Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Tamtego wieczora jechałam przez Kraków. Co robiłam w Krakowie? Wracałam ze spotkania służbowego, które odbywało się w centrali naszej firmy. Byłam strasznie zmęczona, a następnego dnia chciałam iść normalnie do pracy. Kocham swoją pracę, bo właściwie tylko to mam. Nie mam męża, partnera, dzieci, czy nawet zwierzęcia. Mam za to kochankę. Moją pracę. Kocham to, co robię. Dlatego robię to tak dobrze. A praca kocha mnie, bo jestem dla niej dobra.
No ale te korki w całym Krakowie... nigdzie nie można było przejechać, ludzie tłoczyli się na ulicach i na większych placach, gdzieniegdzie samochody były tak zaparkowane na poboczach, że nie sposób było przejechać. Czasem znajdowałam się w miejscach, których w ogóle nie znałam, nie przejeżdżałam tamtędy w tamtą stronę w drodze centrali firmy. Mimo to jakoś brnęłam powoli przez miasto.
Około wpół do dziesiątej całkowicie utknęłam. Przede mną stał sznur samochodów, ludzie zaczęli wychodzić z pojazdów i biegneli gdzieś. Tłum spieszących się gdzieś osób falował na ulicy.
Byłam zdenerwowana. Musiałam jeszcze dzisiaj w nocy, no, najpóźniej jutro z samego rana, dojechać do Szczecina, a tu tłum urządza sobie uliczną bieganinę! Wysiadłam z samochodu i, uprzednio go zamykając, ruszyłam w kierunku, w którym biegli wszyscy. Prawdopodobnie wyniknął jakiś karambol albo ktoś urządzał demonstrację na ulicy.
Nagle ktoś chwycił mnie za rękę i pociągną ze sobą w kierunku największego tłumu. Zaczęłam biec, tak jak osoba, która mnie trzymała. Chciałam się wyrwać, ale uścisk był tak mocny, że nie dałam rady. Znaleźliśmy się w tłumie płaczących dookoła osób, trzymających świeczki i dziwne koraliki. Było ciasno, ale ktoś, kto mnie trzymał za rękę zaczął się przeciskać między nimi, a ja z nim. Po chwili zauważyłam, że jesteśmy w jakimś dużym pomieszczeniu wypełnionym ludźmi, zapachem kadzideł, świecami, płaczem. Brnęliśmy dalej, aż w końcu zobaczyłam, że znajdujemy się w kościele. Przed nami stał ołtarz. Na nim, na białym obrusie stała monstrancja z hostią w środku. Obok stał obraz Jana Pawła II. Ludzie płakali. Nic nie rozumiałam. Pociągnięto mnie gdzieś w bok, pod ścianę, skąd jednak widać było ten obraz i tę monstrancję.
- Dobrze Aniu, że jesteś... myślałem, że nie znajdę cię w tym zamieszaniu – odezwał się człowiek, który ciągnął mnie przez ten cały czas za rękę. Był wysokim brunetem z dużymi uszami i grubymi okularami.
- Ale ja nie mam na imię Ania – odpowiedziałam mu.
Mężczyzna przyjrzał mi się uważnie.
- Och, przepraszam, jest pani taka podobna do Ani...Przepraszam... Naprawdę...
- Nic nie szkodzi. – odparłam mu z tym wystudiowanym uśmiechem. Kiedy pracuje się w takim zawodzie jak ja, po jakimś czasie wszystkie gesty stają się wyuczone. – Mógłby mi pan jednak powiedzieć, co tu się właściwie dzieje?
- To pani nic nie wie? – zapytał mnie zdziwiony – Jan Paweł II jest umierający. Wszyscy modlą się o zdrowie... albo o dobrą śmierć.
Zaległa cisza, przerywana pochlipywaniami ludzi zebranych w kościele. Było ich tutaj pełno, pomimo iż kościół był mały. Tłoczyli się wszędzie, pierwsze rzędy klękały tuż przy balaskach.
