Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano (edytowane)

SAMOPAS; ASA POM, AS.

 

NIP? Dokoła mało kod i Pin.

 

- A wy - buty.

- Bzdury?

- Rud zbyt ubywa.

 

Samosia, aisom as.

 

ILE FAL DLA FELI?

 

Anabel posiada rada i sople, bana.

 

A waga; równe teo prawa, war po ten wór, agawa.

 

Mody do wzoru tu na poligamię, i ma gil o panu tu; rozwody - dom.

 

O, ma skarb. O, mascarpone. No, prac samo brak... samo.

 

I MA TU BAT NA MAPIE IP AMANTA BUTAMI.

 

Netu rozwodnik z kin do wzoru ten.

 

A koziołka tak łoi z oka.

 

Barana rana drapana; par dana rana,rab.

 

Kry czaruje tej uraz - cyrk.

 

Kozioł sam opas? A po masło, Izo K.

 

No to kup; ukryta kamera, harem, a katy "R" kumo - puk - o, ton.

 

Jaka tarta! Zatrata, Kaj.

 

I napar? Gumka jak mu gra, pani.

 

No, tabu kod. Woda Kasi L. faluje. Jula flisaka, do widoku baton

 

Kajaki na Krutyni; winy tur, kani kajak.

 

CAŁA PISA, NASI, PAŁAC.

 

Jaka tratwa, a ta w tartak - aj.

 

Nim daje... jasne; samiutka i aktu ma sens, a jej admin?

 

A migało; goła gima.

 

CO MA TO MA. MOTA MOC.

 

Samotnik z kin, tom, as.

 

Oko Psi; matura da ruto mi "spoko".

 

A Z ETATU TA TEZA.

 

Ot, skalana bzdura, waru dzbana lak. Sto!

 

Okażę tę i na zakupy - puka - z Anią też. A kto?

 

Sama wiem - oda. I wiadome, i wam as.

 

 

 

 

 

 

Edytowane przez Marianna_ (wyświetl historię edycji)
Gość
Ten temat został zamknięty. Brak możliwości dodania odpowiedzi.
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...