Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano (edytowane)

         W tamtą pamiętną wigilię Sylwestra roku 2021 gdy z czcią gładziłem palcami okładkę tej jednej z moich ukochanych książek popularnonaukowych o tematyce historycznej jaką jest „Pogański książę silny wielce” autorstwa Janusza Roszko, powędrowałem z rozrzewnieniem moimi wspomnieniami do tamtego pamiętnego lata 2021 roku, kiedy to siedząc całymi dniami na balkonie mojego rodzinnego domu zaczytywałem się bez pamięci w rzeczonej książce.

 

Rozczytując się bez pamięci w kolejnych jakże interesujących hipotezach stawianych coraz śmielej  z każdym kolejnym rozdziałem przez autora niniejszej wyjątkowej publikacji, tyczących roli, potęgi i wyjątkowości średniowiecznego państwa Wiślan władanego wówczas przez owego tajemniczego nieznanego z imienia „pogańskiego księcia silnego wielce”, z każdą kolejną przewróconą kartką tej genialnej w swoim gatunku książki, coraz śmielej rozbudzałem moją wyobraźnię i wciąż rozniecałem kolejne swe domysły, próbując odmalować w swej głowie obraz tamtego średniowiecznego Państwa Wiślan w całej jego ówczesnej wyjątkowości i potędze.

 

Ech… Nie ma to jak przyjemną letnią porą zaczytać się  bez pamięci  w ukochanej książce historycznej…

 

Ale zaraz potem, obok wspomnienia tego pięknego, pamiętnego dzięki wyjątkowym chwilom spędzonym z tą genialną książką lata roku 2021, pojawiło się także mętne wspomnienie innego lata sprzed oko dziesięciu lat, które jednak dobrze utkwiło w mojej pamięci za sprawą pewnej wyjątkowo żenującej sytuacji…

 

Wtedy to, gdy na jednym z forów internetowych dla pasjonatów historii postawiłem ryzykowną i dość kontrowersyjną tezę, iż (cytując dosłownie z pamięci) „Średniowieczni Wiślanie byli plemieniem znacznie starszym i lepiej rozwiniętym od plemienia średniowiecznych Polan”, jakiś kompletny ignorant i półgłówek obraził mnie na rzeczonym forum wyjątkowo chamskim komentarzem, który zacytuję tutaj dosłownie z pamięci… „Jak myśmy w Wielkopolsce budowali grody, to wy zasmarkane krakuski jeszcze z drzew nie zeszliście! A Niemcy to jeszcze wtedy siedzieli w epoce kamienia łupanego”.

 

Tak… Przyznasz Szanowny czytelniku że poziom ignoranctwa i niewiedzy tamtego znanego mi tylko z  pseudonimu internauty był wręcz porażający… Brak słów na taką porażającą głupotę…  Brak słów…

 

Co prawda tamten mój post otrzymał także wiele kulturalnych i merytorycznych komentarzy, a to mówiących że: „Najprawdopodobniej  obydwa te plemiona rozwijały się równolegle”,a to wyjaśniających że: „Gdyby to Wiślanie byli plemieniem lepiej rozwiniętym od Polan, wówczas to oni  najpewniej zdominowaliby przez kolejne wieki Polan, a nie na odwrót jak to miało miejsce w historii”, jednak ze względu na nieprzeciętne nasycenie specyficzną głupotą, to właśnie tamten niedorzeczny i obraźliwy komentarz najbardziej utkwił mi w pamięci…

 

Ale przez to właśnie tamtego pamiętnego lata rozczytując się bez pamięci o wyjątkowości i potędze średniowiecznego Państwa Wiślan i przewracając z zapartym tchem kolejne kartki tej kultowej dla mnie książki historycznej, tj. „Pogański książę silny wielce” autorstwa nieżyjącego już genialnego reportażysty Janusza Roszko, w pełni uświadomiłem sobie małość i osobliwą głupotę autora tamtego chamskiego komentarza, który to z zażenowania i z litości dla jego autora pozostawiłem wtedy bez żadnej odpowiedzi…

 

Ale jako że pasjonaci historii bywają niezwykle pamiętliwi, przyrzekłem sobie wtedy nad tamtą książką (czyli latem 2021 roku) po blisko dziesięciu latach  porządnie utrzeć mu nosa, czego niniejszym chciałbym w tym miejscu dokonać, rozważając tutaj dla Ciebie Szanowny czytelniku intrygującą i zawiłą hipotezę o przynależności ziem późniejszego kraju Wiślan do rozległego i potężnego państwa Samona, będącego w latach swojej świetności absolutną potęgą w skali całej średniowiecznej Europy…

 

A jako że przyrzeczonego samemu sobie słowa należy bezwzględnie dotrzymywać, więc... Z nieopisaną wręcz przyjemnością odniosę się do hipotezy o przynależności ziem późniejszego kraju Wiślan do państwa Samona!

