Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

 

Cmentarz wieczorową porą, przeważnie na powierzchni pusty. Czasami jedynie lekki ciepły wietrzyk zaszeleści smutno, płosząc liście z nagrobków powiewem przeminięcia, jakby niewidzialny anioł, białym skrzydłem dla porządku zamiatał. Jeżeli ma w sobie trochę więcej sił, można też usłyszeć dźwięk rozbijanego znicza. Trwa krótko i nagle zamiera. Niekiedy ruda pocieszna wiewiórka, pokonuje cichym tuptaniem, wąski chodnik, dzielący cmentarne kwatery. Tym razem, nieco zdenerwowana, gdyż przebiegła po czyiś butach.

 

Kraina Podziemnych, nie jest w nocy zamknięta. Nie ma takiej potrzeby. Miasteczko nieduże. Nawet nikt nie kradnie. Życie przemija leniwie. Tylko trochę szybciej, niż na wspomnianym cmentarzu. Zardzewiała brama odstrasza nieco swoim wyglądem, lecz tutejsi strachliwi nie są, a pomalować nie ma kto. Większość grobów zadbana, a ograbiane jedynie z liści, jeżeli komuś, tego typu symbol zmartwychwstałej natury, przeszkadza.

 

Właśnie zauważa jakieś zwierzątko. Smyrnęło mu po butach. Przyjechał do miasteczka w odwiedziny, a przyszedł w to miejsce, z ciekawości, by pooglądać groby. Szczególnie te starsze, z zielonym nalotem lat minionych. Te mu najbardziej podchodzą. Symbolizują bardzo wiele.

 

Księżyc w pełni. Poprzez ciemne liście, prześwituje blade światło. Maluje powłóczystą poświatą nagrobki. Długie cienie wystają gdzieniegdzie na chodnik, niczym cienkie ręce pochowanych. Lubi takie widoki. Ten nieuchronny klimat. Nagle słyszy krótki skrzypiący dźwięk, zardzewiałej furtki. Ktoś wszedł na cmentarz.

 

W miasteczku chociaż niewielkim, sklepiki różnej maści. Spożywcze na przykład i takie jakby przemysłowe. Jest nawet niewielka apteka oraz dość duży, jak na panujące warunki, sklep z pamiątkami. Do nabycia przeróżne rzeczy. Rękodzieło też. A czasami można tak trafić, że zdziwienie pewne, widząc na półkach wystawione towary.

 

Nie bardzo go obchodzi, że ktoś wszedł. Dwóch na cmentarzu, to jeszcze nie tłok. Raczej nie będą sobie przeszkadzać. Spaceruje nadal po różnych alejkach, między ciemnymi tujami. Nie wszędzie są, ale jest ich sporo. Mnisi, którzy strzegą zasad gry. Nie rozmyśla w ten sposób, będąc raczej racjonalnym w rozumie. Właśnie depcze podłużne cienie. Jeden z nich, trochę drgnął. Nawet zauważył ten szczegół, ale w końcu wieje lekki wiatr, więc w sumie nic dziwnego.

 

Od wczoraj, półka w pamiątkarskim mniej waży. Brakuje jednego eksponatu. Ktoś przyszedł i kupił, wyrzucając pieniążki z różowej świnki. Sprzedawca nie był zdziwiony. Zna osobę i wie, że ma różne pomysły. Lecz nie wie wszystkiego.

 

Przystaje na środku na rozdrożu alejki. Szpaler wspomnianych drzewek, w poświacie księżyca, oświetlającej rzędy nagrobków, wygląda wprost cudownie.

 

Niewielka miotełka zgarnia liście z cmentarnej płyty, nowego gróbu. Jeszcze bez gości wewnątrz. Uszykowany na przyszłość. Gdy ostatni listek spada na ziemię, te same ręce kładą zabawkę na zimny kamień.

