Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

To był wigilijny wieczór. Idealnie wigilijny. Były kolorowe światła w oknach domów, ozdobione ulice, uśmiechnięci ludzie. Śnieg padał tak puchaty, jakby ktoś na górze rozdarł wielką pierzynę. Nie była to groźna śnieżyca, bardziej przypominało finalne posypywanie wiórkami kokosowymi tortu. Bezwietrzną ciszę nocy, wnikającej w świat delikatnie, jak dłoń chłopca wślizgująca się pod bluzkę dziewczyny na randkowym seansie, wypełniał dźwięk kolęd i pastorałek.

Wtedy postanowił.

Przez chwilę przyglądał się przez okno jednej z kamienic, jakiejś małżeńskiej, gwałtownej scenie, a potem zamyślony zrobił kilka niespiesznych kroków i stanął w  cieniu drzewa rosnącego przy budynku. Znieruchomiał. Na stojącego w absolutnym bezruchu, z pochyloną głową, opadały wielkie kłębuszki śniegu. Osiadały na jego długim, ciemnym, ciepłym płaszczu, wplątywały się we wzburzoną czerń rozwichrzonych włosów.

Stał w bezruchu jakiś czas. Śnieg zdążył już zabielić jego ramiona, bark i głowę. Ktoś przechodzący spojrzawszy na niego w pierwszej chwili wziąłby go za posąg. Dopiero słysząc zgrzytliwy dźwięk otwieranej bramy jego ramiona zadrżały, a część śniegu zsunęła się na ziemię.

Podniósł głowę. Z bramy wyszedł mężczyzna, którego oglądał przez okno. Wyszedł gwałtownie, ze złością otwierając skrzydło drzwi i szarpiąc się z wkładaną jednocześnie kurtką. Szybko przeszedł obok drzewa. Nawet nie zauważył stojącej postaci. Chwilowy posąg obserwował go zaś uważnie. Kiedy mieszkaniec zaczął się oddalać,  ruszył nagle i po kilku krokach szedł już bezpośrednio za nim. Wtedy wyciągnął ręce przed siebie i silnie pchnął idącego z przodu. Tamten zgubił rytm kroków, potknął się i zatoczył. Odwrócił się zdumiony i spojrzał na napastnika

- Co jest do cholery!... uważaj pan..-

Ten zrobił kilka kroków i, stojąc już en face, znowu pchnął. Zaatakowany zrobił krok w tył, pośliznął się i przyklęknął na jedno kolano.

- O co chodzi...?! -

Napastnik stanął przed pytającym.

- O co chodzi?...Jeszcze pytasz?!... Niech cię szlag trafi!... Dziwisz się, że ktoś cię leje? -

- Ale ja naprawdę nie wiem o co chodzi... Nie znam pana!... - Klęcząc, nie zmieniwszy pozycji, odruchowo wysunął jedną rękę przed siebie, chroniąc głowę przed ewentualnym atakiem.

- Słuchaj dupku! Mam już ciebie dość, rozumiesz? Mam po dziurki w nosie twojej hipokryzji, obleśnego zakłamania, dwulicowości! Rzygać mi się chce, kiedy nawet w tak szczególnej chwili potrafisz znęcać się nad kobietą, która myśli że cię kocha, a tak naprawdę to boi się ciebie, bo to, co ona czuje to nie da się nazwać miłością, durniu jeden!..-

- CO pan sobie?! TO...!... Skąd wiesz?!... O co chodzi? Kim jesteś?... - Klęczący z rosnącym przerażeniem ale i złością patrzył na stojącego. Nagle otworzyła się brama jednego z budynków. Klęczący zerwał się i krzyknął głośno

- Ratunku!! Pomocy!!

- Zamknij się. - Napastnik zrobił krok, pchnął mężczyznę  tak potężnie, że ten  usiadł gwałtownie na sporej hałdzie pozostałej po odśnieżaniu. Powiedział to głosem lodowatym, ale spokojnym. Machnął w geście pozdrowienia w kierunku grupki ludzi wychodzących bramą. Tamci odmachnęli i poszli w drugą stronę. Znów spojrzał na siedzącego z pogardą

- Kim jestem? A powiem ci, barania łąko, powiem. Jestem twoim cholernym aniołem stróżem, oto kim jestem, dupku.-

- Ochroniarzem? - Siedzący pokręcił z niedowierzaniem głową -Ale ja nie mam ochrony, ani nikt...W firmie też nie, no nikt nie płaci... Kto ci kazał?...Skąd?