 

Oczywiście jest to zuchwała hipoteza oparta jedynie na poszlakach, ale... to właśnie te poszlaki gdy rozczytywałem się w historii kraju Wiślan rozpaliły tamtego lata moją ciekawość do czerwoności!

 

A są one następujące (Zapnijcie pasy i ruszamy):

 

- Jednym z badaczy, którzy starali się podbudować naukowo tezę że teren Małopolski i Lubelszczyzny wchodził w skład Państwa Samona był Prof. Aleksander Gardawski, kierownik katedry archeologii Uniwersytetu im. Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie (Powołuję się tu na autorytet i wysoką pozycję w świecie akademickim nieżyjącego już profesora).

 

- Udziału lechickiego plemienia Wiślan w państwie Samona i walkach z Awarami domniemuje także historyk Witold Chrzanowski w swojej wyjątkowej publikacji „Kronika Słowian”.

 

- Kolejnym arcyważnym argumentem na potwierdzenie tej tezy jest fragment kroniki Fredegara. Fredegar pisze bowiem: „Zdolności jego (Samona) taki wzbudzały strach, że ze czcią ściągano oddać się pod jego władzę; tak że nawet ludy mieszkające na pograniczu Awarów i Sklawów wzywały go z gotowością, aby chwalebnie postawił nogę na ich grzbiecie…” Czyż w owych ludach mieszkających na pograniczu Awarów i Sklawów nie można dopatrywać się pradziadów późniejszych Wiślan wspomnianych w Geografie Bawarskim i w Żywocie Św. Metodego?!

 

- Istnieje hipoteza, podług której kopiec Kraka usypano jednemu z zasłużonych swemu plemieniu sławnych zwycięskich wodzów z okresu zmagań wojennych Słowian z Awarami (pośrednim dowodem na potwierdzenie tej hipotezy jest znalezienie podczas wykopalisk  w kopcu Kraka na znacznej głębokości zapinki typu awarskiego datowanej właśnie na okres starć zbrojnych Słowian z Awarami).

 

- Istnieje zadziwiająca zbieżność w kulturze materialnej tamtego okresu na terenie Małopolski z Lubelszczyzną – oraz Moraw i Słowacji.

 

- Zdumiewające podobieństwo w kulturze materialnej Południowej Polski i Moraw polega przede wszystkim i najsampierw na tym iż w przeciwieństwie do ziem Wielkopolski  i Kujaw, które utkane są wręcz niewielkimi grodami – Na terenach dawnego kraju Wiślan spotykamy się z potężnymi rozległymi grodziskami, natomiast pojawiającymi się  i zlokalizowanymi w zdecydowanie mniejszej liczbie (Identycznie jak w Państwie Samona. Próżno szukać podobnych grodów na terenie Wielkopolski!) [Popuszczając nieco wodze fantazji... dla nawykłego od dziecka do niewielkich ale licznych grodów jakimi był utkany kraj Polan młodego nastoletniego księcia Mieszka I widok rozległych, potężnych grodów kraju Wiślan byłby z pewnością nie lada przeżyciem… Z kolei ich widok w niczym nie zadziwiłby żyjącego wieki wcześniej wielkiego władcy Samona, dla którego był on codziennością …]

 

- Potężne grodzisko Stradów liczy około 40 hektarów w obrębie wałów! Grodzisko w Chodliku liczy 170 hektarów wraz z osadą otwartą! Tak rozległych, potężnych, niezdobytych grodów nie znajdziemy na terenach innych plemion lechickich, za to znajdziemy ich naprawdę sporo właśnie na terenie dawnego Państwa Samona! Naprawdę trudno o bardziej dobitny przykład wzajemnej materialnej zbieżności kulturowej tych terenów!  