 

Z furtki odpada skrawek rdzy. Znowu jej trochę ubyło. Nic dziwnego. Miejsce po temu. Stalowy łańcuch wiszący na bramie, błyszczy czarnymi plamami, w srebrzystym świetle.

 

Wyczuwa za sobą cichy szelest. Wiatr nieco silniejszy, zatem nie wzbudza to w nim niepokoju. Lecz ciekawość jak najbardziej. Spogląda do tyłu, obserwując wszystko przed sobą. Blisko niego spada otwarty znicz. Płomień gaśnie, a dźwięk trwa krótko i nagle umiera, ukołysany ciszą.

 

Słyszy bicie własnego serca. Nagle wie, że ktoś za nim stoi. Nie widzi rzecz jasna osoby, ale cienie ma przed sobą dwa. Zachodzą na siebie. Ten drugi jest mniejszy. Wtem słyszy całkiem sympatyczny głosik:

 

– Zagra pan ze mną? Proszę!

 

Zza jego pleców, wychodzi mała dziewczynka i staje przed nim. Na twarzy, okolonej złotymi kędziorkami, promieniuje łobuzerski uśmiech. Ma na sobie białą, błyszczącą sukienkę. Taki śliczny, cudowny aniołek. Tylko skrzydełek brakuje. Na tle ciemnych grobów, wygląda niesamowicie. Jak biały kwiat, na płaszczu nocy.

Takiego spotkania w takim miejscu, raczej nie przewidywał. Już żywił obawy, że to jakiś straszny potwór, a tu masz. Zwykła dziewczynka.

 

– Powiedz mi dziewczynko, co tutaj robisz po ciemku? Gdzie twoi rodzice?

– To pana nie powinno obchodzić. To znaczy… przepraszam, że tak niegrzecznie powiedziałam. Proszę ze mną zagrać, a później odprowadzisz mnie do domu.

– Ale twoi rodzice, na pewno pełni niepokoju. No pomyśl sama.

– W pewnym sensie jestem sama. Moi rodzice nie żyją. Mieszkam z babcią.

– A babcia żyje? No nie… teraz ja przepraszam.

– Spoko. W porządku. No i jak będzie? Zagra pan?

– A niby w co?

– Też mi pytanie. To najprostsza gra na świecie. Proszę iść za mną. Grób niedaleko.

– Grób?

–To będzie nasz stół. Tam jeszcze nikt nie mieszka. Nie będziemy przeszkadzać.

– A wiesz…. wzbudziłaś moją ciekawość. Chodźmy.

 

Zupełnie blisko płotu, jest stożek z miękkiej ziemi. Niewielki, ale widoczny. Z małego kopczyka wystaje ludzka kość.

 

Mężczyzna i dziewczynka siedzą po obu stronach pustego nagrobka. Gdyby spojrzeć z boku, widok raczej niesamowity, biorąc pod uwagę scenerię wokół. Biała sukienka wyraźnie widoczna, na tle czarnego marmuru, będącego w tle i całego szpaleru dalszych grobów. Światło księżyca błądzi po nagrobnej płycie, jakby szukając miejsca do wiecznego spoczynku. Siedzą już przez chwilę, nic nie mówiąc. Jakby coś miało nastąpić. W końcu słychać słowa:

 

– No to w co gramy?

– A co to ciebie obchodzi. Ojej, znowu przepraszam. To tak zabawa.

– Dziwna jesteś. Wiesz?

– Wiem.

– Na czym polega gra?

– Już mówiłam. Ile razy mam tobie powtarzać? Nic prostszego nie może być… rzuty kościami.

– Kościami? Masz na myśli: takie kostki do gry?

– Słuchaj uchem, a nie brzuchem.

 

– Jesteś niegrzeczną dziewczynką.

– Już mówiłam. To taka zabawa.

– Czyli co robimy?

– Ty rzucasz, później ja rzucam i tak na przemian. Kto wyrzuci więcej, zdobywa punkt… kto zdobędzie łącznie więcej, zostaje uczestnikiem nagrody. Rzutów jest niedużo. Tylko 111 dla każdego. Mówiłam, że proste.

