Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

jak wiele trzeba połknąć dni niemych

by się pieczęcią kładły na słowie

nigdy nie pojmie kto się nie przejadł

z ciszy strawionej czyniąc grobowiec

 

 

 

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Nie mów tego głośno, bo przyjdzie pewna pani kurator oświaty i mnie zbanuje xD

Może być blogosławieństwem, a może być nawet lekiem - ale, jak to z lekami bywa, do najsmaczniejszcych nie należy. Ale, jak mawiają twardziele: nie takie gówna się w wojsku jadło ;P

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Dobrze jest płynące zewsząd nauki przesiewać przez własny rozum :P

Limeryk odnośnie czego? Porównania z Mickiewiczem?

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Kurła, trzym mi piwo! Pa na to:

 

kurator co obciach robi krakowowi
miała moc zastrzeżeń ku mickiewiczowi
więc styl znad świtezi
trzymaj na uwięzi
by się nie narazić szkole i rządowi

 

xD

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Wydaje mi się, że tak jak z bólem fizycznym, każdy ma indywidualny próg tolerancji takich niemych dni.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Do generowania złotych myśli trzeba wybitnej inteligencji, więc zatrzymajmy się na miedzianej albo czymś takim :P

I dzięki!

Opublikowano

@error_erros bardziej mi chodziło o limeryk grobowo, no taki ciemny humor. Czy dałoby się połączyć taką mroczność z humorem, może ironią np. Płyta może być na nagrobku i... np. Aha no sama odpowiedziałam sobie :) czyli coś może dziś być, jak się uda.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Mam na forum kilka limeryków czarno-humorystycznych, zapraszam do... grzebania ;D

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

A jednak można czegoś "przepięknie" nie wypowiedzieć ;D Dzięki za miłe słowo i ogólnie za odwiedziny!

  • 2 tygodnie później...

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...