Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

rozjaśniasz okno żarówki światłem
wiesz że co wieczór zerkam ukradkiem
drżę gdy szeroko rozchylasz uda
wśród nich grasz solo największe cuda


i wzdycham cicho spojrzeniem łowiąc
jak punkty sekretne znajdujesz dłonią
a żal mi jedynie tych co nie widzieli
jak pięknie pasujesz do wiolonczeli

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Ta piosenka siedziała mi w glowie, kiedy wpadłem na pomysł tego wierszyka xD

Opublikowano

@error_erros Bardzo podstępny plan. Zaczęłam pewna, że to erotyk. Tą pewnością trochę zachwiała końcówka pierwszej strofy. Dopiero jednak puenta wyjaśniła wszystko. Pozostało mi podkręcić głową, uśmiechnąć się i docenić talent... Pozdrawiam :)

Opublikowano

@Marek.zak1

"- Co jest najbardziej znane Chopina?

- Nie wiem, Etiuda Rewolucyjna?

- Podobno napisał to dla jakiejś dupy.

- No to nie rewolucyjna chyba...

- Ciekawe, czy mu popuściła pary.

- Co?

- No czy ją zapiął, gwint zerwał"

 

Tak mi się "Dzień Świra" przypomniał xD

 

@corival Wszystko zgodnie z planem ;>

Opublikowano

@error_erros Z wiolonczelą czy grająca na wiolonczeli? xD Serio, obsługa męskich zmysłów zdaje się niekiedy nad wyraz nieskomplikowana :D I nie odpowiadaj, i tak wiadomo, że wystarczy jak ładnie ciągnie smyczkiem po wiolonczeli między udami :P A już nie kpiąc sobie z Ciebie, jest to bardzo smaczny widok. 

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

To, że jesteśmy nieskomplikowani, to zaleta i wy - kobiety - nigdy tego nie pojmiecie. U was każda myśl musi mieć po dziesięć warstw :P

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Już dzisiaj płeć przestaje cokolwiek znaczyć, więc pożyj na tym świecie jeszcze parę lat, a jeszcze zatęsknisz na naszą innością ;>

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...