Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Kochałem, tak po prostu. Kochałem pięknie. Lecz zapadłem się znowu, wessany w odmęt czarnej dziury. Rozerwany na strzępy wraz ze swoim własnym cieniem. Nadchodzi maj. Maj mój jedyny. To będzie najpiękniejszy maj przełomu i śmierci..

 

To wtedy przyszedłem na świat, już wiesz. Pamiętasz o mnie, choć tak niewiele, ale pamiętasz, cokolwiek.  To dobrze. Zostanie po mnie jakiś ślad. Padał deszcz i ciężkie krople uderzały o blaszane parapety okien wysokich jak witraże. W rynnach bulgotała woda. Drzewa szumiały, jakby oklaskiwały liśćmi czyjeś przybycie. Drzewa szumiały, szeleściły, nucąc melancholijną pieśń. I słuchałem w tej pustej sali szeptów ciszy i bicia swojego serca. Przez otwarte szeroko drzwi weszła melancholia w białym rozpiętym kitlu i z czarnymi włosami rozwianymi jak wiatr. Nachyliła się nade mną i wzięła w swoje chłodne ramiona, przytulając do piersi. I poniosła w dal. W szary półmrok korytarza. W te zimne obszary. I poniosła, niosąc czule i tęsknię gładząc po głowie. I wszędzie był wiatr w tej szarości świtu. I wszędzie odgłosy kroków, niczyich. Takich powolnych, opuszczonych, pustych, jakby kogoś, kogo już nie ma, ale jeszcze istnieje w jakiejś dziwnej substancji skamieniałego czasu. Gdzieś pomiędzy. Gdzieś tam, co daremnie błądzi w tej ciszy wiatrem otchłani zbudzonej. W tej nicości opuszczenia, wlokąc ostatnią nadzieję kolczastą jak kwiat czerwonej róży.

 

Zatrzaśnięte drzwi z zatartymi numerami na mosiężnych tabliczkach. Długi korytarz. Ciągnące się donikąd rury. Cała plątanina zardzewiałych rur z wyciekającą z nich czarną, cuchnącą mazią. Zatrzaśnięte drzwi, zamknięte. Otwarte na oścież… Za nimi pokoje w półmroku i kurzu. I ta jego powolność opadania. To wirowanie i mżenie w wysokich oknach, za którymi rozkołysana szła lśniąca od deszczu zieleń kasztanów. Jakieś ustawione w rzędzie popiersia okryte zakurzoną folią. Porzucone w nieładzie dłuta, młotki… Pracownia martwego artysty. Ciemnozielone tablice zapisane białą kredą. Wykresy, wzory, tabele… I poobijane gabloty z powybijanymi szybami, wysuniętymi, połamanymi szufladami… Radiole, drewniane skrzynie czarno-białych telewizorów, talerze z perforowaną taśmą, magnetofonowe szpule… Pod skrwawionymi stopami gruz, chrzęst potłuczonego szkła, zwoje jakichś kabli...

 

Żałosne eksponaty, ofiary straszliwej radiacji szczerzyły pokrzywione, żółte zęby, niby w diabelskim uśmiechu. Straszydła, potwory. Nosiciele okropnych, śmiertelnych chorób. Ktoś z syndromem proteusza machał na powitanie, nie machał… To zatopiony w formalinie witał się ze mną. Za szkłem w słojach płody z mózgami na wierzchu. Cyklopy z jednym ogromnym okiem. Stwory z dwiema, z trzema głowami i dłońmi o dziesięciu, powyginanych, długich niczym cienkie patyki palcach. To wykrzywiona dłoń pod nienaturalnym kątem, to szara twarz podobna do niczego…

Sina śmierć. Królestwo śmierci i smrodu chemicznych odczynników zjełczałych dawno minioną przeszłością. Sfermentowanych płynów, fekaliów, odpadającej całymi płatami olejnej ze ścian farby. Łózek na kółkach z przegniłymi, cuchnącymi moczem materacami…I gazety… Stosy pożółkłych ze starości gazet, zdjęć, fotosów, plakatów… Uchwycone pod różnymi kątami twarze. Uśmiechnięte, smutne, obojętne… Gdzieś tam, daleko na Pacyfiku nuklearne kratery, ogołocone ze wszystkiego pacyficzne atole. Betonowe bunkry, zardzewiałe resztki… Rozsypujące się truchła manekinów. Kłujące w oczy nagłówki z tłustej czcionki: Abandoned places. Radioactive zone… Cancer…

 

