Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano (edytowane)

@violetta nie muszę tam być, trzeba do cholery myśleć, bo to jest przerażające, że w obliczu wpadnięcia Polski w łapy putina, bo to nam grozi, jeśli pisobolszewia dalej będzie przy władzy czy inna (kon)federacja rosyjska wejdzie z nimi w koalicję, są tacy, co się zastanawiaj, myślą, dumają etc...

@violetta u mnie w robocie też jest dużo Ukraińców, Białorusinów, niech sobie będą, my też szukaliśmy w latach 80. schronienia w Niemczech czy gdzie indziej na zachodzie

Edytowane przez Arsis (wyświetl historię edycji)
Opublikowano (edytowane)

@violetta

 

Czytaj z pełnym rozumowaniem i przestań myśleć stereotypami, słowem: masz kompletnie wyprany mózg - będę głosował na Mateusza Morawieckiego, nie należę do żadnego stada dwunożnych ssaków agresywnych, a ludzi z tożsamością, życiorysem i odruchami człowieczeństwa traktuję jako jednostki personalne, wiesz może, że rząd ma w planach utworzenie ogromną sieć polskich supermarketów? Właśnie: w celu zahamowania inflacji i non stop sztucznego podkręcania cen - wyrugowania z polskiej ziemi obcego kapitału, który właśnie doprowadził do takiego stanu, jeśli wybory wygra twój ulubieniec - Donald Tusk - będzie jeszcze gorzej - będziesz musiała pracować za marne grosze jako niewolnik bez jakichkolwiek praw i to też już było - to nic innego jak praktyka błędnego koła, używając metafory: przeciąganie włókna na własną stronę.

 

Łukasz Jasiński 

Edytowane przez Łukasz Jasiński (wyświetl historię edycji)
Opublikowano (edytowane)

@Somalija

 

Niestety: doskonale znam prawo administracyjne i karne, dlatego nie potrzebuję żadnego tam adwokata, tylko: prokuratura, otóż to: mieszkam sam, oszczędzam wodę - kupiłem dwie miski i zawsze zakręcam wodę obok licznika, jak dotąd: co pół roku niedopłata wynosiła około 400 zł, a teraz nagle mam zapłacić 2000 zł - skąd taki potrójny wzrost? Wygląda na to - jakby w moim mieszkaniu mieszkało pięć osób lub muszą zapłacić za cały blok, podejrzewam: jest to tylko i wyłącznie decyzja polityczna - podobna do bezprawnego wyrzucenia mnie na warszawską kostkę brukową przez Hannę Gronkiewicz-Waltz - kilka lat temu, bardzo mali ludzie na wysokich i odpowiedzialnych stanowiskach grzeją sobie dupy po znajomościach (nepotyzm) i z góry patrzą na takich jak ja - taka jest bolesna i okrutna prawda.

 

Łukasz Jasiński 

 

@violetta

 

Lepiej idź do szkoły lub do kościoła, oczywiście: gdybym sam własne życie zmarnował - wziąłbym za to odpowiedzialność, niestety: mam czyste sumienie i nie będę brał odpowiedzialności za to - czego nie zrobiłem i nie próbuj mnie zmieniać i wpływać na moje decyzje, jako osoba egoistyczna, antypatyczna i narcystyczna nie masz żadnego pojęcia o życiu - realnej rzeczywistości, jak wynika z twoich wypowiedzi: nie interesuje ciebie moja osoba, tylko: moje życie - w jakim celu? Otóż to: sama robisz tutaj propagandę polityczną... Ręce opadają, dzieciaku...