-Jakim ochroniarzem, pusty dzbanie? Powiedziałem wyraźnie. Aniołem stróżem. Aniołem. - Mówiąc to stojący wymierzył siarczysty policzek siedzącemu. - Rozumiesz, tępaku? -

- Jakim, kurwa, anio... - ponowny siarczysty strzał tym razem w drugi policzek przerwał wypowiedź.

- Nie klnij przy mnie.-

- Ale jakim aniołem?!...do.. cholera! - 

Stojący wziął się pod boki.

-Acha. Nie wierzysz? I słusznie. Aniołów nie ma przecież. Tak samo Boga nie ma i tych wszystkich spraw. Przecież zdycha się po prostu i rozkłada w ziemi, prawda? Niebo to karma dla ubogich i głupich.

- A żebyś pan...żebyś wiedział! Czego chcesz ode mnie?...

- Ja? Ano niewiele. Chciałem ci tylko powiedzieć co myślę o tobie bo już mam dość. Od tysiąca lat dostaję takich dupków. No, może nie zawsze, ale tych normalnych to policzyć można na palcach rąk... Czekaj!... Nie! nawet jedna by wystarczyła! Mamma mia! - Stojący spojrzał w górę z dezaprobatą kręcąc głową. - Taaa, czterech w sumie. A reszta to śmieci. Kłamliwe popłuczyny... -

Siedzący zaczął powoli i dyskretnie się odsuwać.  Spoglądał dyskretnie na boki szukając czegoś, lub kogoś, kto mógłby go ocalić z tej absurdalnej sytuacji.  Jednocześnie słuchał coraz mniej wiarygodnych słów tamtego i coraz bardziej utwierdzał się w przekonaniu, że trafił na szaleńca.

- Jak jeszcze raz pomyślisz sobie, że jestem czubem, to tak dostaniesz w ryj, że stracisz jednego trzonowego i jednego siekacza. - Stojący powiedział to niemal nie przerywając swojej litanii narzekań na podopiecznych. Jednak to zdanie zatrzymało cichą ucieczkę siedzącego.

- Skąd wiesz co pomyślałem? - zapytał niepewnie.

- Skąd? BO JESTEM PIEPRZONYM ANIOŁEM! Z tego samego wora wiem, że masz kochankę, że kasa z drugiego etatu idzie na jej utrzymanie, że okradasz firmę, że na studiach zgwałciłeś pijaną koleżankę na imprezie sylwestrowej...

- ale ... ty.. skąd... ona nie... ja jej nie... ona chciała... była pijana i chciała... - Siedzący w panice wyrzucał z siebie strzępy słów, a jego przerażony umysł szukał jakiegoś wytłumaczenia faktu, że facet, którego on widzi pierwszy raz w życiu, wie tak dużo o nim.

- Nie, nie chciała, dupku. To, że nie broniła się to nie znaczy, że chciała. Była upita i po skręcie. Wykorzystałeś ją. I nawet nie próbuj dyskutować, bo jak znów zaprzeczysz to dam w ryj. Nie próbuj ze mną igrać. Nie dziś. Nie teraz, kiedy jestem tak wkurwiony na ciebie. -

Siedzący w tej absurdalnie przerażającej sytuacji nagle odważył się na drwinę

- Mi nie wolno kląć, a tobie wolno? -

Stojący zamilkł na ułamek sekundy i odpowiedział spokojnie

- A tak, żebyś wiedział. A co do ciebie i twojej przeszłości, to nie dlatego rozmawiamy. Nie tak do końca. Jesteś małym podłym i bezdusznym robakiem. Ale to nie opowieść wigilijna. Nie mam zamiaru cię prostować, straszyć, czy uczyć. Ja dziś po prostu już nie wytrzymałem. Masz pecha po prostu, dupku. Co tysiąc lat anioł może się wkurwić i tyle. Psy mogą co roku podobno się skarżyć ludzkim głosem, to co, nam nie wolno? Raz na tysiąc lat? No więc nie wytrzymałem, jak tak patrzyłem na ciebie, kiedy wyżywałeś się na pokornej, żałosnej kobiecie, która powinna już dawno cię wyrzucić z domu, albo i przywalić jakimś garem w ten pusty łeb... Po co ty się z nią żeniłeś? Żeby ją tak bezczelnie gnoić? Pieprzony psycholu, aż mam ochotę wyrwać ci ten plugawy łeb i wykopać go do ścieku...

Siedzący w pewnej chwili nagle o czymś pomyślał i przerwał

- Zaraz, zaraz!... Jak ty jesteś moim aniołem stróżem, to chyba powinieneś MNIE chronić a nie bić! i anioły raczej nie są takie... agresywne...-

- Taaa? A skąd to niby wiesz? - Anioł pochylił się z groźnym uśmiechem nad mężczyzną.