Przechodzę obok tego wszystkiego w mżącej poświacie czasu, jak w starym filmie zapisanym na celuloidowej, zleżałej taśmie… Oglądam szare odbitki, klisze… Samotny dom na stepie. Idę ku niemu, w którymś gorącym dniu lipca. Zresztą, nie pamiętam. Dotykam oddychającej ściany. Dotykam pęknięć, które poszerzają się i kurczą. Małe okna niczym oczy. Ciemna gardziel otwartych drzwi…

Porośnięte wszystko wątłymi łodygami, korzeniami liśćmi… Zachwaszczone plątaniną wieloziela bez woni. Wyłażą w absolutnym milczeniu z każdej szczeliny napromieniowane widma umarłych o nieostrych obliczach, pozostałości. Resztki dawnego życia…

Chociaż wizja to ostra jak brzytwa. Tak jak ostre są widzenia chorego, rozgorączkowanego maligną snu. Głębokie, kobaltowe niebo z pojedynczymi żaglami białych obłoków, które płyną, które suną aż po kres widzenia… Słońce odbija się pomarańczą od szyby poruszanego niczyją ręką okna. Skąd to nagłe poruszenie? Od niczego i nikogo. To od wewnętrznego drżenia elementarnych cząstek, które wezbrało na skutek przeskoku czasu. Z powodu echa dawnej eksplozji.

 

Jesteś tutaj. Widzę cię. Jesteś blisko. Daleko. Na wyciągnięcie ręki… Zbliżasz się to znowu oddalasz. Kładę się z cichym skrzypieniem w pustym pokoju na podłodze z sosnowych desek, w którym tylko jedno drewniane krzesło. I tonę w jaskrawej smudze światła, w której tkwi jakaś tajemnica zachodzącego słońca. Jakieś nieokreślenie, jakaś enigmatyczność… Jesteś tutaj, wiem. Lecz ciebie nie widzę, ale czuję twoją obecność. W jasnym snopie wirującego kurzu i w obliczu nadciągającego zmierzchu… Jesteś tutaj. Dostrzegam, gdzieś w kącie nikłe poruszenie, drżenie opadającego powoli wirującego pyłku. Słyszę jak do mnie szepczesz, omiatając skronie nikłym powiewem albo raczej tchnieniem spoza ogromnego czasu, z wieczności. Jak szepczesz mi czule do ucha, z pogłosem niknącego gdzieś echa. — Włodku, nie odeszłam. Jestem przy tobie z miłości. Pamiętaj…

 

(Włodzimierz Zastawniak, 2023-04-30)

 

 

 

 

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • CZARNE ŚWIATŁO

       

      Michał spojrzał na tablicę informacyjną przed największym centrum handlowym w jego mieście.

      Miejsc parkingowych 450

      Miejsc wolnych 0.

      Idą święta!

       

      Michał z ławki ustawionej przy wejściu patrzył na tłum klientów centrum osiągający  stan wrzenia. Pełen wózek - to chwila poczucia spełnienia.

      Bo być to kupić!

       

      W te święta rodzina wyznaczyła ich spotykanie w jego domu. Tak będzie też brat z jego bliskimi. Michał rozmawiał z nim o nadchodzących świętach. Brat wspomniał, że bardzo wiele zmieniło się w jego rodzinie od poprzednich świąt. Mówił o braku porozumienia ze swoim najmłodszym synem.

       

      Michał trzyma w dłoniach kupiony w centrum 1000 elementowy zestaw puzzli. Jest to dla niego najważniejszy tegoroczny jego zakup świąteczny.

       

      Przyszedł je tu kupić po tym, gdy wczoraj przypomniał sobie już odległy czasem obraz, kiedy patrzył na swoją żonę i ich córki bawiące się latem na nadmorskiej plaży. Budowały wtedy zamek z piasku. Obok piaskowego zamku usypały wysoki kopczyk ze znalezionych tu kamyków. Zamek stał u podnóża wielkiej góry. Popatrzył wtedy na usypany przez dziewczynki kopiec kamyków. Były tam kamyki jasne i ciemne.

       

      Na wspomnienie rozmowy z bratem, powróciła do niego tamta myśl:

      Czy można podzielić ten kopiec kamyków na dwa kopce? W jednym miałyby być tylko te jasne a w drugim tylko te ciemne. Pytanie śmieszne. Oczywiście, że tak. Ale jest jeden warunek, że zaprzęgniemy do tego materię i myśl. Myśl może mieć różną postać. Może to być myśl córeczek bawiących się kamyczkami albo myśl mechaniczna, zaprogramowana w czujniku, który potrafi rozpoznać jasny lub ciemny przedmiot i zaprogramowanego, sprzężonego z nim manipulatora, który chwyci i przeniesie kamyk na właściwe miejsce. Jest to myśl mechaniczna będąca jednak owocem myśli człowieka inżyniera, konstruktora robota.

