Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano (edytowane)

                                                             - dla Belli 

 

   - Oczywiście, że się znacie - zaśmiał się Jezus. - Jak widać. Jak właśnie zobaczyłeś i jeszcze bardziej poczułeś. To długa historia, ponieważ, ogólnie rzecz biorąc, obejmuje okres blisko pięciuset lat, z czego przeżytych przez was razem - kilkudziesięciu.  Meu com voce, moja z tobą, jak wiesz - tu Jezus zwrócił się do kobiety - jest znacznie dłuższa. (Przysłuchująca się uważnie Soa zrobiła w tym momencie przysłowiowe wielkie oczy.)

   - Obie są  fascynujące - kontynuował Jezus. - Gostaria de ouvir tambem, czy też zechcesz posłuchać? * - zapytał ją w jej ojczystym języku. Przytaknęła w odpowiedzi, uśmiechając się tym z wdziękiem. Przyjaciółka Mila po raz kolejny zatrzymała uwagę na naturalności i szczerości tego uśmiechu. - Musi być osobą bardzo pozytywną, tak jak czuję - pomyślała. 

   - Wasza wspólna historia zaczęła się w połowie szesnastego wieku w Ameryce Południowej na terenie obecnej Brazylii. Byłeś jednym z pierwszych właścicieli tamtejszych capitanias ** , przybyłych z Europy, a Maria miejscową kobietą. Ożeniłeś się z nią - co prawda za jej zgodą - co było jednym z nielicznych przebłysków twojej pozytywności, a raczej powolnego stawania się pozytywnym. Jednak przeważnie źle ją traktowałeś, co stanowi częściowy powód, że w przyszłości będzie tym, kim będzie. Będąc osobą lepszą od ówczesnego ciebie, wybaczała ci i wybaczała wciąż na nowo. Ale uraza w niej rosła, dlatego po raz drugi spotkałeś ją dopiero na początku zeszłego stulecia. - Tu Jezus powtórzył swoje słowa po portugalsku dla nowo przybyłej. Pokiwała głową. Mil, tknięty duchowym wrażeniem zdecydował się przerwać wypowiedź.

   - Mistrzu - zaczął zadawać pytanie - czy Maria ma świadomość wydarzeń z poprzednich wcieleń? Odniosłem wrażenie, że dokładnie wie, o czym opowiadasz. Czuję jej myśli: większość radosnych, tylko niektóre pełne smutku, a jednak spokojne...

   - Dobrze czujesz, mój padawanie - odparł mu Jezus. - W obecnym wcieleniu, w którym ją właśnie widzisz, otwarłszy podświadomość, przepracowała wszystkie swoje lęki i ból. Tak psychiczny, jak duchowy, z przeżytych inkarnacji. Dlatego poczułeś to, co poczułeś. I dlatego jej obecne życie toczy się tak, a nie inaczej: przez ciąg takich decyzji, jakie podjęła.  Dlatego też, przez kilka ładnych lat zajmowała się tym, czym się zajmowała. Jest osobą wysokoenergetyczną, i to bardziej od ciebie. Mało tego: jest już nie całkiem człowiekiem. Wróćmy jednak do opowiadania.

   - Spotkałeś ją ponownie na początku lat dwudziestych poprzedniego wieku - Jezus sprecyzował wyjaśnienia, podejmując opowieść. - Po odzyskaniu niepodległości przez waszą ojczyznę, twoja rodzice, wróciwszy z carskiej Rosji, wraz z tobą wyemigrowali do Brazylii, zachęceni namowami przedstawiciela Ligi Morskiej i Kolonialnej *** . Marzyło im się, co najzupełniej zrozumiałe, lepsze życie w kraju o ciepłym klimacie. Tam osiedlili się w małej posiadłości w miejscowym stanie Parana, zajmując się uprawą własnej ziemi. Tam dorastałeś. Ona zaś, córka właścicieli sąsiedniej plantacji, dorastała wraz z tobą: ta sama szkoła, wzajemne odwiedziny. I tak poznaliście się po raz drugi i po raz drugi zakochaliście się w sobie. Jak to w życiu - zakończył Jezus potoczną sentencją tę część opowieści.

