Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano (edytowane)

                      - dla Siostry 

 

   - Expectaviexpectavi - pokiwał głowa Poncjusz Piłat, Iudeae procurator, podnosząc się zza marmurowego stołu. - Oczekiwałem, oczywiście... Jezusie - z niejaka trudnością zwrócił się Doń bezpośrednio, po chwili wahania wyciągając ku Gościowi prawicę. - Może spoczniesz? - po kolejnej chwili wahań wskazał miejsce naprzeciw tego, które jeszcze przed momentem sam zajmował. 

   - Chętnie - odrzekł Wszechświat. - Ale i on - tu wskazał na trzymane wciąż zwłoki Olega - potrzebuje przybrać wygodniejszą pozycję. 

   - Zatem... połóż go tutaj - Piłat pokazał stojące tuż obok łoże biesiadne, nadal wracając do siebie pomimo gorączkowych starań. 

   Jezus zrobił, co Mu zaproponowano: ułożył ostrożnie martwego w pozycji na wznak. 

   - Olegu - powiedział, spojrzawszy na Piłata - jeszcze trochę. - Czekaj cierpliwie, czas jest już bliski. 

   Gospodarz patrzył, sam nie wiedząc, co powinien myśleć o tym, czego doświadcza. Jezus uśmiechnął  się, widząc jego myśli bardzo wyraźnie. 

   - Wydaje mi się, że wy, Rzymianie, znacie pojęcie duszy czy też ducha - zaczął. - I że także dla was śmierć następuje w chwili rozstania się jej z ciałem. Na przykład w wyniku trafienia strzałą - popatrzył znacząco po raz drugi. 

   - Przyznaję, że powtórnie wydałem rozkaz zabicia Ciebie, tym razem świadomie narażajac swoich ludzi - odpowiedzial wolno Piłat. - Skoro za pierwszym razem się nie udało - myśli w jego glowie, raz świetlnoduchowe, raz cyniczne i zimne, poszukiwaly właściwego tonu. - Ale taki ich los: jakie zycie,  taki poziom ryzyka - dodał sentencjonalnie. - I taki mój: decydowac i rozkazywac w imieniu cesarza i w imieniu Imperium. Nawet szafując i ryzykując czymś życiem. Na przykład życiem twojego towarzysza, jego wszak śmierci nie planowałem. Wracając zaś do losu, mam go taki, jaki sobie wybrałem - dorzekł. 

   - Tu masz rację - zgodził się Gość Nad Gośćmi. - Jak widzę,  wykonałeś całkiem  spory myślowy wysiłek, co dobrze świadczy o tobie i o twojej woli. Wzrosłeś także duchowo, co z przyjemnością stwierdzam. Dlatego - uśmiechnął się  ponownie - niech przestanie cię kusić ten krótki miecz, ukryty pod togą. Jego stal mówi do ciebie, słyszę to wyraźnie: użyj mnie, użyj - on przecież ci zagraża. Chachacha! - roześmiał się  swobodnie. - Nie zagrażam tobie ani twojej władzy. Gdyby było odwrotnie, nie żyłbyś już - i to od dawna.  Czego już się domyśliłeś, o ile wiem. Bardziej natomiast, jak z kolei ty wiesz, zagrażają ci twoi poddani. Szczególnie ci z wysokich stanowisk. Są dwujęzyczni, podstępni i marzy im się niepodleglość - tego też z pewnością jesteś świadom. Ale... - specjalnie zawiesił głos.

   - Sed, ale to się nie stanie! - podjął powoli, z naciskiem i szczególnym uśmiechem procurator. 

   - Aha - teraz uśmiechnął  się WszystkoWiedzący. - Ten blysk w oku! Skąd ja to znam? - zapytał retorycznie. 

   - Właśnie: skąd? - zaciekawił się Poncjusz. 

   - Z innych wcieleń, jak zaczynasz się domyślać - odrzekł Jezus. - Z minionych oraz z tych z innych światów i wymiarów - znowu zawiesił głos.

   - Stop, stop Jezusie - powiedział Piłat. - Mimo wszystko nie nadążam... 

