Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano (edytowane)

czy można kraść

będąc bogatym

kochać nie znając

żadnych uczuć

 

czy można umrzeć

dla zabawy płakać

będąc  chamem

do bólu

 

czy warto żyć gdy

się nie chce czy

świat musi być

świnią

 

czy warto jest pytać

znając odpowiedz

czy  może lepiej 

głupa udawać

 

 

 

Edytowane przez Waldemar_Talar_Talar (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

@Waldemar_Talar_Talar  Czytając pierwszą strofę, pomyślałam o powszechnie znanych przypadkach prawników kradnących w sklepie... czyli można.

Co do uczuć... jak się nie zna, to się pozna. Według mnie można.

Dla zabawy umrzeć, cóż bywa, że w zartach tak zwanych, dla kawału ktoś coś robi i przedobrzy... na przykład udaje, że tonie. Znam taki przypadek.

Cham rzeczywisty to nie wiem... musiało by mu faktycznie dokuczyć chyba. Bywają jednak chamy na pokaz...

Co do trzeciej strofy i życia...

Warto. W końcu nigdy nie wiadomo kiedy los się odwróci i się zachce.

Świat nigdy świnią nie jest. Co innego ludzie na nim... bywają.

Co do strofy ostatniej...

Czasem zna się niby odpowiedź, a nagle wychodzi na jaw, że niepełną, więc warto. I nie oznacza to od razu, że udaje się głupa. Z tym się nie zgodzę. 

Intrygujący wiersz, skłaniający do przemyśleń.

Pozdrawiam :)

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 Witaj Justynko - miło cię widzieć - no tak to bywa z tym moim pisaniem - 

Dzięki za przeczytanie - 

                                           Pozdr. wakacyjnie.

@corival  -  witam -  dziękuje za ten  głęboki komentarz - 

Zawsz jesteś mile widziana - gdy widzę że to ty już się cieszę - 

                                                                                    Pozdr. raczej słonecznie.

                                                                               

Witam - i tak miało być Iwonko - dzięki że zajrzałaś - 

                                                                                           Pozdr.wesoło.

                                                                             

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...