Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Miasto w małym państwie europejskim. Szpital

z oddziałem onkologicznym.

 

- Ale ciepły dzień, już jesień a takie słońce.

- No, super, aż się chce żyć.

- Siana powiedz, że fajny ten młody lekarz co nas rano badał.

 przyjemnie było być badaną.

- Co ty Petia gadasz? On fajny?

- No, a nie? Co mu brakuje?

- No jak to co? Przecież z obrączką, pewnie żonaty.

- To jak żonaty to nie może być fajny?

- Iiii... używany, brak mu potencjału. Poza tym stary dziad, ma

już pewnie ze dwadzieścia siedem albo może nawet

dwadzieścia osiem!

 

Dziewczyny spojrzały na siebie i zaczęły się śmiać.

 

- Całego świata i tak nie dostaniesz.

- Zawsze można się łudzić, że jednak coś, czego z wierzchu nie

widać, jednak mu brakuje.

- O czym myślisz?

 

Petia spojrzała na Sianę z chytrym uśmiechem.

 

- No wiesz.

- No nie wiem, brak mu kultury czy mało czuły? Może dzieci

nie lubi?

- Ty dobrze wiesz tylko głupa udajesz.

- To co w końcu masz na myśli?

- Natura rzadko daje wszystko, tym ładnym zawsze coś

brakuje.

 

Dziewczyny znowu się roześmiały. Petia i Siana siedziały na leżakach sporego szpitalnego tarasu. Obie były pacjentkami oddziału onkologicznego. Poznały się i zaprzyjaźniły, bo były w tym samym wieku i cierpiały na tę samą chorobę. Obie były po przeszczepach szpiku i u obu leczenie nie przyniosło zamierzonego rezultatu. Utrzymywano je w dobrej kondycji dzięki lekom, ale obie musiały regularnie co kilka tygodni być badane przez kilka dni w szpitalu. Ponieważ personel je już znał, to tak dobierano terminy badań aby mogły się razem spotykać. Petia i Siana lepiej znosiły pobyt w szpitalu i badania, będąc razem. Dzięki przyjmowaniu leków i regularnych badaniach, udawało się lekarzom na razie utrzymywać je w dobrej kondycji, jednak zdawano sobie sprawę, że  przyszłość dziewczyn jest niepewna. Na taras przyszła do nich ordynatorka oddziału.

 

- No panienki jak tam z wami?

- No coraz lepiej pani profesor, niedługo to chyba w ogóle nie

 będziemy musiały tu jeździć? Prawda???

- Gdyby udało mi się wyleczyć wszystkich pacjentów toby mi

oddział zamknięto, pomyślcie też o mojej przyszłości. A poza

tym, gdzie wam będzie lepiej niż tutaj, ze mną?

- Och tak, bardzo nam tu dobrze.

- No właśnie, słuchajcie, chciałabym porozmawiać z waszymi

 rodzicami, mam do nich ważną sprawę dotyczącą waszego

leczenia.

- Oj, to chyba źle z nami, coś nam się pogarsza?

- Nic takiego, będziecie zdrowe jak rybki tylko jeszcze trochę

to musi potrwać. Jeśli umiałybyście to tak skoordynować,

żeby wasze mamy przyszły do mnie na przykład jutro,

o godzinie trzeciej po południu, to byłabym wam wdzięczna,

bo nie musiałabym dwa razy powtarzać im tego, co mam im

do przekazania.

- Ok, podzwonimy i spróbujemy je umówić na jutro.

- Nie siedźcie tu za długo, opalanie męczy i może wam wiatr

 zaszkodzić, a ja muszę was mieć w jak najlepszej formie.

A i jeszcze jedno, nasz nowy pan doktor którego rano

Poznałyście, jest już żonaty.

 

Obie dziewczyny się roześmiały.

 

 

Nazajutrz o godzinie 15.

 

- Dobrze, że panie przyszły.

 

Lekarka zwróciła się do matek obu dziewczyn. Elena wystraszyła się nie na żarty, co takiego się wydarzyło, że ordynatorka chciała z nimi pilnie rozmawiać.

