Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

 

Załóżmy, że poniższe się wyklucza, ponieważ takie właśnie bywają nasze odpowiedzi wobec tez rozmaitych, rozmytych i fifty – fifty.

 

Swoją drogą na naszych drogach lubimy wykluczać. Pół biedy jeśli tylko "nieprawidłowe" treści.

 

Czy dobry poeta to dobry człowiek, czy ten, który dobre wiersze pisze?

 

Naiwne pytanie wprost na naiwne czasy. A i autor pytania również naiwny w zamiarze bezpośrednim.

 

Jakieś propozycje? Wszystkie przyjmę z naiwną wdzięcznością :) Każda odpowiedź jest podobno dobra. Nie oszczędzajmy liter na lepsze czasy, które mogą wcale nie nadejść.

 

Mam – jak prawie każdy – własne preferencje ;)

 

Zgranych do cna lubię. Bardzo lubię i chętnie ich czytam.

Opublikowano

Zadam odwrotne pytanie: Czy zły człowiek może być dobrym poetą (lub artystą w ogóle)?

Kojarzy mi się tu jedna z myśli Leca: "Czy jeżeli ludożerca je nożem i widelcem - to postęp?"

Zły człowiek nie może być dobrym poetą / artystą, nawet jeśli opanuje  t e c h n i k ę  i zbiera pochwały od krytyków,

albo wpisuje się w obowiązujący trend - czy tworzy nowy.

 

Pozdrawiam

Opublikowano

@WarszawiAnka dyskusyjna sprawa. Humanistyczna bardzo. Kim jest zły człowiek? Kim jest dobry człowiek? To nie są łatwe pytania. Był taki impresjonista, którego skądinąd cenię bardziej nawet niż Van Gogha, Hrabia Henri de Toulouse - Lautrec, którego w wielu sprawach można byłoby posądzić o nieprzyzwoitość. Niesamowite rzeczy robił w sztuce, wyznaczał nowe trendy, odkrywał nowe techniki chyba najwięcej w rytownictwie, ale do aniołków nie należał. Nikt nie może mu zarzucić, że był złym artystą. Sporo było takich osobowości. Czytałem również biografię Edwarda Muncha. Ten również w malarstwie doszedł do mistrzostwa mimo że był kłótliwy, miał paranoiczny charakter, toczył całe batalie z urzędami skarbowymi. Ktoś również może powiedzieć, że to zły człowiek był, a uznawany był za najwybitniejszego malarza swoich czasów. Ja tylko w naiwny sposób nakreśliłem pewne zagadnienie. Mam wrażenie, że ostatnio trochę przestaliśmy to oddzielać, bo w dobie internetowej czy celebryckiej wnikliwości zaczęliśmy bardzo różnym osobom zadawać moc niestosownych pytań, sugerujemy różne sprawy, wchodzimy im w rodziny, do łóżka, w sprawy pracownicze etc. itd. Doszło do tego, że powstało grono najwybitniejszych artystów, na przykład Banksy, którzy bardzo daleko ukrywają swoją tożsamość i muszą popełniać nie lada wysiłki żeby chronić swoją prywatność, co przecież odrywa ich od spraw sztuki, czy zawodowych. Wywlekamy jakieś brudy najwybitniejszym przedstawicielom czasów minionych, oczywiście że nie tylko artystom, a zapominamy, że jakby się głębiej zastanowić to sami do świętych bynajmniej nie należymy. W strącaniu z najróżniejszych pomników brakuje nam wybaczania i wyobraźni. 

 

Dzięki za wpis, fajnie że do mnie wpadłaś :)

 

Również pozdrawiam :)  

Opublikowano

@Gosława co prawda, to prawda, zgadzam się z Tobą Reni. O wrażliwość, ba o nadwrażliwość się ciągle tutaj rozchodzi :)) Ogólnie wybaczcie mi, że argumentuję malarstwem, a nie poezją, co z niewiedzy się bierze :) Mało znam historii poetów, za mało ;// 

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 

Poruszyłeś wiele istotnych kwestii, nie da się tu ich wszystkich omówić. W świecie sztuki rzecz w tym, że oddziela się twórczość artysty od jego postępowania. Często jeśli ktoś wprowadza coś nowego, promując to, można nieźle zarobić.

A co do etyczności postepowania: załóżmy, że mężem Twojej siostry jest uznany pisarz, który jednak przez swoje postępowanie niszczy ją i doprowadza do załamania nerwowego. Czy mimo to byś go cenił? 

 

Ciekawe też, że łatwo odwacamy się od polityków, którzy kłamią, łamią obietnice, biorą czy dają łapówki, bezczelnie zawłaszczają pieniądze podatników - a wiele wybaczamy artystom...