 

Łukasz Jasiński 

Edytowane przez Łukasz Jasiński (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

@Łukasz Jasiński uczę się języków :) miałam na wiosnę dopłatę za energię 2 tys, bo ceny zwiększyły się, nie robiłam z tego problemu, ucieszyłam się, bo Bóg opłacił:) wzrost cen nie może zaburzać moich nastawień do życia, które kocham. Wszędzie na świecie jest drogo, trzeba umieć zarobić, a do tego jest potrzebna tylko nauka i chęci:)

Opublikowano (edytowane)

@violetta

 

Nie mieszaj w te sprawy "Boga" i przestań być pasożytem, gdybyś pracowała - nie miałabyś żadnych problemów, a tak to - jestem pod presją, abym pracował i utrzymywał takie osoby jak ty, natomiast: w sprawie Mateusza Morawieckiego nie zmienię zdania - nie ignoruje on ludzi takich jakich ja, nawet przeczytał mój esej: "Tajne Specjalnego Znaczenia" i zmienił politykę w sprawie Ukrainy, zresztą: polityka to bezwzględna gra interesów, jeszcze jedno: kościoły w Polsce są puste, bo: w Polsce nie ma katolików według wizji biurokratów z Watykanu - w Polsce istnieje ludowy katolicyzm, słowem: jest to synteza pogaństwa i katolicyzmu - Polacy zawsze mieli, mają i będą mieli ścisłe związki ze Świętą Matką Natury, dlatego też: protestują przeciwko nagrodzie w Watykanie za niemiecki gniot propagandowy Agnieszki Holland - "Zielona granica", dokładnie: Mateusz Morawiecki realizuje ideę Romana Dmowskiego, przy okazji: proponuję zacząć czytać książki Feliksa Koniecznego, to nie jest tak jak myślisz: Zygmunt III Waza i jego syn popełnili strategiczny błąd podczas rządów w Moskwie, a wiesz dlaczego? Realizowali plan Watykanu i przyszły car Zygmunt III Waza nie chciał zmienić "wiary" na prawosławie i nadal pragnął korony szwedzkiej - nie widząc zagrożenia ze strony Turcji i Kozaków (Ukrainy wtedy nie było, a prawidłowa nazwa to: Ruś Kijowska), strategiczny błąd popełnił również król Jan III Sobieski - nie powinien pomagać Wiedniu - doprowadził on do osłabienia Rzeczypospolitej Obojga Narodów i rozbiorów, powinien raczej walczyć z wrogami - z Rosją, Austrią i Prusami, nomen omen: Turcja miała takich samych wrogów jak Polska, niestety: interesy Watykanu były najważniejsze.

 

Łukasz Jasiński 

 

@Somalija

 

Wiem, tylko, że ja nie mieszkam w przedwojennej kamienicy, tylko: w powojennym bloku, który należy do zasobów samorządowych i nie mam własnego mieszkania, a umowę najmu na pięć lat - lokal socjalny, wiesz, że nie mogą mnie wyrzucić? Muszą najpierw złożyć wniosek do sądu i to sąd decyduje, a nie administracja i ewentualny komornik, niestety: to ja mam dowody złamania prawa - oni nadal tkwią w mojej przeszłości i nadal próbują wyłudzić ode mnie "dług" - tak działa ten zakulisowy system - żebracy i złodzieje na wysokich stanowiskach, oczywiście: uważają, iż są wyżej w hierarchii i są mądrzejsi ode mnie, to: dlaczego nie okradają bogatych?

 

Łukasz Jasiński 

Edytowane przez Łukasz Jasiński (wyświetl historię edycji)
Opublikowano (edytowane)

@violetta

 

Nie, mam wszystko opłacone i to wy, wychowane jako bezmózgowe barany - bezrobotni niewolnicy - ciągle kombinujecie, kombinujecie i kombinujecie, natomiast: "Bóg" - on jest z kolei zwyczajnym gównem, bo: "Bóg" to według ciebie "Mąż" lub "Ksiądz" lub "Sponsor" lub "Góra" - taka jest bolesna i okrutna prawda, słowem: kręcisz się jak przemądrzała zakonnica według własnej dupy, ojej, według własnego nosa, jasne: traktujesz mnie według własnej miary i nie możesz wejść na mój poziom - spojrzeć na życie z mojej perspektywy, tak: dokumenty (dowody złamania prawa dałem mamie i mama poszła do administracji - niech wezmą odpowiedzialność za to - co zrobili i niech przestaną jak niedojrzałe emocjonalne dzieci własne problemy przerzucać na osoby takie jak ja - bez problemów).