 

- Potężne grody wznoszone niegdyś na terenach późniejszego kraju Wiślan nie sprawiają wrażenia wznoszonych chaotycznie bez rozmysłu, lecz z dokładnym rozplanowaniem geostrategicznym przez silny rozwinięty organizm państwowy (Jakiż by inny jeśli nie państwo Samona właśnie?!)

 

- Były to grody wznoszone z dokładnym rozplanowaniem geostrategicznym, aczkolwiek winniśmy pamiętać, iż w tamtym okresie historycznym budowa każdego takiego rozległego grodziska była skomplikowanym przedsięwzięciem inżynieryjnym wyprzedzającym swoje czasy! Ewidentnie widać tu absolutnie zorganizowany, silny, rozwinięty organizm państwowy, który potrafił takie budowy skutecznie prowadzić! (Jakiż by inny jeśli nie Państwo Samona właśnie?!)

 

- Państwo Samona istniało na porównywalnych proporcjonalnie w przybliżeniu obszarach z państwem wielkomorawskim. Gdyby porównać ceramikę z grodu w Chodliku (Lubelszczyzna) z ceramiką grodu w Mikulczycach (Czechy) z równoległego okresu dziejów na tamtych ziemiach,  można by je wzajemnie podmienić, tak by nie wprawne oko nie dostrzegło różnicy. Niemal niczym się one od siebie nie różnią!

 

Jednak ktoś dociekliwy może w tym miejscu postawić pytanie skąd dane o takich  właśnie olbrzymich rozmiarach grodów… I jednocześnie zarzucić mi że pomimo ogólnie dobrych chęci wypisuję banialuki jedynie ocierające się o historyczne wydarzenia, a co za tym idzie, że nie odróżniam fikcji i swoich autorskich założeń od stanu faktycznego… A co za tym idzie stanowczo zażądać ode mnie źródła informacji o tak rozległych obszarach rzeczonych grodów..

 

Otóż przyznam się bez bicia że tym źródłem był właśnie wydany jeszcze w latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku „Pogański książę silny wielce”, ale J. Roszko powoływał się wyłącznie na ówczesne ustalenia nieżyjącego już Prof. Aleksandra Gardawskiego.

 

Według rzeczonego źródła cytując dosłownie:

 

Stradów – 40 hektarów w obrębie obwałowań

 

Chodlik – w fazie szczytowej 8 hektarów w obrębie wałów, a 170 hektarów wraz z osadą otwartą

 

Mikulczyce – 45 hektarów przy czym najstarsza część w obrębie wałów liczyła 7 hektarów.

 

Jak już powyżej wspomniałem to właśnie te poszlaki rozpaliły tamtego lata moją ciekawość do czerwoności! I z upływem czasu w tamtą pamiętną wigilię Sylwestra roku 2021 roznieciłem w swych wspomnieniach tamte emocje na nowo. Ech…

 

Jak już powyżej wspomniałem jest to zuchwała hipoteza oparta jedynie na intrygujących poszlakach. Początkowo planowałem w obszernym artykule popularnonaukowym mojego autorstwa wziąć tę hipotezę pod lupę i skrupulatnie krok po kroku rozważyć wszystkie argumenty za i przeciw, ale na przeszkodzie do napisania rzeczonego artykułu popularnonaukowego miał stanąć z czasem silny zew napisania obszernej powieści osadzonej w tamtych właśnie realiach historycznych... Ech…

 

Zarówno temat ekspansji koczowniczych Madziarów na ziemie Słowian jak i temat ciemiężenia Słowian przez okrutnych Awarów od dawna ogromnie mnie interesują.

 

Powiedzieć że historia średniowiecznych Węgier i średniowiecznej Słowacji jest przeze mnie lubiana, to tak jakby nazwać Urząd Skarbowy mało wyrozumiałym… Ja wprost kocham bezgranicznie obydwa te tematy! (Przez lata zebrałem liczną kolekcję książek o historii Węgier i Słowacji. Obecnie moja prywatna biblioteczka książek o historii Węgier i Słowacji liczy kilkadziesiąt pozycji!) Nie bez znaczenia są tu także moje liczne związki z Tarnowem, który jak wiesz Szanowny czytelniku nosi dumne miano najbardziej węgierskiego z polskich miast…

 

Z kolei temat ciemiężenia Słowian przez Awarów bardzo mnie zainteresował od czasu obejrzenia w roku jego premiery fabularnego serialu historycznego „Słowianie. Płomień mocy” z 2021 r.