 

- Porozmawiam z wami razem ponieważ obie dziewczyny

chorują na to samo i są leczone podobnie. Chodzi o to, że te

leki które teraz Siana i Petia przyjmują, nie gwarantują

wyleczenia. Rokowania są niepewne a stan obu dziewcząt

może pogorszyć się z dnia na dzień. Zresztą rozmawiałyśmy

już o tym nie raz i panie dobrze wiecie jak wygląda sytuacja.

W związku z tym chciałam panie poinformować, że na rynku

pojawił się nowy, eksperymentalny jeszcze lek, jednego

 ze znanych koncernów farmaceutycznych. Lek jest już

stosowany w wiodących klinikach onkologicznych na świecie

i wyniki badań z nim związanych są bardzo obiecujące. Ten

lek byłby idealny do włączenia go do leczenia obu dziewczyn.

Zaprosiłam panie razem, bo nie chciałabym być posądzona

o lobbing farmaceutyków. Ten lek naprawdę wydaje się

skuteczniejszy, znacznie lepszy od tego, co podajemy

dziewczynom do tej pory. Jednak problem polega na tym,

 że jest bardzo drogi i nie jest na razie refundowany.

W naszym kraju nie przeprowadzono jeszcze szczegółowych

badań tego specyfiku i można go stosować tylko wtedy, jeśli

klinika zakupi go u producenta. Nie są u nas na razie

prowadzone żadne programy badawcze, dzięki którym

można by dostać ten lek za darmo albo dostać zwrot zakupu

od państwa.

- Ile kosztuje?

- To zastrzyki które podaje się raz na tydzień. Trzeba kupić

minimum kurację jednomiesięczną czyli cztery zastrzyki

i wtedy cena takiej jednomiesięcznej kuracji wynosi

1800€. Można również zakupić od razu całą kurację, którą

producent przewidział do stosowania, czyli dawkę na dziesięć

miesięcy i wtedy można ją kupić za 15000 czyli

 taniej. Ja rozumiem, że to bardzo drogo i chciałabym

żebyście panie spokojnie przemyślały czy macie za co kupić

tak drogi lek. Ja niestety nie jestem w stanie wam pomóc na

razie w żaden sposób. Gdybyście panie się zdecydowały to

proszę dać mi znać, bo tylko nasza klinika może go tutaj

zamówić. Nie możecie same kupować tego leku, bo go u nas

nie podamy. Wymaga specjalnego przechowywania, czyli po

prostu musi być cały czas w lodówce i przesłany przez

producenta w określony sposób.

 

Siana pochodziła z zamożnej rodziny i matka Siany od razu zadeklarowała, że chce kupić dla córki całą kurację i nie ma się nad czym zastanawiać. Elena poprosiła, aby zamówić kurację na miesiąc, a potem zobaczy, jak będzie dalej.

 

 

 

 Dwa dni później, nadal w szpitalu.

 

Petia znudzona siedziała w świetlicy na oddziale szpitalnym i oglądała telewizor. Z obojętnością wpatrywała się w ekran, będąc myślami zupełnie gdzie indziej. Martwiła się bardzo tym, co powiedziała jej matka na temat nowych leków. Wiedziała, że mama i tak wydała już dużo pieniędzy na jej leczenie i że na kolejne, bardzo duże wydatki jej nie stać. Jednocześnie wiedziała, że ona zrobi wszystko żeby ją ratować. Zaczęto nadawać wiadomości. Petię wybudził z telewizyjnego letargu przejęty głos prezenterki i zaczęła z uwagą przysłuchiwać się podawanym wiadomościom.

 

- Siana, chodź no prędko, posłuchaj co oni gadają o Albanii.

- Co, co? Co się dzieje?

 

Dziewczyny zamilkły wpatrzone w telewizor.

 

                       *****

 

Miejsce główne. Miasteczko w górach Albanii. Dziesięć dni po błysku. Zakład pogrzebowy.

 

- I co?

- Drogi szefie, nie ma.

- Jak ku..a nie ma!?

- No nie ma i dziękuję panu.

- Sprawdzałeś wszędzie?

- Sprawdzałem wszędzie, dzwoniłem do szpitala i na policję,

 sprawdzałem telefon firmowy i swój prywatny, nie ma, ciągle

nie ma denata.