 

Łukasz Jasiński 

 

@Somalija

 

Nie, pani Agnieszko, nie będę spłacał obcego długu i nie będę pracował, jeśli już: to obowiązkiem administracji jest wymiana licznika - miała być we wtorek i ten gówniarz nie przyszedł, jeśli jesteś taka pewna: to sama znajdź mi pracę, naprawdę, znajdź, zobaczysz...

 

- A po co panu praca? Przecież pan ma rentę socjalną...

 

Łukasz Jasiński 

Edytowane przez Łukasz Jasiński (wyświetl historię edycji)
Opublikowano (edytowane)

@Somalija

 

A co? Kiedy ktoś mi pluje w twarz, a ja mam udawać, że to deszcz pada? Ona nie jest problematyczna, wręcz przeciwnie: chora psychicznie i już wszystko jasne: inspektor z administracji był zaskoczony i dał mamie numer telefonu do hydraulika - mama mi pomoże, nie będę już pisał wierszy, nie będę pracował i będę robił co chcę - to jest moje życie! Jeśli ktoś ma problem z własnym życiem - niech sam rozwiązuje własne problemy, powtarzam: jestem po trzech legalnych pracach i mam doświadczenia zawodowe - nie będę pod pantoflem lub obcasem, niektórym zależy na tym, aby mnie wypluć z systemu i wrzucić na wolny rynek - do wyścigu szczurów i gdzie wtedy wyląduję? Zrozum, doskonale znam realny świat - miejsce żebraków i złodziei w białych kołnierzykach powinno być na ulicy, a nie na wysokich stanowiskach po znajomościach, poza tym: ona obniża mi poziom intelektualny i poczucie własnej wartości.

 

Wiesz, że już wszystko w życiu miałem? Dlaczego po raz kolejny mam zaczynać wszystko od samego początku? W moim wypadku jest to samobójstwo, miej trochę wyobraźni, a są właśnie ludzie, którzy tego pragną, moje talenty artystyczne może na przykład wykorzystać jakiś reklamodawca, dziennikarz lub osoba bez jakichkolwiek talentów, sęk w tym: najpierw umowa o dzieło - kasa, oni, niestety: chcą wszystko za darmo lub na wyłączność - czy to nie jest pasożytnictwo? U mnie już nic a nic nie ma za darmo i na wyłączność - o mojej własności intelektualnej tylko i wyłącznie ja decyduję - nie jest ona na sprzedaż, dajmy przykład: ktoś potrzebuje sentymentalnej rymowanki na święta bożonarodzeniowe, podpisujemy umowę o dzieło - opłata i już dzieło jest gotowe i zawsze trzeba przypominać - Autora:

 

Łukasz Jasiński 

Edytowane przez Łukasz Jasiński (wyświetl historię edycji)
Opublikowano (edytowane)

@Somalija

 