– Uczestnikiem nagrody? Nie bardzo rozumiem.

– Bo to ma być niespodzianka. No co, gramy?

– Tak. Rzucajmy.

 

W miasteczku wielkie zamieszanie. Zaginęła dziewczynka. Wnuczka tej sympatycznej babci. Sprzedawca rzecz jasna wielce pomocny. Mówi wszystkim, że wpadła do niego, by kupić nową zabawkę, oryginalnie zapakowaną. Nie wie, co było w środku. Nie zaglądał. To zawsze ma być niespodzianka. A gdyby zajrzał, to mógłby wypaplać przed dzieckiem. Bywały różne rzeczy, ale żadne nie były groźne.

 

Prawie w równych odstępach dobiegają odgłosy stukania kości, o nagrobną płytę. Gra w toku. Rzucają naprzemiennie. Raz mężczyzna, raz dziewczynka, która zapisuje punkty czerwoną kredką, w swoim dzienniczku. Na początku zdobywa więcej, lecz nagle sytuacja radykalnie ulega zmianie. To przeciwnik zaczyna wygrywać i odczuwać satysfakcję. W końcu mu powiedziała, kilka przykrych słów. Nie bierze tego poważnie… ale jednak. Chyba wygra. Zasłużył na to.

Tylko niestety... na niego to działa. Na nią: nie.

 

Wszyscy mają problem, dokąd mogła pójść. Babcia bardzo ją kocha, ale miewa z nią kłopoty. Wnuczka potrafi wyjść bez pytania, nie wiadomo gdzie. W końcu mieszkańcy pomyśleli, że może poszła do pobliskiego lasu. Idą, żeby jej szukać.

 

Gra dobiega końca, a on nagle zdaje sobie sprawę, że coś jest nie tak. Bardzo nie tak. Za bardzo pochłonięty prostą grą i możliwością wygranej, nie zauważa, że świat wokół wygląda inaczej, a raczej pozostaje taki sam, ale jest coraz większy, po każdym rzucie. Aż nagle dociera do niego powaga sytuacji, lecz nie może przestać grać. Usilnie chce przerwać, ale nic z tego.

 

Widzi też ręce dziewczynki. Są teraz ogromne, a kostki sporych rozmiarów. Ledwo może udźwignąć, żeby rzucić. Odgłos stuknięcia, rani uszy. Ciemne tuje, teraz bardzo wysokie, prawie dotykają nieba. Jego głowa, lekko wystaje nad nagrobkiem. Dostrzega wielką kostkę, a na niej sześć oczek. Patrzą na niego żółtymi ślepiami. Chwyta ją. Rzuca. Nie może przestać grać. Słyszy słowa:

 

– Niedługo finał. Wszystko wskazuje na to, że wygrasz. Oczekuj radośnie niespodzianki. Będziesz jej częścią.

 

Całe szpalery ludzi przeczesują las. Dziewczynki ani śladu. W końcu ktoś wpada na pomysł, że może poszła na cmentarz. Na cmentarz. A niby po co?

 

Dopiero teraz zauważa to coś, blisko pionowej tablicy, żeby nie zawadzała w grze. Pyta sam siebie w myślach: co ja najlepszego zrobiłem. Uległem pokusie, by zagrać. I o co? O dziecięcą niespodziankę, związaną z tym czymś? No tak. To nawet było zabawne, ale przecież… jej odzywki chociażby. Ma coraz większą kołomyjkę w głowie. Kim ona jest? Czy tak na co dzień, czy tylko tu. O czym ja w ogóle myślę. Chyba mnie zupełnie porąbało. Ale fakt jest faktem.

 

Słyszy ostatnie stuknięcie. Gra skończona. Wygrał.