 

Dziękuję i pozdrawiam

 

P.S. Hitler zaczynał jako malarz...

 

 

 

 

 

 

 

Opublikowano

@WarszawiAnka Zacznę od końca. Bardzo źle że Hitler nie został doceniony jako malarz bo wtedy może drugiej wojny by nie było. Albo choćby nie poprzestał na tym swoim marnym pisaniu. Gdyby jakis wariat załóżmy poeta skrzywdził moją siostrę bardzo bym się na niego wnerwił. Ratowałbym ją. Są takie przykłady, podobno Philip K. Dick taki był. Sprawę traktowałbym rzeczywiście personalnie, tak myślę, ale to wciąż mógłby być dobry poeta. Inna sprawa, choć łatwo powiedzieć, ale ktoś nas krzywdzi no to jednak powinniśmy reagować i odchodzić. Trochę masz racji, a trochę i ja ją mam. Były partner nazwijmy poeta jest byłym mężem i nie wiem może na przykład płacić wysokie alimenty, a nie ma może konieczności równać go od razu z ziemią. I obtrambiać po wszelkich możliwych tubach, że to skurwiel jakiś jest. W świecie sztuki, polityki, religii, biznesu i każdym innym jest trochę miejsca na wybaczanie, ale my jakbyśmy zupełnie już w ogóle nie chcieli tego robić. Tymczasem w sprawie mojej siostry ( a mam faktycznie kochaną siostrę) najważniejsze byłoby uratowanie siostry i przywrócenie jej do świata zdrowych, a dopiero potem policzenie się z mężem durniem. Długo by o tym dywagować...

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 

Zgadzam się w zupełności, że gdyby Hitlera przyjęto na ASP i gdyby coś tam sobie malował do II wojny mogłoby nie dojść.

 

Co do siostry (którą faktycznie masz i której byś oczywiście bronił) nie zgodzę się, że mąż drań to również świetny artysta. Jednak artysta i niedoskonały mąż - to już co innego, bo nikt doskonały nie jest. 

 

Przypomniał mi się również napisany już lata temu dramat Jerzego Szaniawskiego pt. "Żeglarz". W pewnym miasteczku trwają przygotowania do uczczenia pochodzącego stamtąd legendarnego kapitana Nuta. Tuż przed uroczystością wraca jednak dziennikarz, którego wysłano w podróż celem zebrania materiałów na temat rzeczonego bohatera. Niestety, okazuje się, że kapitan Nut nie tylko nie był bohaterem, ale okazał się dość nieciekawym indywiduum. W związku z tym następuje konsternacja: czy mimo to należy go uczczić i dać mieszkańcom powód do dumy, czy go odbr ązowić? Autor nie udziela odpowiedzi, kwestia pozostaje otwarta.

 

Pozdrawiam

 

 

 

 

Opublikowano (edytowane)

@WarszawiAnka słuchaj ja się z Tobą w zasadzie zgadzam. Ale widzę, a internetowe czasy odkrywają tę prawdę z podwójną mocą, że tu prawie nikt nie jest bez skazy. Obecnie w Polsce jeszcze nic nie znaleźli chyba tylko na Kopernika. Może być jeszcze inny teoretycznie przypadek, że dobry artysta, dobry mąż, czy dobra żona, bo przecież nie rozmawiamy o swoistej wojnie płci, coś kiedyś sknocili. W czasach dawniejszych możliwe nawet, że tego sknocenia, a nie mam tutaj wcale na myśli jakiś ewidentnych czy dyrastycznych przypadków, bo przecież jednak rozmawiamy o odcieniach szarości, nikt by nawet nie odkrył, nie zauważył, nie rozpropagował. I sprawa jakiejś głupoty rozmyła by się po kościach. I niemalże wszyscy byliby zadowoleni. Teraz jest inaczej, wszędzie systemy komputerowe, pliki, fotografia, archiwa, telefony komórkowe, grupy społecznościowe i teraz jest o niebo łatwiej komuś wyciągnąć taką głupotę i tego kogoś zrównać z błotem tak dalece, że ten ktoś przestanie być już uznawany za dajmy na to dobrego poetę. Można sobie wyobrazić kogoś, kto się podda i dajmy na to przestanie pisać, bo sam przed sobą uwierzy, że coś jest z nim nie tak. W ten oto niewyszukany sposób tracimy poetę, ale możemy również stracić polityka, męża, sprzedawcę, biznesmena, technika i długo by jeszcze wymieniać. Szereg spraw etycznych jest bardzo niejednoznaczna moim skromnym zdaniem. Jeśli mówimy o Hitlerze sprawa jest oczywista, bo mamy do czynienia z totalnie złym człowiekiem w złych czasach i sprawa jest absolutnie jednoznaczna. Jeśli ktoś partnera doprowadza do faktycznego szaleństwa i czyni tak w sposób zawiniony sprawa też jest raczej jednoznaczna. Ale jest też mnóstwo mniej oczywistych przypadków, a mam wrażenie czasy nie sprzyjają ich rozsądnemu rozpatrzeniu. Mogę tylko na szczęście dodać, że mam nadzieję jestem po trosze artystą, ale na szczęście nie jestem sędzią, a i nie mam uprawnień do bycia adwokatem. I czuję prawdziwą ulgę z tego powodu :))