Zacznijmy od od tego: mam średnie zawodowe wykształcenie - jestem komputerowym składaczem tekstu - poligrafem, mam również egzamin dojrzałości - maturę i zostałem wychowany w sposób iście patriotyczny - w konkursie o wiedzy - o symbolach narodowych zająłem drugie miejsce w Liceum Zawodowym, tak: nikomu nic a nic nie zawdzięczam, pracę zaczynałem jako pomocnik u ojca - pomagałem mu na przedmieściach u nowobogackiej elicie intelektualnej - poza miastem w układaniu kostki brukowej na podwórku, oczywiście: była to praca na trzy dni na czarno - zarobiłem dwieście złotych, także: roznosiłem gazety i reklamówki, poważną pracę znalazłem dzięki ukończeniu kursu o samodzielnym poszukiwaniu pracy - było to jednocześnie Biuro Pracy - znalazłem pracę w Zakładzie Pracy Chronionej (samodzielnie i bez żadnych znajomości), potem: pracę w Archiwum Akt Nowych zaproponował mi kierownik działu gospodarczego - Bogdan Latarski - pracowałem jako pomocnik gospodarza i zostałem przeniesiony do biura jako pomocnik archiwisty, dyrektorem wtedy był Tadeusz Krawczak, oczywiście: znałem jego syna - Michała Krawczaka, znałem również Krzysztofa Naimskiego i Miłosza Grabowskiego - teraz z nimi nie mam żadnego kontaktu - wina nie leży po mojej stronie, proszę mi wskazać: gdzie tutaj jest nepotyzm? Nepotyzm: to - wszystko robienie po znajomości, dalej: również sam znalazłem pracę w Narodowym Klubie Libertyńskim - bez niczyjej pomocy, kiedy jeszcze mieszkałem na Czerniakowskiej z nudów zacząłem szukać pracy - już nie znalazłem, nawet: w Urzędzie Pracy...

 

- Po co panu praca? Przecież pan ma rentę socjalną!

 

Według mojej interpretacji: otrzymuję dożywotnie odszkodowanie za utratę słuchu z winy państwowego szpitala, miałem operację na nosie - prawdopodobnie przez źle użytą narkozę, dalej: kiedy zostałem bezprawnie wyrzucony na warszawską kostkę brukową przez Hannę Gronkiewicz-Waltz - przeżyłem piekło zgotowane mi przez dwunożnych ssaków agresywnych, otóż to: pracę w Polsce, także: w Europie - można znaleźć po znajomości lub z nadania politycznego - to też jest nepotyzm, niestety, współczesne pokolenie to kompletne nieroby, uważa, że im się wszystko za darmo należy, a to gówno prawda!

 

Mogę iść do Opieki Pomocy Społecznej i złożyć wniosek, że potrzebuję opiekuna socjalnego i teraz pomyśl, pani Agnieszko, co mi zaproponuje opiekun socjalny? To samo - co teraz robi twoja najdroższa przyjaciółka - Wioletta i wtedy jaka będzie moja reakcja? A ja już nie mam siły to samo w koło powtarzać, więc: zdenerwowany - powiem prawdę w oczy.

 

- Gdzie panie były, kiedy potrzebowałem pomocy? Odesłały mnie panie do noclegowni! A teraz, kiedy mam mieszkanie, to: nagle chcą panie mi pomóc? Nie! Zależy paniom tylko i wyłącznie na moim mieszkaniu i pieniądzach - decydowaniu o moim życiu!

 

I kulturalnie wskażę im drzwi! A na odchodne dodam: wszystko opublikowałem na Polskim Portalu Literackim - proszę czytać i myśleć! Dlatego też, pani Agnieszko, nie zrezygnuję z trzech kont: tego, Datezone i Facebooku, nie mając kontaktu ze światem: zniszczą mnie, wykorzystają mnie i zabiją mnie, pani Agnieszko, przecież pani używa dwóch telefonów - służbowego i prywatnego, pierwszego w pracy do podwładnych, drugiego: do znajomych, nieprawdaż?

 

Łukasz Jasiński 

Edytowane przez Łukasz Jasiński (wyświetl historię edycji)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • []

      Postarzały mężczyzna zaczął opowiadać. 

      — Jeśli Państwo pozwolą, to chciałbym podzielić się historią pewnego człowieka, który trafił do Piekła.

      Rozejrzał się powoli.

      — Piekło może być podobne do miejsca, w którym właśnie się znajdujemy. Podobne — zaledwie. Tam, każda postać nosiła maskę.

      Zapadła cisza.

      []

      Ciemność przylegała do skóry.
      Okowy były brudne i oślizgłe.
      Chłód stali palił boleśnie.
      Było gorąco, a potem zimno.
      Diabły siedziały dalej. Nie zwracały na niego uwagi. Grały w karty.

      []

      — Zaczynam być ciekawa.

      — Oszukiwali?