   - Później, też jak to w życiu, był ślub i wasze wspólne życie zaczęło się po raz drugi - podjął Jezus. - Połączyliście w jedną posiadłości waszych rodziców i zarządzaliście nimi, żyjąc szczęśliwie i w spokoju. Do czasu, aż wybuchła wojna. Wtedy nakłoniłeś ją do powrotu do Europy, uparłszy się, że chcesz walczyć z Niemcami. Miała inne zdanie, z miłości bała się o ciebie. Ale wtedy przestałeś słuchać: jej uczuć i głosu rozsądku, bo zamarzyła ci romantycznie wojaczka. I przywiązanie do źle rządzonej ojczyzny, chociaż ledwie ją pamiętałeś z dzieciństwa. I, co o wiele ważniejsze: chociaż wasza wspólna ojczyzna była tam: w Brazylii.  

   - Posłuchała cię wbrew sobie i pojechała z tobą: najpierw do Francji, a po jej przegranej z Niemcami - do Anglii. Zostałeś komandosem, a twoje życie skończyło się tak, jak widziała w sennych wizjach, bo już wtedy, chociaż tak tego nie nazywała, pracowała z własną energią, wyprzedzając cię. I to bardzo. Długo nie mogła ci wybaczyć, że jej nie posłuchałeś. I sobie, że posłuchała ciebie. To kolejny powód, dla którego podjęła się takiej, a nie innej pracy: duchowe poczucie niechęci do mężczyzn, wciąż walczące z jej pozytywnością.

   - Po twojej śmierci - Jezus kontynuował opowiadanie, znów powiedziawszy Marii po portugalsku to, co wcześniej Milowi po polsku - wróciła do Brazylii. - Tam umarła, świadomie i dobrowolnie wyłączając swój organizm, by połączyć się z tobą i być razem w innym wymiarze. I zostawiając waszym rodzicom na powrót plantację. Na Ziemię wróciła, jak już wiesz, nieco ponad dwadzieścia lat po tobie. To taki drobny duchowy prztyczek w nos: celowo wybrała nie twój, a sąsiedni znak zodiaku - tu Jezus uśmiechnął się lekko do Marii. Odwzajemniła uśmiech, równie z wdziękiem i naturalnie, jak poprzednio.

   - Czasem źle się kończy - dodał sentencjonalnie - nie słuchanie kobiety.

   - A te dwadzieścia lat? - zapytał Mil, spoglądając na kobietę z leciutką nutą logicznie bezsensownego żalu. Odwzajemniła spojrzenie od razu, czytając jego myśli i uczucia. Było smutne, chociaż po chwili uśmiech wrócił na jej usta i do pełnych ciepła brązowych oczu.

   - Ja era tempo para voce tornar-se mais inteligente, to był czas dla ciebie, żeby stać się mądrzejszym. I żeby poszerzać świadomość. Również po to, by zaakceptować mnie taką, jaką jestem. Com meu passado, z moją przeszłością - odpowiedziała mu. - Żebyś, gdy zdecyduję się spotkać z tobą i znów być, słuchał mnie i myślał o nas. W kategorii "my", a nie "ty". Jeśli w ogóle się na to zdecyduję. Bo, jak wiesz, jesteś daleko w tyle. Robisz postępy, przyznaję, owszem - na ślicznej buzi Marii pojawił się kolejny, pełen miłości uśmiech. - Ale wciąż nie jesteś takim, jakim cię potrzebuję. Jezus przetłumaczył jej słowa. 

   - Oj... - zasmucił się Mil, a uśmiech znikł z jego twarzy w okamgnieniu. - Kiedy więc cię spotkam... tak na dłużej?

   - Ah, ci mężczyźni - żachnęła się lekko w odpowiedzi, niczym Ronda Rousey w trzeciej odsłonie "Niezniszczalnych" **** ,   - Przecież właśnie mnie spotkałeś i rozmawiamy. Już ci się marzy ślub ze mną i seks. To drugie nawet bez ślubu. Chachacha! - zaśmiała się dźwięcznie, składając dłonie. - Mówiłam - śmiała się dalej. -  Mężczyzni!