- No przecież, to... ta, biblia. Tam jest napisane.. albo ksiądz nam mówił... -

 - Jakoś do tej pory nie wierzyłeś w to, co napisane i w to co mówili. Teraz wierzysz? Czy raczej chcesz wierzyć… No więc dowiedz się, że mogą. I bić i się wkurzać na takich debili. 

- Ale ja nie chciałem przecież, to ona... -

Anioł aż sapnął

- Zamknij się! Rozumiesz? Zamknij! Z-a-m-k-n-i-j!!! Przyswój sobie, pierwotniaku, że ja wiem WSZYSTKO o tobie. Każdego twojego pierda znam, każdy wykręt, kłamstwo i złodziejstwo i wszystko. Nawet to, że kupiłeś herę i amfę, żeby to podrzucić żonie i zgłosić na policję, że ćpa i handluje w szkole. A to wszystko, bo chcesz jej zabrać mieszkanie. Chcesz się rozwieść, ale tak, żeby to była jej wina. Nawet te twoje fochy, co przez miesiące, a właściwie lata miały na celu wykończyć żonkę, albo doprowadzić ją do ucieczki albo zdrady. Wtedy byś zabrał wszystko. Tylko dziecko byś jej zostawił. Prawda? - Anioł tę z początku dość energiczną wypowiedź skończył już spokojnie i chłodno.

- nie...

Anioł uniósł lekko pięść i ostrzegawczo warknął

- noo.!

- Dobrze, dobrze...To jakiś sen chyba, czy co? Że, no nie wiem, pośliznąłem się na lodzie i teraz leżę nieprzytomny pod klatką, dlatego to wszystko wiesz... aaaa! - mężczyzna uśmiechnął się głupkowato – to znaczy, że cokolwiek mi zrobisz to zwykły sen... - Teraz, kiedy znalazł jakieś rozwiązanie poczuł się trochę pewniej. Zaczął wstawać niezgrabnie. Anioł przyglądając mu się z uwagą pochylił się nad nim i wyciągnął rękę. Mężczyzna złapał się jej i wstał. Anioł nie wypuścił jednak jego dłoni, a płynnym ruchem sięgnął drugą ręką, złapał za mały palec trzymanej dłoni i złamał go.

Uśmiech mężczyzny zmienił się w zdumienie, które spłonęło jak obraz z bibuły w ogniu bólu i krzyku.

Anioł uśmiechnął się serdecznie.

- Nie obudziłeś się?... To chyba jednak nie śpisz. Z tego co się orientuję taki ból, jaki właśnie czujesz, powinien przerwać Majaki. Jeśli tak się nie dzieje, to najprawdopodobniej nie śpisz... Przestań się tak drzeć! I tak cię nikt nie usłyszy. - Mężczyzna przestał krzyczeć i tylko pojękiwał trzymając drugą ręką dłoń z wyłamanym palcem. Groteskowo skrzywiony z bólu, rzucił w złości

- ładny anioł popierd... - trzask! siarczyste uderzenie rozpaliło policzek - No co?!!... popieprzony, pochrzaniony... Może tak być?! czemu się znęcasz?! Nie masz co robić do jasnej kk..cholery?

Anioł znów się uśmiechnął, tym razem dobrotliwie.

- No. Wreszcie właściwe pytanie. Czemu się znęcam? Zastanawiałem się jak ci odpłacić za te lata twojego pastwienia się nad tą niewinną kobietą. Najpierw myślałem, żeby cię okaleczyć, ale wiem, że byłbyś wtedy najbardziej upierdliwym, paskudnym rodzajem kaleki. W sumie cierpiałoby twoje otoczenie. Znów. Myślałem o wielu jeszcze rozwiązaniach a w końcu pomyślałem, że tylko ci się pokażę, powiem w oczy co mnie w tobie wkurzało i dlaczego się tobą brzydzę. I powiem jeszcze, co czynię z nieukrywaną radością, że odchodzę. Rzucam posadę, psycholu. Twój anioł stróż cię zostawia.

- No i dzięki Bogu - wyrwało się mężczyźnie. Nawet nie zdążył mrugnąć. razem z ostatnią wypowiedzianą głoską poczuł potężne uderzenie w szczękę, aż poderwało go z ziemi. Poleciał do tyłu czując straszny ból w szczęce. Jednak nie stracił przytomności, za to usta zaczęły zapełniać się krwią i wyczuł jakieś dwie osobliwe grudki . Wypluł krew wraz z nimi na śnieg. W sporym, ciemnoczerwonym kleksie zauważył dwa zęby, w tym jeden trzonowy.