 

 

Edytowane przez Leszczym (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 

Ja również z prawem zawodowo nie mam do czynienia. :) Jeżeli zaś chodzi o wyciąganie tzw. brudnych spraw na światło dzienne, to zależy, co się wyciąga i w jakim celu. Jeśli ktoś ujawnia brzydką prawdę o znanym człowieku, aby pokazać, że nie należy mu się uwielbienie, jest to uzasadnione. Natomiast jeśli ktoś próbuje na siłę kogoś zniesławić informacjami, które rozdmuchuje, a które są wyolbrzymione, albo nawet spreparowane, to jest, oczywiście, świństwo.

 

Bardzo istotna jest też postawa samego obiektu ataków. Jeśli ataki są fałszywe, sam zna przecież i tak swoją wartość, a oszczercę może pozwać. Natomiast jeśli są prawdziwe, a on ma w sobie dość pokory, przyjmie uderzenie "na klatę", przyzna się, przeprosi, wyjaśni, że teraz jest już na innym etapie życia. Jeśli natomiast będzie iść w zaparte, mimo oczywistych dowodów, będzie tylko kłamcą. Niezależnie od pozycji.

 

 

 

 

 

... i oczywiście dziękuję. :)

 

 

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • Krótki, ostrzegawczy szmer poprzedził huk, który rozszedł się w ciemności podziemia, głośny do tego stopnia, że z nadmiarem wypełnił pustą do tej pory przestrzeń zmysłów. Ryk żołądka fabryki jeszcze chwilę kaskadował, a Karol zdał sobie sprawę z tego co właśnie usłyszał - jedna z wielkich gór węgla musiała runąć na ziemię.

      Odurzony dziecięcą fascynacją, chłopiec z powrotem włączył latarkę, otrzepał spodnie, i ruszył w drogę powrotną. Wszystkie pomieszczenia zdawały się jałowe, ich osnowa tajemniczości leżała poszarpana w strzępach tłustych pajęczyn, lecz kiedy wreszcie Karol skierował wzrok latarki na drzwi pierwszego pokoju, ciemność nie ustąpiła ani kroku. Pierwszy raz dzisiaj jedenastolatka ogarnął prawdziwy strach, nie ten napędzający wolę walki, czy wzniecający pożądanie zakazanego, ale najprostszy, dziecięcy strach, ten sam, który każe chłopcowi bać się wilkołaków lub kosmitów. Przez chwilę, Karol stał wpatrując się w ścianę czerni, nie wiedząc nawet co ze sobą zrobić, aż instynktownie rzucił się ku zaspie wyrzucając z niej pojedynczo kolejne grudki węgla. Każdy wyrzucany kamyczek zdawał się być od razu zastępowany następnym i następnym, a niektóre zwalały do środka jeszcze więcej gruzu, aż rozsypywał się on pod butami chłopca. W panice Karol odrzucił latarkę, nadal żarzącą się w rogu pokoju, aby obiema rękoma wyryć sobie drogę przez zaspę. Kolejnymi, długimi zamachami wyrzucał sprzed siebie garści kamienia, jakby płynął w ciemności, jak niedoświadczony pływak - nieważne ile energii nie wkładający w swe ruchy, zastygły w miejscu. Chłopiec poczuł na sobie ciepły dotyk, a kiedy spojrzał w dół, zobaczył, że wokół jego paznokci zbiera się krew. Karol cierpiał na tę przypadłość, przez którą mdlał na widok własnej krwi. Jej mezalians z węglowym pyłem odbierał mu powoli wzrok. Musiał zrobić sobie przerwę, lecz praktycznie całą posadzkę pokoju pokrywały rozrzucone grudki węgla, przeszedł więc on do następnego pokoju, gdzie padł dopiero na ziemię, wychładzając się z pierwszego przypływu adrenaliny. Próbując racjonalnie myśleć, zdjął z siebie zimową kurtkę, pod którą zdążył się już porządnie spocić, wytarł w jej futro brudne dłonie i ustabilizował oddech. Przez jego gardło przeszedł najbardziej donośny krzyk na który mógł się zdobyć. Wzywał pomocy w regularnych odstępach, a jego ślina gęstniała z każdym kolejnym przełknięciem.

