Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Słowotok, słowogór.

..zaczęło się,  jednoznacznie, oczywiście.

Nie chciałem tego. Nigdy. Ani wielka litera, ani małą. Bez matki i ojca.

Wyrzucony na ziemię, jak ziemniak, albo kawałek czegoś do uformowania przez czasoprzestrzeń a może przez krzyki, lanie, kopanie.

Leżący, próbujący ze swoją skorupą przejść na drugą stronę.

Piękne są te górskie szlaki.

Zacząłem pisać, żeby lepiej się poczuć. Nie chcę dbać o formę i treść, choć wiem, że ważne. Przekonywał mnie Andrzej i przekonał. Miał rację, całkowitą rację.

Zbił mnie nią. Nie da rady tak dalej.

Darek spojrzał na mnie i zaczął drwić. Tak się nie da kolego, tak się nie da.

W dupie ludzie mają twoje uczucia, twoją empatię empatii.

O co ci chodzi Marku.

Widzisz tę płytę? Posłuchaj. To jest naprawdę świetne.

Dobre teksty, nieźle musiał się koleś naćpać.

O czym on właściwie śpiewa. Trzeba przetłumaczyć to wszystko na język pijaka. Wiem, że pijesz.

Masz problem.

Ja zresztą też.

Też piję, brzuch mnie napierdala, sram co godzinę. Dotykam krtani, wyrzucam język na lustro, pełznie po mojej twarzy.

Uwielbia moje usta, zawsze tam się chowa.

Identyczne oczy, jego i moje.

Cztery czarne gały wpatrzone w odbicie uzależnionego od swojego ciała.

Ile masz uzależnień, tyle masz niewoli w sobie.

Musisz jeść, musisz pić, musisz spać, musisz chodzić, siedzieć, słuchać, oglądać, wąchać.

Co jeszcze bezwiednie robić, żeby po prostu żyć. Seks!

Kto ma jeszcze jakiś pomysł?

Modlić się, medytować.

Czytać, czytać.

Pisać kurwa, pisać.

Co ty się tak wzruszasz, spoko gościu.

Mareczku, pedałeczku, pedofilku jebany.

Weź się w garść.

Nie obiecuj nikomu niczego.

Walnij seteczkę i lulu. Do snu. Masz fajne sny.

Przez nie się budzisz.

I obudzony znowu pierdolę.

Dlaczego musi być porządek słońca i księżyca.

Nie chcę tak.

Ma być mój porządek.

Księżyc ma świecić kiedy Ja chcę.

Słońce won do piwnicy.

Niech zeżrą go szczury, jak światłowód.

Nie będzie internetu, ale będą ogórki, słoiki wypchane grzybami, warzywami, owocami, byle nie ludzkimi cząstkami.

Fajnie tak siebie odnaleźć w occie, rok pański taki i taki, pasteryzowany, zakurzony, bez wpatrzonej mordki gryzonia.

Nie mogę przegryźć tego szkła, choć widzę kawałki życia, całkiem cierpliwie pocięte, regularnie, według receptury przodków.

Ciekawe jak będzie smakować.

Na współczesnym talerzu, obok sztućców, filiżanki z gorącym płynem, drżącymi palcami na uchwycie, pochwycie z widokiem na maseczkę z gumkami na uszach.

O kurde jak smakują te łogórki.

Łoscypki.

W końcu piszę z góry, siedzę na Wołoszynie i opowiadam wszem i wobec legendy o smokach, rycerzach i wężach.

Ciekawe czy dotrą gdzie chcą, podług zielonych, czerwonych, żółtych, czarnych szlaczków. Takie małe kreseczki, napaćkane w przewodniku co do minuty, niby oczywiste, kuszące, tu rysik, tam kopa.

Idę leżąc na nich i wcale nie jest lekko.

Wręcz przeciwnie.

Fikcja.  

Deszcz pada.

Mokry jestem na zewnątrz.

Wycieraczki nie pomagają się wytrzeć.

Sucho w przełyku.

  • 4 tygodnie później...

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...