Anioł podszedł i spojrzał na kleksa

- Trzonowy jak zapowiedziałem -rzucił z satysfakcją - ale ten drugi to kieł. Chyba bardziej boli, nie? Dlatego wybrałem go zamiast siekacza. Dłuższy korzeń... - znów spojrzał na jęczącego mężczyznę - nie wypowiadaj Jego imienia nadaremno. A właściwie w ogóle. Nie jesteś godny, gnido. Ale do rzeczy. Tak właśnie postanowiłem cię ukarać. Zostawiam cię samego -  

Mężczyzna plując krwią i jęcząc przyklęknął skulony, nabrał w garść trochę śniegu i przyłożył sobie do policzka. Odpowiedział niewyraźnie i z widoczna trudnością wypowiadając słowa

- Nie czułem do tej pory twojej obecności, to jak odejdziesz niewiele stracę. -

Anioł zmrużył oczy

- Hmmm... A wiedziałeś, że jestem przy tobie?

Mężczyzna zawahał się.

- Nie…

- No właśnie. A teraz wiesz. Jak odejdę pozostaniesz sam. Absolutnie. Będziesz jak chodzące mięso bez krwi. Teraz mi nie wierzysz, ale uwierz, ja to wiem i to mnie bardzo pociesza, że to będzie szczególnie przykre doświadczenie. Do końca twojej podłej egzystencji...

Mężczyzna spojrzał z przestrachem

- a co z wybaczeniem? tyle o tym mówicie i piszecie ... Co z tym?! ładnie to tak? Pastwić się nad bliźnim?!

- A kto powiedział, że ci nie wybaczę? Mam czas na przemyślenie tego. - Anioł zmarszczył się niebezpiecznie - Ale uważaj, jak wykonasz któryś z twoich planów i skrzywdzisz jeszcze raz tą kobietę, to wrócę już nie jako anioł stróż, a zemsty. I będę okrutny. Zapomnij o prochach, zapomnij o obciążaniu jej winą. Odejdziesz i nie wrócisz... acha, a alimenty będziesz płacił regularnie. I bez ściemy. Ja wiem ile zarabiasz. Jeśli zaś w sądzie udowodnisz, że nie masz nic i nic nie zarabiasz, to przysięgam, że tak będzie, że się spełni co do grosika. Ona da sobie radę, padalcu, ale ty bez kasy, bez niczego zdechniesz jak wiór pod płotem. Zrozumiałeś?

Mężczyzna klęcząc jedną ręką opierał się o hałdę śniegu, a drugą trzymał śnieg przy policzku. Pochylony pokiwał nieznacznie głową.

Anioł przykucnął przy nim. Chwycił go za podbródek i uniósł jego twarz tak, by móc spojrzeć w oczy.

- Słyszę jak myślisz... Nie, to nie sen, i jutro nie obudzisz się i wszystko nie będzie jak dawniej. A żebyś czasem tak nie pomyślał dam ci na pożegnanie prezent. - Dotknął kciukiem czoła mężczyzny nad prawym okiem. Ten wrzasnął i oderwał szarpnięciem głowę. W miejscu dotknięcia pojawiły się trzy linie, zaczerwienione, jak po oparzeniu. Wyglądało to trochę jak odwrócone do góry nogami, koślawe odbicie lustrzane napisu GYL.

- To po hebrajsku "padlina". To będzie taki nasz żarcik. I nie radzę żadnych kosmetycznych zabiegów, żadnego usuwania napisu. Może się okazać, że to jakaś szczególnie przykra odmiana raka, złośliwego jak jasna cholera, albo - anioł zaśmiał się ponuro - jak wkurwiony anioł, i po usunięciu mogą być przerzuty. Ale wiem, że nie zapomnisz. Wiem to. No... - Anioł klepnął mężczyznę w plecy - na mnie już czas. - Wstał, wyprostował się i odetchnął głęboko

 - Uchhhh! Co za ulga! Dzięki Ci, Panie. -

Rozstawił szeroko ręce, zwrócił twarz w kierunku bezkresnego nieba i z dźwięcznym śmiechem zakręcił się wokół własnej osi, burząc leniwy lot puchatych płatków śniegu. Potem odszedł lekkim, dziarskim krokiem. Klęczący mężczyzna patrzył za nim, a z każdą chwilą w jego umyśle działo się coś dziwnego. Czuł coś jakby wślizgujący się chłód, jakby z ciepłego domu wkraczał do zimnego, pustego hangaru. Jakiś dziwaczny strach ścisnął klatkę piersiową i dławił oddech. Wraz z oddalającym się aniołem czuł przytłaczającą samotność. Zaczął rozumieć, jak bardzo był przesiąknięty obecnością tamtego. I już wiedział, jak wielką cenę zapłaci za swoją podłość. 