   - Madame, kiedy? - Mil zdecydował się po męsku nie odpuszczać. - To naturalne, że mi się to marzy. Przecież wiesz. Szczególnie po tym, co o tobie usłyszałem.     

   - I to prawda, patrząc z drugiej strony - przyznała z kolejnym olśniewającym uśmiechem. - Chyba zasługujesz na więcej szans, niż początkowo myślałam. - Przymknęła oczy na dłuższą chwilę. Mil czuł, jak jej idące w parze z uczuciami myśli przeglądają jego serce i umysł.

   - Nie jest z tobą tak źle - uśmiechnęła się radośnie. - Rokujesz dobrze i podoba mi się to, co zobaczyłam. Nawet bardzo. Ale na drodze duchowego rozwoju powinieneś być już dalej. Staraj się, staraj. A może wkrótce... - podeszła doń, ujęła jego twarz w dłonie i pocałowała namiętnie.

   - Aheu nao posso resistir, nie mogę się oprzeć - zamruczała sama do siebie i całując Mila ponownie. - Staraj się, mój slodki - powtórzyła. - Napisz do mnie. Pokaż bardziej, że ci zależy. Zrób więcej wrażenia. Oddziałaj na emocje. Zachęć. Wtedy zobaczymy. 

   - Oh... - złożyła na jego ustach jeszcze jeden pocałunek. - Całować w każdym razie umiesz. To dobrze. 

   - Jesus - zwróciła się Doń bezpośrednio. - Voce pode continuar a historia, czy możesz kontynuować opowieść? 

Cdn. 

 

* Od początku XVI wieku obszar obecnej Brazylii był kolonią portugalską, stąd dla pochodzącej stamtąd Marii tenże właśnie język, a nie hiszpański - jest ojczystym. 

** Kapitanie były nadaniami ziemskimi, udzielanymi szlachcie za zasługi przez króla Portugalii. Czytelników ciekawych historii Brazylii zachęcam do skorzystania z wyszukiwarki. 

*** W międzywojennej Polsce organizacja o tej nazwie rzeczywiście istniała. Po informacje o jej celach i historii ponownie zachęcam do poszperania wiadomo gdzie.

**** Lubiący Rondę Rousey z pewnością kojarzą właściwą scenę w "Niezniszczalnych 3" (2014).  

 

Voorhout, 03.12.2022

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Edytowane przez Corleone 11
usunięcie powtórzenia (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

   Ago

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

, serdeczne podziękowania za wizytę. Miło mi, że zajrzałaś i przeczytałaś . 

   Wiesławie , serdecznie Cię pozdrawiam. Cieszę się z kolejnych odwiedzin i z Twojego czytelniczego zadowolenia . 

   Kwintesencjo, dzięki Ci wielce za wizytę i czytanie. Zapraszam do zapoznania się z poprzednimi . Serdeczne pozdrowienia. 

   

   Moi Drodzy, to radość Was gościć . 

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •  

      Miłość

       

      Słowo miłość jest tak powszechne, że nikt przy „zdrowych zmysłach” nie odważyłby się zapytać co ono właściwie oznacza. Gdyby tak wyjść „z głupia frant” na ulicę, z mikrofonem i zapytać, wiele osób wzruszyłoby ramionami i powiedziałoby, że to zbyt oczywiste aby to wyjaśniać. Jednak tak naprawdę każdy rozumie to słowo na swój indywidualny sposób. Nie jeden (nie jedna) myli to pojęcie z namiętnością, inny(a) z erosem wszetecznym (seksem), a tylko nieliczni pojmują je jako sprawę sercową. Jeszcze mniej liczni widzą w nim elementy duszy ludzkiej. Bardzo znamienną cechą miłości jest tzw. „pierwsza miłość” lub inaczej mówiąc „miłość romantyczna”, kiedy to idealizujemy przedmiot i podmiot naszych najwyższych emocji nie dostrzegając żadnych wad. Silne emocje oddziałują na naszą psychikę i często wyobrażamy sobie, że ta „pierwsza miłość” będzie tą jedyną i „na zawsze”. Jak szybko (czasami) „łuski spadają nam z oczu” i dostrzegamy, że ulegliśmy jakiemuś „fatalnemu zauroczeniu” i że ta osoba, którą tak mocno pokochaliśmy ma mnóstwo wad uniemożliwiających powstaniu szczerej, prawdziwej więzi uczuciowej. Dla jeszcze innej grupy osób miłość oznacza rodzaj gry, w której dominuje z góry określona strategia.