      Rozpłakał się. Spływające, gorące i ciężkie łzy, wytyczyły ślady w czarnym pyle pokrywającym jego policzki. Nie miał czasu się wstydzić, szlochał prawdziwie rozdzierająco, to znów przechodził w przerywany oddech, mamrotał pod nosem, lub trwał w całkowitej ciszy, gdzie tylko lekkie spazmy oznaczały rozpacz. Rozbolała go głowa, a ciemność przed nim zaczęły wypełniać finezyjne kształty i kolory, przypominające wygaszacz ekranu z domowego komputera - fioletowe i niebieskie wstążki zwijały się wokół Karola, kurczyły i pulsowały, uciekały na chwilę, i wracały z drugiego krańca wizji. Rozłożył się na posadzce, i mógłby przysiąc, że gdzieś w tle rozlega się kolejny szkolny dzwonek. Zatkał uszy palcami, a hałas trwał w najlepsze. Jak alarm przeciwpożarowy, nieprzerwany brzęk wdrążał się w jego mózg, tupot uczniowskich kroków na schodach wybijał marszowny, wojskowy krok, jakiegoś pośpiesznego i niecierpliwego wojska, głodnego krwi i śmierci. Tupot. Tupot. Trupot. Nieprzerwane bębny kołatającego serca. Karol zerwał się na równe nogi, a jego głowa pozostała na ziemi. Formy przed oczami przypominały lany w andrzejki wosk. Świetliste kontury składały się w rude gwiazdozbiory. Rude. Nitki rudych włosów trzepotały na wietrze ciała szklistego. Karol nachylił się, żeby je pocałować, a one odfrunęły pod sam sufit, nęcąc go po kolei swoją bliskością, tylko po to, aby uciec w ostatnim momencie. Zlizana z warg sól zdawała się teraz smakować owocową pomadką do ust. Truskawki. Kiedy jego mama usługiwała sąsiadom, aby zarobić na związanie początku miesiąca z końcem, zabierała go ze sobą do ogródka, on plewił chwasty, a ona zbierała z krzewów owoce - dojrzałe i ponętnie czerwone w skwarnym, letnim słońcu. Jego dłonie w roboczych rękawiczkach nie mogły się równać jej, czerwonym i gładkim, jak wyrobiony w korycie rzeki kamień.