Jakoś niespecjalnie poruszyła mnie wiadomość o chorobie papieża. Od siedemnastego roku życia jestem zagorzałą ateistką. Owszem, uważam, że papież Jan Paweł II jest wielką osobą, zrobił dużo dobrego dla świata... Choć mógłby się zgodzić na aborcję i eutanazję, przecież to też dla dobra ludzi. Ale nie uważam, żeby umierającemu człowiekowi potrzebna była modlitwa. Wszyscy wiedzą przecież, że nie wyzdrowieje, a skoro po śmierci nic nie ma, to po co mu modlitwa o dobrą śmierć? Zresztą ja od bardzo dawna się nie modliłam. Nawet wtedy, gdy umarła moja mama. Gdy mój brat miał wypadek i nie wiadomo było, czy przeżyje. Wcześniej, owszem, wierzyłam w Boga, nawet bardzo gorliwie... należałam nawet do jakiejś organizacji religijnej dla młodych. Kiedy teraz myślę o tych czasach, aż mi się łezka w oku kręci.
Ale to było kiedyś. Teraz znajdowałam się jak świnia między owcami. Zupełnie tutaj nie pasowałam. Mężczyzna, który mnie tu przyprowadził, zniknął – pewnie poszedł szukać swojej zaginionej dziewczyny. Ja również chciałam wyjść... ale kiedy spojrzałam na te zapłakane twarze, rozmawiające z Bogiem to poczułam się jakoś dziwnie. Oni dostępowali najwyższego zaszczytu...a ja...ateistka, poczułam, jakby czegoś mi brakowało. Kogoś.
Tak, brakowało mi chyba Jego obecności. Był ze mną od piętnastego do siedemnastego roku życia. Mój jedyny Przyjaciel. Nigdy nie byłam powszechnie lubiana... dopiero kiedy spotkałam Jego, wszystko się zmieniło. Pokochałam Go, a On był dla mnie dobry. Prowadził mnie i zawsze był ze mną, jak nikt inny. Potrzebowałam Go, a On mnie. To z Nim przeżyłam najpiękniejsze lata mojego życia. To On dał mi Miłość... której nie pojmowałam.
Poznałam chłopaka – Jacka. Był wysokim blondynem, trochę piegowatym. Podobał mi się, nie tylko ze względu na wygląd, ale również z powodu charakteru – romantyczny filozof, łagodny i opiekuńczy. Zakochałam się w nim już czwartego dnia naszej znajomości. On również należał do naszej organizacji religijnej. Często rozmawialiśmy o mało przyziemnych sprawach, bo ja w sumie też byłam w głębi duszy filozofką. Zaczęliśmy pisywać do siebie listy. Poważne, w większości zawierające filozoficzne rozważania... Zbliżyliśmy się do siebie, oboje poczuliśmy jakąś więź... On pisał mi wiersze, pełne jakiejś metaforycznej miłości, ja czytając je, prawie mdlałam z rozkoszy. Okazało się potem, że wiersze nie były do mnie, a Jacek uważał mnie po prostu za fajną koleżankę, może nawet przyjaciółkę. Opisywał mi po prostu swoje uczucia, żeby dowiedzieć się, co o nich sądzę. A ja myślałam, ze jestem dla niego kimś więcej... Że mnie kocha. No cóż, łudziłam się. Co ja sobie wyobrażałam? Przecież nie byłam nawet ładna.... Bolała mnie moja naiwność. Jak można było się aż tak oszukiwać? Przekonałam się wtedy, że mało urodziwi ludzie nigdy nie znajdą miłości. Od tamtej pory postanowiłam świadomie się nie zakochiwać.
Ale się nie dało. Kolejnym w tej krótkiej galerii był Mateusz. Był sportowcem, tak jak ja w tamtym okresie. Zobaczyłam go kiedyś na basenie, na zawodach. Był w ogóle z innej szkoły i dużo starszy – aż o trzy lata. Koleżanka powiedziała mi, że na pewno wygra. Wygrał. Miał takie miękkie ruchy w wodzie... takie zmysłowe, powolne, ale zarazem mocne. Jego siła była w technice. Zaimponował mi tym. Potem się okazało, że chodził na te same msze co ja, więc widziałam go dość często – raz na tydzień. Ale to była miłość „ tylko z widzenia”, w dodatku jednostronna. On pewnie nawet nie wiedział, że istnieję. Nic o nim nie wiedziałam, poza imieniem i nazwiskiem. Chciałam do niego czasem podejść, poznać...ale z moją urodą szybko straciłabym jakiekolwiek szanse. Byłam rozdarta. Chciałam czegoś, ale jednocześnie bałam się, że zostanę odrzucona. Że przegram. Taka już byłam i może dlatego nie wychodziło mi nigdy w miłości. Ani wtedy, ani później.
