Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano (edytowane)

HOW TO SPOT A BLACK MAN IN THE DARK? JAK ROZPOZNAĆ CZARNEGO W CIEMNOŚCI?
(JUST JESTS PO PROSTU ŻARTY)

 

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 

-How to spot a black man in the dark?
-To make him laugh!


-Jak rozpoznać czarnego człowieka w ciemności?
-Rozśmieszyć go!

 

***

 

DE RERUM NATURAE HUMANUM
Diogenes was asked why he does not like good or bad people alike. Diogenes explained: "I hate bad people for their doing evil, and good people for letting bad people to do it".

 

The jesters' dance from "The Love Formula" feature film. Taniec błaznów z filmu fabularnego "Formuła miłości".

 

DE RERUM NATURAE HUMANUM
Zapytano Diogenesa, dlaczego nie lubi ani dobrych ani złych ludzi.
Diogenes odpowiedział:
-Nienawidzę złych ludzi za to, że czynią zło, a dobrych za to, że pozwalają to czynić.

 

***

 

-Darling, let's part the easy way!
-Why not? Our flat and car are mine.
-Then let's try to do it the hard way.

 

-Kochanie, rozstańmy się  płynnie!
-Dlaczego nie? Nasze mieszkanie i samochód są moje.
-Więc spróbujmy zrobić to z problemami.

 

***

 

ABOUT ME
-I say, why can't  you stop lying about literally everything?
-The point is, I know nothing about anything and can't do anything better than to tell lies.
-You know, I don't know why, but I trust your words now.

 

-What are you thinking about just now?
-It looks like an ideal moment for a little white lie.

-O czym teraz myślisz?
-Wygląda na idealny moment na małe newinne kłamstewko.

 

O MNIE
-Słuchaj, dlaczego nie możesz przestać kłamać dosłownie o wszystkim?
-Chodzi o to, że nic nie wiem o niczym i nie mogę robić nic lepszego niż kłamać.
-Wiesz, nie wiem dlaczego, ale teraz ufam twoim słowom.

 

***

 

My girlfriend Natalie decided to talk about our future. I decided to  maintain conversation and started talking about teleportation, lasers and force fields. But half an hour later it turned out that I hadn't really understood the topic.

 

Moja dziewczyna Natalija postanowiła porozmawiać o naszej przyszłości. Postanowiłem podtrzymać rozmowę i zacząłem rozmawiać o teleportacji, laserach i polach siłowych. Ale pół godziny później okazało się, że nie bardzo zrozumiałem temat.

 

***

 

Six months ago, the doctor said my wife had a phantom pregnancy. Now we have phantom babies in da house.

 

Funny! I thought you would have enjoyed your baby's sparkling eyes! Zabawne! Pomyślałem, że spodobają Ci się błyszczące oczy Waszego dziecka!

 

Sześć miesięcy temu lekarz powiedział, że u mojej żony ciąża urojona. Teraz w domu mamy urojone dzieci.

 

***

 

-What an interesting electric kettle you've got!
-Oh yeah! Very rare, antique! China, late 20th century, Gunk (Trash) Dynasty.

 

-Jaki masz ciekawy czajnik elektryczny!
-To tak! Bardzo rzadki, antyczny! Chiny, koniec XX wieku, dynastia Drań.

 

***

 

Anything that doesn't kill us ... mutates and tries to kill us again.

 

-With vaccination 100 euros. Without it - 500.
-That's the incentive!
-Z szczepieniem 100 euro. Z  "bezem"  - 500.
-To dobra zachęta!


Wszystko, co nas nie zabije... mutuje i próbuje nas zabić ponownie.

 

***

 

A CHA(R)T ROOM CONVERSATION
Boy: Girls do not take interest in me!
Girl: But I do!
Boy: Good-looking girls.

 

NOTOWANIE NA CHACIE
Chłopiec: Dziewczyny się mną nie interesują!
Dziewczyna: Och, a co ze mną?
Chłopiec: Ładne dziewczyny.

 

***

 

The Englishman stops next to the pub where a fist-fighting is taking place:
-Sorry, is this a private fight or a fight for anyone who would like to participate?