- Ramiz to niemożliwe, ktoś kradnie nam nieboszczyków.

- Stawiam na sycylijską mafię, pewnie przylatują w nocy

helikopterami i wywożą nam denatów.

- Nie rób sobie żartów, głód zagląda nam w oczy, przecież to

dramat, nie dostaniesz wypłaty w tym miesiącu.

- O sorry, szef, ja tu tylko pracuję, mam umowę, codziennie

melduję się w robocie i muszę mieć za to zapłacone a relacje

z klientami, czyli relationships to sprawa kierownictwa firmy,

czyli drogi szefie twoja, ja się tam nie wtrącam.

- Ramiz w tym miasteczku żyje 15 tys. ludzi. Statystycznie

człowiek żyje około 25 tysięcy dni, czyli statystycznie co

drugi dzień musi tu ktoś umrzeć albo inaczej w tygodniu

mamy prawie zawsze dwóch lub trzech nieboszczyków. Tą

firmę prowadził mój dziadek i mój ojciec i ja i zawsze tak

było. Nie zdarzyło się nigdy, żeby przez dwa tygodnie tutaj

nikt nie umarł!

- Szef co mam ci powiedzieć? Skomentuję to w ten sposób,

jeśli żona piekarza zdradza go regularnie dwa razy

w miesiącu, a żona fryzjera jest mu wierna, to statystycznie,

w ujęciu miesięcznym, obie są dziwkami. Krzywa Gausa

zamiast w kształt dzwonu ułożyła ci się w taki sposób.

 

Ramiz pokazał środkowy palec.

 

- Ale chyba mam rozwiązanie aby ratować biznes.

- Jakie?

- Zabijemy moją starą.

- Hmm? Pomysł drogi Ramizie całkiem dobry, ale trzeba go

doprecyzować, nie twoją tylko moją.

- O nie drogi szefie, to ja pierwszy wpadłem na ten pomysł!

- Ok, załatwimy obie, profit będzie podwójny i biznes jakoś

przetrwa.

- Szefie, no tak, ale to przecież żaden zysk. Sami będziemy

 musieli sobie za nie zapłacić.

 

Na twarzach obu pojawiły się banany znacznie przekraczające krzywizną dopuszczalne normy unii europejskiej. W końcu obaj dobrze się rozumieli. Często razem żartowali. Relacje szef i podwładny były tylko formalne, obaj razem pracowali wykonując wspólnie tą ciężką i niewdzięczną pracę. Do tej roboty było tylko ich dwóch

w tym małym miasteczku. Wiedzieli o tym i tak naprawdę byli przyjaciółmi.

 

 

                                                                                                                              

Szpital w miasteczku w tym samym czasie.

 

Ordynator z dwójką młodych lekarzy, przeprowadził obchód

i wrócił z nimi do pokoju lekarskiego.

 

- Co na to wszystko powiecie?

- Noooo, szefie jesteśmy coraz lepsi, gdzie popatrzeć tam

regres choroby.

- Nie wydaje wam się to dziwne?

- Hmm? Czy ja wiem, w końcu szpital jest po to żeby leczyć

ludzi, więc co w tym dziwnego, że zdrowieją?

- Dobrześ to młody kolego ujął, szpital jest po to żeby ludzi

leczyć, ale to nie znaczy, że wszystkich trzeba wyleczyć.

Choroby wyleczalne powinny być wyleczone, ale choroby

nieuleczalne powinny postępować i w końcu powodować

zejście nawet najbardziej prawidłowo leczonego pacjenta.

O tym wie każdy lekarz. To principia naszej pracy.

Powiedziałbym nawet, że podstawa naszego autorytetu.

A u nas co? Nam wszyscy zdrowieją. Nawet babcia

 z onkologii, ta z niebieskim różańcem, dla której już kazałem

 trumnę grabarzom szykować, została przeniesiona na salę

ogólną i siedzi teraz z innymi pacjentami, radośnie

opowiadając im historię swojego długiego życia. A jaka się

żywotna zrobiła, miała takiego Alzheimera, że trudno było

z nią o kontakt, a dzisiaj słyszałem jak wymieniała z imienia

i nazwiska wszystkich, z którymi do podstawówki chodziła.

