Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano (edytowane)

                     - dla A. 

 

   - Zwracasz mi uwagę? - posłuchawszy jednak apozytywnej myśli, Oleg zwrócił się powtórnie do Świetlistego. - Nazywając mnie krytykantem? A czy nie mam racji, mówiąc o Piłacie "Intrygant"? Przecież jest nim, co przyznala sama jego żona! A czy - kontynuował, zauważywszy wszakże, jak uważnie Lucyfer go słucha - nie mam prawa do negatywnych emocji po tym, co spotkało mnie z jego rozkazu i z jego ręki? I czy wreszcie - zaczął zmierzać do końca czując bardzo wyraźnie, jak złość zeń opada - nie należy mu się ten gniew z mojej strony?

   - Wreszcie - uśmiechnął się Strażnik Upadłych - dawny Oleg powrócił, wypowiedziawszy z siebie odległe jego sercu i duszy emocje. I pozbywszy się, częściowo co prawda, negatywnych myśli. Skoro tak, usiądź i posłuchaj - Pierwszy Z Archaniołów wskazał opuszczone przed chwilą miejsce. - Rację, aby nazywac Piłata w ten sposób, masz. Bowiem istotnie jest on Intrygantem, a bywa, że jego działania służą bardziej Mrokowi niż Światłu, z czego tylko czasami zdaje sobie sprawę.

   - Do swoich emocji również  masz prawo - podjął odczekawszy, aż Soomąż przyswoi jego słowa. - A twój  gniew - i tu znów masz rację - należy mu się, ponieważ ci rzeczywiście zawinił. Sprawa ta jednak bardziej dotyczy ciebie samego. Poziomu Światła w tobie samym. Twojej kontroli uczuć, myśli i wypowiadanych słów. Twojej troski o własną duszę - co rzekłszy, Stworzony Ze Światła uczynił podobny jak poprzednio gest, przesuwając otwartą dłonią przed oczami Olega, a zaraz potem w pobliżu jego serca, by zewrzeć ją szybko w pięść. Z której, gdy ją otworzył, znów wysypały się czarne drobinki. Tym razem jednak podstawił on pod opadające drugą dłoń, by zamknąć po chwili i tę. Ale kiedy pokazał Olegowi jej wnętrze, było ono puste.

   - Co zrobiłeś? - dworzanin księcia Jurija spróbował się domyślić. 

   - Zabrawszy je od ciebie, zakończyłem ich istnienie - Lucyfer uśmiechnął się lekko.

   - Jezusie, pozwól - przechylił się lekko nad stołem, aby poprzez spojrzenie przesłać telepatyczną prośbę o podejście i kontynuowanie rozmowy z Olegiem.

   - Domina - powiedział odpowiednio cicho, usiadłszy obok Klaudii - zaprzestań marzeń o żonie Olega. Zaprzestań prób wydobycia z jego umysłu jej obrazu. To nie skończy się dobrze - ostrzegł, po czym uśmiechnął się lekko. - Wiesz przecież, że mąż i te tres servae, trzy niewolnice powinny ci wystarczyć.

   Klaudia Prokula na tę uwagę zaczerwieniła się w jednej chwili i rzuciła na Bezciennego pełne niepokoju spojrzenie. 

   - Oprócz  Jezusa i mnie nikt to widzi - Świetlisty zapewnił ją uspokajająco. - Lepiej jednak zaprezentuj nam coś jeszcze z twoich duchowych umiejętności. Konieczna ci będzie - doradził z kolejnym uśmiechem - dłuższa chwila na uspokojenie i oczyszczenie umysłu. Tylko żadnych - pokiwał ostrzegawczo palcem - magicznych kwiatów. Wiesz, dlaczego - zakończył. 

   Tym razem, gdy Klaudia zarumieniła się powtórnie, dostrzegł to jej mąż. I jak łatwo się domyślić, fałszywie to sobie zinterpretował.

   - Nie szukaj zwady z Pierwszym Z Aniołów - przesłana w tonie, jakiego Poncjusz Piłat potrzebował dla ochłonięcia, czyli właściwym, myśl dotarła blyskawicznie do jego umysłu. - Chyba, że dziś chcesz ponownie opuścić ten świat... 

