Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Historia edycji

Należy zauważyć, że wersje starsze niż 60 dni są czyszczone i nie będą tu wyświetlane

Ktoś ci powiedział, że pierwszą świątynią

jest stara puszcza, gdzie przodków kurhany,

gdzie na ołtarzach odwiecznej natury

duchy składają dziękczynienia dary.

 

Znajdziesz tam spokój, nerwów ukojenie

i swoją psychę zmęczoną naprawisz.

Pod krępych dębów konarów sklepieniem

wytchniesz od zgiełku i codziennej wrzawy.

 

Gdzież ta dąbrowa i przodków kurhany?!

Studiujesz mapy i wytyczasz trasę.

Chcesz poznać świat ów, dawno zapomniany,

co wyobraźnię pobudzać potrafi.

 

Masz już namiary! Pakujesz więc w plecak

jakieś kanapki, banana i colę,

w ręce telefon, aparat przewieszasz,

jesteś gotowy, by wyruszyć w drogę.

 

Wsiadasz w samochód i pędzisz do lasu,

tam ścieżką krętą podążasz do celu.

Pachnie poszycie i śpiewają ptaki.

Ludzi, szczęśliwie, spotykasz niewielu.

 

W końcu znajdujesz zapomniane groby,

tuż przy nich siadasz na starym kamieniu.

Strumień gdzieś obok toczy swoje wody,

szemrząc cichutko. Dumasz więc w milczeniu.

 

Pośród zieleni światło igra z cieniem,

zioła kołyszą twych przodków kurhany.

Prawdziwe tutaj znajdujesz ukojenie,

lecz czas ucieka, czas nieubłagany.

 

Musisz powrócić do szumu miejskiego...

nad twoim uchem jakiś komar trzeszczy.

Starasz się ręką ogonić od niego

czując na sobie lezącego kleszcza.

 

Żegnajcie przodki i wasze kurhany.

Bór chcesz opuścić, zaraz weźmiesz prysznic...

lecz nagle krzyczysz: O Jezu! Rany!

Właśnie wdepnąłeś niechcący w mrowisko...

 

Mrówki, jak mrówki, to żadna ich wina,

na starych grobach zbudowały kopiec

i wrażej stopie, co spokój zburzyła,

mrówkowym kwasem starają się dopiec.

 

Żegnajcie przodki i wasze kurhany!

Od wściekłych mrówek, uciekasz czym prędzej.

Machasz rękoma, tupiesz nogami.

Chyba nie wrócisz tu już nigdy więcej.

 

Na domiar złego koło głazu żmija

zerka na ciebie zimnym gadzim okiem.

Gdy się o korzeń przypadkiem potykasz,

żmiję omijasz, jesteś nad potokiem.

 

Żegnajcie przodki i wasze kurhany!

Tu w dziupli pszczoły mają swoje gniazdo,

a w nim miód słodki w komórkach schowany.

Gdy obok tupiesz, wnerwiają się bardzo.

 

Choć prawie lato, woda lodowata

lecz nie powstrzyma, kiedy dajesz nogę.

Hyc na brzeg drugi! Lecz wpadłeś do pasa.

I wiesz do tego, że zgubiłeś drogę...

 

Żegnajcie przodki i wasze kurhany!!!

Nie masz pojęcia, gdzie dokładnie jesteś.

Wzrok już masz smutny, nieco zatroskany.

Szczęśliwie trafiasz na nieznaną ścieżkę...

 

Spotykasz na niej Śródleśnego Dziada

(znajdziesz go pośród moich starych wierszy),

grzecznie go pytasz, a Dziad odpowiada:

Wilka z niedźwiedziem nie spotkałaś jeszcze,

 

wracaj więc duktem, tym do lasu skraju,

gdzie twój samochód wciąż na ciebie czeka.

I śpiesz się lepiej, bo dziki pytają:

Gdzie można dorwać jakiegoś człowieka?