 

Wielu ludzi idzie w kierunku cmentarza. Mają nadzieję, że tutaj ją wreszcie znajdą. Wierzą, że całą i zdrową. Ktoś zauważa krew na łańcuchu wiszącym na bramie. To ich trochę zastanawia i wielce niepokoi.

 

Widzi ogromną dłoń. Coraz większą. Słyszy dziewczęcy śmiech. Słodki i przymilny. Po chwili gnieciony w ogromnych żywych kleszczach, nie ma szans ucieczki. Czuje zapach potu. Dostrzega protezy na dziecięcych zębach. Trzyma go na wysokości swojej twarzy.

 

– Nie widzę twojej radości. Sprawiasz mi przykrość. Pomimo tego, przygotowałam dla ciebie ładne łóżeczko. Chyba je wreszcie zauważyłeś. No powiedz coś. Fajny z ciebie gość.

 

– Kim jesteś?

– To cię gówno obchodzi… ojej… przepraszam. Naprawdę.

– Cholera jasna. Przywróć mnie do normalnych rozmiarów. Za chwile mi kości połamiesz.

– Spoko. Nie będą ci potrzebne. Trzeba było nie grać. Jestem tylko małą dziewczynką. Nie miałam tyle sił, żeby cię zmusić. Mogłeś odejść.

– Miałem dziecko zostawić same na cmentarzu?

– Patrzyłeś tylko oczami, słuchałeś tylko uchami…

– Uszami, jak już.

 

 

Ludzie z miasteczka, wchodzą na cmentarz. Niewiele widzą. Za dużo drzew. Jedynie z daleka słyszą cichą rozmowę. To ich napawa nadzieją. Jednemu z nich przebiega po nogach wiewiórka.

 

Twarz dziewczynki jest znowu daleko. Obraca go plecami do siebie. Widzi otwartą trumienkę. Rzeczywiście ładna zabawka. Tylko nocnej lampki brakuje. Nawet jasiek leży w głowach. Posłanie większe i większe. W końcu kątem oka dostrzega boczne ściany. Czuje świeży zapach pościeli. Po chwili wieko, z głuchym łoskotem, zatrzaskuje możliwość odwrotu.

 

Wie, że trumna gdzieś niesiona. Odczuwa kołysanie. Trwa to jakiś czas. Nagle ruch ustaje. Po chwili słyszy odgłosy ziemi, stukające o dach. Wie, że raczej stąd nie wyjdzie i nie pozna tajemnicy, kim ona tak naprawdę była. Brakuje mu tchu. Leży ściśle dopasowany do świata, który wybrał. A poza tym, twarzą w dół. Niski sufit dotykający pleców, uniemożliwia obrót i ewentualną próbę oswobodzenia. Dostaje napadu klaustrofobii. Może to i lepiej – myśli sobie. – Szybciej nastąpi koniec.

 

~~~//~~~

 

– Dziewczynko! Co tu robisz na cmentarzu? Wszędzie ciebie szukamy. Babcia wiecznie zapłakana. Przecież zaczyna świtać. Masz tu kurteczkę. Na pewno tobie zimno.

– Nie jest mi zimno. Naprawdę. Grałam w fajną grę.

– Grę? Tu? Jaką?

– Ale najpierw przed wejściem wiewiórka mnie ugryzła. Wytarłam rączkę o łańcuch.

– Ugryzła? Co jej zrobiłaś?

– Nic nie zrobiłam. Podskoczyła i ugryzła.

– Musimy iść do lekarza. Może była wściekła.

– Może.

– Powiedz nam jeszcze, w co grałaś, bo to wszystkich ciekawi. Pan sprzedawca nie wiedział, co tam było.

– Ja wiedziałam.

– Skąd?

– Nie wiem. Chodźcie ze mną.

 

Dziewczynka idzie z przodu. Pozostali z tyłu. Blisko płotu jest mały świeży grobek.

 

– To tu. W śmieszną grę i w pogrzeb.

– W co?

 

Klęka przy świeżym grobie, bierze kawałek płaskiego kamienia i zaczyna kopać. Po chwili wyciąga białą trumienkę i zdejmuje wieko.

Wewnątrz leży: szmaciana lalka.

 