 

Anglik zatrzymuje się przy pubie, w którym toczy się walka na pięści:
-Przepraszam, czy to prywatna walka, czy walka dla każdego, kto chciałby wziąć udział?

 

***

 

Two gentlemen standing on the bridge hear a cry from the river beneath:
-Help! I cannot swim!
One to the other:
-Sir, can you swim?
-No, I can't!
-Neither do I, but we don't  alert the whole city to that!

 

Sorry, Holger! But right now I just don't shake hands. Przepraszam Holger! Ale teraz po prostu nie podaję ręki.

 

Dwa pana stojący na moście słyszą krzyk z rzeki:
-Ratujcie! Nie umiem pływać!
Jeden do drugiego:
-Pan umie pływać?
-Nie, nie umiem!
-Ja też nie, ale nie ostrzegamy o tym całego miasta!

 

***

 

-Lucy! Army wants your logic!
-Why then?
-It's deadly!

 

-Lucy! Armia chce twojej logiki!
-Dlaczego więc?
-Ona jest zabójcza!

 

***

 

LA INGENIOSA HIDALGA
A smart woman will never repeat someone's mistakes. She would rather invent her own ones.

 

Inteligentna kobieta nigdy nie powtórzy czyichś błędów. Prędzej wymyśli własne.

 

***

A woman is a weak, defenseless creature from whom it is impossible to escape.

 

 

Kobieta to słaba, bezbronna istota, od której nie mozliwe umknąć.

 

***

The guy shouting out to his girlfriend:
"You think to be the smartest, don't you?"
The Girl: "Nope, I'm not that stupid".

 

Facet krzyczy do swojej dziewczyny: "Myślisz, że jesteś najmądrzejsza?"
Dziewczyna: "Nie, nie jestem taka głupia!

 

***

 

I thoroughly read the whole "Kamasutra" from cover to cover. After that I burst out crying, since they failed to get married...

 

Uważnie przeczytałam "Kamasutra" od deski do deski. W końcu długo płakałam: nigdy się nie pobrali…

 

***

 

Modesty decorates a person. Unfortunately, women prefer more valuable decorations.

 

Skromność ozdoba osobę. Niestety kobiety preferują bardziej wartościowe ozdoby.

 

***

 

Sometimes, to achieve a success, one needs to take a step back, because many doors are being opened not inward, but outward.

 

Czasami, aby odnieść sukces, trzeba cofnąć się o krok, ponieważ wiele drzwi trzeba pociągnąć, a nie popchnąć.

 

***

 

Chopin was asked at one evening if the lady with whom he talked for a long time, was smart.
-I don’t know, because I spoke French with her, answered he.

 

Zapytano Chopina pewnego wieczoru o panią, z którą długo rozmawiał, czy jest mądra?
-Nie wiem, - odpowiedział, ponieważ rozmawiałem z nią po francusku.

 

***

 

Science builds skyscrapers and planes. Religion puts them together.

 

 

Nauka buduje drapacze chmur i samoloty. Religia je ze sobą pospina.

 

***

 

It is a pessimist who goes bald, but the optimist simply becomes more aerodynamic.

 

To tylko pesymista łysieje, ale optymista po prostu staje się bardziej aerodynamiczny.

 

***

 

The one-armed man burst into tears after he'd seen a neon sign "SECOND-HAND".

 

Jednoręki mężczyzna wybuchnął płaczem, gdy zobaczył neon "SECOND-HAND".

 

***

 

How did I find my husband? I shouted: "The smart go to the left, the handsome go to the right." One man hesitated ... It was him whom I chose.

 

 

Jak znalazłam męża? Krzyknęłam: "Mądrze - po lewej, pięknie - po prawej". Jeden pan się wahał, i się zdecydowałam  na nim.

 

***

 

To live and rejoice, one needs just two things - to live and to rejoice.

 

 

-We could have lighted the candles as usual.
-Your grumbling won't light up them faster!
-Dlaczego nie zapalić świeczki jak zwykłe?
-Nie zapalą się szybciej od twojego utyskiwania!

 

Aby żyć i radować się, potrzebne są tylko dwie rzeczy – żyć i radować się.