       

      Dobrze znaną jest strategia „Don Juana” traktującego uczucia własne i cudze jako rodzaj „sportu”. Niby szuka tej jednej, jedynej i na zawsze ale szybko przekonuje siebie, że to była pomyłka. Ponieważ „życie” nie znosi pustki już wkrótce nasz „Don Juan” kocha się w następnym obiekcie swoich uczuć. Podobną strategię do strategii „Don Juana” znajdujemy u „Latającego Holendra”, gdzie wierna wybranka serca Holendra, wiecznego tułacza, żeglarza, zostaje oskarżona przez tegoż o niewierność w związku i porzucona. Inną strategią jest gra, którą podejmuje „Tristan”. Kocha się w nieszczęśliwej istocie będącej w związku z innym, wysoko postawionym w społeczeństwie, starszym mężczyzną, którego de facto nie kocha ale jest od niego uzależniona materialnie i nie tylko. Oboje z Tristanem czują do siebie, mówiąc kolokwialnie „chemię” (dawniej określano ten stan słowami „czuć miętę”) i szukają rozwiązania swojego problemu aby móc zrealizować uczucie, skonsumować związek. Jeszcze inną strategię w miłości podejmują mężczyźni według wzoru zasugerowanego w „damie kameliowej”. Usiłują podnieść z upadku moralnego kurtyzanę (heterę) oferując jej w zamian nie wynagrodzenie ale prawdziwą miłość, miłość której nie kupuje się za pieniądze czy klejnoty. Wszystkie te miłości są niedoskonałe, ulegające entropii lub skamienieniu.

       

      Ale istnieje miłość ogarniająca całą osobowość człowieka zwana „Agape”. Stanowi ona najdoskonalszą formę emocji uczuciowych na tym „łez padole”. Co więcej, jeśli pokochamy Boga tak, jak tego od nas wymaga i jakiej miłości nas uczy, czyli takiej z jaką kocha małe dziecko, z całą ufnością, bezgraniczną ufnością, otrzymamy w zamian cudownie odwzajemnioną emocję, cudowną Jego Miłość. On nigdy ciebie, bracie, siostro nie oszuka, zawsze jest przy tobie po twojej prawej stronie, zawsze kiedy Jego potrzebujesz. On otworzy ci, na wszystkie sprawy tego świata, szeroko oczy. Da ci takie perspektywy jakich nie można się spodziewać po żadnym człowieku. Jego Miłość sprawi, że zaczniesz zachwycać się całym Jego dziełem stworzenia: kwiatami, motylami, ptakami, słońcem, chmurami, księżycem, gwiazdami, a zachód słońca będzie ciebie wprawiał w bezbrzeżną euforię. Już tu na ziemi będziesz pił napój i spożywał pokarm wiecznego szczęścia swymi ustami. A niewielką stanie się przestrzeń między ustami, a brzegiem pucharu. Każdy dzień w twoim życiu stanie się darem. Jeśli spodobasz się Bogu, swemu stwórcy.

       

