Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

O takich, co kopią w głębinach


corival

Rekomendowane odpowiedzi

Przez tysiące lat akweny i cieki wodne umożliwiały w miarę sprawny, najłatwiejszy sposób transportu. Nikogo jednak nie powinna zwieść pozorna sielanka i komfort takiej drogi. Rzeki miewają zdradliwe wiry, na morzu bywają sztormy, na jeziorach burze, wiele innych niebezpieczeństw czyhało na wodnych podróżników, nie wspominając już o zawsze niepewnym czynniku ludzkim. Dlatego też łodzie i statki czasami nie docierały do miejsca przeznaczenia. Wody oprócz tego, że służyły jako arterie, były także źródłem wody pitnej, miejscem do prania i mycia. Zapewne z tego powodu, to właśnie nad nimi bardzo często powstawały siedziby, osady, a później także i miasta.  

Już choćby po tym wstępie widać, że archeolodzy mają szerokie pole do popisu nie tylko na lądzie, ale i w wodzie. Badanym obiektem nie są tu tylko zatopione statki i łodzie wraz z zawartością, pogubione rzeczy, ale również zalane wodami osady i miasta. W ciągu tysięcy lat bowiem, zarówno poziom wód, jak i ich zasięg zmieniał się i pozostałości wielu z nich znajdują się w tej chwili pod wodą. 

Od dawna podejrzewano, że wody mogą ukrywać interesujące znaleziska, ale stanowiły ona barierę nie do pokonania przez długi czas. Dopiero pojawienie się odpowiednich przyrządów, sprzętu i odzieży, a zwłaszcza akwalung, umożliwiły penetrację podwodnego świata. Archeologia podwodna rozwinęła się w pełni na początku lat sześćdziesiątych dwudziestego wieku, jest więc młodą dziedziną nauki. Za jej „ojca” uznawany jest profesor George F. Bass. Jako pierwszy archeolog na świecie przeprowadził pod wodą metodyczne, całościowe „wykopaliska”. Z czasem obmyślił i zastosował rozmaite rozwiązania, czy to w kwestii poszukiwań, czy też dokumentacji, które po dziś dzień są stosowane przez archeologów nautycznych.  

W tej nowej przecież gałęzi archeologii, dużą rolę odgrywają najnowsze (pojawiające się z czasem) wynalazki techniczne, dając szansę penetracji nawet głębokich akwenów.  

Każde podwodne stanowisko wymaga odmiennych technik „wykopaliskowych”, zależnie od jego wielkości, czystości wody i głębokości na jakiej jest położone. Pod wodą dużo trudniej jest coś dostrzec, wyszukać, a jeszcze trudniej udokumentować, a później wydobyć na powierzchnię. Kłopoty pod tym względem sprawiają zwłaszcza duże obiekty. Żeby odkryć ukryte w wodach „skarby” potrzebny jest skomplikowany sprzęt i trochę inaczej wykwalifikowani archeolodzy. Po prostu archeolog musi być w tym wypadku wyszkolonym nurkiem i obok czynności związanych ze swoim zawodem, nie zapominać o zasadach bezpieczeństwa pod wodą. 

 

Podstawowym pytaniem jest, skąd wiadomo gdzie zacząć się zanurzać. Przecież powierzchnia wody: jeziora, rzeki, morza, jest jednorodna. Co prawda pełno na niej fal, ale niczym się one od siebie nie różnią, więc nie mogą być wyznacznikiem.  

Niekiedy pomocne są informacje uzyskane w archiwach, czy starych gazetach. Czasami pozyskuje się je od płetwonurków-turystów, którzy natykają się na różne przedmioty, albo konstrukcje. Kiedy jednak nie posiadamy takich wskazówek, pomagają różnego rodzaju wykrywacze działające pod wodą. Przemierza się więc najpierw statkiem wyposażonym w sonary, sondy i wykrywacze innego rodzaju, rozległe obszary, przeszukując je skrupulatnie. Sprzęty te pokazują obiekty znajdujące się na dnie akwenu i pod nim. Kiedy odkryje się coś, co być może jest interesujące trzeba się zanurzyć, by sprawdzić, czy namierzony przedmiot wart jest zainteresowania. Później należy oznaczyć znalezisko, żeby można było do niego wrócić. W dzisiejszych czasach jest o to dość łatwo, za pomocą GPS funkcjonującego pod wodą.  

Innym sposobem szukania stanowisk i obiektów archeologicznych pod wodą, jest metoda podobna do opisanych w poprzednim artykule badań powierzchniowych. W ich trakcie, poruszając się tyralierą nurek obok nurka, sprawdza się dno pas po pasie, systematycznie. Na bieżąco ocenia się znaleziska i oznacza je.  

