Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano (edytowane)

Funkcjonujemy blisko siebie, w obrębie jednego labiryntu, łapiąc wspólne fale, ciepły albo zimny głos zaczepiający nas z głośnika i chropowatą nawierzchnię. Kopiemy się wszak z tym samym korytarzem. Czy czujesz drgania? Tak, to moje serce bije miarowo. Jest odważne, jest pełne prostolinijnych ruchów, bo wyuczyło się terenu. Wie, że nie ma tutaj dzikich zwierząt, wielkich uniesień, spadków temperatury. Jest za to sztuczne oświetlenie, trutka na owady i produkty na sprzedaż. Gdzie nie sięgnąć wzrokiem, tam stoją produkty szarzejąc na półkach. Jest ich dużo, więc daję im jedną barwę. Gdybym wyodrębniła kolory mogłabym stracić spokój i zapalić się do oceniania. Wyrażanie stanowiska wiąże się z wyostrzaniem, wyodrębnianiem i kontrastowaniem. Różnice nie są nam potrzebne do zmniejszenia odległości. Prawda?

Zauważ jak łagodnie płynę krokami łącząc się z zapachami. Mam w sobie woń świeczki, mydła, plastikowego kanistra, książek i karmy dla kota. Przesiąkłam całą tą mieszanką dogłębnie. To dla ciebie stałam się wszystkim, co daje poczucie bezpieczeństwa, wtopiłam się w przestrzeń stając się przewidywalną częścią otoczenia. Rozciągam minuty, zupełnie tak, jak to robisz ty. Jednak ty nawet tego nie zauważasz zamykając się w swoim jakże uporządkowanym lecz biernym towarzyszeniu mi. Jestem tu, a ty zapewne widzisz mnie tak samo, jak moje serce widzi te wszystkie towary naokoło, dla ciebie jestem szara, zresztą ty dla mnie również. Moje ubrania nie mają koloru, ani włosy, cóż w zasadzie to nie przeszkadzałoby, gdybym była po prostu nieokreślona, albo bezpłciowa i na dodatek bardzo religijna, albo może lepiej nie za bardzo, do tego wysoka po sam sufit niczym koszykarka, albo może nie, może lepiej niska jak karzełek. Jestem tu. Dlaczego kiedy dzieli nas ściana to nie istnieję dla ciebie? Dlaczego? Przecież tak bardzo się (nie)staram.

A co jeśli ściana się rozkołysze, przechyli niebezpiecznie, wyda przeciągły świst i niby przypadkowo, ale runie? Czy zauważę w tobie coś interesującego. Interesującego na tyle, żeby się zetknąć. Musiałabym przenieść uwagę z produktów sprzedażowych na człowieka. Ja wiem, tobie też nie jest łatwo. Wyszukujesz szarości w szarościach i nie zakładasz istnienia koloru. Pstrokacizna tworzy niewidzialną barierę ochronną pomiędzy nami, pstrokacizna przez nas samych poszarzana. Jesteśmy śmiesznymi istotami podobnymi do siebie.

Ewolucyjnie dzielimy wspólny mózg, który ciągle szuka barw, ale jest przekonany, że nie istnieją, a kiedy się przydarzają to nie potrafi ich umiejscowić, bo coś boli. Gdzie to boli, kogo boli, kiedy przestanie, niech przestanie, albo nie, niech zostanie, a co jeśli zostanie? Cały świat się przewróci razem z tą ścianą. Ja, produkt świata, ty drugi produkt, razem ludzie specjalnej troski wymykający się z ramek. Konstrukcja to niepewna aczkolwiek zabawna.

Najbardziej ekscytuje mnie moment, w którym wpadamy na siebie wychodząc zza zakrętów uliczek labiryntu, robiąc sobie skutecznie „buu!!”. Zatrzymuję się zmieszana, a pierwsza myśl jaka mi się wtedy nasuwa jest pytaniem: czy coś zrobiłam nie tak? Nie dopilnowałam spokoju, złamałam zasady lub pomyliłam drogi, albo wszystko na raz. Zresztą ty nie wyglądasz na kogoś mniej zaskoczonego.

To jest właśnie ta chwila, w której wchodzi się w kolor. Kolor ożywa, kolor przemawia, ja przemawiam do koloru, wymieniamy się „przeprosinami”. Właśnie mieszamy barwy, szarości otaczają nas zewsząd, ale to nic, to nieważne bo... stykamy się czubkami butów. Kolor ma buty, zupełnie jak ja. Ja mam buty, kolor ma buty, jakie to odkrywcze. Nie pozwolisz mi wejść mocniej – nie wymagam tego od ciebie. Nie pozwolę tobie wejść mocniej – ty też nie wymagasz tego ode mnie. Popatrzymy przez chwilę, na stykach pomiędzy nami pojawią się elektrony. Zapamiętam cię z emocji, ty mnie być może też. Zwyczajowo pójdziemy dalej, każde w swoją stronę, do swoich szarości, z myślą odświeżoną po raz kolejny, o tym że ściany czasami znikają.