 

***

 

I am finally in cloud nine! And don't try to put stairs up, because I'm not going down anyway.

 

Nareszcie jestem w siódmym niebie! I nie próbuj stawiać schodów, bo i tak nie zamierzam zejść.

 

***

 

The best antidepressants for women are sold at a jewelry store.

 

Najlepsze antydepresanty dla kobiet są sprzedawane w sklepie jubilerskim.

 

***

 

A correctly abandoned man returns with a probability of a boomerang...

 

 

Who's this one? Oh, er, this is just my ex! Kto to jest? Och, to tylko mój były!

 

Prawidłowo porzucony mężczyzna powraca z prawdopodobieństwem bumerangu…

 

***

 

Men are more worried about what people think of them, while women  are concerned with what people say about them.

 

Mężczyźni bardziej martwią się tym, co ludzie o nich myślą, kobiety – co o nich mówią.

 

***

 

I heard by chance what I was being talked about  behind my back, and I felt jealous.

 

The jesters' dance and Count Cagliostro's arrival to Russia (Intro to "The Love Formula" feature film)
Taniec błaznów i przyjazd Hrabiego Cagliostro do Rosji (Intro do filmu fabularnego "Formuła miłości")

 

Dowiedziałem się, co o mnie mówią  za moimi plecami, i poczułem się zazdrosny.

 

***

 

Love is a terrible disease: it sends people to bed together in pairs.

 

Funny coincidence, it is just today that I  have had a headache! Dziwny zbieg okoliczności, mnie właśnie dzisiaj rozbolała głowa.

 

Miłość to straszna choroba: posyła ludzi do łóżka razem w parach.

 

***

 

-Johnny, why were you a sent from school yesterday?
-My grandfather got burns.
-Serious?
-They don't joke around in the crematorium.

 

Not late for late. 
W zwłoki bez zwłoki.

 

-Johnny, dlaczego nie byłeś wczoraj w szkole?
-Mój dziadek doznał oparzeń.
-Poważnych?
-Chyba krematorium to nie żart.

 

***

 

-How are you with your girlfriend?
-We broke up. She said that I did not love her. I objected: "Helga, I love you!"
-So what?
-She is Helen.

 

-Jak się masz ze swoją dziewczyną?
-Zerwaliśmy. Powiedziała, że jej nie kocham. Sprzeciwiłem się: "Olu, kocham cię!"
-Więc co?
-A ona jest Leną.

 

***

 

The boy who showed his parents and grandparents how to use the Internet has been feeling like an orphan for 5 years.

 

Chłopiec, który pokazał rodzicom i dziadkom, jak korzystać z internetu, od 5 lat czuje się sierotą.

 

I had my tits removed and replaced them with USB 3.0. Usunąłam piersi i wymieniłam je na USB 3.0.

 

-What unites your family?
-Wi-Fi password.

 

-Co łączy twoją rodzinę?
-Hasło do Wi-Fi.

 

***

 

-How much is eight divided by two?
-If divided along, then two threes. Across - two zeros.

 

-Ile jest osiem dzielone na dwa?
-Jeśli dzielone wzdłuż, to dwie trojki. W poprzek - dwa zera.

 

***

 

At the funeral, the deceased was so much praised that his widow twice approached his coffin to see who was lying there.

 

"Alas, poor Yorick! I knew him, Horatio. A fellow of infinite jest, of most excellent fancy. ..." 

 

Na pogrzebie zmarły był tak chwalony, że jego wdowa dwukrotnie podeszła do trumny, aby zobaczyć, kto tam leży.

 

***

 

-What animal has got five legs?
-It is a pit bull running from the playground.

 

Have no fear, my dog is on its last legs! Nie panikuj. Pes jest w swym ostatnim tchnieniu.

 

-Jakie zwierzę ma pięć nóg?
-To pitbull biegnący z placu zabaw.

 

***

 

-Sonny, look out of the window! Is our dad on his way back home from the pub?
-He is!
-Which side of the street is he on?
-On both!

