Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

 

Zgrzytka zgodnie z tradycją, ubrana w ciemną kurtkę z kapturem, spod którego wystaje twarz w ciemnych okularach, ma niewątpliwie wygląd facetów w czerni, ale w sumie nietuzinkowo urocza z tym swoim, tajemnym zgrzytaniem. Chyba zębami, ale wolimy nie pytać, by nie rozbabrać empatycznych emocji, gdyż bywa niekiedy, że to się destrukcyjnie kończy, dla niejednego z nas. Jednak nie narzekamy na Zgrzytkę. To taka nasza jedenastka, gdyż często trafia w dziesiątkę problemu, jeżeli chodzi o ocenę sytuacji. Poza tym do rany przyłóż gościowa, gdyby co. Czuwa nawet, żeby za bardzo nie przyschnąć, gdyż oderwanie może być bolesne.

 

Jednak najważniejszy problem to taki, że nigdy nie wiemy, czy zgrzyta z radości, czy gdy wnerwiona. Przeważnie nami, lub po prostu czymś, co jej mózg potarga. Nie ma żadnej różnicy w barwie oraz intensywności dźwięków. Tłumaczymy jej, że różne bywają koleje życia i nie zawsze dalsze tory dobudowali i faktyczne, jak tu nie zgrzytnąć, gdy lokomotywa ugrzęźnie w żółtym piachu, a błękit tak wysoko odległy, to rozumiemy, że może być problem. Chociaż z drugiej strony, nie pociągnie za sobą wagonów i przez to jakiś kat przeznaczenia, może nie dopisać finalnej strofy.

 

Widzimy, że ciemne okulary potakują w pionie i już wiemy, że za chwilę zacznie się zgrzytanie, gdyż przypomnieliśmy sobie, że właśnie ona tak nam klarowała i teraz patrzy na nas, jak na durni, co sobie pamięć sfajczyli, własnym ogniskiem. No na pewno ciekawie z nią. Szczególnie na cmentarzu, w poświacie księżyca, kiedy to w mrocznym ubranku, snuje się niczym zjawa pomiędzy mogiłami. Tylko prześwitujących przez ciemne szkiełka, zielonych szparek oczu brakuje. Jak taki czarny kotek nagrobny.

 

 –– Gdybyś nam wtedy przebiegła przez ścieżkę i to jeszcze na cmentarzu, to nasz los byłby przesądzony.

  

Znowu zaczyna zgrzytać na takie wspomnienia, ale tym razem o dziwo, chyba wiemy, że śmiechowo tak jakoś.

 

*

Stoimy w parku przy gwarnej ulicy. Nagle gdzieś sobie idzie. Zupełnie nagle. Taki ma styl. Mówiła coś, że przyniesie smaczne jedzonko i wreszcie wytłumaczy, to swoje zgrzytanie. Krzyknęła na odchodnym: do jutra o tej samej porze. Na szczęście znamy ów zwyczaj. Do jutra oznacza, że wróci za kilkanaście minut. Gdyby wrzasnęła: wrócę za tydzień, to by znaczyło, że jutro. Zatem czekamy niecierpliwie.

 

Nagle słyszymy przeraźliwy zgrzyt hamulców. Przechodnie popatrują w tamtą stronę, jak jeden mąż. Słyszymy też sygnał karetki, jakby czas płynął zupełnie inaczej, tak jakoś jednocześnie. Biegniemy w tamtym kierunku. Przepychamy się między ludźmi. Nagle dostrzegam Zgrzytkę na drugiej stronie ulicy. Po raz pierwszy nie ma okularów. Taka inna jakaś. Macha ręką, też w pionie. Nigdy nie robiła w ten sposób… lecz po chwili znika mi z oczu.

Później każdy z nas przysięgał, że ją widział.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Oj nie żartuj sobie, każdy pewnie tak by sobie życzył.
    • pełnia nas i nieludzkiej tęsknoty  mojej  wydarzeń z tego pomiędzy  ciągłe magnetyczne przebóstwienia    jasnoczucie ciebie  zdławione alkoholicznym rumienicem noce   zaciągasz mnie w głęboko niskie energie uwiedzionego ciała  po ból ekstazy  i zmęczoną twarz    przytul       
    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