Tylko jak to jest możliwe?

 

 

Edytowane przez Natuskaa (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Rzeczywiście ma być "przenieść", nie zauważyłam, dzięki za uważność.

Dlaczego chcesz zmieniać moje pytanie kończące? :)

 

Ściany znikają codziennie, tak samo jak tworzymy je codziennie. Świat jest jak potężny magazyn, a my chodzimy jego uliczkami jak w labiryncie i bywa, że wpadamy na obcego człowieka i zdarza się nam takie nagłe, krótkotrwałe olśnienie, czasami dłuższe w zależności od tego, czy coś załapało, każdy z nas je ma. 

 

Również pozdrawiam :)

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Tyle, że mi nie o samo brzmienie chodzi. W moim odczuciu:

- Czy? - zakłada, że możliwe jest nieistnienie bądź istnienie.

- Jak?- zakłada istnienie, ale nie potrafi zrozumieć mechanizmu, który doprowadził do zaistnienia.

 

:)

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Chodzi o możliwość znikania ścian. W moim odczuciu pytanie powinno dotyczyć mozliwosci: zatem "Czy". "Jak" zakłada, że tak się dzieje. Otóż nie zawsze to prawda. Bo ściany znikają zależnie od sytuacji - tak, jak sama napisałaś: "czasami". 

Ale, jak przyznałem, Twój tok myślenia przy pisaniu może podążać w inną stronę. ;))

 

Pozdrowienia.    

Opublikowano (edytowane)

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Tak, ściany znikają, ale nie znika korytarz, ruch nie ustaje, dalej jest droga do przebycia, trzeba wrócić do szarości, tamta ściana staje się czymś spotkanym po drodze.

Jednak jeśli już się zdarzy (a to znaczy, że jest pewność czyli wykluczone jest użycie słowa "czy?"), to powoduje pewną konsternację typu "jak to możliwe?" 

 

Mam wrażenie, że piszemy o tym samym, ale ty chyba płyniesz w innym kierunku odbioru. Inaczej sobie ustawiłeś nawigację. Tu nie ma trzeciego dna :)

 

Miłego wieczoru życzę.

 

Edytowane przez Natuskaa (wyświetl historię edycji)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Tadeo Na sen najlepsza melatonina Ale wyłączenie z dodatkiem wina  Więc po zażyciu mikstury  Mogą w pamięci być dziury  Już nie wiadomo czy MelatoNina?  
    • For my fellow Poets — Guardians of the word, carrying kindness and the light of learning across every friendly poetic front. ------- ///___\\\ ------- “Poetry in Arms”   I hear the calling voices “Let's use our pens like guns!” and so I stand among them in Poetry in Arms.   I was young scribe in silence, and felt what wounds remain, from those who write in verses and others write in plain.   In pages like in trenches, sharp words in fierce desire, ink loaded like gunpowder, “Survive the evil fire!”   Our legendary Poets, Cover us with your care, and offer honest counsel, from any face hater.   If you walking this way, Don’t lose your heart and mind, evil will pass away from poetry unkind.   Hey, evil owful hater! Carefully listen us: We’ll prove you — words are matter! — in Poetry in Arms.   We don't it for a glory, Nor any applause goal, But tell you all the story What still lives in our soul.   And when depression hits you, Can't hold your pen like sword, Let all your thinks will go to: Weapon is hide in word.   Despite life meet last hour — Our poems never burns And we will live in our — Poetry in Arms. ------- ///___\\\ -------  
    • @LessLove Jaka ładna piosenka:-) Pozdrawiam

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

       
    • @Leszczym Wciąż się zastanawiam, ale chyba jednak wstawię ;) - najwyżej mnie zjadą...  Dziękuję za komentarz i informację. :) Pozdrawiam serdecznie! J. J. Zieleziński   @piąteprzezdziesiąte Wszystko gra ;) :)  Dziękuję za polubienie i komentarz :) Pozdrawiam serdecznie! J. J. Zieleziński
    • Jesienne poranki pośród srebrzystej mgły Mroczne i kontrastowe umierają w bieli Na pradawnym drzewie liście w pomarańczy Opadają niczym my aż topią się w ziemi A deszcz jak łzy trawi oraz wyniszcza je Po obtoczeniu przez wiatr w brudzie I tak trwają aż po dzień zaduszny Nagle stają się ważne gdy on wypada Jak słońce dla ziemi czy dla niej kochany Na ich miejsce świeczka się ustawia I niczym latarnia na morzu Dla dusz kieruje w mroku Aż w końcu wita nas Marzanna Pokrywając wszystko chłodną bielą Nic już nie ma od rana Nie ma koloru tylko dusze wieją
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...