 

"Clowns to the left of me, jokers to the right, here I am, stuck in the middle of you!" (An iconic song by the Stealers Wheels, April 1974). "Błazny po lewej stronie, żartownisie po prawej, oto jestem ja, który utknąłem pośrodku nich!" (Kultowa piosenka przez "Stealers Wheels"  od kwietnia 1974 r.).

 

-Synu, spójrz przez okno! Czy nasz tata wraca z baru do domu?
-Wraca!
-Po której stronie ulicy?
-Po obu stronach!

 

***

 

After my purse with entire salary of mine had been  stolen, I got naturally upset, but certainly not as much as that pickpocket was.

 

Skradziono mi portfel, w którym mieściła się cała pensja. Oczywiście byłem smutny, ale na pewno nie tak bardzo jak kieszonkowiec.

 

***

 

To avoid any quarrels in a family, spouses should do everything in turn:  half a week it is his wife who does what she wants, and then it is her husband who does whatever his wife wants. This is called a real compromise.

 

Aby uniknąć kłótni w rodzinie, małżonkowie powinni robić wszystko po kolei: pół tygodnia to żona robi to, co chce, a potem mąż robi to, co chce żona. Nazywa się to prawdziwym kompromisem.

 

***

 

A phone call to a veterinarian"My mother-in-law and her old dog gonna come to you now. Please prepare an injection of the most powerful poison to guarantee the painless, right away death...".
Veterinarian: "Will the dog find its way home alone?"

 

 

Telefon do weterynarza.
"Moja teściowa i jej stary pies przyjdą teraz do ciebie. Proszę przygotować zastrzyk najpotężniejszej trucizny, aby zagwarantować bezbolesną, natychmiastową śmierć...".
Weterynarz: "Czy pies sam odnajdzie drogę do domu?"

 

***

 

When my girlfriend's dog died, I found and brought her exactly the same dog to cheer her up. She burst into tears and asked me: "Why do I need two dead dogs?"

 

Zginął pies mojej dziewczyny. Aby ją pocieszyć, znalazłem i przyprowadziłem jej dokładnie takiego samego psa. Rozpłakała się i zapytała: "Po co mi dwa martwe psy?"

 

 

***

 

Sometimes you have to make people laugh to distract them from the intention to hang you.

 

Whisper louder! They crunch while eating crisps in the parterre. Szepcz głośniej! Chrupią jedząc chipsy na parterze.

 

Czasami musisz rozśmieszyć ludzi, aby odwrócić ich uwagę od zamiaru powieszenia Cię.

 

***

 

The thief is not the one who steals, but the one who was caught.

 

Złodziejem nie jest ten, który kradnie, ale ten, który został złapany.

 

***

 

"Whoever has taken the sword in defence is not righteous, but he is right". (Saint Theodosius of the Caves, of Kiev) . 

 

"Ten, kto wziął miecz w obronie, nie jest prawy, ale ma rację".  (Święty Teodozjusz Pieczerski). 

 

 