       

      A czy zadanie to można wykonać wykorzystując wszystko, co jest dostępne poza myślą? Wykorzystując na to dowolną ilość czasu, dowolną ilość i postać energii czy zmiany takich parametrów jak ciśnienie, temperatura, wilgotność i temu podobne.

       

      Tamtego dnia snuł dalej swoje rozważania.

      A teraz masz stworzyć strukturę DNA – nośnik informacji genetycznej organizmów żywych. Czy zadanie to można wykonać wykorzystując wszystko, co jest dostępne poza myślą?

       

       Michał zamierza zadać takie pytania swojemu bratankowi, studentowi renomowanej uczelni.

      Planuje tą właśnie kwestię uczynić zasadniczą osią ich świątecznego dyskursu. Dla niego samego, jego osobiste przekonania w tej kwestii, stanowią fundament jego światopoglądu.

       

      Z informacji przekazanych przez brata wie, że codzienne drogi jego syna nie wiodą go już do kościoła, dołączył do wyznawców teorii o nie istnieniu Boga, wyznawców bankructwa wiary i głosicieli potrzeby wyzwolenia się z jej pęt.

       

      Zestaw puzzli jest Michałowi niezbędny ku temu, by bratankowi pokazać przez porównanie z czymś, czego poziom trudności jest sobie w stanie wyimaginować, poziomu złożoności, jaką niósł w sobie proces powstawania na naszej planecie pierwszych struktur DNA – nośników informacji genetycznej organizmów żywych.  Zestaw puzzli jest mu potrzebny po to, by pomóc bratankowi odpowiedzieć na pytanie, czy zadanie ich ułożenia można wykonać przy wykorzystaniu wszystkiego, co jest dostępne, za wyjątkiem myśli? Tak w zamyśle Michała puzzle mają wspomóc wyobraźnię jego bratanka.

       

      Michał wie, że nie musi objaśniać mu różnicy w poziomach skomplikowania pomiędzy tworzeniem struktury DNA – nośnika informacji genetycznej
      a ułożeniem 1000 elementowych puzzli. Michał wymyślił, jak go zapytać o szansę ułożenia puzzli bez wsparcia  ze strony procesu myślenia.

       

      Michał położy je przed bratankiem, poprosi o ułożenie ich a potem wyłączy światło w pokoju. Bratanek ma to wykonać w całkowitej ciemności. W podobnych realiach prawdopodobieństwa zapewne mogły powstawać kiedyś pierwsze struktury DNA, przy uczynionym założeniu o ich powstawaniu bez udziału myśli stwórczej.

       

      Michał patrząc na nie podlegające zasadom zdrowego rozsądku reguły zachowania przedświątecznego tłumu, problemy brata z jego synem, a także zjawiska społeczne, których doświadczał w ostatnim okresie, nabiera przekonania, iż świat jest spowity w strumieniach czarnego światła.

       

      W strumieniach tego fałszywego światła , to co przez wieki było czarnym dziś staje się białym.

       

      Jego optymizmu nie budują oferowane z regałów galerii najnowszej generacji 50 calowe ekrany czarnego światła.

       

      Czeka nas jeszcze finał. A w nim dotrą do nas rachunki latarników czarnego światła, wystawione za chwile iluzji, które nieuchronnie prowadzą nas ku zgubie – pomyślał Michał.

       