   - Zostawmy więc tę kwestię - przytaknął Ten, Który Dawno Miał Nie Żyć. - Bo i faktycznie długie to - albo rozległe - zagadnienie. Wrócmy lepiej do spraw tego życia.

   - Istotnie, tak będzie lepiej - zgodził się namiestnik. - Co zatem z ową wymarzoną niepodległością - tu uczynił znaczącą przerwę, podkreśloną równie czytelnymi miną i gestem - od Rzymu?  Kiedy niby to nastąpi?

   - Nastąpi - Wszechwiedzący rozwiał wątpliwości. - Ale w bardzo odleglej przyszlosci, pełnej dla ciebie rozmaitych wcieleń. Pomedytuj - zalecił mu Dostojny Rozmówca. - Poprzytulaj swoją duszę* , animam tuam, albo swego ducha, animum - jak wolisz. A wtedy zobaczysz przyszłość. 

   - To może być niezmiernie ciekawe - zastanowil się Poncjusz. - Niezmiernie - powtórzył. - Przyszłe wcielenia u władzy...

   - Brawo - Jezus znów się uśmiechnął. - Częsta władza jest ci pisana, nadajesz się do rządzenia - wypowiedział słowa, które Jego rozmówca słyszał już wiele razy. - Bo pamiętasz o zasadzie, że jeśli masz władzę, twoją powinnościa jest z niej korzystać** . 

   - Tak, słyszałem - i  uwielbiam z niej korzystać o - Poncjusz Piłat uśmiechnął się szeroko. Jego serce i dusza też się uśmiechnęły. Tak szeroko, że aż sam to poczuł. - Marzą mi się kraje do panowania. Im większe, tym lepiej - jeszcze szerszy uśmiech pojawił się na jego twarzy. Aż złagodniala na chwilę surowość jego rysów. Władca Czasu również uśmiechnął się. Odpowiadając i zapewniając: 

   - W przyszłości będziesz rządził naprawdę wielkim krajem. Ale - obiecał - łatwo nie będzie. Wrócmy jednak do teraźniejszosci - zasugerował. - Tym bardziej, że wszyscy trzej zgłodnieliśmy, a twoja służba, z racji pory dnia, na pewno coś przygotowała. 

   - Wszyscy trzej? - w częściowo zrozumiałym odruchu chciał zapytać Piłat. Rozmyślił się wszakże i zrezygnował z urzeczywistnienia pomysłu. 

   -  Sicomnes tres - WszystkoMogący potwierdził mu po łacinie. - Po tym wszystkim, o czym słyszałeś od swoich ludzi i po tym, co sam dziś zobaczyłeś, wciąż chcesz dowodów, że nie śnisz i że to wszystko dzieje się naprawdę. Ale cóż, rozumiem: pozytywna energia w tobie potrzebuje ugruntowania. 

   Powiedziawszy to, nachylił się nad ciałem, spoczywającym na biesiadnym łożu. 

   - Olegu - potrząsnął go lekko za ramię. - Obudź się! Pora skosztować rzymskich dań i wypić trochę miejscowego wina. 

   Piłat, chociaż zdążył domyślić się tego, co zobaczy, na wszelki wypadek przytomnie uchwycił mocno róg stołu. 

   - A więc to tak wygląda? - spytał, blady jak blat marmurowego mebla, którego przytrzymywał się przed momentem. 

   - Dokładnie tak - odparł mu Jezus z lekkim uśmiechem. Po czym, ciągle uśmiechnięty, uprzedził pytanie ze strony Olega. 

   - Chodzi o to, że chciałeś porozmawiać z naszym gospodarzem.

 

   * Skąd, drogi Czytelniku, pomysł na to właśnie zalecenie, wyjaśni fotografia pod niniejszym rozdziałem. 

   ** Owa maksyma jest z pewnością znana czytelnikom "Ostatniego Dona" autorstwa Mario Puzo. 

   Cdn.