A anioł, niknąc w mroku, kopnął z marszu, zręcznie i potężnie, leżący na chodniku kawałek plastiku. Po czym mruknął z lekko kwaśnym uśmiechem

- Co za ulga... Szkoda, że tak można tylko raz na tysiąc lat... - Spojrzał kątem oka w stronę nieba - Mógłbyś to, Panie, przemyśleć? Hm?...

Uśmiechnął się zawadiacko dokładnie w chwili, gdy uspokojoną, mruczącą bożonarodzeniowe melodie noc przerwało tępe uderzenie, a po nim zaskoczony krzyk bólu. 

 

Opublikowano

@Annaartdark Gdybym zapytał czy uważasz zdradę, hipokryzję, obłudę, bezduszność, zemstę, pomaganie w krzywdzeniu niewinnych za zło, to przypuszczam, żebyś potwierdziła. 

Myślę nawet, że każdy dojrzały człowiek przytaknie. 

 

To niby skąd ogromna powszechność tych oblicz zła wszędzie dookoła nas? 

Czasem powtarzam, że w państwie prawa kutas, burak, sukinsyn a nawet fajfus mają konstytucyjne prawo do wyrażania siebie i dumnego bycia kutasem, burakiem, sukinsynem, a nawet fajfusem. 

Najwięcej zniszczenia i prawdziwej krzywdy robią ci cholerni pożeracze popcornu, świadkowie, znajomi. Sama bierność wobec tych plugastw już jest obrzydliwa, a przecież często świadkowie, dobrze poinformowani, czy pomagierzy jeszcze przy okazji coś sobie urwą z ofiary. Bo po co jej zresztą skoro zara ją dobiją. Wszyscy wiedzo ino ta ofiara jakimś cudem nie. Głupio taka musi być to dobrze jej tak... 

 

Odmiany takich haseł liczy się w milionach... 

 

Mam świadomość co jest tego przyczyną. To utrata przez większość ludzi zdolności samodzielnego, logicznego, refleksyjnego myślenia. Są plastikowe emocje, pozy, iluzja, kłamstwo i samotność tak ogromna, że z tego bólu, bo prawdziwa samotność rodzi potworny ból, ludzie gryzą się nawzajem w rodzinach i najbliższych kręgach. 

 

Jednak ludzie muszą się obudzić. 

Śpią tak głęboko, że po 15(!) dniu protestu ogromną większość nie wierzy w ogóle w jego prawdziwość. Zero efektów. Już upadek na hulajnodze jest ciekawszy. A z reszty nikt nie ma koncepcji, co zrobić i radzą się mnie, tego, który oczekuje właśnie TEGO od tej społeczności.. Paranoja, ALE i CHWAŁA im! Dziś to że im się chce, że pytają jak szukają rozwiązania, to już coś.. Ale odsetek w ogóle reagujących pewnie jest zbliżony do ilości pedofili w statystycznym społeczeństwie. To zachowania graniczne, a rak hipokryzji, niewierności, prywaty, nieuczciwości trawi środek właśnie! Te dzielne cerbery norm społecznych i praw obywatelskich często szczycą się nawet i żartują ze zła które robią innym. 

 

I tu jest pies, a boję się, że będzie Wilk (moje nazwisko) pogrzebany. 

Opublikowano

@Quidem.art  absolutnie się z Tobą zgadzam. Być może wielokrotnie byłam ofiarą. Jednak nigdy tchórzem i z tchórzostwem które opisujesz w opowiadaniu miałam do czynienia.

I widzisz brzydzę się takimi ludźmi, którym w głowie się pieprzy od nadmiaru doznań.

Jednak większy wstręt czuję do obserwatorów, którym jest wygodnie milczeć. I wiesz uwielbiam ciszę, często o niej piszę,myślę i tęsknię. To paradoksalnie i ona bywa odrażająca,gdy jest niewłaściwie użyta. 

Poruszasz jeden z największych problemów tego świata. Brak empatii. 

Wiadomo temat obszerny.

Jednak pogratuluję Ci pomysłu I odwagi w ilustrowaniu zepsucia. 

Naprawdę bardzo mnie Twoja wypowiedź ucieszyła. 

Co do mojej wcześniejszej reakcji, wyrażę się jaśniej:)

Mam dużo niesmaku, żalu, odrazy do tak skurwysynskich zachowań i absolutnie nigdy nie byłam bierna wobec tego typu reakcji. To chodziło mi o to, że wierzę w ludzi,mało tego mam,na moje ogromne szczęście,wielu dobrych ludzi wokół siebie. I mimo bólu które w sobie noszę,nie mam nienawiści do ludzi a  politowanie.