Edytowane przez Andrew Alexandre Owie (wyświetl historię edycji)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Za moimi plecami pojawił się enkawudzista. Był w doskonałym humorze. I nie wiedziałem tylko czy to z powodu tego, że wiedział o tym, że Żerebcow wywołuje  tak wielkie uczucie strachu, czy może z powodu  rozkazów jakie mu przekazano.   Wychodź Żerebcow. Koniec wycieczki. Kota zostaw nie będzie Ci potrzebny,  mały, czarny pluszak. Teraz będziesz co najwyżej tulił się z zimna do ciał kolegów w baraku.   Żerebcow już miał zamiar prostować kolana, gdy enkawudzista poklepał mnie  zuchwale po ramieniu.   Rozkazy się zmieniły lejtnancie. Góra nie chcę już więcej o nim słyszeć  ani przerzucać go z miejsca w miejsce. Dość już jego wątpliwej legendy. Podobno nie można go zabić. Podobno odradza się zawsze po egzekucji. Drugi pieprzony Rasputin. Ale nie ma takiego Diabła,  którego nie potrafiłby zgładzić  ludowy komisariat obrony. Prawdziwy człowiek radziecki  i piekło może zamrozić jeśli tylko chcę. Plan jest taki. Wy lejtnancie jedziecie z nim do lasu. Kierowca zna miejsce. Moi ludzie już wszystko tam przygotowali. Wysiadacie wieczorem. On klęka, wy strzelacie.  Moi dobijają bagnetami. Nawet go nie grzebcie. Wilki i niedźwiedzie  posilą się krwawą padliną. Wracacie w nocy. Spisujemy raport. Wychylamy kilka szklanek  za dobrze wykonaną robotę. W tajemnicy Wam powiem lejtnancie, że za zabicie tego wrzoda  na radzieckim organizmie, dostaniecie order czerwonego sztandaru, sam towarzysz Beria za tym optował. A nie powiecie mi chyba, że nie chcielibyście dostać  przepustki do stolicy. Tu tylko jaja można sobie odmrozić. A tam będziecie towarzysz i gieroj. Bohater naszych czasów. Ta akcja nie może czekać. Jeździe już teraz. Dopilnuję obozu przez te kilka godzin.   Uścisnął mi rękę i prawie siłą  wepchnął na pakę ciężarówki. Chciałem więcej wyjaśnień, omówić plan działania. Zamierzałem się sprzeciwić. Ale co mógł prosty czerwonoarmista  wobec potęgi komisariatu obrony. Wobec całej potężnej maszyny śmierci.    Kierowca rzucił okiem za siebie  i zauważył że usadowiłem się niemrawo prawie dokładnie naprzeciw literata.   Jeśli coś będzie nie tak lejtnancie, krzyczcie a najlepiej  bijcie dłonią w ścianę szoferki. Ja mam tu pistolet. Spojrzałem z niedowierzaniem  na enkawudzistę    Jak mam eskortować więźnia bez broni? Chcę wrócić po pistolet i proszę o eskortę w postaci dwóch dodatkowych ludzi. Moich zaufanych ludzi.   Enkawudzista machnął tylko ręką.   Eskorta do Żerebcowa?! On nigdzie nie ucieknie. Zresztą dokąd? Do najbliższej większej osady przeszło osiemdziesiąt kilometrów. Do miasta trzysta. A na termometrze dziś  prawie minus trzydzieści pięć stopni. Zresztą on nawet nie jest związany. Nie musi. Nie wie na jakim świecie jest. Nie odzywa się słowem od tygodni. Zresztą zobaczcie sami.   I faktycznie Żerebcow stwarzał pozór osoby obłąkanej i zupełnie nieobecnej w rzeczywistości. Nie wiem czy rozumiał o czym rozmawialiśmy. Czy wiedział o tym, że za kilka godzin zginie? Czy rozumiał cokolwiek  z tego co się wokół działo. Siedział i z błogim uśmiechem małego chłopca,  głaskał kota,  który zdążył zasnąć na jego kolanach. Widać literat i kot  byli razem w siódmym niebie. Ciężko było dyskutować o tym  co powinno się zrobić  i jak powinno się teraz postąpić. To był rozkaz,  którego nie mogłem zlekceważyć.   