 

   Voorhout, 22. Września 2023

 

   

    

   

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Edytowane przez Corleone 11 (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

@Somalija

    Kto by pomyślał? Nie kto inny, tylko Ty właśnie ^(*_*)^ . Przecież nie spodziewałaś się, że Twój Mistrz do spółki z autorem pozostawią Cię wdową... 

   Mówisz więc, iż zaczerpnęłaś magii od roślin oraz energii Ziemi i Wody? 

   Bardzo udane zdjęcie 

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

   Dziękuję za odwiedziny, czytanie i komentarz .

Opublikowano

@Somalija

   Och

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

... Przepraszam Cię najszczerzej jak potrafię . Nie wiedziałem. 

   Ale odzyskałaś brata , chociaż jest to niewystarczającym pocieszeniem ^(*_*)^ ... 

   Piękna fotografia ^(*_*)^ . To wspaniale, że takie miejsce mocy masz w pobliżu. 

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @MIROSŁAW C. chyba nasze? Ale to już brzmi niepokojąco, trochę jak z Biblii. Bóg stworzył nas na swoje podobieństwo, my stworzyliśmy AI,  a co stworzy AI ? Ale tu już idziemy w SF to chyba za daleko :)
    • Link do piosenki:     Kocham Cię Boże, Choć cierpienia na mnie zesłane Jak niespokojne morze I brzegi przezeń zalane. Jak cierpieć potrzeba, By w wierszu powiedzieć, Gdzie granica nieba, A gdzie ludziom siedzieć? I łudzić się, że Coś się wie.   Kocham Cię wszechmocny, Choć nie dałeś nic ponadto: Ledwie cień radosny – I tak zanadto. Nie zasłużyłem – cierpiałem, Wiem, ale czy to wystarcza? Gdy nic nie miałem Ledwie Twoja tarcza Chroniła przed złym – Jam sługą Twym!   Wiem, że wiele potrzeba, By móc ciało żywe Wznieść w błękit nieba – Lecz myśli me leniwe. Czy wiele z tego, Co w cierpieniu się rodzi, Więcej znaczy niż ego, Które za mną chodzi Jak cień Dzień w dzień?   Choćby zostało trochę miłości… Nie wiem – i nie wiem, czy będę Mógł zasiąść wśród gości Na Twojego tronu grzędę. Jutro może zrozumiem, To czego do tej pory Nie wiem, i nie umiem… Tyś pomóc mi skory. Lecz, czy ja Nie sięgam dna?   Pisałem już, że droga Niźli cel ważniejsza, A ja, ledwie jedna noga – Niż pióro moja lżejsza – Staje u Twojego progu Już cofa się strwożona, I chowa się w rogu, Gdzie ta jedyna – ona. Lecz czy to Wypleni zło?   Wierzę w Ciebie, w Twoją miłość, Lecz tracę wiarę w tą – ziemską, Bo jak na przekór, jak na złość Trwoży mą duszę męską, Co jak olbrzym potężny Straszy ludzi małych, I muskuły swoje pręży Chórem duchów całych Co odeszli w dal… Gdzie został żal?  
    • @Berenika97 Temat jest szeroki, jak ocean, a większość ludzkich problemów dotyczy właśnie traumy, związanej z brakiem, pieniędzy, jedzenia, bezpieczeństwa, perspektyw, odwzajemnienia uczuć. W twoim wierszu na przykładzie właśnie tego odwzajemnienia i bliskości drugiej strony, która bywa rozczarowująca i bolesna, a niestety zapewne częsta, bo człowiek się odbija o mur obojętności, nazwanej niekiedy przyjaźnią i nic nie może z tym zrobić. Bezradny Mr Cellophane też jest gdzieś w tle i czuję jego obecność:).  Pozdrawiam serdecznie.
    • No cóż, wydaje mi się że zbyt daleko odbiegłaś, jak dla mnie,  od ponurej rzeczywistości tego okresu. Niestety  zdjęcie bardziej skojarzyło mi się z Amsterdamem.  Równie dobrze można wrzucić kadr z dowolnego miejsca kaźni na świecie i czekać czy ktoś zgadnie co poeta miał na myśli.
    • @Annie to jest Auschwitz. Nie chciałam żeby było tak oczywiście.

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...