Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano (edytowane)

   - Ma swój urok... - powtórzył za profesorem Conseil, równie zapatrzony w plezjozaura, jak jego preceptor. - I... 

   Nie dokończył, gdyż wodne monstrum traktując Nautilusa jak coś dla siebie ciekawego, podpłynęło bliżej, zatrzymało się tuż koło panoramicznej szyby, stając się widocznym jedynie fragmentarycznie. A dokładnie w obrębie jednej z płetw, której koniec oparło o górną część szyby i popchnęło Nautilusa, aż cały się zakołysał, a wszyscy przyglądający się stracili równowagę. 

   -Ego dixi, powiedzialem... - wyjąkał antypasjonat wielkich stworzeń morskich, podnosząc się - że monstra periculosa sunt, potwory są niebezpieczne. 

   - Ależ nie są - zapewnił go po raz kolejny kapitan Nemo, przykładając palce obu rąk do skroni. - W każdym razie tak długo, jak długo można je kontrolować - dodał z uśmiechem. 

   Profesor popatrzył na niego z niedowierzaniem. Typowym jak u naukowca. 

   - Więc to tak, panie kapitanie? - zapytał powoli, wciąż nie będąc pewnym swoich wniosków. - To pan go kontroluje?... Ale jak... jak to w ogóle możliwe? 

   - Mówiłem już panu dawno temu, na początku naszej podróży - dowódca Nautilusa znów się uśmiechnął - że nie wszystko pan widział * . To jedna z moich wyćwiczonych umiejętności: bezpośredni kontakt umysłowy z dużymi morskimi stworzeniami. Przydaje się, jak widzicie. Do różnych celów - tu kapitan zwrócił się do antywielbiciela potworów. - Także po to, abyś okiełznał swój lęk... stając z potworem oko w oko - dodał, zrobiwszy ledwie zauważalną przerwę, po której plezjozaur przysunął wielkie, blade oko do szyby. W reakcji na co wszyscy trzej legioniści odskoczyli, przerażeni. 

   - Niezależnie od swoich obaw - podjął kapitan - wszyscy możecie przekonać się, że i takie stworzenia bywają niegroźne. Poza tym, duchowe umiejętności swoją drogą, a naukowe wynalazki swoją. Zapewne kiedyś naukowcy wynajdą urządzenie do sterowania zachowaniem zwierząt przy pomocy fal radiowych. Jeśli nie do całkowitego, to chociaż w pewnym zakresie. ** 

   - Zapytał pan, jak to w ogóle możliwe - dowódca Nautilusa powtórzył zadane mu pytanie. - Wyćwiczyłem tę umiejętność, czy też raczej odblokowałem mentalną zdolność wskutek długiego treningu. Ale oczywiście nie obyło się bez inspiracji. Nie do końca cudzej, ale jednak. 

   - Inspiracji, powiada pan... - powtórzył w zamyśleniu profesor. - Kogo zatem, lub ewentualnie co, pan ma na myśli? 

   - Mnie - dał się słyszeć znajomy głos, gdy Jezus zmaterializował się w wejściu do salonu. - A mówiąc o Inspiracji nie do końca cudzej, kapitan miał na myśli... Zresztą, może zamiast mówić, lepiej będzie pokazać. Dobrze? - Stwórca wszystkiego zwrócił się do kapitana. Ten przytaknął.  

   Jezus postąpił kilka kroków ku zagadniętemu. Zatrzymał się na chwilę, po czym postąpił jeszcze krok, wnikając w kapitana. Tak, jakby obaj zbudowani byli nie z materialnego ciała, a z płynnej substancji o właściwościach wody lub oliwy. Przez chwilę na miejscu kapitana stał Jezus, następnie znów kapitan, który po chwili zmienił się w osobnika w stroju kapitana i głowie Jezusa. By po kolejnej chwili przedzierzgnąć się w odwrotność: wyższego i szczuplejszego mężczyznę w szatach Jezusa, ale o obliczu dowódcy Nautilusa.***

   - Powtarzam, że nie wszystko pan widział - powiedział NemoJezus głosem ich obu jednocześnie. - I powiem to dziś następne dwa razy... 

Cdn.

 

* Zacytowane zdanie pochodzi oczywiście z "20 tysięcy mil podmorskiej żeglugi" Juliusza Verne'a i oczywiście wypowiedziane zostało przez kapitana Nemo do profesora Aronnaxa. 