      Śmiech przeciął ciszę.

      []

      — Witamy, chłopczyku.

      — To i tak stosunkowo wysoki tytuł.
      Czyżby pojawiła się pokusa na mały zakład?

      Głos był wszędzie.

      — Twój widok.

      Mlasnął z niesmakiem.

      — Stawiam wszystko, że nie masz nam nic do zaoferowania. Ciało… daruj. Mamy wyższe ambicje.

      Ktoś splunął w jego kierunku, a ślina spłynęła mu po twarzy.


      — Cóż mógłby nam zaproponować?

      — Ja… 

      Wyszeptał z trudem.

      — Ty. Rzecz jasna, że ty, czyli niczyj.

      — Bezpański.

      — Bezpański… ładnie powiedziane.

      — Trafnie, przede wszystkim.

      Uderzył talią o stół.

      []

      — Zaraz, zaraz. Skąd wiadomo, kto kim był?

      — Za chwi… 

      — Czego chciały Diabły?

      Barman przeciął odpowiedź.

      []

      Ból stępiał. Kontury gęstniały. W ustach pojawił się niesmak. 

      — Mości Panowie, czas na pierwszą rundę. To będzie przyjemność.

      Diabeł ściągnął cylinder i ukłonił się.
      Pozostali gracze przesunęli żetony. Jego stos nie zmniejszył się.

      — Ryzykować czy nie ryzykować?

      — Ryzykować? — odezwał się środkowy.

      — Państwo gotowi? Poprosimy o karty.

      Krupier klasnął, a talia zaczęła tasować się sama.

      — Panowie. Bez tradycji?

      Odezwał się Elegancki. Lekko uniósł dłonie.
      Wstał spokojnie. Wskazał na bar. Zatoczył w powietrzu krąg.
      Pusta butelka rozbiła się mężczyźnie na głowie. Na chwilę poczuł ulgę. 

      — Tradycji stała się zadość.

      — Powiem.

      Wykrztusił mężczyzna.

      — Powiem.

      Ryknęli wszyscy. Elegancki zawył jak wilk.
      Środkowy tylko parsknął i splótł dłonie. Czekał.
      Zrobiło się goręcej, a potem zimniej.

      — Bardzo chętnie wysłuchamy tej historii… 

      — może…

      — …miłosnej?

      Elegancki zawył jeszcze głośniej. Krupier strącił cylindrem stos żetonów. Rozsypały się po stole.
      Powietrze reagowało na ich głos.

      — Bo ja…

      — Bo ty.

      — Cisza!

      Powietrze zatrzasnęło się.

      — Jestem tchórzem.

      []

      — Nieźle. Ciekawe, że głos potrafi zrobić więcej niż słowa.

      Dziewczyna zmarszczyła brwi.

      — A dlaczego w Piekle miałoby zabraknąć barmana?

      Barman uśmiechnął się. Nie zauważył, że przestał wycierać szkło.

      — Nie musiało.


      []

      Mężczyzna podniósł głowę.

      — Panowie pozwolą.

      Pierwsza z kart pojawiła się na stole. Diabły milczały w bezruchu.

      — Poznałem ją wtedy, gdy nie powinienem był się odwracać.
      Na początku tylko na siebie patrzyliśmy. Za długo.

      Zatrzymał się. W gardle zacisnął się żelazny uścisk. Wziął głęboki oddech.
      Środkowy głaskał maskę.

      — Widywaliśmy się częściej. Zbieraliśmy kwiaty.

      Elegancki z trudem powstrzymał chichot.

      — Spacery dłużyły się, rozmowy przeciągały. Dłonie znajdowały się same.

      Środkowy chrząknął. Gorycz zalała mężczyznę. Coś truło go od środka. Płakał, ale kontynuował.

      — Myślałem, że wszystko ułoży się samo.

      Szlochał dalej. Musiał to powiedzieć.

      — Miałem powiedzieć jej coś ważnego… Długo na mnie patrzyła.

      Na stole pojawiła się kolejna z kart.