Po zakończeniu badań poszukiwawczych postępuje się podobnie jak przy wykopaliskach lądowych. Trzeba zebrać i zorganizować odpowiedni sprzęt, wrócić na to miejsce i rozpocząć badania „wykopaliskowe”. 

Zanim zejdzie się pod wodę, sprzęt trzeba uważnie sprawdzić i przygotować. Pod powierzchnią wody potrzebne jest oczywiście powietrze. Pompuje się je do butli. Sprężone w niej, chętnie by uciekło i wróciło do dawnej postaci, dlatego nie da się nim oddychać bezpośrednio z butli. Duże ciśnienie rozerwałoby płuca. Z tego względu używa się reduktora, który dostosowuje przepływ powietrza do naszego sposobu oddychania. Ilość gazu kontroluje się za pomocą manometru, który pomaga nurkowi przewidzieć, kiedy powinien się już zacząć wynurzać. Butlę z powietrzem umieszcza się na plecach za pomocą kamizelko-plecaka zwanego jacket. Dodatkowo ma on specjalne worki na powietrze, które można napełniać i opróżniać powietrzem, wciskając odpowiednie guziki. Dzięki temu nurek może utrzymać w wodzie odpowiednią pozycję, manewrować i łatwiej się wynurzać. 

Zanurzanie również nie jest łatwe. Nasze ciało z zasady jest wyporne i ma tendencje do utrzymywania się na powierzchni wody. Żeby pokonać tą naturalną przeszkodę, używa się ołowiu. Nurek zabiera go ze sobą do wody na przykład w formie „kafli” przy pasie. Dlatego właśnie, kiedy już zakończy daną pracę i chce się wynurzyć, potrzebuje trochę pomocy i ułatwienia. Wielką pomocą jest wówczas opisany wyżej jacket. 

W wodzie człowiek z zasady widzi niezbyt ostro, a archeolog potrzebuje ostrości wzroku, żeby dostrzec szczegóły. Jeśli do tego prowadzi się badania w morzu, sól potrafi drażnić oczy, dlatego potrzebne są maski. Człowiek, który nosi okulary i potrzebuje korekty, może dobrać sobie odpowiednią do swojej wady wzroku. 

Poruszanie się pod wodą nie jest łatwe, stąd płetwy. Dzięki ich dużej powierzchni, można „odpychać” się od wody, żeby sprawniej się przemieszczać. Pomagają również utrzymać się nad dnem akwenu. 

Archeolodzy prowadzą swoje badania w różnych rejonach świata i na rozmaitych głębokościach. Natykają się na wodę ciepłą, albo zimną, dlatego bardzo ważne jest, żeby dostosować do istniejących warunków ubranie. Gdzieniegdzie wystarczy kostium kąpielowy, ale dużo częściej w ciepłym klimacie, istnieje potrzeba założenia mokrego skafandra, zwanego „pianką”. Istnieją różne grubości takiego ubioru, to również należy uwzględnić. W chłodnych rejonach globu trzeba założyć ciepłą bieliznę i na nią tzw. suchy skafander, który doskonale izoluje ciało od zimnej wody. 

Kiedy już archeolog znajdzie się pod wodą, jego praca w zasadzie nie różni się od tego, czym zająłby się na lądzie. Musi znaleźć obiekt, odkopać go i udokumentować. Pod powierzchnią wód można odkryć dokładnie to samo co na suchym lądzie: mury budynków, budowle drewniane, pozostałości mostów, pomostów, statki, łodzie, ceramikę, uzbrojenie, monety, kości i inne. Na wrakach statków z różnych epok, może znajdować się ładunek: amfory z winem, słoje z masłem, bele materii i wiele innych. Przykładem podwodnych odkryć mogą być: starożytne statki, zalany starożytny port w Aleksandrii, odkryte w Szwajcarskich jeziorach pozostałości osad palowych, pozostałości mostów i wiele zagubionych wokół nich przedmiotów, pradziejowe łodzie dłubanki. 

Znalezisko w mniejszym, albo większym stopniu bywa zakopane w piasku, bądź mule. W warunkach wodnych łopata jest nieprzydatna. Trzeba było zastąpić ją bardziej wydajnym sprzętem, czyli wielką rurą ssącą usuwającą muł i piasek, zwaną eżektorem. 