Cdn.

 

   Warszawa, 18. Października 2023

 

 

Edytowane przez Corleone 11 (wyświetl historię edycji)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Sylwester_Lasota   Bardzo fajny tekst!   Kontrast między poważnym, niemal romantycznym otwarciem (puszcza jako świątynia, kurhany przodków) a tym, co następuje - seria coraz bardziej absurdalnych katastrof, jak w komediowym filmie. Podobają mi się powtórzenia - "żegnajcie przodki i wasze kurhany" z coraz - czuć, że rośnie desperacja bohatera. Śródleśny Dziad to fajny smaczek. Zakończenie daje lekkość całej historii, ale ostatnia linijka o pięknych miejscach w lesie znów zmienia ton na poważniejszy, co jest miłym zaskoczeniem. Długi, ale dobrze się czyta. :)    
    • Sam widok oczu byłby dla mnie natchnieniem by znaleźć sens w życiu między naszym spojrzeniem   sama woń perfum dałaby mi nadzieję że bez żadnych słów spotkalibyśmy się w zapachu   samo przytulenie byłoby darem od losu dwojga ciał przeznaczeniem pięknym czarem dotyku   same dźwięki głosu byłyby balsamem w świecie hałasu moim marzeniem   sam spacer za rękę byłby dla mnie Wniebowzięciem a pocałunek cudem na więcej zachłanny nie jestem
    • @Poet Ka   Bardzo dziękuję!  To naprawdę duże słowa. Zależy mi właśnie na tym, żeby tradycja nie była cytatem doczepionym na siłę, tylko czymś, co naturalnie przenika współczesny język - cieszę się, że to widać. Bardzo dziękuję za tak uważne czytanie. Serdecznie pozdrawiam. :) @Wal   Bardzo dziękuję!    Dziękuję - "nieuniknione" to chyba najtrafniejsze słowo, jakie mogłam usłyszeć o tym wierszu. Cieszę się, że to widać. Serdecznie pozdrawiam. :)
    • @Marek.zak1 Chętnie zobaczę, może gdzieś znajdę na YT. Dziękuję :-)
    • Nastał czas deszczu. I deszcz ten… Łzy w swojej obfitości skapują z wielkich fasad kamienic. Z gzymsów i z liści akantu. I z gałęzi jeszcze. I z tych innych, co są splątane ze sobą na wieki…   Spływają kropliście szemrzące strumyki. Szumiące w swojej niemocy. W milczeniu, w swojej skromności nieuchwytnych drżeń.   Płynę, a wraz ze mną ty. Płyniemy cicho na siny skraj. Za las. Za wszelki czas istnienia.   Choć może to tylko ja płynę. Bez ciebie płynę. Choć może…   Nie było nas wiele ze sobą. Pamiętasz? Wiem, że tak było. Ale ja tylko na chwilę. Zobaczyć jak się masz. Ja tu tylko na chwilę. Przelotnie, jak ten deszcz.   A zaraz po mnie jedynie wiatr. Taki lekki powiew wspomnienia na twarzy. I już. Jakby nigdy nic nie było.   Wiesz, ten deszcz dzwoniący (słyszysz jak łka?) skapuje wciąż kropliście i tkliwie. Deszcz we mnie płynący strumieniem kryształowych tchnień. I deszcz ten. I łzy… I ten deszcz odbijający się echem. Idący tryumfalnie jasnym snopem światła. Idący między nas.   Pamiętasz wtedy, kiedy nie było nas?   I mokre plamy na tynku, kiedy przytulam twarz (tu, tu, i tam, i jeszcze tam…) do chropowatej ściany. A na języku...   Na wystawionym, lśniącym i mokrym… Na języku tym okruchy i pył. I łzy... Kiedy całuję mikroskopijne ziarenka kwarcu, smakując je czule jak usta umarłej dawno kochanki.   Kiedy ty. I ty. I tylko ty… W ten deszcz.   W ten czas ułomny. Chwilowy. Zaprzepaszczony. A, co potem? Nic. Tylko przeszłość. Spokojna jak morze. Jak całe niebo… Jak wieczność… Jak my…   (Włodzimierz Zastawniak, 2026-08-02)      
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...