      — Dosyć — uciął Środkowy.

      Głowa opadła w dół. Nie skończył.

      []

      Gdy mężczyzna skończył mówić, ktoś upuścił szklankę.

      — Cholera. Teraz?

      Barman porwał zmiotkę i szufelkę.

      Starszy siedział z zaciśniętymi ustami.
      Młodszy kręcił guzikiem koszuli.
      Dziewczyna oparła głowę na dłoniach.
      W barze zrobiło się cieplej.

      — Co było dalej?

      Młodszy podniósł gwałtownie głowę.

      — To nie koniec, prawda?

      — Nie… nie koniec.

      []  

      Gdy otworzył oczy, przy stole trwała zażarta dyskusja.

      — Panowie. No to jak będzie? Mam jasność.

      Zaśmiał się krótko. Przesunął na środek stołu kilka żetonów. Rozparł się wygodnie.

      — Twój ruch.

      Skinął na Krupiera. Ten wyciągnął kieszonkowy zegarek i zerknął.

      — Skąd ten pośpiech? Dojrzałe decyzje wymagają czasu.

      Kiwnął głową w stronę mężczyzny. Coś ścisnęło go. Lód stali wbijał się w skórę.

      — Przede wszystkim, skąd nagła skłonność do ryzyka?

      Środkowy spojrzał na Eleganckiego. Ten pochylił się delikatnie i poprawił mankiet. Nie odpowiedział.

      Krupier przeliczył żetony. Pstryknął palcami. Był przy mężczyźnie.

      — To ty za to zapłacisz. Tak czy inaczej.

      Serce uderzyło gwałtownie. Pstryk — znów siedział przy stole.

      — Sprawdzę.

      Wskazał na pulę. Żetony zawisły w powietrzu. Wyrównał stawkę.

      — Pas.

      Środkowy rzucił kartami. Splótł dłonie przed sobą.

      — Skoro pas, to pas.

      Cisza.

      — Jak pas to pas! — wrzasnął Elegancki.

      Wstał gwałtownie. W następnej chwili trzymał w dłoni pasek. Powietrze drgało z gorąca. Mężczyzna zdążył tylko zamknąć oczy.

      Leżał na ziemi. Skulił się.

      — Nie powiedziałem jej.

      []

      Siedział sam w długim tunelu. Migotało rubinowe światło.
      Zimno wchodziło pod skórę.
      Krople wody spadały głośno. Zbyt głośno. 

      []

      Diabły rozkoszowały się oceną.
      Maski leżały na stole.

      — Panowie. Z pewnością tchórz, ale jest jeszcze jeden ważny element. Naiwność.

      Zadarł głowę Krupier i przymknął oczy.

      — Zakończy się fatalnie — to więcej niż oczywiste.

      Elegancki Diabeł ziewnął i zapalił cygaro. Rzucił nogi na stół.

      — Moje zwycięstwo w pierwszej rundzie było… nieuniknione. 

      — Sądzę, że wystarczy odrobina stosownej motywacji… i skromna łapówka.

      Krupier uśmiechnął się.

      — Nie za duża. Są też inni, a jak dobrze wiemy… trzeba się dzielić.

      Zatarł przed sobą dłonie. Śmiech był krótki.

      [] 

      Z daleka usłyszał kroki. Powolne. Pewne.
      Przez chwilę pomyślał, że to…

      Cylinder nie pozostawiał wątpliwości. 
      Diabeł jednak ściągnął go i wziął pod ramię.

      Zrobiło się cieplej. Światło przestało migotać.

      — Nie cierpię tego prostaka. Klnę każdą chwilę w jego towarzystwie.

      Prychnął. Mężczyzna drżał.

      Diabeł kucnął. Zaczął przecierać jego dłonie. Pachniał wanilią.

      — Hierarchia jest wszędzie. Ja też jestem na dnie. Delikatność źle się tu kończy.

      Podciągnął rękaw.
      Na przedramieniu biegły cienkie, poprzeczne blizny. Jedna przy drugiej.
      Opuścił rękaw.