A jaki ma apetyt. Zawieźliście ją na tomografię?

- Tak, są już wyniki.

- Patrzcie, po guzach wielkości śliwki zostały ślady wielkości

główki od szpilki, gdybym nie wiedział gdzie mam ich szukać

to pewnie bym je przeoczył.

- I jeszcze jedno panie ordynatorze. Uczył nas pan, że

u pacjentów zamożniejszych leczenie zawsze powinno być

dłuższe, a u nas wszyscy szybko zdrowieją, nawet ci

najbogatsi.

- Ty se młody tu żartów nie rób i mnie nie wkurzaj, przecież

właśnie o tym mówię, wszystkim się poprawia i to nie jest

chwilowa poprawa stanu zdrowia, gdzie popatrzeć tam

całkowite wyleczenie, a właściwie uzdrowienie, naprawdę

dziwne. Za niedługo nie będziemy mieli kogo leczyć.

Przynajmniej od tygodnia nie przyjęliśmy nikogo nowego,

nawet ja się lepiej czuję.

- Dobrze że anestezjolog miał dyżur w innym szpitalu, bo

byśmy niepotrzebnie operowali pacjentów.

- Tymi pacjentami z onkologii, których wozimy na

naświetlania już zaczęto się interesować, miałem dzisiaj dwa

telefony, pytano mnie czy prowadzimy jakiś program

eksperymentalny z nowymi lekami.

 Przestańcie ich wozić w ogóle i tak wszyscy zdrowieją. Macie

jakieś pomysły co się u nas zmieniło, że nagle mamy takie

dobre wyniki? No bo chyba wszyscy rozumiemy, że to nie

nasze leki. Co mam im mówić?

 

Po dłuższej chwili ciszy:

 

- Słyszałem, że te starsze pacjentki spod czwórki mówiły do

 siebie szeptem, że to przez ten błysk dziesięć dni temu.

 

 

.....................

 

Dotyk Amani, Tajemnica Pluszowego Misia, Spisek Duchów       .........   www. Ebookowo.pl

Opublikowano

@Gosława Dzieki. Fajnie ze ci sie podoba. Nie ma tu żadnego świetnego pióra. Jestem amatorem a do tego jest to pierwsze opowiadanie jakie w życiu napisałem. Warsztat jest kiepski, mnóstwo powtórzeń, zbyt dużo imion własnych zamiast zaimków i wiele innych błędów. Od tego czasu (dotyk amani 3 lata temu) napisałem kilka innych opowiadań i warsztat jest trochę lepszy. Ale to zawsze będzie amatorszczyzna, co mi w niczym nie przeszkadza

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • Abi wyciągnęła list ze skrzynki pocztowej, a delikatna faktura koperty w dłoniach przywołała uczucie czegoś niemal sakralnego – przesyłka była starannie przygotowana, a pismo tak piękne i precyzyjne, że od razu można było wyczuć w nim emocje nadawcy. List zaadresowano do Noela.

      – Ciekawe, od kogo…? – mruknęła do siebie, obracając kopertę w dłoniach z lekką nutą zazdrości. „Może od koleżanki? A może od kogoś, kogo kocha?” – zastanawiała się.

      Przez głowę przemknęła jej nieoczekiwana myśl: „Do tej pory nawet nie zdawałam sobie sprawy, jak bardzo polubiłam Noela…”

      Łączyła ich niewidzialna więź. Czasem wystarczyło jedno spojrzenie, by wszystko zrozumieć. Takie milczące porozumienie, które nie potrzebowało słów.

      Po powrocie do domu położyła list na stoliku w holu, ale ciekawość nie dawała jej spokoju. Postanowiła jak najszybciej przekazać go adresatowi.

      – Pójdziemy na spacer, co? – zwróciła się do Lisy, a ona natychmiast podniosła głowę, merdając ogonem w odpowiedzi.

      Już od dawna planowała założyć tę piękną błękitną sukienkę kupioną razem z Zoe, ale jakoś nigdy nie nadarzyła się odpowiednia okazja. Spotkanie z Noelem wywoływało lekkie drżenie jej serca i zdawało się doskonałym powodem do założenia kreacji.

