Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Powróć w moim śnie, utkanym z nędznych spojrzeń prosto w twarz. Odwróć jeszcze jedną kartkę, przekonaj się, że nie do twarzy mi z uśmiechem. Boli mnie zwichnięte serce, niepokoi życie, za którym niezmiennie podążam. Śledzę Twój cień, zanurzam w mroku spróchniałego czasu. Jesteś jak pierwszy letni deszcz, jak wspomnienie, dla jakiego warto tu pozostać. Nie kłam, skoro wieczność jest uzależniona od śmierci.

 

Nie posądzaj o grzech tych, którzy są, aby odebrać Ci strach, pozbawić znamion na czarnej skórze serca. Biegniemy, próbując schwytać malinowy wiatr, obłoki o smaku wczorajszego dzieciństwa - Bóg tym razem sprzyja poszukiwaniom. Wracamy z przebieżki po niebie, oswoiliśmy wszystkie anioły. Nie masz w sobie dość wiary, aby odebrać mi krzyż, którzy taszczę z lubością tym poboczem. Budzę się na rozstaju betonowych dróg, szukam źródła samotności, które pozwoli mi zapoznać się z biednymi, zmarzniętymi fantazjami.

 

Wczoraj, wracając z wycieczki po bezdrożach duszy, znalazłam zmęczone serce, porzucone z premedytacją w prowincjonalnej kałuży. Odkąd urodziłeś się zbyt wcześnie, odkąd duszy zrobiło się niewygodnie w skorupie ciała, wszystkie martwe ptaki odleciały daleko stąd, poza granice bólu, śmierci i spełnionych pragnień. Boli mnie Twój dotyk, dokucza pieszczota, zadana całkiem przypadkiem, bez zaproszenia.

 

Twoje usta, wskrzeszone z marmuru, przynoszą pocałunki na moją cienką skórę, zostawiają je tutaj z nadzieją, że ktoś je zauważy, ktoś przygarnie na nieco dłużej niż na zawsze. Uczulona na strach, kocham się w odmętach Twoich przewidzeń, unoszę na czarnej fali, która zaniesie mnie na brzeg, gdzie będą czekać na mnie miłość z obojętnością. Nie dostrzegam różnicy między Twoimi słowami, nie czuję granic, które nas podzieliły aż do kolejnego snu. Trwają zamieszki w mojej wyobraźni, jątrzą się rany, podarowane mi przez Ciebie.

 

Nie ubliżaj mojemu sercu, ono chciało jedynie odpocząć po ciężkostrawnej nocy. Nie zapomnimy tej nocy - niezdrowo hojnej, niepoprawnie ograbionej z resztki poranka. Schwytałeś mnie w sidła namiętności, żebym potrafiła zrozumieć, którędy stąd do pobliskiej ślepej uliczki. Szumi wzburzone niebo, przez horyzont przetacza się echo Twoich kroków, przez krawędź czasu przeciska nieśmiała prawda. Kołysząc się na tym miękkim, grząskim parkiecie, szukamy takich pragnień, o jakich nikt nie śmie tu wspominać.

 

Spójrz na rany, które zalęgły się na nadgarstkach - czy widzisz, jak strach próbuje zbezcześcić przerwę w życiorysie? Czy dostrzegasz łzy, żłobiące bruzdę linii życia? Przysiądź - choć na wieczność - u moich nagich kolan; zrozum, jak wiele strachu potrzeba, by zbawić przeszłość. Zaplątałam się w pierwsze promienie słońca, zgubiłam drogę, poznaczoną Twoimi cierpkimi krokami. Skąd wiesz, że ból jest silniejszy od pustki? Skąd wiesz, że czas - ten zadufany w sobie hipokryta - rozumie doskonale, które schody zawiodą nas do czyśćca?

 

Pojęłam, że moje sny, niewidome od urodzenia, boją się ciemności. Pojęłam, że wystarczy już tych łez, uzbierał się pokaźny zapas. Przytul do serca mój zabiegany oddech, przygarnij cień, który zdradził. Zakochana w sobie, zauroczona wczesnowiosennymi gwiazdami, nie potrafię odszukać krztyny światła, które spłoszyłoby wszystkie zdziczałe noce, wszystkie przegadane sny. Pamiętasz, jak przypadkiem Cię spotkałam, jak oboje szukaliśmy słów modlitwy, którą usłyszy głuchoniemy Demiurg? Zapamiętałeś ten wstyd, który dopadł Cię na sam koniec tej wędrówki?

 

Ta podróż była bardzo nieśmiała, niewiele z niej zapamiętaliśmy. Próbowałam przekonać serce, aby zaczęło od początku, aby powtórzyło, ale obawa przed świtem pozwoliła oddzielić łzy od deszczu. Czy to Twój anioł stróż puka do uchylonych drzwi? Czy to Stwórca przyszedł się pożegnać przed odjazdem? Nie oszukasz Go - odnalazł to miejsce, zanim obudziłeś się z świeżo wyremontowanego snu. Kiedy Twoja dłoń wywęszyła owoc, kiedy cierpki miąższ spływał nam po brodach - staliśmy się sobie obcy, jakby ktoś nagle zgasił światło, jakby nagle skradł całe powietrze.

