej dużo. 

      Taka woda zdrowia... doda! 

      ---------------

      Leje wodę prosto w oczy, 

      Zimna struga po nim broczy 

      Zmyła duchy, zmyła plany, 

      Siedzi Klimient pokonany 

      Woda ścieka na gazety, 

      Finał bzdury i tandety! 

      Ona stoi, dzbanek trzyma, 

      Wzrokiem tnie jak ostra zima. 

      -------------------

      Klim: 

      Dlaczego? Czym ja? Czym ja? Sobie zasłużyłem? 

      Prawdę mówię, co czuję, a Ty mnie tak ranisz! 

      Woda, co ci to dało? Zimno, Boże, mokro! 

      Ciepło trochę, ale Boże! Trzeba ci to było? 

      Jak ja teraz spać pójdę, mokry przez – przez ciebie! 

      Ten świat, litości nie ma, człowiekowi cierpieć 

      Nie da! 

       

      Katia: 

      Mężu, mężu Ty żyjesz! Już myślałam szczerze,  

      Że te duchy złe, przeszłe ode mnie zabrały 

      Męża mojego, męża, co Boże zobacz 

      Za zmarłego już miałam, a on teraz żyje, 

      A czy ci nie mówiłam, że lek ja mam dobry? 

      Żonę taką masz miłą, że w nocy pomoże. 

       

      Więc gdy cię tak słuchałam, pomóc chciałam jakoś 

      Słowem - nie umiałam, bo dziwny bardzo jesteś. 

      W myślach dużo widziałaś, przeszły lęk, zapachy 

      I za mną tęsknisz, choć ja, nadal twoja żona 

      Taka sama byłam, bo odkąd ciebie kocham 

      Męża nie mogę poznać, takie brednie mówisz! 

       

      Klim: 

      I powiem, że rację masz, dobrze więc zrobiłaś 

      Żyw, bo żywy jestem, teraz żywo widzę 

      Ciebie! Żeś mnie oblała! Nie sposób już myśleć 

      O czymkolwiek, bo żona przerwać tą rozmowę 

      Musiała! Choć rozumiem, przynajmniej próbuje 

      Jeszcze cierpliwie siedzieć, bo mnie – mnie pouczasz 

       

      Więc racja, żono moja, nas spotkać coś musi, 

      Spójrz na mnie, jestem mokry, Ty mi to wypomnisz, 

      Uśmiech mi swój pokażesz - piękny jak to zawsze, 

      Ja – ze wstydu się spale! I śmiechem odpowiem, 

      Bo czyż nie po to jednak gorycz człowiek czuje, 

      Żeby zawsze pamiętał - żyje i żyć będzie? 

       

      I myślę - wyleczyłaś - męża wnet swojego 

      Chociaż strasznie cierpiałem, to ból był, ale płytki. 

      Płytki to on być musiał, skoro twoja woda, 

      Szybciutko już podsuwa, takie przemyślenia, 

       

      Katia: 

      Więc teraz lepiej patrzeć, na ciebie, mój miły, 

      Bo dużo już rozumiesz, takie mam wrażenie. 

      Choć o wszystkim pamiętasz, o jednym nie myślisz, 

      Wszystko miałeś - straciłeś, a co zaś posiadasz? 

      Myślę, że masz, chociaż Ty ślepy i niewdzięczny, 

      Gniewam się, Klimie drogi, o mnie zapomniałeś. 

       

      Klim: 

      Co? Żono, szczęście moje! Ty wiedzieć to musisz, 

      Że ja naprawdę, ale na -  

      --------

      Katia wyszła, drzwi zamknęła 

      Klim na fotelu sam zostaje 

      Próżne słowa, próżne żale 

      Koniec baśni, koniec bajki! 

       

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...