      Przyjaciółki niedawno były na zakupach i kiedy Zoe dostrzegła w oknie wystawowym to cudo, wykrzyknęła z zachwytem:

      – Koniecznie musisz ją mieć! Gdy Noel cię w niej zobaczy, oszaleje z zachwytu!

      Abi uśmiechnęła się lekko, przeglądając się w lustrze. Już sama świadomość, że Noel zobaczy ją w zwiewnej sukience, a nie w szpitalnym uniformie, sprawiała, że jej serce podskakiwało z radości. Czuła w sobie coś więcej niż zwykłą radość – subtelny dreszcz sugerujący, że zaczyna jej zależeć na tym, by spodobać się właśnie jemu.

      Postrzegała Noela jako sympatycznego, ciepłego i wesołego chłopaka. Nie mogła dokładnie określić, co najbardziej przyciągało ją do niego – czy była to jego aura, dostrzegała podczas procesu zdrowienia i nabierająca powoli pięknych, delikatnych odcieni, czy może po prostu rodząca się między nimi więź. Każde spojrzenie, każdy drobny gest Noela sprawiały, że serce Abi zaczynało bić szybciej, a w jej głowie rodziły się ciche pragnienia.

      Zoe żartowała z typową dla siebie lekkością: „Właśnie tak jest, kiedy się kogoś kocha”. Abi uśmiechnęła się pod nosem, wiedząc, że jeszcze nie jest gotowa przyznać się do swoich uczuć, nawet przed sobą. Przecież nigdy wcześniej nie kochała w ten sposób – oprócz rodziców, ale to zupełnie coś innego. Klark był dla niej bardziej jak przyjaciel i opiekun, dawał poczucie bezpieczeństwa. Z Noelem czuła delikatną iskrę sympatii, może nawet pierwszy płomyczek miłości, której jeszcze nie odważyła się w sobie odkryć.

      Szła teraz dumnie ulicą, trzymając Lisę na smyczy, a w jej wnętrzu tliło się ciche podekscytowanie. Czy naprawdę zauważał jej drobne gesty? Czy dostrzegał radość, którą emanowała, czy to tylko jej wyobraźnia, podsycana ciepłem emocji? Wszystko wydawało się możliwe, a ona pozwalała sobie na tę subtelną euforię.

      Promieniowała szczęściem i spokojem, każdy krok niósł poczucie harmonii i nadziei. 

      „Tak mogłoby być wiecznie” – pomyślała, pozwalając sobie na krótkie, słodkie marzenie o tym, że świat wokół niej zawsze będzie tak pełen ciepła i drobnych radości.

      Kiedy dotarły do kliniki, Abi poczuła lekkie mrowienie w brzuchu. 

      Pewnym krokiem weszła do pokoju Noela, a jej serce przyspieszyło rytm. Lisa podskoczyła radośnie, witając się z chłopakiem, a potem spokojnie usiadła, obserwując panią z uważnością typową dla swojego wrażliwego charakteru.

      – Cześć, Noel – powiedziała cicho, uśmiechając się, choć nie mogła powstrzymać lekkiego drżenia w głosie. – Mam coś dla ciebie…

      Noel nie mógł powstrzymać zachwytu, kiedy ją zobaczył:

      – Dzień dobry, księżniczko! Co zrobiłaś z moją przyjaciółką?

      – Wariat! Halo, to ja, ta sama Abi – odparła radośnie, siadając przy łóżku.

      – Niby ta sama, a jednak inna… – Uśmiechnął się rozbrajająco.

      Uśmiech Noela był pełen zachwytu, niemal nieziemski. W jego oczach pojawiła się czułość i podziw, jakby zobaczył coś najpiękniejszego na świecie.

      Abi podała mu przesyłkę

      – Zobacz, to może być coś ważnego.

      Patrzyła, jak powoli chwyta kopertę, jak wpatruje się w jej oczy, szukając wyjaśnienia, zanim jeszcze przeczyta słowa adresowane do niego.

      Noel zaczął powoli czytać list, jego wzrok ślizgał się po starannym, pełnym emocji piśmie. Abi stała tuż obok, widziała, jak na jego twarzy pojawia się kalejdoskop uczuć: zaskoczenie, wzruszenie, a gdzieś w tle – delikatna nuta radości i ulgi. Dawno tłumione emocje zaczęły przebijać się na zewnątrz, a każda z nich potwierdzała wagę tego, co trzymał w dłoniach.