        Dziękuję za komentarz i w ogóle i przede wszystkim, że wiesz o co chodzi w tym moim tekście.   Mnie bardzo poruszyło to, co się stało tej dziewczynie, ale jeszcze chyba bardziej, że państwo zamiast jej bronić (to znaczy także szukać i ukarać sprawców) to wydaje przyzwolenie na zgodę na jej śmierć, śmierć ofiary. Przecież to otwiera furtkę, by inni nie bali się tego, że mogą czuć się bezkarnie, bo państwo w majestacie prawo samo będzie zacierać za nimi ślady przestępstwa, bo najlepszym sposobem na to przecież jest unicestwienie ofiary. To jest otwarcie drogi na nowy rodzaj przemysłu, którego surowcem jest ludzkie ciało.   Co do eutanazji samej jako takiej, jakby to było popierać ją, a potem poprawiać poduszkę bezbronnej osobie leżącej, którą dotleniamy przez aparat i żyjemy każdym danym nam dniem, motywujemy się każdego poranka, by starczyło nam siły. To są rzeczy wzajemnie się wykluczające i tu są tylko  w teorii jakieś "może:.   Pozdrawiam serdecznie :-)   dziękuję @Poet Ka
    • @Magdalena   Dziękuję. Zmylił Cię zapis. To coś jest wierszem ;)   Przedział sypialny,   dwa miejsca leżące. Na jednym ja, na drugim kot.   Pomiędzy nami atlas gwiaździstego nieba, nikomu niepotrzebny w dalszej podróży.   Niech cisza nie zmyli. Dom jak lustro odbija nastroje. Wystarczy się wsłuchać. Pokładowy czas przerywa swój bieg – bije dziesiątą.    
    • Młodsza psycholożka, pani Magda, westchnęła cicho i przysunęła do Niki kartkę z ołówkiem. - Dobrze. Zostaw książkę, jeśli musisz. Teraz zrobimy mały test. Posłuchaj uważnie polecenia: narysuj, proszę, na tej kartce kwadrat, trójkąt i okrąg.       Polecenie było dla Niki obraźliwie proste. W zerówce robiła znacznie trudniejsze rzeczy. Chwyciła ołówek i pewnymi ruchami narysowała kwadrat, ostry trójkąt i równe koło. Ale to jej nie wystarczyło. Pod każdą figurą, starannymi drukowanymi literami, napisała: kwadrat,trójkąt,koło. Potem, czując przypływ weny, dorysowała obok dwie kolejne figury. - To jest trapez, a to prostokąt - wyjaśniła z dumą, dopisując pod nimi nazwy. - Żeby paniom nie było smutno, że tak mało figur mają na kartce.    Odłożyła ołówek i spojrzała na psycholożki z triumfem. Była pewna, że zostaną oczarowane jej wiedzą i umiejętnością pisania. Miny kobiet były jednak kamienne. Pani Halina coś zanotowała w kwestionariuszu, głośno skrobiąc długopisem. Atmosfera tężała. Nika czuła, że coś jest nie tak, ale nie rozumiała co. Przecież zrobiła więcej, niż prosili.      Po godzinie męczących pytań o kolory, pory roku i układanie klocków w logiczne wzory, pani Halina wstała. - Dobrze. Niko, wyjdź proszę na korytarz i poczekaj na tatę. Musimy chwilę porozmawiać.   Nika wyszła. Usiadła na tym samym twardym krześle. Zamknęła oczy, tuląc książkę do siebie. Czuła się wyczerpana, ale i dumna. Przecież wszystko wiedziała.       Drzwi gabinetu były stare i wypaczone. Nie domknęły się szczelnie. W ciszy pustego korytarza głosy z wewnątrz, choć stłumione, były wyraźnie słyszalne. Nika nie chciała podsłuchiwać, ale słowa same wpadały do jej uszu, mrożąc krew w żyłach.   - …Proszę pana, wyniki testów intelektualnych są w normie, nawet powyżej, ale… - głos pani Haliny brzmiał sucho i profesjonalnie. - Dojrzałość emocjonalna pozostawia wiele do życzenia. Absolutnie odradzamy pierwszą klasę w tym roku. Lepiej, żeby poszła ze swoimi rówieśnikami.       Nika poczuła, jak świat wali się jej na głowę. Odradzają?   - Ale dlaczego? - w głosie taty słychać było napięcie.   - Proszę pana, ona nie wykonuje poleceń - wtrąciła się pani Magda. - Wyraźne polecenie brzmiało: narysuj trzy figury. Kwadrat, trójkąt i okrąg. Nika narysowała pięć figur. Nie było też polecenia podpisywania. To świadczy o braku umiejętności słuchania i nadmiernej impulsywności. Ona chce narzucać własne zasady.       Nika skuliła się na krześle. Zrobiłam za dużo, więc jestem gorsza? Ta myśl była dla niej nielogiczna i głęboko niesprawiedliwa.   - Do tego dochodzi ta sytuacja z książką na początku - kontynuowała pani Halina. - Wyraźna odmowa wykonania polecenia odłożenia przedmiotu. W szkole, proszę pana, trzeba wykonywać polecenia nauczycieli bezdyskusyjnie. Bez tego dziecko nie funkcjonuje w grupie. Ona jest po prostu niedojrzała społecznie. Musi dorosnąć do rygoru szkolnego.      Tata próbował walczyć. Jego głos brzmiał teraz twardo.   - Panie wybaczą, ale moja córka w wieku pięciu lat zaliczyła zerówkę. Nauczycielki ją chwaliły. Umie pisać, płynnie czyta - nawet te baśnie, które panie zlekceważyły, liczy w zakresie stu i wykonuje proste działania. Chce się uczyć. Co ma robić przez kolejny rok w przedszkolu? Nudzić się i cofać w rozwoju?   - Panie Kowalski, umiejętności akademickie to nie wszystko. Szkoła to system. System wymaga posłuszeństwa. Pana córka jest temu systemowi niepodporządkowana. Nasza opinia jest negatywna. Decyzja należy do dyrektora szkoły, ale z takim dokumentem… cóż, szanse są marne.
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...