** Obecnie istnieją urządzenia oddziaływające na umysły i zachowanie rekinów do tego stopnia, że stają się one tak spokojne, iż nurkowie mogą je dotykać. Użycie tego urządzenia pokazane było w polskiej telewizji przez jeden z seriali przyrodniczych.

*** Scena połączenia się dwóch osób w jedną jest nawiązaniem zarówno do "Wiedźmina" autorstwa Andrzeja Sapkowskiego, gdzie występuje istota zwana doplerem lub mimikiem, jak i poniekąd do legendy o polimorfach, czyli istot o podwójnej naturze, zdolnych do zmiany kształtów. Jak na przykład Wilk i Pomurnik w trylogii o Reynevanie autorstwa również Andrzeja Sapkowskiego. Niezależnie od tego, że możliwość połączenia obu bohaterów w jedną osobę okaże się - w kolejnym rozdziale - zupełnie innej natury... 

 

Voorhout, 11.05.2022

 

 

 

 

    

Edytowane przez Corleone 11
Uzupełnienie przypisu (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

@Corleone 1111Hmm, jeśli ogarnę wojnę w umyśle i wyjdę na prostą, to chyba wrócę do mojego opowiadania... To bardzo duże wyzwanie tworzyć tekst. Twój jest świetny i zazdroszczę Ci znajomości z Jezusem

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

, a płetwojaszczur pobudza moją wyobraźnię, ja może do mojego opowiadania użyję podziemnego dinozaura... jest mało znany i bardzo zagadkowy... 

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

   Dziękuję Ci bardzo

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

. Spodziewam się zatem Twojej czytelniczej satysfakcji i przy kolejnym rozdziale. 

   Serdeczne pozdrowienia .

 

@Somalija

   Taka Twoja ocena jest bardzo miła menu literackiemu umysłowi i oczywiście serduchu . Podoba mi się słowo "płetwojaszczur". A pomysł podziemnego dinozaura jest tyleż bardzo zagadkowy, co interesujący . I wart rozwinięcia . 

   Pozdrawiam Cię serdecznie .