      — Wybacz… tę tkliwość. Nie po to tu jestem. Pozwolisz?

      Klęknął. Odłożył cylinder.
      Położył dłoń na łańcuchu — metal rozpłynął się bez dźwięku.

      Dotknął jego nadgarstków. Oddech mężczyzny wyrównał się.
      Ramiona opadły.

      — Dlaczego?

      — Nawet my potrafimy mieć nadzieję.

      Jego oczy błysnęły.

      — Ty też?

      — Bystry i zawzięty. Wiedziałem, że to nie koniec.

      — To nie koniec.

      — Pomóżmy sobie.

      Odczuł ciepło słów na skórze.

      — Czego chcesz?

      Diabeł uniósł głowę.
      Patrzył długo.
      Nie odezwał się.

      []

      Starszy wstał. Krzesło zgrzytnęło o podłogę.

      — Przepraszam. Potrzeba.

      Odszedł szybkim krokiem. Oblał twarz zimną wodą. Nie spojrzał w lustro.

      Wrócił.

      Barman wyraźnie się ożywił. Sięgnął pod ladę i wyciągnął butelkę.

      — Szkocka. Rocznik sześćdziesiąty siódmy. Rzadko się zdarza.

      Nalał wszystkim. Sobie również — lecz swoją szklankę wsunął pod ladę.

      — Za historię.

      []

      Siedział przy barze. Bar zmienił się, lśnił. 

      Mężczyzna miał ochotę dotknąć blatu. Widział i słyszał wyraźnie.

      — Panowie, czas najwyższy. Stawki poproszę. Zaczynamy drugą rundę.

      Diabeł ukłonił się. Gracze dostali karty.

      — To obelga. Psy przy stole.

      Syknął elegancki. Pozostali zaśmiali się krótko.

      — Mam nadzieję, że będzie ostrzej.

      — Oby.

      Złożył dłonie środkowy. Spojrzał na Krupiera.
      Odetchnął wolno. Płomienie świec cofnęły się wraz z wydechem.

      — Czekamy… z niecierpliwością.

      Zimny głos przytłumił światło. Na stole pojawiła się karta.

      — Mam mówić dalej?

      Pstryk. Przed mężczyzną pojawiła się szklanka. Zapach dotarł natychmiast.

      Wanilia.

      []

      Barman szybko chwycił szklankę i powąchał zawartość.
      Młodszy mężczyzna i dziewczyna spojrzeli na niego pytająco.
      Uśmiechnęli się pod nosem.

      — Nie…

      Rozejrzał się nerwowo. Zarumienił się.

      []

      — Okłamywaliśmy się od początku. Pięknymi słowami przykrywaliśmy ból. 

      Ktoś pociągnął nosem. Zapach uderzył w nozdrza.

      —  Tylko dla siebie. Godziny. Dni. Bez początku i końca.

      — Czyli nie pożądanie… tylko konsumpcja.

      Wycedził elegancki Diabeł i wstał.
      Chwycił wieszak i przycisnął do siebie.
      Otwartą dłonią przeciągnął od pasa w górę.
      Wciągnął powietrze zbyt wolno, zbyt głęboko.
      Jego kształt falował.
      Czas zastygł.
      Środkowy obrócił wolno maskę. Elegancki wrócił na miejsce.

      — Muszę przyznać… — zebrał się w sobie mężczyzna.

      — …że to było miłe?

      — Tylko na chwilę.

      Na stole pojawiła się karta.

      Diabeł wskazał palcem w górę. Światło świec zgasło.
      Zrobiło się zimniej.
      Krótkie dmuchnięcie. Świece znów zapłonęły.
      Wszystkie żetony środkowego znalazły się na środku stołu.

      — Va banque. 

      Obrócił głowę na obie strony. Diabły powolnie odłożyły karty.

      — To nie koniec historii?