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Miłość   Słowo miłość jest tak powszechne, że nikt przy „zdrowych zmysłach” nie odważyłby się zapytać co ono właściwie oznacza. Gdyby tak wyjść „z głupia frant” na ulicę, z mikrofonem i zapytać, wiele osób wzruszyłoby ramionami i powiedziałoby, że to zbyt oczywiste aby to wyjaśniać. Jednak tak naprawdę każdy rozumie to słowo na swój indywidualny sposób. Nie jeden (nie jedna) myli to pojęcie z namiętnością, inny(a) z erosem wszetecznym (seksem), a tylko nieliczni pojmują je jako sprawę sercową. Jeszcze mniej liczni widzą w nim elementy duszy ludzkiej. Bardzo znamienną cechą miłości jest tzw. „pierwsza miłość” lub inaczej mówiąc „miłość romantyczna”, kiedy to idealizujemy przedmiot i podmiot naszych najwyższych emocji nie dostrzegając żadnych wad. Silne emocje oddziałują na naszą psychikę i często wyobrażamy sobie, że ta „pierwsza miłość” będzie tą jedyną i „na zawsze”. Jak szybko (czasami) „łuski spadają nam z oczu” i dostrzegamy, że ulegliśmy jakiemuś „fatalnemu zauroczeniu” i że ta osoba, którą tak mocno pokochaliśmy ma mnóstwo wad uniemożliwiających powstaniu szczerej, prawdziwej więzi uczuciowej. Dla jeszcze innej grupy osób miłość oznacza rodzaj gry, w której dominuje z góry określona strategia.   Dobrze znaną jest strategia „Don Juana” traktującego uczucia własne i cudze jako rodzaj „sportu”. Niby szuka tej jednej, jedynej i na zawsze ale szybko przekonuje siebie, że to była pomyłka. Ponieważ „życie” nie znosi pustki już wkrótce nasz „Don Juan” kocha się w następnym obiekcie swoich uczuć. Podobną strategię do strategii „Don Juana” znajdujemy u „Latającego Holendra”, gdzie wierna wybranka serca Holendra, wiecznego tułacza, żeglarza, zostaje oskarżona przez tegoż o niewierność w związku i porzucona. Inną strategią jest gra, którą podejmuje „Tristan”. Kocha się w nieszczęśliwej istocie będącej w związku z innym, wysoko postawionym w społeczeństwie, starszym mężczyzną, którego de facto nie kocha ale jest od niego uzależniona materialnie i nie tylko. Oboje z Tristanem czują do siebie, mówiąc kolokwialnie „chemię” (dawniej określano ten stan słowami „czuć miętę”) i szukają rozwiązania swojego problemu aby móc zrealizować uczucie, skonsumować związek. Jeszcze inną strategię w miłości podejmują mężczyźni według wzoru zasugerowanego w „damie kameliowej”. Usiłują podnieść z upadku moralnego kurtyzanę (heterę) oferując jej w zamian nie wynagrodzenie ale prawdziwą miłość, miłość której nie kupuje się za pieniądze czy klejnoty. Wszystkie te miłości są niedoskonałe, ulegające entropii lub skamienieniu.   Ale istnieje miłość ogarniająca całą osobowość człowieka zwana „Agape”. Stanowi ona najdoskonalszą formę emocji uczuciowych na tym „łez padole”. Co więcej, jeśli pokochamy Boga tak, jak tego od nas wymaga i jakiej miłości nas uczy, czyli takiej z jaką kocha małe dziecko, z całą ufnością, bezgraniczną ufnością, otrzymamy w zamian cudownie odwzajemnioną emocję, cudowną Jego Miłość. On nigdy ciebie, bracie, siostro nie oszuka, zawsze jest przy tobie po twojej prawej stronie, zawsze kiedy Jego potrzebujesz. On otworzy ci, na wszystkie sprawy tego świata, szeroko oczy. Da ci takie perspektywy jakich nie można się spodziewać po żadnym człowieku. Jego Miłość sprawi, że zaczniesz zachwycać się całym Jego dziełem stworzenia: kwiatami, motylami, ptakami, słońcem, chmurami, księżycem, gwiazdami, a zachód słońca będzie ciebie wprawiał w bezbrzeżną euforię. Już tu na ziemi będziesz pił napój i spożywał pokarm wiecznego szczęścia swymi ustami. A niewielką stanie się przestrzeń między ustami, a brzegiem pucharu. Każdy dzień w twoim życiu stanie się darem. Jeśli spodobasz się Bogu, swemu stwórcy.  
    • @Poet Ka No właśnie. Nawet nie potrafię się zrewanżować tym samym ... 
    • @Zbigniew Polit

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • @Poet Ka Jak się robi takie ikonki? Bo jak tu się wypowiadać bez ikonek ... 
    • @Zbigniew Polit

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...