 

Nie wiem, czy to wina śmiertelnego grzechu, który ochoczo popełniliśmy, czy czasu, który zaplątał się we własne wskazówki? Teraz rozumiem. Rozumiem, że każdy wieczór jest po to, aby mogły się spełnić najukochańsze marzenia, złudzenia, jakich nam tutaj brakuje. Nie sądziłam, że zerwałeś ostatnią gwiazdę, aby uśmierzyć moje łzy. Nie spodziewałam się, że z premedytacją pozbawisz mnie samotności, w zamian przynosząc skwaśniały uśmiech i kilka Bogu ducha winnych spojrzeń.

 

Jednak jesteś - dostatecznie daleko, żebym przejrzała się w Twoim zwierciadle. W tym lustrze jednak nie ma miejsca dla wszystkich. Zabieram swoje plany na przeszłość, zabieram obojętność, by ponownie zakołatała do okna w moim sumieniu. A kiedy wybuchnie w nas kolejne tysiąclecie, zamknijmy oczy i udawajmy, że nic się nie stało, że to tylko obraz namalowany przez bezrękiego artystę.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Stary cenzor Wasyl Aleksiejewicz Srogin siedział za biurkiem i czytał właśnie rękopis, który mu przyniósł do opinii 36 –letni poeta. Wasyl trzymając papierosa w ustach cedził każde słowo, które wypowiadał komentując obszerne dzieło. - No wot , -mruknął w końcu wypuszczając kłęby dymu nosem. - Nawet byłoby niezłe, ale strasznie długie. Nie dałoby się tego jakoś skrócić ? Te zapychacze w wersach w dodatku wszystko psują. Okropna zaimkoza już na samym początku. Kilka zaledwie wersów i co mamy? wszystkie wasze zaimki po kolei : moja, ty, cię, ten ,cię ,twą ,tobie i tak dalej i tak dalej... - Ależ, proszę pana…to jest inwokacja – usiłował się bronić autor. - Proszę mi nie przerywać, bo nigdy się pan niczego nie nauczy –warknął złowieszczo Wasyl i zapalił kolejnego papierosa. Cały pokój po chwili wypełniony był błękitnym dymem o nieprzyjemnym zapachu. - Okropne poza tym są te rymy – kontynuował cenzor – jak wy to nazywacie? Aaa … rymy częstochowskie…. -istna grafomania panie poeto... -w sumie całość do poprawy albo do wyrzucenia. Poeta posmutniał i rzekł zdławionym głosem : - Trudno, skoro się nie podoba panu to pojadę z tym tekstem do Paryża. -Może tam będą innego zdania i mi to wydrukują. - A jedź pan, gdzie pan sobie chcesz – odrzekł Srogin i zawołał sekretarkę. -Taniu , zrób mi mocnej kawy i odprowadź pana poetę. - -Ha ha chciałby być lepszy od naszego Puszkina ! wykrzyknął jeszcze tubalnym głosem. Poeta wziął z biurka Wasyla rękopis i z szacunkiem przy drzwiach się ukłonił.   Za oknem coraz mocniej świeciło słońce. Na drzewach głośno śpiewały ptaki. Piękna była tamta warszawska wiosna . Był rok 1834.  
    • Wulkan, nie kobieta Moje serce płonie przy tobie Wprowadź mnie do serca wulkanu Będziemy miłością w postaci lawy Nie pozwólmy, by ta lawa ostygła, zapraszam na kawę Nadszedł okres gorących dni oraz miesięcy Na Ziemi kwitną czerwone róże, są wulkany, a ty jesteś wyjątkowa Świat obawia się wulkanów, lecz ja się cieszę, że jesteś Wszystkie wulkany na świecie, łączmy siły, wybierzemy się na wizytę Rozpalimy jego serce Czyż nie zbliża się era wulkanów? Otwieram serce dla wulkanów, zapraszam do środka                                                                                                                                                       Lovej . 2026-02-16           Inspiracje . Siła miłości
    • @iwonaroma@Klip@hehehehe@Jacek_Suchowicz  Dzięki za polubienia i fajne zwrotne limeryki . Pozdrawiam.
    • z kropli które nie chciały spadać i jak  płaszcz powlekany deszczem zrosły bazie w puchatym śniegu wiosna drzemie u  wierz mi wierzby          
    • chłód w bezbarwności szarości  paski czarno w bieli tnę wizualnie  wzorem poszerzenie  skrzyżowane skarpety różowe  w białe chmury szczęściary  granatu przewaga nóg  czubek rudy  cielistości wychłodzenia przy stole  stygnę kawą z kardamonem odczuwalna chłodnia mleka zanim zrównoważę  okno lodówka dopiję
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...