~~~//~~~

 

Po jakimś tam czasie

 

– Tu posterunek policji. Słucham.

– Mój mąż zaginął. Błagam, znajdźcie go. Proszę.

– Proszę zachować spokój. Podać...

– Uspokoić? Czy was tam zupełnie pogięło... ojej przepraszam.

 
 

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Kamil Olszówka Życie to piękny cud.    Pozdrawiam serdecznie  Spokojnego dnia 
    • Najszanowniejsi... Gdy tylko polski Internet obiegła wieść o napisaniu przez Jasia Kapelę trzydziestu tekstów o tematyce proaborcyjnej w ciągu jednego roku, po zapoznaniu się z częścią z nich zastanowiłem się mimowolnie czy ja zdołałbym napisać trzy wiersze o wymowie antyaborcyjnej w ciągu jednego tylko wieczora… I nim zdążyłem się nad tym dobrze zastanowić już kilka rymów przeciwko aborcji napłynęło mi nieproszonych do głowy…   Będę z Wami szczery... Z racji tego że niespodziewanie dopadły mnie w nocy gorączka i dreszcze nie wyspałem się poprzedniej nocy za dobrze… O poranku miałem problemy z zwleczeniem się z wyra… W ogóle tego dnia chodziłem jakiś taki półprzytomny... Ale myślę sobie... Co??? Ja nie dam rady napisać trzech wierszy przeciwko aborcji w jeden wieczór?! Ja nie dam rady?! Zaraz robię sobie herbatę z miodem i cytryną i biorę się do dzieła!... I tak w jeden tylko wieczór (kilka godzin) napisałem te trzy poniższe wiersze o wymowie antyaborcyjnej... Oceńcie je proszę sami...     ,,Wszystko to było odległym wspomnieniem”         Choć w obskurnych lekarskich gabinetach, Na przestrzeni wielu postkomunistycznej Polski lat, Każda z ust lekarza bezlitosna diagnoza, Tak wiele młodych matek z nóg ścinała,   Choć niejedna wymodlona ciąża, Podług diagnoz była zagrożona, A rozbudzona w sercu matki nadzieja, W ułamku sekundy niekiedy gasła,   Choć natrętna proaborcyjna propaganda, Niczym straszna upiorna zjawa, Usiłowała w ich myśli przenikać By zamęt i zwątpienie w nich siać…   Choć rozwrzeszczanych feministek wybuchy złości, Załganych pseudoekspertów opinie i głosy, W pamięci tak wielu z nich się wyryły, Sypiąc się z ekranów telewizorów plazmowych…   Wszystko to było odległym wspomnieniem, Gdy tuląc do piersi maleńkie niemowlę, Niejedna skrycie uroniła szczęścia łzę, Uśmiechając się zarazem serdecznie,   Wszystko to było odległym wspomnieniem, Gdy biorąc na ręce swe dziecię, Słowami przyobleczonymi w cichy szept, Obiecywała mu życie szczęśliwe,   Wszystko to było odległym wspomnieniem, Gdy spoglądając w swego dziecka źrenice, Pochwycona silnym wzruszeniem, Pierwszy jego ujrzała uśmiech,   Wszystko to było odległym wspomnieniem, Gdy pewnego dnia niespodziewanie, Padło z dziecięcych usteczek… - Mamusiu kocham cię…   ,,W oku niejednej matki”        Gdy w murach kościołów gotyckich Światło padające z kolorowych witraży Na twarze roześmianych dzieci, Migocąc wesoło na nich zatańczy,   Gdy maleńkie rączki dziecięce, Uczynią znak krzyża na czole, W niejednym stareńkim kościele, W skupieniu żegnając się z nabożeństwem,   W oku niejednej matki rozmodlonej, Dostrzec możemy ukradkiem łzę, Która perląc się w jasnego dnia świetle, Przetnie niekiedy