Jechaliśmy już przeszło godzinę. Kilka minut temu, rozpadał się ostry, wirujący dziko na wietrze śnieg. Przesiąkłem odorem paki. Wszystko wokół cuchnęło. Na dodatek opary paliwa  łatwo przechodziły na tył pojazdu i powodowały astmatyczne napady  duszności i kaszlu. Żerebcow nie reagował. Miał zamknięte oczy  i odchyloną delikatnie głowę. Ale nie spał. Wydawało się jakby słuchał tej ciszy. Jak gdyby delektował się podróżą  w swoich własnych myślach. Może pisał w nich kolejny wiersz. List pożegnalny. A może jednak był pewny ocalenia. Kolejnej cudownej ucieczki  i oszukania systemu. Tutaj jednak mógł usłyszeć go jedynie  Bóg i Diabeł. No i ja, gdyby tylko  chciał wreszcie cokolwiek powiedzieć.   Kierowca jechał bardzo ostrożnie  a mimo to ciągle łamaliśmy pod kołami, powalone pnie, korzenie i zbitą zmarzlinę, która była tutaj po prostu drogą do nikąd. Byłem bardzo zdenerwowany a nie miałem przy sobie  nawet grama tytoniu i bibuły. Wódki też nie. A zająłbym chociaż czymkolwiek, ciągle drżące z przejęcia dłonie. Nagle, zupełnie bez zapowiedzi, z rogu paki wypłynęło źródło głosu. Były to słowa wypowiadane  starannie, powoli wręcz sennie. Był to głos cichy lecz mocny. Wychodzący jednak jakby spod ziemi.     Lejtnancie… zaczął cicho Paweł Fiodorowicz, nie odrywając wzroku  od narzuconego brezentu  Mówi Wam coś nazwisko Levenstern?  Był Waszą ostatnią ofiarą, prawda?   Drgnąłem, gdzieś wewnątrz. Serce zakuło mnie w piersi  a w krtani narosła twarda kula. Nie winy. Nie wstydu. A paraliżującego strachu. Jak to możliwe?! To nazwisko powinno leżeć w ciszy tajgi. Nikt o tym nie mógł wiedzieć. Nikt!   Skąd o nim wiecie, Żerebcow?  Wychrypiałem nie patrząc na pasażera. Co wam do niego?   Był szpiegiem niemieckim w czasie wojny...  a raczej tak właśnie sfabrykowano dowody.   Kontynuował literat  z tym samym niepokojącym spokojem,  jakby czytał nekrolog w porannej gazecie.   Zastrzeliliście go dokładnie tam,  dokąd mnie teraz zabieracie.  Widzę go, Lejtnancie.  Stoi tam i czeka na towarzystwo.     Poczułem, jak pot spływa mi po karku,  mimo dojmującego mrozu.  Kim on jest? Świętym? Przeklętym? Carskim upiorem dawnej epoki? A może sumieniem kata? Bo nie literatem. Był mistrzem z piekła rodem.   Nawet jeśli, Żerebcow...  to już niedługo Wy zajmiecie jego miejsce ostatniego w wyliczance.   Uciąłem brutalnie,  odzyskując na moment pewność siebie.    Kierowca o mało co nie wywrócił nas do rowu, którego nie zauważył przed nosem pojazdu. Zawieszenie jęknęło, koła po lewej stronie oderwały się od podłoża i bardzo opornie wracały na swoje pierwotne miejsce. Dopiero teraz Żerebcow  jakby ocknął się z maligny. Wyjrzał do szoferki i radośnie oświadczył w przestrzeń lub do rozmówcy w swoim umyśle.   Był ostatni.  Szepnął radośnie.  Gładząc się po skołtunionych włosach.   Będzie ostatni.  Odpowiedział trzeci głos.   Zamarłem jak panujący wokół mrok i mróz To nie był głos Żerebcowa,  ani tym bardziej, przerażonego kierowcy.  To był dźwięk niski, chropowaty,  wibrujący jak pomruk nienasyconego pieca.  To było absolutne szaleństwo ale zwróciłem powoli wzrok na ostatniego pasażera.   Kocur zdawał się spać,  pogrążony w błogim spokoju,  ale gdy mój wzrok spoczął na jego futrze, zwierzę powoli otworzyło prawe oko.  Było złote, głębokie  i pełne nieludzkiej wiedzy.  Kot nagle puścił do mnie oczko  a na jego pyszczku wykwitł  ten sam podle ludzki uśmiech,  który zwiastował koniec pewnego świata.    