 

Biegniesz przed siebie, w dali refleks błyska,

na brzegu lasu już widać samochód,

ale w tym biegu znowu się potykasz...

budzisz się w łóżku, ocierając z potu.

 

Sen to był tylko, całkiem nieprawdziwy.

Typowy koszmar, zupełnie bez sensu.

Wiem, że nie muszę tu cię przekonywać,

że ciągle w lesie są przepiękne miejsca.

 

 

Z pozdrowieniami dla @corival . Dziękuję za inspirację :)

 

Ktoś ci powiedział, że też jest świątynią

ta stara puszcza, gdzie przodków kurhany,

gdzie na ołtarzach odwiecznej natury

duchy składają dziękczynienia dary.

 

Znajdziesz tam spokój, nerwów ukojenie

i swoją psychę zmęczoną naprawisz.

Pod krępych dębów konarów sklepieniem

wytchniesz od zgiełku i codziennej wrzawy.

 

Gdzież ta dąbrowa i przodków kurhany?!

Studiujesz mapy i wytyczasz trasę.

Chcesz poznać świat ów, dawno zapomniany,

co tak fantazje pobudzać potrafi.

 

Masz już namiary, więc pakujesz w plecak

jakieś kanapki i butelkę coli,

w ręce telefon, aparat przewieszasz,

jesteś gotowa, by wyruszyć w drogę.

 

Wsiadasz w samochód i pędzisz do lasu,

tam ścieżką krętą podążasz do celu.

Pachnie poszycie i śpiewają ptaki.

Ludzi, szczęśliwie, spotykasz niewielu.

 

W końcu znajdujesz zapomniane groby,

tuż przy nich siadasz na starym kamieniu.

Strumień gdzieś obok toczy swoje wody

szemrząc cichutko. Dumasz więc w milczeniu.

 

Pośród zieleni światło igra z cieniem,

zioła kołyszą twych przodków kurhany.

Prawdziwe tutaj znajdujesz ukojenie,

lecz czas ucieka, czas nieubłagany.

 

Musisz powrócić do szumu miejskiego...

nad twoim uchem jakiś komar trzeszczy.

Starasz się ręką ogonić od niego

czując na sobie lezącego kleszcza.

 

Żegnajcie przodki i wasze kurhany.

Bór chcesz opuścić, zaraz weźmiesz prysznic...

lecz nagle krzyczysz: O Jezu! O Rany!

Właśnie wdepnęłaś niechcący w mrowisko.

 

Mrówki, jak mrówki, to żadna ich wina,

na starych grobach zbudowały kopiec

i wrażej nóżce, co spokój zburzyła,

mrówkowym kwasem starają się dopiec.

 

Żegnajcie przodki i wasze kurhany!

Od wściekłych mrówek, uciekasz czym prędzej.

Machasz rękoma, tupiesz nogami.

Chyba nie wrócisz tu już nigdy więcej.

 

Na domiar złego koło głazu żmija

zerka na ciebie zimnym gadzim okiem.

Gdy się o korzeń przypadkiem potykasz,

żmiję omijasz, jesteś nad potokiem.

 

Żegnajcie przodki i wasze kurhany!

Tu w dziupli pszczoły mają swoje gniazdo,

a w nim miód słodki w komórkach schowany.

Gdy obok tupiesz, wnerwiają się bardzo.

 

Choć prawie lato, woda lodowata

lecz nie powstrzyma, kiedy dajesz nogę.

Hyc na brzeg drugi! Lecz wpadłaś do pasa.

I wiesz do tego, że zgubiłaś drogę...

 

Żegnajcie przodki i wasze kurhany!!!

Nie masz pojęcia, gdzie dokładnie jesteś.

Wzrok już masz smutny, nieco zatroskany.

Szczęśliwie trafiasz na nieznaną ścieżkę...