Wyczyszczony z piachu i mułu obiekt, należy udokumentować rysunkowo i fotograficznie. Rysunek powstaje na plastikowym, wodoodpornym papierze, a wykonuje się go plastikowym ołówkiem umocowanym na sznurkowej uwięzi, a niekiedy zwykłym ołówkiem, ale podobnie uwiązanym. Dopiero później, na powierzchni, przerysowuje się wszystko na zwykły milimetrowy papier. Do pomiarów używa się metrówki z tworzywa sztucznego. Jeśli jest to możliwe, nad przedmiotami, czy też pozostałościami budowli układa się kratownicę, czyli stalową konstrukcję z „oczkami” o wielkości na przykład 20x20 cm, która ułatwia rysowanie w skali. Później wykonuje się dokumentację fotograficzną. Aparat fotograficzny należy zabezpieczyć przed wodą specjalną obudową, przez którą będziemy w stanie manipulować przyciskami prawie tak samo sprawnie, jak w trakcie zwykłego fotografowania. Warto dodać, że wraz z głębokością pojawia się dodatkowy problem przy robieniu zdjęć. Zanikają kolejne kolory. Dobrze jest o tym pamiętać i je sztucznie dodać za pomocą filtra montowanego na obiektywie. Pierwszą „ofiarą” głębokości staje się czerwień.  

Kiedy już obszar wykopalisk zostanie odpowiednio udokumentowany, pozostaje podjąć decyzję co z odkrytych rzeczy wydobędziemy na powierzchnię. Z drobnymi przedmiotami nie będzie kłopotu, ale gorzej z dużymi. Tutaj z pomocą idzie znowu technika i balony wypornościowe, które umocowane do obiektu, pomagają go podnieść z dna. 

Samo wydobycie przedmiotów, to dopiero początek. Dla niektórych z nich środowisko na danym stanowisku archeologicznym były zbawienne i są świetnie zachowane, dla innych niezbyt dobre i są bardzo zniszczone. Jakby nie było, wszystkie wymagają fachowej konserwacji, ponieważ pozbawienie ich dotychczasowych warunków, może skutkować przyspieszonym rozkładem. Dotyczy to zwłaszcza drewna. Dla niego wydobycie z wody jest wprost „zabójcze”. Przedmiot z tego surowca w krótkim czasie skurczy się o około 10% objętości i zacznie pękać. Czasem zabiegi konserwujące trzeba rozpocząć od ostrożnego pozbawienia przedmiotu swoistego „pancerza”. W pewnych warunkach, na leżących w morzach wrakach i przedmiotach odkłada się przez wieki twardy jak cement osad. Jest to nieodmiennie „twardy orzech do zgryzienia” dla konserwatorów zabytków. 

Po konserwacji artefakty poddaje się rozmaitym badaniom specjalistycznym, podobnie jak znaleziska lądowe, a następnie po otrzymaniu wyników analizuje się i opisuje całość. 

 

Podsumowując, archeolodzy poszukujący śladów bytności człowieka żyjącego w głębokiej przeszłości na lądzie i ci szukający ich w wodzie, dostarczają tak samo ważnych, nowych informacji o dawnych dziejach, ludziach, ich sposobie życia. Środowisko wodne o wiele bardziej sprzyja przetrwaniu niektórych kategorii przedmiotów, niż lądowe. Wiąże się to nie tylko z przewagą walorów konserwujących wody nad ziemią i powietrzem. Każde z tych środowisk ma pewną specyfikę, sprzyjającą przetrwaniu jednych grup surowców i prowadzącą do rozpadu innych materiałów. Przede wszystkim, obiekty ukryte w głębinach, zwłaszcza w głębinach mórz, niemal nie podlegały przez wieki niszczycielskiemu działaniu człowieka. Chroniła je bariera technologiczna, która nie pozwalała ludziom do nich dotrzeć. Dzięki temu tak bogaty jest, uzyskany w stosunkowo krótkim czasie, plon badań archeologów nautycznych.  

Warto zaznaczyć, że inspirator badań prowadzonych pod wodą, profesor Bass, niejednokrotnie podkreślał i taki pogląd jest powszechnie akceptowany, że archeologia podwodna powinna być po prostu nazywana archeologią. Bez jakichkolwiek dodatków i określeń. Jako przykład podaje, że przecież nie nazywamy archeologów pracujących gdzieś w piaskach Egiptu archeologami pustynnymi, albo takich, którzy prowadzą badania w Tilak w Gwatemali archeologami dżungli. Wszyscy jako archeolodzy, usiłujemy odpowiedzieć na pytania dotyczące przeszłości człowieka niezależnie od tego, czy jest to statek i jego ładunek, ruiny dawnego portu, czy też grobowce, albo ruiny miast, wraz z ich zabytkami. Po prostu jeżeli relikty znajdują się pod wodą, należy użyć odpowiednich narzędzi i technik badawczych, żeby je uzyskać.

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


×
×
  • Dodaj nową pozycję...