 

Kolejnym poczynionym przeze mnie na tym polu krokiem było właśnie przeczytanie w całości tego samego lata tyle razy już wspominanej książki popularnonaukowej „Pogański książę silny wielce” autorstwa nieodżałowanej pamięci Janusza Roszko, w której to autor prócz szczegółowych rozważań na temat kraju Wiślan stawia także szereg intrygujących hipotez na temat powstania Państwa Samona. Jest to jedna z moich ukochanych książek popularnonaukowych o tematyce historycznej także i z tego właśnie powodu!

 

Tematowi wyzwolenia się Słowian spod dominacji Awarów poświęciłem także niegdyś mój długi wiersz zatytułowany „Sobótkowe ognie niczym Słowiańszczyzny tajemnice”.

 

Swego czasu nosiłem się także z zamiarem napisania tekstu historycznego o strukturze opowiadania o wędrówce Protobułgarów i historii południowosłowiańskich plemion Siewierców i Siedmiu Rodów, jednakże, jako że po pierwsze zależało mi aby był to rozbudowany tekst publicystyczny z elementami popularnonaukowego, a po drugie potrzebowałbym na to minimum kilku miesięcy czasu zmuszony byłem zawiesić ten pomysł…

 

Bowiem odkąd pamiętam moje zainteresowania rozległą wielowiekową historią kształtowania się różnic między Słowianami Zachodnimi a Południowymi ogniskowały się głównie w obrębie trzech intrygujących tematów:

 

- Wędrówka Protobułgarów (Postać chana Asparucha)/Historia południowosłowiańskich plemion Siewierców i Siedmiu Rodów, które weszły w skład pierwszego państwa Bułgarskiego (hipotezy na Ich temat).

 

- Ekspansja koczowniczych Madziarów na ziemie Słowian (Przybycie Węgrów nad Dunaj, bitwa pod Bratysławą etc. etc.).

 

- Ciemiężenie Słowian przez Awarów/Hipoteza o przynależności ziem późniejszego kraju Wiślan do Państwa Samona.

 

Bo widzisz Szanowny czytelniku… Każdy z tych tematów ogromnie mnie interesuje i do każdego z powyższych tematów swego czasu szczególnie mocno zabiło moje serducho i do każdego z nich poczułem swego czasu wyjątkowe natchnienie…

 

Do każdego z tych tematów zebrałem przez kilkanaście ostatnich lat bogatą bibliotekę  wszelakich źródeł zarówno drukowanych jak i w formie elektronicznej…

 

Swego czasu nosiłem się także z zamiarem napisania na każdy z tych ukochanych tematów tekstu historycznego o strukturze opowiadania bądź obszernego artykułu popularnonaukowego spełniającego wszystkie wymogi tego gatunku…

 

Jednakże na przeszkodzie tym słusznym zamiarom miał wkrótce stanąć silny zew do napisania powieści…

 

Powieści będącej pokłosiem moich wieloletnich zainteresowań historią Słowiańszczyzny…

 

Powieści ogniskującej w sobie zasnute pomroką dziejów wielkie tajemnice historii osadnictwa na ziemiach polskich i zarazem wielkie tajemnice wszelkich plemion lechickich…

 

Takiej, która byłaby ujęciem tego wszystkiego, co w historii początków polskiej państwowości jest najbardziej wyjątkowe… Powieści, którą czytając można by było poczuć tamten letni wiatr, który niegdyś zaplątał się w długie jasne włosy półlegendarnej księżniczki Waleski, usłyszeć duchem odwieczny szmer Wisły, zachwycić się wspaniałym widokiem Tatr, poczuć odwieczny chłód polskich kniei i puszcz…

 

Z wyrazistymi bohaterami mającymi swe odpowiedniki w historycznych bądź półlegendarnych  postaciach, które wszyscy znamy z kart historii…

 

Choć napisanej prozą, z licznymi wierszowanymi fragmentami wplecionymi w jej fabułę…

 

Momentami zapewne nużącej swą długością, a momentami może nawet chwytającej za serce…

 

Z obszerną, wielowątkową, rozbudowaną fabułą, spełniającej wszystkie wymogi tego gatunku, pełnoprawnej  powieści…

 

[[Niniejszy tekst jest zaledwie fragmentem mojej niewydanej dotąd drukiem powieści zatytułowanej „Sen o Wandzie…”. Wszystkie prawa zastrzeżone.]]