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @hollow man @Poet KaDziękuję Wam.
    • @DawidMotyka Super  Nie wiem dlaczego nie lubimy pokoju i wybieramy Hitlera, Putina i innych...   Pozdrawiam serdecznie  Miłego dnia  ... gdyby tak ktoś  zwyczajnie przytulił  uśmiechnął się  bez powodu  kotu otworzył  drzwi na wybieg    wojna szukająca łupu by posmutniała    pomyślała  lepiej rozruby szukać  w innym wymiarze nie na ziemi  ...  
    • A Maja jeno z siksą! woła i białowąs. Kiszone jaja ma
    • CZARNE ŚWIATŁO   Michał spojrzał na tablicę informacyjną przed największym centrum handlowym w jego mieście. Miejsc parkingowych 450 Miejsc wolnych 0. Idą święta!   Michał z ławki ustawionej przy wejściu patrzył na tłum klientów centrum osiągający  stan wrzenia. Pełen wózek - to chwila poczucia spełnienia. Bo być to kupić!   W te święta rodzina wyznaczyła ich spotykanie w jego domu. Tak będzie też brat z jego bliskimi. Michał rozmawiał z nim o nadchodzących świętach. Brat wspomniał, że bardzo wiele zmieniło się w jego rodzinie od poprzednich świąt. Mówił o braku porozumienia ze swoim najmłodszym synem.   Michał trzyma w dłoniach kupiony w centrum 1000 elementowy zestaw puzzli. Jest to dla niego najważniejszy tegoroczny jego zakup świąteczny.   Przyszedł je tu kupić po tym, gdy wczoraj przypomniał sobie już odległy czasem obraz, kiedy patrzył na swoją żonę i ich córki bawiące się latem na nadmorskiej plaży. Budowały wtedy zamek z piasku. Obok piaskowego zamku usypały wysoki kopczyk ze znalezionych tu kamyków. Zamek stał u podnóża wielkiej góry. Popatrzył wtedy na usypany przez dziewczynki kopiec kamyków. Były tam kamyki jasne i ciemne.   Na wspomnienie rozmowy z bratem, powróciła do niego tamta myśl: Czy można podzielić ten kopiec kamyków na dwa kopce? W jednym miałyby być tylko te jasne a w drugim tylko te ciemne. Pytanie śmieszne. Oczywiście, że tak. Ale jest jeden warunek, że zaprzęgniemy do tego materię i myśl. Myśl może mieć różną postać. Może to być myśl córeczek bawiących się kamyczkami albo myśl mechaniczna, zaprogramowana w czujniku, który potrafi rozpoznać jasny lub ciemny przedmiot i zaprogramowanego, sprzężonego z nim manipulatora, który chwyci i przeniesie kamyk na właściwe miejsce. Jest to myśl mechaniczna będąca jednak owocem myśli człowieka inżyniera, konstruktora robota.   A czy zadanie to można wykonać wykorzystując wszystko, co jest dostępne poza myślą? Wykorzystując na to dowolną ilość czasu, dowolną ilość i postać energii czy zmiany takich parametrów jak ciśnienie, temperatura, wilgotność i temu podobne.   Tamtego dnia snuł dalej swoje rozważania. A teraz masz stworzyć strukturę DNA – nośnik informacji genetycznej organizmów żywych. Czy zadanie to można wykonać wykorzystując wszystko, co jest dostępne poza myślą?    Michał zamierza zadać takie pytania swojemu bratankowi, studentowi renomowanej uczelni. Planuje tą właśnie kwestię uczynić zasadniczą osią ich świątecznego dyskursu. Dla niego samego, jego osobiste przekonania w tej kwestii, stanowią fundament jego światopoglądu.   Z informacji przekazanych przez brata wie, że codzienne drogi jego syna nie wiodą go już do kościoła, dołączył do wyznawców teorii o nie istnieniu Boga, wyznawców bankructwa wiary i głosicieli potrzeby wyzwolenia się z jej pęt.   Zestaw puzzli jest Michałowi niezbędny ku temu, by bratankowi pokazać przez porównanie z czymś, czego poziom trudności jest sobie w stanie wyimaginować, poziomu złożoności, jaką niósł w sobie proces powstawania na naszej planecie pierwszych struktur DNA – nośników informacji genetycznej organizmów żywych.  Zestaw puzzli jest mu potrzebny po to, by pomóc bratankowi odpowiedzieć na pytanie, czy zadanie ich ułożenia można wykonać przy wykorzystaniu wszystkiego, co jest dostępne, za wyjątkiem myśli? Tak w zamyśle Michała puzzle mają wspomóc wyobraźnię jego bratanka.   Michał wie, że nie musi objaśniać mu różnicy w poziomach skomplikowania pomiędzy tworzeniem struktury DNA – nośnika informacji genetycznej a ułożeniem 1000 elementowych puzzli. Michał wymyślił, jak go zapytać o szansę ułożenia puzzli bez wsparcia  ze strony procesu myślenia.   Michał położy je przed bratankiem, poprosi o ułożenie ich a potem wyłączy światło w pokoju. Bratanek ma to wykonać w całkowitej ciemności. W podobnych realiach prawdopodobieństwa zapewne mogły powstawać kiedyś pierwsze struktury DNA, przy uczynionym założeniu o ich powstawaniu bez udziału myśli stwórczej.   Michał patrząc na nie podlegające zasadom zdrowego rozsądku reguły zachowania przedświątecznego tłumu, problemy brata z jego synem, a także zjawiska społeczne, których doświadczał w ostatnim okresie, nabiera przekonania, iż świat jest spowity w strumieniach czarnego światła.   W strumieniach tego fałszywego światła , to co przez wieki było czarnym dziś staje się białym.   Jego optymizmu nie budują oferowane z regałów galerii najnowszej generacji 50 calowe ekrany czarnego światła.   Czeka nas jeszcze finał. A w nim dotrą do nas rachunki latarników czarnego światła, wystawione za chwile iluzji, które nieuchronnie prowadzą nas ku zgubie – pomyślał Michał.  
    • @Annie

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...