Kiedy potem się „zakochiwałam” albo wpadałam w zauroczenie, modliłam się tylko do Pana, żeby wszystko się skończyło, żeby mi szybko przeszło. Byłam uczuciowa i nie chciałam cierpieć przez swoją głupotę i naiwność. Zamykałam się w jakąś skorupę. Mało rozmawiałam z chłopakami. Potem w ogóle ich unikałam.
Wtedy, kiedy zrozumiałam, że nie mam szans na miłość, przestałam wierzyć w Boga. To znaczy, najpierw modliłam się do Niego gorąco o to, żeby ta miłość się jednak spełniła. Ale potem... straciłam całkowicie nadzieję, a z nią – wiarę. Skoro Bóg był wszechmogący, dlaczego nie dał mi miłości?
Po jakimś czasie przestałam marzyć o królewiczu z bajki. Tyle spraw zajmowało mi przecież głowę... studia, teraz praca... I właściwie w tym swoim dwudziestosiedmioletnim życiu nigdy nikogo nie miałam. Praca? Była daleko. Teraz, w tym kościółku, nie miała znaczenia. Więc pod każdym względem byłam samotna.
Zrozumiałam to dokładnie o godzinie 21.55 . Ktoś chyba wszedł do kościółka i coś powiedział, bo już po chwili cały kościół najpierw zafalował od tej wiadomości, a potem wszyscy jak jeden mąż zaczęli płakać. Po chwili i do mnie doszła ta informacja. Papież umarł.
Nie wiedziałam co zrobić. Nawet się nie spodziewałam, że tak mną to wstrząśnie. Poczułam czerń w mózgu, taką bezdenną pustkę, bez myśli. Tak jakby odszedł ktoś mi bliski. Przez tyle lat tego nie czułam... dlaczego teraz?
Spojrzałam na monstrancję i na hostię w niej ukrytą. I wszystko pękło. Znów miałam siedemnaście lat. On znów mnie wołał. Opierałam się. Nie chciałam znów się łudzić.
Ręce podniosły mi się same. Głowa pochyliła. Uczyniłam ten zapomniany gest, który kończył wszystko stare i zaczynał nowe.
Myśli same ułożyły się w zdania.
„Prowadź mnie... bądź moją Miłością”.

Opublikowano

Niestety nie doświadczyłem literackiego uniesienia. Temat, no cóż, ateistka jakimś cudem dostaje się do kościoła akurat w czasie choroby Papieża, a gdy On umiera, ona staje się nagle wielce religijna. Swoją obojętność tłumaczy nieszczęśliwymi miłościami. Uważam że wykorzystując Papieża, chciałaś by twój tekst stał się ciekawszy, że wszystko się zmieniło tego dnia. Nie wiem czy wiesz, ale ten stan mogę określić milczeniem zatrutych języków, z których nie wszyscy chcą dostać antidotum, a tym co znudzi się bycie czystym, wrócą do poprzedniego życia.
„dużo starszy – aż o trzy lata” no to rzeczywiście stary jak nic
„biegneli” ? Chyba biegli powinno być
„jesteśmy w jakimś dużym pomieszczeniu wypełnionym ludźmi, zapachem kadzideł, świecami, płaczem” trzeba mieć IQ trochę niezbyt duże, aby nie rozpoznać kościoła od dużego pomieszczenia.
„Oni dostępowali najwyższego zaszczytu” a czemu ateistka uważa modlitwę na zaszczyt?