Edytowane przez Kamil Olszówka (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

Jeżeli podobają się Państwu moje teksty o tematyce historycznej i szanują Państwo moją pracę, mogą mnie Państwo wesprzeć drobną kwotą.

 

Z góry wszystkim darczyńcom dziękuję!

 

KRAKOWSKI BANK SPÓŁDZIELCZY 96 85910007 3111 0310 9814 0001

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • MÓJ SZLOCH NAJ!


      Kochać cię to nie był trud
      Nie trzeba było silić się zbyt
      Kochać cię to nie był znój
      Ja piąłem się do twych ud
      A jemu zbyt szybko opadł mit 
      Och, mój ból, ból cud


      Wzięli cię na posterunek
      Nie pytałem, dlaczego, jak
      Nie wołałaś na ratunek
      Nie myślałem dlaczego tak
      Miał cię przez chwilę na wznak
      Och, mój o mój męki szlak


      Wszyscy chłopcy machają
      Próbujesz im w oko wpaść
      Wszyscy chłopcy wołają
      Chcesz czułą chwilę skraść
      Miał cię na liście "Na zaś"
      Och, mój deszczowy płaszcz?


      Kochać cię łatwo przyszło mi
      Lekko też odeszło w dal
      Kochając, byliśmy ciężcy, źli
      Serca były harde od dni
      Mieliśmy się przez parę chwil
      Och, mój ból, twardy jak stal

       


      (Opuszczanie zielonych rękawów)
      WRZESIEŃ, WRZESIEŃ, I CIĄGLE WRZESIEŃ


      Wojna w klęskę zmieniła się
      Traktat jest spisany krwią
      Lecz nie wpadłem im do rąk:
      Przekroczyłem linie swe


      Bardzo chcieli złapać mnie
      Lecz im zbiegłem i jak zbieg
      Żyję tu, w dzielnicy złej,
      Pod przykrywką szpieg


      Musiałem iść, całkiem sam
      I życie porzucić swe
      W szafie zbiór szkieletów mam,
      Lecz nigdy nie znajdziesz gdzie


      Snuję życia wątek, a w nim
      Tam fakt, a tu mit
      Kiedyś miałem imię lecz
      Nieważne to, poszło precz


      Nieważne to
      Nieważne co
      Ponieśliśmy zwycięstwo
      A akt spisano krwią
      Nie wpadłem do ich rąk
      Chodzę po linie Być


      Jest prawda, co ma żyć
      I ta, co ginie w mrok
      Nie wiem, w którą mam iść
      Lecz nieważne to


      Bo twój triumf miał
      Tak miażdżącą moc,
      Że niektórzy z nas
      Myślą, jak zachować choć


      Strzęp kronik o tym, jak
      Odbywamy marny byt swój;
      Beret, znoszony płaszcz
      Łyżkę nóż i stół


      Igrzyska i chleb
      W które gladiator gra
      Kamień, który rzeźbiarz tnie
      Pieśni ku chwale, niech trwa..


      Nasze prawo to wciąż
      Pokój, rozumie, że
      Chociaż strzela mąż
      Żona kule nosi mu


      I wszystko to w duszy mej
      Wyrazy, co obrazem są
      Słodkiej obojętności tej
      (Są tacy, co miłością ją zwą)


      Jej wysokości czczonej w krąg
      Niektórzy mówią na nią Los
      Lecz mieliśmy nazwy, co
      Ciut bardziej intymne są


      Nazwy te co wchodzą w głąb
      I tak prawdziwe są,
      Że dla mnie są krwią
      A dla cieby jak proch


      Nie potrzeba nam
      By uchowały się
      Jest prawda, co żywa jest
      Prawda, co żyje w nas...
      I ta, co umiera bez dram


      Nieważne, z kim
      Nieważne, czym
      Żyję życiem tym
      Które zostawiłem im