Przecież... to tylko kot. Wybełkotał kierowca,  ale jego głos utonął w wyciu silnika,  który nagle wszedł  na nienaturalnie wysokie obroty,  jakby chciał uciec  z tego przeklętego Studebakera. Żerebcow cicho przytaknął a kocur znów zamknął oko,  mrucząc rytmicznie Ostatni... ostatni…   Znów każdy pogrążył się w swoich myślach. Jego milczenie denerwowało mnie. Doskonale już teraz wiedziałem, że on wie dosłownie o wszystkim. Zna moje ofiary, moje troski i problemy, czuje mój strach, widzi całe moje życie. Dlatego jego milczenia nie odbierałem w kategorii spokoju i harmonii  a drwiny z mojej osoby. Żerebcow znów oparł wysoko głowę  i wbił wzrok w sufit paki. Chciałem zasypać go pytaniami. O twórczość, której szczerze nie znałem. O to czy ma jakąś rodzinę albo dzieci. O jego liczne ucieczki i cudowne ocalenia. Przecież mówi się,  że to piekło we wszystkim mu pomaga. I przynajmniej kot,  jest jakąś częścią tego diabelskiego planu. Ale Żerebcow? Tak nie wygląda Diabeł. Nie wiem jak mógłby wyglądać,  lecz z pewnością nie tak. Nie jak człowiek. Znudzony, zmęczony, dziwnie spokojny zupełnie zwyczajny  a zarazem głęboko niezwykły.   Wreszcie ciężarówka wykonała  ostatnie półkole wokół,  wyrwanej z trudem tajdze polany. Silnik zachłysnął się ostatni raz i zgasł. Naprzeciw naszego pojazdu, zaparkowany był Zis z oddziałem żołnierzy. Nasz kierowca wysiadł do nich pierwszy  i z wyraźną ulgą po opuszczeniu szoferki, ściskał im kolejno dłonie. Byli w szampańskim humorze. Srogo pochlali. Krzyczeli, śmiali się, podskakiwali  i oklepywali ciała,  zamaszystymi ruchami ramion, próbując się ogrzać.   Nie musiałem nic robić z więźniem. Żerebcow zrozumiał, że to finalny postój i wygramolił się niezdarnie na zewnątrz. Kot czmychnął jego śladami. Gdy ja wreszcie uwolniłem się  z tej brezentowej klatki. Stanąłem twarzą w twarz z Żerebcowem. Ten w ogóle nie przejmował się  zadymką śnieżną i stał dumnie wyprostowany i zupełnie nieczuły na wszystko. Oczy literata były jednak inne. Wreszcie pytały i one.   To moja mogiła lejtnancie?  Doskonała. Chłopcy spisali się na medal albo nawet order i wakacje w Odessie.   Zadziwił wszystkich gdy zbliżył się do rowu, wykopanego nierównomiernie i na tempo. Padł przy nim na kolana,  nachylił się i zawołał do ciemni.   Levenstern przyjacielu,  za chwilę będziesz miał towarzystwo.   Chciał jeszcze wstać, lecz dwóch strażników doskoczyło do niego  i brutalnie popchnęli go  nad samą krawędź,  skutej lodem czerni grobu. Nie bronił się, nie wołał Boga ani łaski. Poprawił tylko kołnierz palta. Wywinął go z taką formą etykiety, jak gdyby wchodził na przedstawienie leningradzkiego baletu czy teatru. Przygładził jeszcze włosy, dłuższe kosmyki powędrowały za uszy. Odetchnął jedynie głęboko. Nie z ulgą a ze zniecierpliwienia. Widać skoro mu było w objęcia śmierci, lub do jakiś kolejnych magicznych sztuczek. Jeden ze strażników wręczył mi pistolet.   Wasza kolej towarzyszu lejtnancie. Koniec jego ziemskiej wycieczki. Tym razem Diabeł się nie wywinie. Jeden strzał w głowę  a my dokończymy jeśli będzie trzeba.  Spojrzałem jeszcze za siebie na kierowcę. Gdyby mógł to krzyczałby. Ruchy, ruchy lejtnancie. Moskwa czeka. Gdzieś na granicy polany  zaświeciło się coś złotego. Owalne jak moneta lecz bezsprzecznie żywe. Oko czarnego kocura. Patrzył cały czas. Trzeba będzie też go zastrzelić  razem z jego panem. Tak by mieć spokojne sumienie.   Wyciągnąłem pistolet.  Moja dłoń, dotąd tak karna  i posłuszna systemowi,  drżała w sposób haniebny.  Nie z powodu mrozu.  Czułem, jakby tysiące niewidzialnych mrówek chrzęściło pod moją skórą,  paraliżując każdy nerw.  