 

Spotykasz na niej Śródleśnego Dziada

(znajdziesz go pośród moich starych wierszy),

grzecznie go pytasz, a Dziad odpowiada:

Wilka z niedźwiedziem nie spotkałaś jeszcze,

 

wracaj więc duktem, tym do lasu skraju,

gdzie twój samochód wciąż na ciebie czeka.

I śpiesz się lepiej, bo dziki pytają:

Gdzie można dorwać jakiegoś człowieka?

 

Biegniesz przed siebie, w dali refleks błyska,

na brzegu lasu już widać samochód,

ale w tym biegu znowu się potykasz...

budzisz się w łóżku, ocierając z potu.

 

Sen to był tylko, całkiem nieprawdziwy.

Typowy koszmar, zupełnie bez sensu.

Wiem, że nie muszę tu cię przekonywać,

że ciągle w lesie są przepiękne miejsca.

 

 

Z pozdrowieniami dla @corival . Dziękuję za inspirację :)

 

Sylwester_Lasota

Sylwester_Lasota

Ktoś ci powiedział, że to jest świątynia,

ta stara puszcza, gdzie przodków kurhany,

gdzie na ołtarzach odwiecznej natury

duchy składają dziękczynienia dary.

 

Znajdziesz tam spokój, nerwów ukojenie

i swoją psyche zmęczoną naprawisz.

Pod krępych dębów konarów sklepieniem

wytchniesz od zgiełku i codziennej wrzawy.

 

Gdzież ta dąbrowa i przodków kurhany?!

Studiujesz mapy i wytyczasz trasę.

Chcesz poznać świat ów, dawno zapomniany,

co tak fantazje pobudzać potrafi.

 

Masz już namiary, więc pakujesz w plecak

jakieś kanapki i butelkę coli,

w ręce telefon, aparat przewieszasz,

jesteś gotowa, by wyruszyć w drogę.

 

Wsiadasz w samochód i pędzisz do lasu,

tam ścieżką krętą podążasz do celu.

Pachnie poszycie i śpiewają ptaki.

Ludzi, szczęśliwie, spotykasz niewielu.

 

W końcu znajdujesz zapomniane groby,

tuż przy nich siadasz na starym kamieniu.

Strumień gdzieś obok toczy swoje wody

szemrząc cichutko. Dumasz więc w milczeniu.

 

Pośród zieleni światło igra z cieniem,

zioła kołyszą twych przodków kurhany.

Prawdziwe tutaj znajdujesz ukojenie,

lecz czas ucieka, czas nieubłagany.

 

Musisz powrócić do szumu miejskiego...

nad twoim uchem jakiś komar trzeszczy.

Starasz się ręką ogonić od niego

czując na sobie lezącego kleszcza.

 

Żegnajcie przodki i wasze kurhany.

Bór chcesz opuścić, zaraz weźmiesz prysznic...

lecz nagle krzyczysz: O Jezu! O Rany!

Właśnie wdepnęłaś niechcący w mrowisko.

 

Mrówki, jak mrówki, to żadna ich wina,

na starych grobach zbudowały kopiec

i wrażej nóżce, co spokój zburzyła,

mrówkowym kwasem starają się dopiec.

 

Żegnajcie przodki i wasze kurhany!

Od wściekłych mrówek, uciekasz czym prędzej.

Machasz rękoma, tupiesz nogami.

Chyba nie wrócisz tu już nigdy więcej.

 

Na domiar złego koło głazu żmija

zerka na ciebie zimnym gadzim okiem.

Gdy się o korzeń przypadkiem potykasz,

żmiję omijasz, jesteś nad potokiem.

 

Żegnajcie przodki i wasze kurhany!

Tu w dziupli pszczoły mają swoje gniazdo,

a w nim miód słodki w komórkach schowany.

Gdy obok tupiesz, wnerwiają się bardzo.

 

Choć prawie lato, woda lodowata

lecz nie powstrzyma, kiedy dajesz nogę.

Hyc na brzeg drugi! Lecz wpadłaś do pasa.