blady policzek,   W oku niejednej matki rozmodlonej, Dostrzec możemy winy poczucie, Ból ciężkich niezabliźnionych wspomnień, Nagłe ukłucie sumienia wyrzutem…   I niejedna młoda matka, Zatapiając się w bolesnych wspomnieniach, Wzruszona w głębi matczynego serca, Pobiegnie myślami do tamtego dnia,   Gdy tamta straszna diagnoza, Padła z ust starego lekarza, Gdy z przerażeniem do wiadomości przyjęła, Że zagrożoną była jej ciąża,   Gdy pędzący na oślep świat, Nagle jakby się zatrzymał, Zimny dreszcz przebiegł po plecach, Z przerażenia tchu złapać nie mogła,   Gdy diabelska pokusa Odrzucenia nauczania Kościoła, W głębi duszy się tliła, Niczym kiełkujący z wolna chwast…   I spoglądając w oczy swych dzieci, Ocierając ukradkiem łzy, Niejedna przeklnie tamtą myśl, Gdy przyrzekała sobie aborcję rozważyć,   I niejedna Maryi podziękuje, Że w serca ich wlewając otuchę, Nadludzką wtedy dała im siłę, Ocaliła cudem zagrożone ciąże…   ,,Widziałem w mym śnie…”        Widziałem w mym śnie czarne parasolki, Połamane o uliczne chodniki, Bez litości zmiażdżone obcasami, Przesiąknięte brudem ulicznych kałuży,   Widziałem w mym śnie czarne parasolki, Ciśnięte do koszy na śmieci, Niszczejące pomiędzy odpadami, Obgryzane nocami przez szczury…   Widziałem w mym śnie w kościołach starych, W cieniu nadkruszonych murów gotyckich, Rozmodlone młode Polki, Przesuwające w dłoniach różańców paciorki,   Modlące się by w kolejnych latach, U boku ukochanego męża, Dostąpić łaski licznego potomstwa, Wielbiącego Boga w codziennych pacierzach…   Widziałem w mym śnie nienarodzone dzieci, Śpiące nocami pod sercem matki, Niekiedy mimowolnie ssące kciuki, Wyczekiwane przez swe anioły,   Tak bardzo pragnące być kochanymi, Przez świat w wojnach pogrążony, Zatopiony w międzyludzkiej nienawiści, Do Boga wciąż odwrócony plecami…        
    • @Mitylene utwór ma w sobie coś  klasycznego, czystego, kryształowego, niczym mityczne źródło Aretuzy.
    • @Berenika97 Dziękuję za tę nobilitująca dla mnie uwagę o dialogu z W. Szymborską. Bardzo lubię Jej poetykę, ale nie w pełni znam Jej twórczość. Ty i Poet Ka zwróciłyście mi na to uwagę. Kiedyś wcześniej padła podobna uwaga o korelacji tematu/poetyki z Wisławą. Za mało czytałem dotąd poezję. Może to Cię ubawi, ale na tym portalu studiuję poezję "z wypiekami", ponieważ sporo utworów i sporo autorów na poezja.org pisze ciekawie, inspirująco dla mnie. Jestem prawie poetyckim profanem w Waszym towarzystwie, bo mam literacką wrażliwość, ale do marca `26 w ogóle jej nie eksplorowałem w poezji. Dojrzewam przy Was, dziękuję. @Gosława  Dojrzewamy na pogrzebach. Podobnie na rozstaniach z mniej zasadniczych powodów. To brutalne i skuteczne metody. To boli, ale nie nie chcę się na nie uodparniać :-) @Poet Ka Dziękuję uważna i łaskawa :-) @KOBIETA Jakżeby inaczej u Ciebie, trzpiotko

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • Chwila zawieszenia pomiędzy światami jest podróżą przez pole maków. Czuć zapach opium. Z daleka szumi Morze Egejskie.
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...