      Mężczyzna zadygotał na dźwięk zimnego głosu.
      W gardle pojawiła się suchość.
      Oddech urwał się w pół taktu. Zamarł.
      Miał wielką ochotę wypić zawartość szklanki… 
      Nie zrobił tego.

      — Nie uniosłem jej żaru — zrobili to za mnie.

      [] 

      Starszy długo i ślepo patrzył w jeden punkt. 

      — Domyślam się, że nie chcielibyśmy wchodzić w szczegóły?

      Młodszy potarł brodę.

      — Lepiej nie.

      — Nie napił się ze szklanki?

      — On nie, ale ja chętnie to zrobię.

      Zrobiło się późno. 

      []

      — Moja kolej.

      Oczy Diabła zapłonęły. Ledwie poruszył dłonią.
      Zanim zrozumiał, leżał na ziemi. Coś zacisnęło się na jego karku.

      Diabeł zapalił cygaro. Drugi koniec trzymał w ręku.

      — Chodź… przejdziemy się.

      Ruszył w ciemność, ciągnąc go za sobą.

      []

      Do baru weszły dwie, roześmiane dziewczyny.

      — Zamknięte!

      Krzyk padł, zanim drzwi zdążyły się domknąć.

      — Ale przecież…

      Dziewczyny spojrzały po sobie. Żachnęły. Obróciły się na pięcie i wyszły.

      []

      Znajdował się teraz na peronie.
      Związany i niemy. 
      Mógł jedynie obserwować.
      Ciężar osiadł w piersi.
      Diabeł siedział rozparty, z ręką na oparciu ławki.
      Oddzielały ich tory.

      — Od początku wiedziałem, że to obelga. Psy przy stole?

      Warknął, kręcąc przy tym głową.

      — Klasyka. Nieśmiertelna.

      Zawył głośno.

      Na peronie zaczęli pojawiać się ludzie. Zajęci zwykłymi sprawami. Dzieci biegały. Dorośli sprawdzali zegarki.
      Nagle z jednej strony peronu wyszła para.
      Mężczyzny nie rozpoznał.
      Ją — od razu.

      Szarpnął się, ale liny tylko zacisnęły się mocniej. Diabeł zaczął czytać gazetę. 
      Szli blisko, trzymając się za ręce.
      Szeptali sobie do ucha.
      W pewnym momencie wskazała w jego stronę — na zegar nad nim.
      Pożegnali się, gdy nadjechał pociąg.
      Ona wsiadła. 

      W tej samej chwili z drugich drzwi wysiadła inna. 
      Czekający na nią mężczyzna wyrzucił ręce w górę i podbiegł do niej. Uścisnęli się.
      Trzymali się teraz za dłonie, a on zabrał jej bagaż.
      Odeszli w drugą stronę.

      — Podziwiam, jak regularnie kursują tutaj pociągi.

      Odezwał się w końcu Diabeł.

      Kolejna para. Kolejny pociąg.

      []

      — Panowie! Wielki finał! Czas na ostatnią rundę.
      Pytanie, które mam śmiałość postawić, jest proste…
      Czy psy zaczną w końcu szczekać?

      Mężczyzna nie zareagował. Był wyczerpany. W głowie wciąż słyszał dźwięk pociągu. Wciąż widział sylwetki kolejnych osób.
      Diabły przesunęły kilka żetonów na środek stołu.

      — Tradycyjnie poprosiłbym o stawkę na wejście i…

      — Pas.

      — Ja również.

      Kart nie rozdano.

      Siedział na krześle. Oddech przyspieszył.

      — Tym razem, łatwo nie będzie.

      Zimny głos uderzył go.
      Środkowy Diabeł machnął dłonią. Zostali sami.
      Ściągnął maskę i położył ją obok. Mężczyzna nie potrafił go ujrzeć.
      Brakowało mu tchu.
      Pstryk.
      Mężczyzna siedział teraz przed lustrem. 
      Było zakurzone.
      Milczało.

      []

       


        

       

       

       

        

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach




×
×
  • Dodaj nową pozycję...