      Kiedy przeczytał ostatnie słowa, jego ręka opadła bezwładnie na łóżko, a oczy zaszkliły się. Spod powiek powoli spływały łzy, które łagodnie sunąc po policzkach. Nie był przygotowany na taką wiadomość – wyznanie łączące w sobie skruchę, miłość i nadzieję.

      Widząc jego wzruszenie, Abi pochyliła się nieco, delikatnie obejmując jego dłoń swoimi palcami. 

      Poczuła nie tylko współczucie, lecz także coś głębszego, ciepłego – sympatię, która zaczynała przekształcać się w subtelną bliskość. W tej chwili nie musiała wypowiadać słów, bo wszystko, co czuła, było wyraźnie obecne w jej spojrzeniu, w delikatnym uśmiechu, w sposobie, w jaki delikatnie trzymała jego rękę.

      Noel spojrzał na nią i odnalazł w jej oczach bezpieczeństwo, zrozumienie i ciepło, którego brakowało mu przez całe życie. I choć dopiero odkrywał własne emocje, to Abi poczuła, że ta chwila – ich wspólna, cicha bliskość – staje się początkiem czegoś niezwykłego.

      – Wszystko dobrze? – zapytała łagodnie, a w jej głosie pobrzmiewała troska i subtelna nuta ciepła.

      – Tak… – odpowiedział, ocierając łzy. – Nawet nie wiesz, jak bardzo dobrze… – Zawahał się, a potem spojrzał na nią z delikatnym uśmiechem. – Przeczytaj to, proszę.

      Kochany Syneczku.

      Bardzo długo zbierałam się na odwagę, żeby napisać ten list. 

      Nawet nie wiem, czy będziesz w ogóle chciał go przeczytać. Masz pełne prawo podrzeć go i wyrzucić już teraz. Żywię jednak cichą nadzieję, że zrobisz to dopiero po doczytaniu do końca. 

      Tak trudno mi ubrać w słowa to, co czuję. Pragnę tylko, żebyś wiedział, jak bardzo mi przykro. Nawet nie mogę sobie wyobrazić jak mocno zraniłam Cię swoim nagłym odejściem. Wtedy postrzegałam tę kwestię zupełnie inaczej i najważniejsze było dla mnie moje szczęście. 

      Dzisiaj już wiem, jak bardzo byłam samolubna i obojętna na uczucia innych. Odchodząc od Was popełniłam największy błąd mojego życia, ale czasu już nie cofnę i muszę żyć z tą świadomością do końca moich dni. 

      Nie proszę o przebaczenie, bo na nie nie zasługuję. Chcę tylko, żebyś wiedział, że cały ten czas byłeś zawsze w moim sercu, jako jedyna i prawdziwa miłość mojego życia. Brak kontaktu z mojej strony podyktowany był olbrzymim wstydem za czyn, którego się dopuściłam. Przez te wszystkie lata czułam się niegodna Twojej miłości, ale nosząc Cię w sercu żywiłam nadzieję, że wiedzie Ci się dobrze i że jesteś zdrowy. 

      Już od dawna zbierałam się na odwagę, by nawiązać z Tobą kontakt i pomógł mi w tym sen, który bardzo mnie zaniepokoił. Nie mogłam już dłużej zwlekać. 

      Nie wiem nawet, czy jeszcze mieszkasz z tatą, czy się przeprowadziłeś... 

      Ja nie jestem już z tym mężczyzną. Wynajmuję teraz mieszkanie w kamienicy mojej przyjaciółki Mai, zapewne ją pamiętasz. 

      Jest jeszcze coś bardzo ważnego, co powinnam powiedzieć Ci już dawno temu. Masz przyrodnią siostrę Karin, ona wie o Twoim istnieniu i często pyta o Ciebie. Moim jedynym marzeniem jest, żebyście mogli się kiedyś spotkać, poznać i porozmawiać. Odebrałam Wam tyle pięknych i szczęśliwych lat razem, ale może nie wszystko jeszcze stracone…

      Kocham Cię bardzo

      Mama

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...