To tyle ode mnie. Pozdrawiam

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • My, którzy tym miastem jesteśmy dręczeni, ciągniemy liny naszych sił. My wszyscy jesteśmy ledwo rozróżnialni, ale czy Moskwa jest rozróżnialna? ¹ I będę mówić, lub nie będę, ale w trzech pierścieniach ² mi się skostnieję. I kiedy uderzę głową w asfalt: to znaczy, że “umiem żyć”. Z zawrotami głowy, od mauzoleum do Nikolskiej³ odwieczne prawo naszego kraju mówi — musisz spróbować polskiej smarowidła ⁴ , wchodzą jak gość, i usiąść na zagraconym stołku, i rozmawiać o tym, o tamtym prostymi słowami — o niczym.   I długim słoncem schodząją, schodzam do wnętrza metra, w wagonie usiędam mi daleko, do nieznanej Obrażenki. I spij, póki sny nie przyjdą nigdy więcej, ogłądająć przez okno w pięćdziesiątym⁵ w jakiej odległości zdecydował się huśtać tramwaj z cichym tętnem. Trzy stacje kolejowe ⁶: Masakra! Znowu tutaj. Uzależnienie od czasu świetnie spełniło swoją rolę.   W tej stolicy, w tym centrum, w tym punkcie setki, jak mówi się w centrum druku, wycieki są coraz większe. Były pływy wszelkiego rodzaju – pływy na czole, muza z lirami, gdzie zasnęliśmy w wagonie pod tym, co słuchają pasażerowie ⁷.   Spójrzysz do kielicha – jest wypita. Tak, kielich namiętności jest wypity. Miłość i strach są teraz nic dla mnie. Prawda pozostaje tylko w ustach. Tylko czyj los to domino, szczęście którego jest sto na sto, jak się mówi, los [jak tylko spróbujesz go] oddzielić — zobaczysz pustkę. Zobaczysz, że wszystko jest rozróżnialne — pudełka nowych, zniszczonych budynków. Okazuje się, że świat jest taki sam we wszystkim z obszarów różnicowania odpadów. Zrozumiesz, że świat to kino w którym jesteśmy znanymi aktorami ⁸, a którego celem jest sacralizować montażystów.   Piszę swój wiersz, gdzie wystarczająco słow to liczba „wiele”, nie możesz ich odjąć, ale znajdziesz temat, którego nie znajdziesz, powiem… ale konieczny, gdy patrzysz przez wizjer nieznajomego. Tak przyszedł z pomysłów pod rymy wersów, które napisałem. Piszę dla was, dla honoru tech, kto za morzem.⁹   Jestem jak złamanie — gdzie bym się nie pchał — będę kontynuacją wiersza!   Rzuć mnie, gdzie chcesz, ale wyrwę sobie całe gardło. Ty, Boże, wysłuchasz – nie zaufałbym jak nóż na kamniu!   Jak się mówi, jesteśmy krusi od słowa, ale z mojej kruchości krzyczę “Vivat”! Z czystym sumieniem na łodzi wrócę do swojej ojczystej fregaty. (10)   Błyskanie inspiracji z piór, wosk się rozlał, tak jak księżyc, grudka tego momentu w wierszu zostaje ocalałej: jestem ocalałą! Będę kontynuować tę wieczną niewidzialność w złośliwości nocnych rymów, dla tego honoru jestem niesiona z latarni do latarni... Czas przykrywa zasłony, płynie, zastąpiony półsnem. Półksiężyc jest gładki, wiatr jest bryzą. Latarnia ze swoimi światłami do ucha szepcze o sobie, ale ja, mrugając oczami, nie rozumiem jej, i nie zrozumiem. Deszcz wychodzi nagi. Zegar wciąż idzie swoją drogą, umierając. Dwie strzały leżąc, pomyślą, że noc jest głucha. Ale bije "tik" i bije "tak", jedna w nocy wierzy, że była jedyną, która stworzyła świat, i tak zegarmistrz znów zrobil swoją pracę. styczeń-czerwiec 2022   ____________________   ¹ Moskwa to jest miastem pełne sprzeczności; nawet my mieszkańcy Moskwy, nazywamy je “miastem kontrastów”. Na przestrzeni kilometra, najwyżej dwóch, możemy znaleźć Teatr Wielki, Kościół Wasilija Błogosławionego, mauzoleum Lenina, Ogród Królewski Aleksandra, ale gdy tylko oddalamy się od centrum, krajobraz — od budynków do jakość życia — zmienia się. ² Trzy pierścienie: jak rzymski “Raccordo anulare”. Trzecia Obwodnica Moskwy, znana ze swoich korków, w których czasem można utknąć nawet na cztery godziny, dlatego właśnie tan ludzie “kostnieją”. ³ Mauzoleum: słynne mauzoleum Lenina, obok niego znajduje się droga Nikolska, która jest piękną pieszą drogą i łączy z ogromny Plac Czerwony (od strony Soboru Kazańskiego) z placem Łubiańskim. ⁴ Nigdzie nie można znaleźć “polskiego smarowidła”. Nawiasem mówiąc tak nazywa je maje krewna. Jest to pasta z pokrojonego jajka i majonezu. Podawana z chlebem lub rybą.   ⁵ Pięćdziesiąty: tramwaj, trasa przebiega którego przez dzielnicy, jak Lefortowo, Basmannyj itp. ⁶ Trzy stacje kolejowe: tak nazywa się plac Komsomolska w Moskwie, gdzie znajdują się trzy stacje kolejowe: Kazańskają, Jaroslawskają i Leningradskają. ⁷ Tłumaczenie wszystkich tych stów nie będzie miało żadnego sensu, ponieważ w oryginalnym językę (rosyjskiem) słowa są: “w stolize etoj, etom zentre,/i toczke zentnera massiva,/kak govoriat v odnom press-zentre/melczajut mestnosti razliwy”, lub “ko łbu prilivy…/muzy liry…/passażiry…” zostały znalezione razem wyłącznie dla gry słow.   ⁸ Odniesienie do słynnej frazy Williama Szekspira "cały świat jest teatrem, / w którym jesteśmy aktorami”. ⁹ tech, kto za morzem: sposób (moim brzydkim zdaniem) wskazywania rosyjskich imigrantów (po stronie tech, który natomiast przebywają na terytorium Rosji).   (10) “и с чистой совестью на шлюпке/вернусь на свой родной фрегат” są wierszi z poezji słynnego rosyjskiego poety Osipowa Mandelsztamowa.    
    • @Poezja to życie Różowe okulary w błąd wprowadzają fałszywy obraz dają .   Ona jest jedyna, jak każda dziewczyna  ... Pozdrawiam serdecznie Miłego popołudnia 
    • ... albo znacie - film "Outlander"? We wyreżyserowanej w 2008 roku przez Howarda McCain'a historii, opartej na scenariuszu napisanym wspólnie z Dirk'iem Blackman'em, najważniejsze są trzy osoby: Kainan, Freya i Eric. Imię pierwszej, zagranej przez Jim'a Caviezel'a, łatwo skojarzyć z nazwiskiem reżysera; Imię drugiej, kreowanej przez Sophia'ę Myles jest tożsame z nordycką boginią miłości, płodności, wojny i magii. Wreszcie Eric: zdawałoby się imię jak imię, wybrane jednak celowo, chociaż ta właśnie filmowa postać jest chłopcem - pochodząc bowiem z języka staronordyckiego, oznacza "wiecznego władcę" lub kogoś "zawsze potężnego".    Powtórzę: zdawałoby się historia jak historia, napisana i nakręcona, by dać zarobić wszystkim zaangażowanym w jej powstanie. Jest jednak głębszą, niż może wydawać się na - czy też po - pierwsze obejrzenie. Oto kosmita z planety, której nazwa nie zostaje w filmie wymieniona, wraz z towarzyszami atakuje ziemię zamieszkałą przez drapieżniki zwane Morwenami, zabija je ogniem z nieba (patrz zdanie z filmu) i niszczy ich świat dla własnej korzyści. Dokładniej celem zyskania ziemi, albo - by nawiązać do obecnie trwających w naszym świecie wydarzeń, że tak je łagodnie nazwę, a zarazem do tychże sprzed lat kilkudziesięciu - budowy wielkiego państwa lub zyskania narodowej przestrzeni. Przypomina ona - historia owa - z pewnością tę przedstawioną przez James'a Cameron'a w "Awatar'ze". Przypomina - niestety także,  określenie "nie tylko" jako astosowne jest nie na miejscu - wspomniane uprzednio wydarzenia.     Jakże to ludzka historia i jakże ludzki punkt widzenia - rzecz oczywista, reprezentowany przez osoby niskoenergetyczne: wpaść na pomysł zagarnięcia cudzej przestrzeni i urzeczywistnić go ze świadomością mordowania mieszkańców tejże przestrzeni, przy czym w żadnym stopniu przejmując się ową świadomością. O zabijanych nie mówiąc: to konieczność. Istotne, że chcemy tego właśnie my. Nam wolno.     