I wiesz do tego, że zgubiłaś drogę...

 

Żegnajcie przodki i wasze kurhany!!!

Nie masz pojęcia, gdzie dokładnie jesteś.

Wzrok już masz smutny, nieco zatroskany.

Szczęśliwie trafiasz na nieznaną ścieżkę...

 

Spotykasz na niej Śródleśnego Dziada

(znajdziesz go pośród moich starych wierszy),

grzecznie go pytasz, a Dziad odpowiada:

Wilka z niedźwiedziem nie spotkałaś jeszcze,

 

wracaj więc duktem, tym do lasu skraju,

gdzie twój samochód wciąż na ciebie czeka.

I śpiesz się lepiej, bo dziki pytają:

Gdzie można dorwać jakiegoś człowieka?

 

Biegniesz przed siebie, w dali refleks błyska,

na brzegu lasu już widać samochód,

ale w tym biegu znowu się potykasz...

budzisz się w łóżku, ocierając z potu.

 

Sen to był tylko, całkiem nieprawdziwy.

Typowy koszmar, zupełnie bez sensu.

Wiem, że nie muszę tu cię przekonywać,

że ciągle w lesie są przepiękne miejsca.

 

 

Z pozdrowieniami dla @corival . Dziękuję za inspirację :)

 

  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Rysuję nas palcem na piasku. Jedna linia. Potem druga. Splatają się. Jak dwa pociągnięcia pędzlem na płótnie, które odda je morzu.   Morze patrzy. I czeka. Ono wie, że każdy dotyk to zaklęcie na chwilę. Ephemera. Sztuka, która żyje tylko póki oddychamy obok.   Sól zostaje na opuszkach. Jak podpis artysty pod obrazem, który zaraz zniknie. Każde ziarenko pamięta ciężar Twojego palca. I moje drżenie, gdy linia zadrżała zbyt blisko brzegu.   Wiatr robi swoje. Krytyk bezlitosny. Zacierając kontury, oceniając: nietrwale.   Jutro znajdą tu tylko serce i inicjały   A my będziemy wiedzieć, że to była magia. I wystawa zamknięta po jednym pokazie. Dla wtajemniczonych. Tylko dla nas dwojga.   Bo prawdziwa sztuka nie potrzebuje galerii. Wystarczy plaża. Twój palec. I mój piasek.   01.08.2026 ,  Sopot.
    • Z tęsknoty popłakały się litery spalają wersy tej smutnej piosenki pilnują się tylko tęskne sylaby wyrażając słowem świat niepojęty   świeża nie pytała czy jej pragnąłem może gdy zwiędnie ktoś o nią zapyta to nie na nią w domu marzeń czekałem  a jednak przyszła chociaż nieproszona   czy mamy się przywitać podać rękę w sukni stoi w progu i się uśmiecha jak róża piękna lecz ma ostre kolce ile na jej pożegnanie mam czekać ?
    • @Christine Bardzo dziękuję !!!   Zwyciężyli. Miasto straciło głos. Resztę nazwano chwałą.   Pozdrawiam
    • @Christine Bardzo dziękuję !!!   Człowiek jest sam. Dopiero na końcu zauważa, że zawsze.   Pozdrawiam
    • Kątem oka dostrzegam Cię z daleka  Idziesz w moim kierunku   Moje serce raduje się na Twój widok   W parku na drzewach rozbrzmiewa radosny śpiew ptaków   W powietrzu czuć miłość   Jej barwa wypełnia moje serce   Pomnożymy tę miłość   Nasze serca jak na pokazie Top Model   Miłość nie zna marki   Czysta łza, czyste serca, to nasza wizytówka   Serce dało życie, dało miłość   Dwa serca, jedna miłość   Rodzi się miłość, rodzi się rodzina   Niech wszystkie znaki na ziemi i w niebie sprzyjają nam                                                                                                                                                Lovej . 2026-08-08             Inspiracje . Uczucie poznania się                                   
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...