Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Wtedy zupełnie niespodziewanie, strudzeni wędrowcy dotarli do tajemniczego domu, którego na skraju jeziora – gdy tylko gęsta mgła opadła – ujrzeli. Przeto uśmiechów na ustach i radosnych pokrzykiwań, brakować nie mogło, gdyż strudzeni drogą i zgłodniali byli. A gdy weszli do środka, to w pierwszej chwili, pustostan ujrzawszy, wnerwieni deczko, wyjść z pośpiechem, chcieli.

 

Lecz nagle połacie krzaczków różnorodnych i owoców na nich kiście całe, na podłodze wyrosły, a wzrok zachęciwszy, sprawiły, że czym prędzej zostali z zamiarem spożycia. Na dodatek cudowny zapach (nie przybyłych z racji spocenia) zakrył całunem wnętrze, aż większy apetyt wzmógł ponad miarę.

 

Nieliczni szemrać zaczęli, czy aby nie trujące z uwagi na to, iż śliczna woń, za bardzo kusząca i podejrzana była, zważywszy na to, iż takiego pięknego zapachu, jeszcze nigdy w caluśkim życiu w nozdrzach nie zaznali.

 

Jednakowoż głód jak to głód, swój scenariusz dopisywał, nie bacząc na to, co może nadejść kiedyś i o co w tym wszystkim tak naprawdę biega.

 

Zatem większość usiadła wygodnie, dary treściwe pałaszując.

Chociaż niektórzy stali samotnie, lecz z szacunkiem soczyste kęsy trawili.

Część spożywała dzięki myślom,

które w głowie kołowały, mimo wszystko pragnąc sens zrozumieć.

Jeszcze inni, biegali jak te płoche zające na polu, zjadając jak najwięcej,

niczym przysłowiowe głąby z kapusty, wyszarpując.

Byli też tacy, co zmysłom ufali, pół na całość, wątpiąc.

 

Wtem Istoty Skrzydlate, wiatrem owiane, na tle nieba poczęły szybować, a ich śpiewne odgłosy, dotąd nie słyszane, sprawiły, iż odpoczywający najedzeni, w dziwny stan popadli.

 

Gdy słońce otuliło dom, poświatą słodkiej pomarańczy, poprzez zamknięte okna wleciały, by śpiących do krainy tajemnic zabrać – poprzez sen, poza granicę niemożliwości.

 

A było tak, że jedne ciała śmierdziały, drugie wcale, trzecie pół na pół, a pozostałe pachniały, chociaż wszyscy te same owoce spożywali.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Stary cenzor Wasyl Aleksiejewicz Srogin siedział za biurkiem i czytał właśnie rękopis, który mu przyniósł do opinii 36 –letni poeta. Wasyl trzymając papierosa w ustach cedził każde słowo, które wypowiadał komentując obszerne dzieło. - No wot , -mruknął w końcu wypuszczając kłęby dymu nosem. - Nawet byłoby niezłe, ale strasznie długie. Nie dałoby się tego jakoś skrócić ? Te zapychacze w wersach w dodatku wszystko psują. Okropna zaimkoza już na samym początku. Kilka zaledwie wersów i co mamy? wszystkie wasze zaimki po kolei : moja, ty, cię, ten ,cię ,twą ,tobie i tak dalej i tak dalej... - Ależ, proszę pana…to jest inwokacja – usiłował się bronić autor. - Proszę mi nie przerywać, bo nigdy się pan niczego nie nauczy –warknął złowieszczo Wasyl i zapalił kolejnego papierosa. Cały pokój po chwili wypełniony był błękitnym dymem o nieprzyjemnym zapachu. - Okropne poza tym są te rymy – kontynuował cenzor – jak wy to nazywacie? Aaa … rymy częstochowskie…. -istna grafomania panie poeto... -w sumie całość do poprawy albo do wyrzucenia. Poeta posmutniał i rzekł zdławionym głosem : - Trudno, skoro się nie podoba panu to pojadę z tym tekstem do Paryża. -Może tam będą innego zdania i mi to wydrukują. - A jedź pan, gdzie pan sobie chcesz – odrzekł Srogin i zawołał sekretarkę. -Taniu , zrób mi mocnej kawy i odprowadź pana poetę. - -Ha ha chciałby być lepszy od naszego Puszkina ! wykrzyknął jeszcze tubalnym głosem. Poeta wziął z biurka Wasyla rękopis i z szacunkiem przy drzwiach się ukłonił.   Za oknem coraz mocniej świeciło słońce. Na drzewach głośno śpiewały ptaki. Piękna była tamta warszawska wiosna . Był rok 1834.  
    • Wulkan, nie kobieta Moje serce płonie przy tobie Wprowadź mnie do serca wulkanu Będziemy miłością w postaci lawy Nie pozwólmy, by ta lawa ostygła, zapraszam na kawę Nadszedł okres gorących dni oraz miesięcy Na Ziemi kwitną czerwone róże, są wulkany, a ty jesteś wyjątkowa Świat obawia się wulkanów, lecz ja się cieszę, że jesteś Wszystkie wulkany na świecie, łączmy siły, wybierzemy się na wizytę Rozpalimy jego serce Czyż nie zbliża się era wulkanów? Otwieram serce dla wulkanów, zapraszam do środka                                                                                                                                                       Lovej . 2026-02-16           Inspiracje . Siła miłości
    • @iwonaroma@Klip@hehehehe@Jacek_Suchowicz  Dzięki za polubienia i fajne zwrotne limeryki . Pozdrawiam.
    • z kropli które nie chciały spadać i jak  płaszcz powlekany deszczem zrosły bazie w puchatym śniegu wiosna drzemie u  wierz mi wierzby          
    • chłód w bezbarwności szarości  paski czarno w bieli tnę wizualnie  wzorem poszerzenie  skrzyżowane skarpety różowe  w białe chmury szczęściary  granatu przewaga nóg  czubek rudy  cielistości wychłodzenia przy stole  stygnę kawą z kardamonem odczuwalna chłodnia mleka zanim zrównoważę  okno lodówka dopiję
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...