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Berenika97 @Rafael Marius @Jacek_Suchowicz   Za mistrzem...   Fraszki to wszystko, cokolwiek myślimy, Fraszki to wszystko, cokolwiek czynimy; Nie masz na świecie żadnej pewnej rzeczy, Prózno tu człowiek ma co mieć na pieczy. Zacność, uroda, moc, pieniądze, sława, Wszytko to minie jako polna trawa; Naśmiawszy się nam i naszym porządkom, Wemkną nas w mieszek, jako czynią łątkom.    Dziękuję. 
    • nie pamiętam, kiedy to się zaczęło. czy wtedy, gdy furtka zgrzytnęła w środku nocy, jakby ktoś szukał wejścia nie na posesję, ale do mojego ciała. czy wtedy, gdy znalazłem pod wycieraczką zardzewiały gwóźdź, wygięty na końcach, gotowy wbić się w dłoń, w serce, w sen, jakby już wiedział, gdzie trafić. a może wcześniej. gdy jego córeczka biegała po ogrodzie i krzyczała do pustego powietrza: - nie ruszaj mamy. - nie ruszaj mamy. jakby ktoś stał tuż obok, dokładnie tam, gdzie nic nie powinno stać. robert był idealny. punktualny. pomocny. uśmiech miał gładki jak szkło polerowane w laboratorium cieni, tak czyste, że nie zostawiało odbicia. ale oczy… gdy w nie patrzyłem, zimno zaczynało się we mnie poruszać, powoli, jakby znało drogę. w źrenicach coś było - nie ciało, raczej miejsce po nim. głód bez kształtu, po czymś, co już zjadło swoje imię i nauczyło się patrzeć dalej. jego cień czasem nie nadążał. spóźniony o ułamek sekundy, jakby musiał się zastanowić, czy jeszcze chce za nim iść. kiedy mówił, odbicie w szybie nie otwierało ust. jakby coś z jego wnętrza słuchało osobno. pierwsze ciało we wrześniu. drugie w październiku. trzecie w grudniu, tuż przed świętami. kolejne w marcu. zawsze młotkiem. zawsze kobiety. zawsze noc. ostatnia, trzynaście lat. media pisały o „fryzjerze”. o tym, że wkładał im włosy w dłonie, jakby chciał, żeby coś jeszcze miały przy sobie po śmierci. ja wiedziałem wcześniej. widziałem go nocą z czarną torbą, spokojnego, jakby wracał z miejsca, gdzie wszystko było już załatwione. zacząłem dziennik. czasem kartki były ciepłe. jak skóra po czyimś dotyku. znały mój charakter pisma, zanim nauczyłem się go pisać. atrament pachniał metalem, zanim dotknąłem pióra. każdy krok. każdy oddech. każdy cień. śniłem o nim. za niego. czułem chłód żelaza, puls dłoni tuż przed śmiercią, serce drugiej osoby sekundę przed tym, jak świat przestaje się do niej odzywać. czasem nie wiedziałem, czy zapisuję, czy tylko pozwalam, żeby przechodziło przeze mnie. wysłałem anonim do policji. zdjęcia. cisza, która nie miała końca, tylko głębokość. potem list. w środku zdjęcie mojej córki. jej twarz - zamarznięta w półuśmiechu, jakby ktoś kazał jej nie oddychać. na odwrocie odcisk błotnistego buta. ciężki. pewny. tej nocy córka nie spała. chodziłem, zapalałem i gasiłem światła, sprawdzałem zamki, jakby dom mógł się jeszcze obronić. - tato? jej oczy patrzyły jak okna do innego czasu, takiego, który już się wydarzył, ale jeszcze nie dotarł. - tato… czy to, co patrzy przez twoje oczy, też śni? poszedłem do roberta. drzwi otwarte. on w kapciach. dziecko przy nodze. kolęda w tle. jabłka z goździkami. zapach, który powinien być bezpieczny. - potrzebujesz czegoś? zapytał. - nie. tylko… porozmawiać. uśmiechnął się. nachylił, jakby mówił nie do mnie, tylko do mojego odbicia: - trudno jest być tylko niewinnym, prawda? zamknął drzwi. zbyt cicho. zbyt dokładnie. jakby zamykał nie dom, ale proces. od tej nocy nie śpię. palę, bo dym zagłusza coś słodko-mdłego, jak gnijące jedzenie w ustach, jak obietnica, która już się psuje. czasem czuję coś obcego na dłoniach, jakby pamiętały pracę, której nie wykonałem - jeszcze. w szafie młotek. obok różowy bucik. nie od mojej córki. nie od nikogo, kogo znam. w dzienniku zapiski, które nie są moje: „nie krzyczała.” „skóra pod paznokciem.” „kolor włosów: ciemny blond. zbyt młoda.” litery są równe. spokojne. jakby pisane bez pośpiechu. pod poduszką pukiel włosów. idealny. zimny. jakby jeszcze o czymś pamiętał.   nie córki. nie wiem czyj. w nocy śniłem, że śpię. we śnie śniłem, że wstaję. obudziłem się w łazience. nóż do tapet w ręce. lustro zaparowane. ktoś narysował na nim odwróconą trójkę. znak, który wyglądał, jakby zawsze tam był, tylko czekał, aż zacznę patrzeć. coś drgnęło za mną. - tato? córka stała w drzwiach. czerwone plamy na jej palcach pulsowały, jakby nie były plamami, tylko miejscami, przez które coś oddycha. jej spojrzenie było spokojne. rozumiała więcej, niż powinna. - nie wychodź,  szepnęła. rano młotek w kieszeni. zardzewiały. ciepły. jakby oddychał wspomnieniami poprzednich nocy. trzymałem go jakby był mój od zawsze, pamięta mnie dłużej, niż ja pamiętam siebie. na ścianie nowe lustro. odbicie nie moje. przechodzę obok. moje oczy patrzą na mnie, jakby znały coś, czego ja jeszcze nie wiem. moją przyszłość. czuję już. coś we mnie patrzy przeze mnie. coś śni przez moje dłonie, przez moje ciało, przez moje dziecko. coś, co nie jest tylko innym. coś, co jest mną, zanim ja sam będę. coś, co ma więcej wspomnień z przyszłości niż ja z przeszłości.                
    • mam życiorys spisany na kolanie popruty profil z facebooka mechanizm iluzji i zaprzeczeń opancerzony wokół dendrytów mam gumę turbo i młodość za sobą   schowałem niewypowiedziane w równaniach bez reszty drobne nieścisłości zaliczone zostaną w błąd pomiaru   czarne poranki gdy nic nie trzeba chcieć czyste życie hemoglobiną wypełnia krew   podmiot nie jest dany podmiot stwarza się   patrzy na mnie kriszna w kołysce w całej osobie liczby pojedynczej tuż przed podziałem przed brakiem zanim rachunek zdań nazwie pierwszą rzecz    
    • Alana za siksą wąski sazan. Ala
    • Jem sód od ósmej   Ech, cmokam! Sód ósmakom chce   I namakam. Sód od ósmaka Mani   Sód ułud. Ós!
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...