Nie kategoryzuje ich, choć może wlasciwie czasem to robię:) jednak naprawde staram się tego nie robić. 

Poprostu zgadzam się z Tobą, świetny pomysl na wydobycie rzeczywistego syfu.

Wniosek: więcej empatii mniej tchórza w człowieku.

Ps. Dziękuję i pozdrawiam. 

 

 

Opublikowano

@Annaartdark Bardzo Ci dziękuję za dobre i ciepłe słowa. Teraz zaczyna się (trochę zgaduję bo nie miałem pojęcia, że dotrwam do tego miejsca, już nawet nie chodzi o to, że żywy, ale, że bez jedzenia!

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

) ten trudniejszy etap. Zmęczenie, rozkojarzenie, brak sił.. W sytuacji takiego trwania którego istotą jest czekanie na reakcję dobija najsilniej samotność. 

Dziękuję 

Opublikowano

@Annaartdark dodam jeszcze, co mi wcześniej umknęło, że nie bój się kategoryzować, oceniać, a nawet osądzać. Mamy do tego pełne prawo. Jakiś tępy burak zaglądając do Nowego Testamentu wyrwał kawałek tekstu i rozsiał po świecie. 

Znalazł te słowa Jezusa:

"nie sądźcie, a nie będziecie sądzeni" 

No i ludzie, jako, że każdy ma coś za uszami, zaczęli wciskać sobie nawzajem bzdurę typu "jeśli powiem, że nie wolno sądzić, to wtedy nie będą mnie mogli osądzić" 

Podczas, gdy pełny tekst to

"Nie sądźcie, abyście nie byli sądzeni. Bo takim sądem, jakim sądzicie, i was osądzą; i taką miarą, jaką wy mierzycie, wam odmierzą."

(Mt 7)

To jednoznacznie oznacza, że należy innych oceniać, osądzać przynajmniej tak łaskawą miarą, jaką sami byśmy chcieli być osądzeni. 

I ta oryginalna postawa ma sens. 

Bóg nie jest bezmyślnym zakazowiczem. Zdolność osądu i oceny innych podstaw leży u podstaw człowieka jako istoty społecznej. Wyrzeczenie się tej zdolności to oddanie się w niewolnictwo bezdusznych cwaniaków obecnie wykorzystujących to nagminnie. 

Pozdrawiam

Opublikowano

@Quidem.art tak zgadza się. Niektórzy mają zdolność interpretowania Pisma, w wygodnej dla siebie wersji, nie odczytując pełnej jej treści. Na szczęście bez strachu używamy rozumu, aby odepchnąć te fanaberie.

Przyznam że dałeś do myślenia, ciekawy punkt widzenia.

Niechaj ocena którą zamierzamy przyznać,  nie wyjdzie z poza kontroli i będzie oprawiona sprawiedliwie:) 

Pozdrawiam 

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Bożena De-Tre Dzisiaj w nastroju na blusik, chociaż jazz też bardzo lubię. Chyba, że coś "zmierzłego" dla ucha sobie zapodam...Kurta Weilla może...

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      Oglądaj, komentuj i krytykuj...zabronić Ci tego przywileju w stanie nie jestem (ale jak będziesz zbyt wredna to Cię odeślę wraz z dedykacją do jednego z moich, specjalnie stworzonych na taką właśnie okazje, dzieł absolutnych z serii "wiem lepiej" ....żebyś tylko mi się na poziom V nie załapała....straszna wulgara...uffff...) Doszedłem do wniosku, że do pracy nad dalszymi rozdziałami muszę się bardziej gruntownie przygotować. Tak więc zacznę od lektury Twoich książek...którą na początek? (tak, żeby się zachęcić, albo nie zniechęcić ) "Ludzie w biegu" czy "Na krańcach klawiatury"? Szczerze mówiąc tytuł pierwszej już mnie drażni...nie lubię pośpiechu, to raz... a dwa, do gatunku ludzkiego nabawiłem się swojego rodzaju alergii ...ale nie oceniamy książki po tytule...czy jakoś tak Zakładam, że jakieś "wystąpienia publiczne", związane chociażby z promowaniem wydanych przez Ciebie książek, już zaliczyłaś...o co Cię głównie ludzie/fani pytają? (muszę się zapytać, żeby nie dublować tematów w mojej biografii ... w sensie Twojej ) Tak to bywa, że na dnie doliny jest znacznie lepiej na samej górze...człowiek nie rzuca się w oczy,co pozwala na zachowanie własnego ja (w miarę możliwości rzecz jasna, trzeba jeszcze brać pod uwagę presje środowiska pozostałych "doliniarzy" ),  doskonale widać co się dzieje na szczycie , a i upadek mniej boli (przewalając się z doliny w dolinę jeszcze nikt chyba krzywdy sobie nie zrobił ). Dobrej nocy P.S. Bodetré i futbol.....???? ...armagedon się iści....
    • Nieruchomieją w apatycznej formie lirycznej i zastygają w obłokach niedomówień tracą powoli barwy tuląc szarość minionych snów na koniec milkną w dokolnej ciszy prosząc zegary o jeszcze jedną chwilę nasączoną szeptem niewypowiedzianych słów.   Autor fotografii: Mirela Lewandowska  