Oczywiście jest to opowieść i ludzka: Cainan - pora teraz na następne skojarzenie, z Conanem Barbarzyńcą mianowicie, bynajmniej tylko imienne - zakochuje się we Frey'i. Czy trzeba dodawać, że z wzajemnością? Nie trzeba, prawda? W przeciwnym razie nie byłoby historii bądź istniejąca w ten sposób, w zbyt małym stopniu gwarantując oczekiwaną oglądalność niezbyt przypadłaby ona widzom do umysłów. Nadmieniony zaś wcześniej Eryk zostaje usynowiony. Scenariuszowe te fakty ujmuje jedno z końcowych zdań: "Wziął sobie żonę i chłopca, którego usynowił".     Jest w "Outlander'ze" - zaznaczę tu, że znacznie bardziej podoba mi się tłumaczenie "Inoziemiec", będące wcale na równi z "Cudzoziemcem" - jeszcze jeden wątek. Celowo posadowiony na końcu filmu , moim zdaniem właśnie dla zwrócenia nań stosownej uwagi. Oto główna bohaterka - że to ona, wskazuje brzmienie głosu - wypowiada zdanie: "Kainana przysłali bogowie". Nie tyle chodzi o to, iż nie odpowiada to tegożfilmowej prawdzie - Kainan wszak opowiedział Freyi o sobie, skąd pochodzi - ile o pochodzeniowe związki nas ludzi z istotami z innych światów. Na co wyraźnie wskazują sumeryjskie historie o Anunnaki, opowieści Dogonów, legendy Kaczynów czy - wraz z innymi mitologiami i panteonami od Wschodu do Zachodu, zwłaszcza hinduistycznym - ta nordycka dawnych Skandynawów. Podobieństwa działań bogów, jak ich w owych mitach rozmaitych ludów nazywano, z poczynaniami starotestamentalnych Nefilim są uderzające. Z przekąsem wspomnę czasem zdarzający się brak kobiecej wiary w męskie słowa, co akurat w przypadku Freyi miało miejsce. Ale może była to kwestia jej interpretacji, dodania sobie wartości, że wiąże się uczuciowo i małżeńsko z bogiem. A może Kainan, nie dopytany, nie powiedział jej wszystkiego? Może i jemu było miło zostać uznanym za boga?    Inoziemiec. Outlander. "Cudzoziemiec", jak główny bohater jest określany do chwili przyjęcia do wikińskiej społeczności, stanowiącej podstawę i tło akcji, nim zaczęli oni zwracać się do niego po imieniu. Patrząc na obecny świat i spoglądając na jego historię - przy założeniu, że ta prezentowana w oficjalnej nauce jest prawdziwa w sferze stoczonych bitew i wojen - trudno nie zadać pytania, jak wiele w Ziemioludziach - Ziemianach - owego "Ino". "Out". "Cudzo".     "Czyńcie sobie Ziemię poddaną"? Stworzeni "na obraz i podobieństwo"? Hm. Czy stan świata, wynikający ze wymienionego w uprzednim zdaniu stworzenia "na obraz i podobieństwo" nie świadczy dobitnie o niskiej energii zbyt wielu tuziemców?     Autor niniejszego opowiadania miewa czasem następującą myśl. Jeżeli ci, którzy do tej pory śpią, nie obudzą się lub nie zechcą wejść do grona czy może już nawet społeczności Przebudzonych czy Świadomych, to kto wie, czy Ziemia, świadoma istota - Gaia,  jak nazywali ją starożytni Grecy - nie czeka już, aby oddzielić ich dusze od sfery fizycznej? Wiedząc, że bez nich będzie jaśniejszą i o wiele bardziej pozytywną energetycznie przestrzenią? Samowymieniony na początku tegoż akapitu Autor bynajmniej zdziwiłby się, jeśli dla wielu byłby to przedostatni - a może nawet ostatni - tak zwany Wielki Piątek.      Kartuzy, 3. Kwietnia 2026
    • @Jacek_Suchowicz I żyli długo i szczęśliwie…. Na Twoje zakończenia zawsze można liczyć.

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      Pozdrawiam serdecznie. I Wesołych Świąt.
    • @Stukacz

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...