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Krótki, ostrzegawczy szmer poprzedził huk, który rozszedł się w ciemności podziemia, głośny do tego stopnia, że z nadmiarem wypełnił pustą do tej pory przestrzeń zmysłów. Ryk żołądka fabryki jeszcze chwilę kaskadował, a Karol zdał sobie sprawę z tego co właśnie usłyszał - jedna z wielkich gór węgla musiała runąć na ziemię. Odurzony dziecięcą fascynacją, chłopiec z powrotem włączył latarkę, otrzepał spodnie, i ruszył w drogę powrotną. Wszystkie pomieszczenia zdawały się jałowe, ich osnowa tajemniczości leżała poszarpana w strzępach tłustych pajęczyn, lecz kiedy wreszcie Karol skierował wzrok latarki na drzwi pierwszego pokoju, ciemność nie ustąpiła ani kroku. Pierwszy raz dzisiaj jedenastolatka ogarnął prawdziwy strach, nie ten napędzający wolę walki, czy wzniecający pożądanie zakazanego, ale najprostszy, dziecięcy strach, ten sam, który każe chłopcowi bać się wilkołaków lub kosmitów. Przez chwilę, Karol stał wpatrując się w ścianę czerni, nie wiedząc nawet co ze sobą zrobić, aż instynktownie rzucił się ku zaspie wyrzucając z niej pojedynczo kolejne grudki węgla. Każdy wyrzucany kamyczek zdawał się być od razu zastępowany następnym i następnym, a niektóre zwalały do środka jeszcze więcej gruzu, aż rozsypywał się on pod butami chłopca. W panice Karol odrzucił latarkę, nadal żarzącą się w rogu pokoju, aby obiema rękoma wyryć sobie drogę przez zaspę. Kolejnymi, długimi zamachami wyrzucał sprzed siebie garści kamienia, jakby płynął w ciemności, jak niedoświadczony pływak - nieważne ile energii nie wkładający w swe ruchy, zastygły w miejscu. Chłopiec poczuł na sobie ciepły dotyk, a kiedy spojrzał w dół, zobaczył, że wokół jego paznokci zbiera się krew. Karol cierpiał na tę przypadłość, przez którą mdlał na widok własnej krwi. Jej mezalians z węglowym pyłem odbierał mu powoli wzrok. Musiał zrobić sobie przerwę, lecz praktycznie całą posadzkę pokoju pokrywały rozrzucone grudki węgla, przeszedł więc on do następnego pokoju, gdzie padł dopiero na ziemię, wychładzając się z pierwszego przypływu adrenaliny. Próbując racjonalnie myśleć, zdjął z siebie zimową kurtkę, pod którą zdążył się już porządnie spocić, wytarł w jej futro brudne dłonie i ustabilizował oddech. Przez jego gardło przeszedł najbardziej donośny krzyk na który mógł się zdobyć. Wzywał pomocy w regularnych odstępach, a jego ślina gęstniała z każdym kolejnym przełknięciem. Rozpłakał się. Spływające, gorące i ciężkie łzy, wytyczyły ślady w czarnym pyle pokrywającym jego policzki. Nie miał czasu się wstydzić, szlochał prawdziwie rozdzierająco, to znów przechodził w przerywany oddech, mamrotał pod nosem, lub trwał w całkowitej ciszy, gdzie tylko lekkie spazmy oznaczały rozpacz. Rozbolała go głowa, a ciemność przed nim zaczęły wypełniać finezyjne kształty i kolory, przypominające wygaszacz ekranu z domowego komputera - fioletowe i niebieskie wstążki zwijały się wokół Karola, kurczyły i pulsowały, uciekały na chwilę, i wracały z drugiego krańca wizji. Rozłożył się na posadzce, i mógłby przysiąc, że gdzieś w tle rozlega się kolejny szkolny dzwonek. Zatkał uszy palcami, a hałas trwał w najlepsze. Jak alarm przeciwpożarowy, nieprzerwany brzęk wdrążał się w jego mózg, tupot uczniowskich kroków na schodach wybijał marszowny, wojskowy krok, jakiegoś pośpiesznego i niecierpliwego wojska, głodnego krwi i śmierci. Tupot. Tupot. Trupot. Nieprzerwane bębny kołatającego serca. Karol zerwał się na równe nogi, a jego głowa pozostała na ziemi. Formy przed oczami przypominały lany w andrzejki wosk. Świetliste kontury składały się w rude gwiazdozbiory. Rude. Nitki rudych włosów trzepotały na wietrze ciała szklistego. Karol nachylił się, żeby je pocałować, a one odfrunęły pod sam sufit, nęcąc go po kolei swoją bliskością, tylko po to, aby uciec w ostatnim momencie. Zlizana z warg sól zdawała się teraz smakować owocową pomadką do ust. Truskawki. Kiedy jego mama usługiwała sąsiadom, aby zarobić na związanie początku miesiąca z końcem, zabierała go ze sobą do ogródka, on plewił chwasty, a ona zbierała z krzewów owoce - dojrzałe i ponętnie czerwone w skwarnym, letnim słońcu. Jego dłonie w roboczych rękawiczkach nie mogły się równać jej, czerwonym i gładkim, jak wyrobiony w korycie rzeki kamień.
    • @Charismafilos  wiersz nie jest o tym:)) .Zaskakujące skojarzenie ;) Dziękuję  @Marek.zak1

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      Dziękuję, nie znałam tego. Sprawdziłam i rozumiem aluzję . Spokojnej nocki;))  @Mel666 Bardzo trafne odczytanie.  Serdecznie dziękuję.  Uściski.

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • @wiedźma nie wiem czy się nie mylę, ale dla mnie jest to wiersz o przemocy. Psychicznej, fizycznej....ale ukrytej. Tak o nim mysle po pierwszym czytaniu. Jest świetny!
    • ?trwałość pamięci*   upłynnij wymowę cz chupa chups w kwiatek czy chmurkę   od lat podnosi  poziom serotoniny staś dla nel zdobyłby chupsa zamiast chininy    logo zbyt  późno powstało avida słodycz salvadora dolar   galowe logo którego nie czupiają się zegary co zostało  osiemdziesiąt dziewięć    przełom zabrał malarza cukierek poszedł do kosza  papierek pozostał  w dłoni   * Nawiązanie do tytułu jednego z obrazów S.Dalego.
    • @Poet Ka i dziękuję za wszystkie lajki i komentarze. Wiele dla mnie znacza
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...