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • @Gosława piękna, zmysłowa liryka o charakterze intymnym, traktująca o głębokim przeżyciu cielesnym i emocjonalnym. Podoba mi się motyw czereśni- ten ich soczysty smak i cudny kolor nadają  ciekawej barwy wersom. Natomist ta zieleń jest dopełnieniem całości obrazu , który tak pięknie pieści wzrokiem...
    • @violetta

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • Tekst powtórkowy?     Na cholerę tutaj przyszłam. Zimno, wietrznie, aż me piersi rozedrgane nieco. Dobrze chociaż, że las niczego sobie. Żeby jeszcze drzew nie było. Zasłaniają widok. No nic. Muszę wyciągnąć bułkę z wątrobianką. Uwielbiam. Tym bardziej, że zgłodniałam trochę. Coś mnie w to miejsce sprowadziło… ale co? Przeczucie lub jakieś inne pieprzone zjawisko, którego pojąć nie mogę.    Zgryzam. A niech to. Za raptownie przedziałek dupki nadusiłam i część nadzienia, gęsto szybuje na ściółkę leśną. Dziwna jakaś… materiałowa. Wiem, bo dłonią pomacałam. Muszę wytrzeć papierkiem, bo plama będzie. Dobrze, że nie wierzę w krasnoludki, bo jeszcze by łydki pogryzły, gdyby dostały szarą masą po kapeluszach. Durnowata ja. Najlepszy apetyt, poszedł się…    … a to co? Budka z piwem? Chyba nie, gdyż dziwna jakaś. I skąd nagle tu, po oczach daje. Ciekawe, czy pomoże? Słyszę, jakby za mgłą, że niby tak. Co tak? Może ćwierka ptak? Na dodatek najbliższe drzewa wokół, nabierają błękitnego koloru, a drzwi w owym czymś, samoczynnie otwarte na żółto. Czyżby chatka chciała, żebym tam wlazła. Takiego! Nigdy w życiu – nagle wrzeszczę na całe knieje, pokazując wejściu środkowy palec…    … tylko nie mój. Skąd to obrzydlistwo w dłoni. Inny jakiś. Jakby nie z tego świata. Nawet nie wiem, czy to faktycznie palec. Jedno jest raczej pewne… wskazuje kierunek, a ja nie mogę nie chcieć, wbrew sobie. Na dokładkę w drzwiach chatki, widzę moją matkę. Kiwa do mnie uśmiechnięta i zaprasza na ulubiony obiad. Tak jak kiedyś, gdy byłam małą dziewczynką. Oj nieładnie, brzydko wprost. Ktoś mi gra na emocjach. Chce zwabić, bym tam weszła. Znowu pokazuje, tym razem swój i co…    … i wchodzę, do wewnątrz, niczym bydlę na rzeź. Od razu lepiej – stwierdzam sarkastycznie – drzewa nie zasłaniają. A dlaczego – myślę jak umiem – bo ich nie ma. Oddycham z ulgą. Potrafię jako tako logicznie rozpatrywać w tej krainie, w której nagle zaistniałam.. Dobrze, że zapasowa bułka z wątrobianką jest ze mną w potrzebie. Symbol więzi z tamtym lasem, by nie zgłupieć zupełnie. Tak daleko, że już nie ma powrotu. Dopiero teraz popatruje wokół, co jest, a czego nie ma.    Niestety, mózg nieprzystosowany. Widzi wszystko po raz pierwszy w życiu, ale tak naprawdę, łącznie ze składowymi obiektów, czy czegoś tam. Nie potrafi przerobić na rozpoznawalne obrazy. Brakuje mu punktów odniesienia. Jestem jak ten niemowlak. Dostrzegam jakieś zamazane kształty. Widzę po ludzku, tylko żaden z tego pożytek, w tym obcym świecie.    