      Zabić wciąż jest wrogiem mi,
      I Nienawiść obcą też,
      Chciałem nauczyć się kochać je,
      Lecz całkiem nie wyszło mi


      Raz chciałeś mnie oddać im
      Lecz to nie dziwi mnie -
      Stajesz wciąż po stronie tych,
      Którymi gardzi serce twe


      Twoje serce było o tu
      Tu gdzie rój much masz
      To jest kuweta Twych ust
      A to twoja miska kłamstw


      Dobrze służysz im, wiem
      Lecz nie dziwi mnie to
      Oni to twoja krew
      A Ty - ich z kości kość


      Nieważne, gdzie
      Nieważne, że
      Serwujecie historii bieg
      W pasztecie faktów i kłamstw
      Do was należy świat
      Więc to nieważne i tak


      Nieważny klan
      Nieważny świat
      Żyję pełnią mych lat
      I pełnią każdego dnia
      Przez przestrzeń i czas
      Nie dam ich rozdzielić wam


      Moja kobieta sprzyja mi
      Me dzieci pójdą za mną w noc
      Ich groby bezpieczne są 

      Od horroru takich jak wy
      Od upiorów snów złych


      W głębiach pocałunków ich
      Korzeń mocno wbity mam
      Żyję wciąż pełnią dni
      Które zostawiłem wam


      Zostawiłem igrzyska o chleb
      W których nasz żołnierz grał
      Kamień, który grabarz tnie
      Piosenki, pisane na chwał..


      Lewo ponad prawem, zabawa trwa
      Pokój to wojna, wojna cały czas
      Chociaż strzelam ja
      Kule robi Diabeł w was


      Bo ważne, z kim
      Ważne Iść
      Żyć całym życiem swym
      I nie oddać go za nic
      Ani Berlin, ani Rzym, ani Krym


      Jak ty, co z Zabić zrobiłeś fach
      Chciałem go uczynić kompanem mym
      I nienawiść też, lecz tak chciał traf
      Że całkiem nie wyszło mi


      Raz przedstawiłeś mnie im
      Próbowałeś, bo wiem, że -
      Stajesz wciąż po stronie tych,
      Którymi gardzę.


      Je t'aime,
      L. Cohen


      PACTUS DIABOLICUS


      Znam cud przemienienia w wino wody stągw
      I obrócenia go w wodę znów, więc daj,
      Bym, zasiadłszy do twej uczty w tę noc,
      Wreszcie dostąpił Lucy in the Sky


      Stwórz pakt, gdzie będę mógł złożyć podpis swój
      Jestem wściekły i zmęczony wciąż
      Więc ześlij taki pakt, ten traktat, co na zawsze już
      Zwiąże kochanie me z miłością twą


      Pękł nowy wiek, więc ulica tańcem gra -
      Duszę zaprzedaliśmy, lecz jesteśmy wolni już
      Tylko jedno z nas było naprawdę - ja
      Tak mi przykro, lecz to nie ty, to Twój duch


      Nie powiedziałem słowa, odkąd odeszłaś w dal,
      Którego kłamca by nie powstydził się
      Nie mogę uwierzyć, że idą zakłócenia fal
      Byłaś mą ziemią, mym "przy zdrowych zmysłach jest"
      Byłaś Dedalem moich lat


      Pola wołają - pękł nowy wiek!
      Duszę zaprzedaliśmy, lecz jesteśmy wolni już
      Tylko jedno z nas było naprawdę - ja
      Ty to nie ty, tylko Twój duch


      Tylko jedno z nas było prawdziwe - to byłem ja


      Mówią, że, grzechotnik gorzko żałował za swój grzech
      Zrzucił łuski, by znaleźć, że w środku wciąż wąż jest...
      Ale narodzić się na nowo to w obskurność wejść
      Jad przenika samą ciała treść


      Stwórz pakt, gdzie będę mógł wreszcie złożyć podpis swój
      Jestem ciągle wściekły i zmęczony każdym dniem
      Więc ześlij taki pakt, ten traktat, co na zawsze już
      Przywiąże mnie do miłości Twej 


      Jestem zły i cały czas zmęczony
      Chciałbym, by był traktat albo pakt
      Między tym co ocalono
      Z naszej miłości, z wpisem do akt

      ───

       

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...