Spojrzałem na Żerebcowa.  Zgarbiony, spokojny,  z tym samym  błogim uśmiechem małego chłopca,  czekał na uderzenie ołowiu.   Podniosłem broń.  Wycelowałem w potylicę studenta.  Świat wokół zamarł.  Czas przestał biec do przodu,  a pętla fatum zacisnęła się na mojej krtani. Pociągnąłem za spust. Huk rozdarł ciszę tajgi,  a ciało poety runęło bezwładnie  w przygotowany rów. Strażnicy rzucili się do mogiły  jak wściekłe psy. Kuli ciało raz za razem, aż do momentu omdlenia ramion.   A potem nastał poranek. Mgła przedświtu,  gęsta i szara jak dym z podłych papierosów, osiadła nisko nad polaną. Nad polaną na której  nie pozostawiono tylko ciała literata  w płytkim grobie. Śnieg wokół był pełny  czarnego brudu lub sadzy. Drzewa miały okopcone pnie. Wszędzie wokół unosił się także,  drażniący smród siarki. Studebaker i Zis nadal stały frontem do siebie. Nie było wokół nikogo. Ani na polanie ani w lesie, ani na pakach czy w szoferkach. Lejtnant i strażnicy  nie wrócili z akcji do obozu. Oficer czekał na ludzi i raport. Nie było gratulacji, obietnicy awansu. Nie było niczego. Poza ciszą.  Martwą i złowrogą. Wysłano więc kolejny oddział na miejsce. W końcu robota  mogła być wykonana wzorowo. Żerebcow nie żył  a oni w drodze powrotnej, mieli wypadek albo zgubili drogę  w śnieżnej zamieci. Drugi oddział strażników  przybył na miejsce egzekucji z opóźnieniem, klucząc Studebakerem  pośród zwalonych pni.  Gdy żołnierze wysiedli z wozu,  nienaturalna cisza lasu  sparaliżowała ich kroki.     Nad otwartą, czarną mogiłą  stały dwie postaci. Paweł Fiodorowicz Żerebcow,  nienagannie młody,  z czujnym i bystrym wzrokiem petersburskiego filozofa,  trzymał na rękach wielkiego, czarnego kocura. Na jego brudnym palcie  nie było śladu krwi,  a czas wydawał się omijać jego oblicze szerokim, lękliwym łukiem. Obaj z kotem trwali w milczącej zadumie, spoglądając w dół,  do wnętrza ziemnego grobu. Tam, na dnie lodowatego rowu,  pośród grud zmarzliny,  spoczywało ciało lejtnanta.  Jego oczy były szeroko otwarte,  wybałuszone w ostatecznym,  pośmiertnym zdziwieniu,  a na ustach zastygał krwawy spazm paranoi. Martwy kat leżał dokładnie tam,  gdzie kilka godzin wcześniej  miał spocząć poeta.   Żołnierze zamarli na linii drzew,  niezdolni do oddania choćby  jednego strzału z pepesz.  Wtedy, pośród arktycznego milczenia Syberii, czarny kocur uniósł poszarpane lewe ucho, spojrzał na Żerebcowa  i przemówił ludzkim, chropowatym głosem, który wibrował jak  pomruk nienasyconego pieca.   Fatalnie… fatalnie tak mój drogi przyjacielu, stracić zupełnie głowę  dla godnej pożałowania sprawy.   A Żerebcow tylko cicho mu przytaknął,  po czym obaj odwrócili się plecami  do armii straceńców  i odeszli wolnym, dystyngowanym krokiem  w gęstniejącą mgłę tajgi.   Nikt za nimi nie pobiegł ani nie strzelał. Zjawa była wolna. I było tylko kwestią czasu, gdy znów ją schwytają  gdzieś w ciemni rozpadającej się komunałki. Z maszynopisem w jednej dłoni A z kartą wiersza w drugiej.      
    • wiosną koniku wio sną niech wstają ptaszki chcą paszki a może jest morze i rosa i maj i rosną watry wiwaty i wiatry i mają się dobrze kwiaty i krople dżdżu wyłażą dżdżownice i rośnie radośnie tak ona i on jak ja i ty w deszczową toń „Jeśli deszcze w maju, wszystko rośnie jak w gaju” 
    • @Stukacz, @Berenika97, @viola arvensis, @violetta, @Poet Ka  dziękuję bardzo
    • @viola arvensis dziękuję
    • @viola arvensis dziękuję
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...