Jedyne co rozpoznaje, to swoją twarz w lusterku – nie pamiętam żebym brała – dalsze ciało, bułkę i wspomnianą wątrobiankę. Dobre i to. Jak to… ciało? Kurdę, jestem naga, do ostatniego szczegółu. Na domiar złego, czuję wokół… obecności. Tylko tak mogę to określić. Najbardziej jedną. W ten sposób, że aż ciało moje, drży i wcale to nie jest, takie znowu nieprzyjemne. Zaczynam iść przed siebie…     … kolejna ciekawostka. Widzę, że idę pod górę… lecz nogi, mówią wyraźnie, że schodzę w dół. Muszę wstrzymywać kroki, by nie zjechać po tyłku. Taka sprzeczność, jest trochę męcząca dla mózgu. Nagle całkiem niespodziewanie, dostrzegam siebie, przy… przystojnym kształcie, w ludzkim pojęciu. Obiekty wokół nabierają jakiegoś sensu, lecz mam dziwne wrażenie, że nie zabawię tu dostatecznie długo, by rozpoznać do końca. Siedzenie, sprawia mi coraz większą trudność. Mam ścierpnięte ciało. Słyszę – odpręż się. To sama wiem. Jakie siedzenie? Gdzie? Przecież chodzę tu, lecz nagle przystaje. Normalnie mnie zatyka...       … i odtyka, gdyż ów przystojny kształt – o matko – urywa mi głowę. Zaczyna pieścić i jakby całować, tylko czym. Zamazany cholerny kształcie, pokaż wreszcie swoje oblicze. Nienawidzę cię. No nie, nie mogę powiedzieć, to całkiem przyjemne nawet. Aż mnie nawiedzają spazmy rozkoszy. Chociaż z drugiej strony, jak on śmie. Bez mojej zgody. Jaki on? Może ona? Pieprzone ufoludki. Co to w ogóle jest?     Czuję dokładnie, jego wyczyny z bliźniaczą głową. A jednak doznania więcej, niż boskie. Teraz wyrywa nogi z tułowia. Tej drugiej ja, oczywiście. Pieści me uda. Najpierw jedno, później drugie. No nie. Tylko nie to, co pomiędzy nimi, proszę. A jednak, wyszarpnął paskud jeden. Coś tam gmera, grzebie, wkłada. Cholernie przyjemnie. Odrywa moje piersi. Czule miętosi… i nagle koniec…       … raczej nie. Kolejna niespodzianka. Tamta druga ja, znika. Czuję teraz na całym ciele, delikatne stukanie. Co to znowu za cuda? I tak samo jak poprzednio, nagle mnie olśniewa. To mowa dotykowa. W zależności od tego, gdzie przypada ukłucie, znaczy inny… wyraz… lub literkę… myśląc po ludzku…     … bo tylko tak mogę myśleć, lecz zaczynam nieco rozumieć, co ów przystojny kształt chce przekazać. Czuję się cholernie… zakochana. A niech to, co za banał na obcej planecie chyba? Kształt… we mnie też zakochany. Zakochany? Co ja pieprzę za farmazony. Doprawdy, fajne tu się kochają, rozczłonkowując ciała, kochanej osoby. Chyba jednak zaczyna mi odwalać w tym pokręconej krainie. Nie mogę usiedzieć na miejscu, muszę pochodzić…    … i na cholerę tutaj przeszłam. Zimno, wietrznie, aż me piersi rozedrgane. Chyba na kogoś czekam. Tylko jak długo? No wreszcie. Idzie do mnie uśmiechnięty i już z daleka wrzeszczy, przepraszając za spóźnienie. Tłumaczy to tym, że dość długo trwało, zanim się upodobnił do męskiego, w każdym aspekcie, niekoniecznie na co dzień widocznym.       Jest coraz bliżej. Wreszcie przy mnie. Przytula mnie, a ja jego. W czasie pocałunku, mamroczę niewyraźnie, dziękując za wspaniały żart słowny, którym mnie obdarzył. Że niby… przerobiony na człowieka. Chichoczę w głos na cały las. On też. Jesteśmy tacy... nieziemsko szczęśliwi. Częstuję go połówką bułki z wątrobianką i po chwili, gnieciemy leśną ściółkę.      Po finalnym zakończeniu, zakładamy odzienia, chociaż nie czujemy się nadzy. Idziemy w kierunku obrzeża lasu. Jesteśmy na skraju. To początek rozłożystej łąki, nakrytej żywym całunem, z różnorodnych kwiatów. Z tyłu promienie słońca, prześwitują przez zielone gałęzie. Widzimy przed sobą nasze wydłużone cienie oraz fruwające na ziemi, ślady ptaków.   A jednak coś zakłóca wspólną sielankę. Zaczyna padać drobny grad. Migoczące drobinki, szybują w naszym kierunku. Czuję stukanie na sobie, w różnych przedziwnych miejscach, a on patrzy na mnie, jakby chciał coś powiedzieć.        
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...