Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

W klasztornych ogrodach i nie tylko


Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Poszukiwanie i zdobywanie pożywienia było i jest jednym z podstawowych dążeń istot żywych, w tym również człowieka. Na ziemiach polskich przez tysiąclecia pozyskiwano żywność poprzez zbieractwo, myślistwo, łowiectwo, rybołówstwo. Nieco później pojawiło się również rolnictwo, które z czasem stało się podstawą gospodarki społeczności żyjących na naszych terenach, ale pozostałe wymienione sposoby zdobywania żywności wciąż funkcjonowały. Były wydajnym i koniecznym uzupełnieniem zapasów i stałego dopływu surowców spożywczych.

We wczesnym średniowieczu (od VII wieku do XIII wieku) nastąpiła na terenach ziem obecnej Polski wielka kulturowa zmiana. Około X wieku, wraz z kształtowaniem się państwowości, wprowadzeniem chrześcijaństwa, powoli pojawiają się zakony: benedyktyni, dominikanie, kartuzi, cystersi. Początkowo przedstawiciele tych zgromadzeń byli obcego pochodzenia i dopiero z czasem zaczęli do nich wstępować miejscowi chętni. Systematycznie pojawiające się siedziby poszczególnych zakonów, były nie tylko ośrodkami krzewienia wiary, ale także źródłem wielu nowinek, między innymi spożywczych.

W zakonnych ogrodach, obok rodzimych upraw sadzone były nieznane na naszych terenach rośliny, które mnisi sprowadzali z zagranicy do własnego użytku, ale też starali się je upowszechniać. To właśnie tam pojawiły się obce na ziemiach polskich przyprawy, zioła, warzywa i owoce. Istniały trzy rodzaje ogrodów. Wirydarz usytuowany był wewnątrz zabudowań klasztornych, stanowił raczej miejsce rekreacyjne i medytacyjne, niż uprawowe, chociaż porastały go rozmaite rośliny. Na zewnątrz zabudowy, w pobliżu klasztoru, znajdowały się natomiast: ogród użytkowy (hortus), gdzie sadzono, bądź siano przyprawy i warzywa, a także ogród ziołowy (hortus medicus), służący do uprawy roślin leczniczych. Założenie klasztorne obejmowało również cmentarz, na którym sadzono drzewa owocowe, czyli przybierał on charakter cmentarza-sadu. 

W ogrodzie warzywnym uprawiano przede wszystkim to, co od dawna rosło na obszarze ziem polskich na przydomowych poletkach, czyli bób, soczewicę, ciecierzycę, rzepę, ale też groch, marchew pochodzącą od dzikiej lokalnej marchwi, mającą fioletowy kolor i nieco nowszy asortyment kapustę białą, cebulę, pasternak, czosnek, ogórki, a od końca XI wieku sałatę i pory. Z przypraw natomiast uprawiano: koper ogrodowy, kminek zwyczajny, kolendrę siewną, cząber, wrotycz, bazylię. 

Warto jak sądzę dodać kilka słów co do niektórych warzyw. Jak zapewne zostało zauważone, wymieniłam powyżej kapustę białą, która już w tym czasie znana była w Polsce. Spożywano ją na świeżo, albo kiszoną. Przymiotnik „biała” jest w tym wypadku bardzo ważny, ponieważ dość powszechnie przyjmuje się, że to królowej Bonie zawdzięczamy kapustę. Owszem, sprowadziła ona ze swojego kraju kapustę włoską, ciemnozieloną o ostrym, korzennym smaku. Podobne perypetie dotyczą marchwi. Na terenach ziem polskich od bardzo dawna rośnie dzika marchew i pietruszka, które dopiero we wczesnym średniowieczu powoli zaczęły być uprawiane. Tymczasem w obiegowej opinii, to właśnie wyżej wspomniana królowa sprowadziła do Polski marchew i pietruszkę. Owszem, kazała przywieźć ze swoich rodzinnych Włoch marchew czerwoną i pietruszkę, obydwie o grubszym korzeniu spichrzowym. Nie były to jednak jakieś specjalne nowości roślinne. 

Ogórki znane były na naszych ziemiach prawdopodobnie nawet od IX wieku. Przywędrowały z Bizancjum, być może z tamtejszymi kupcami. Jedzone były w formie świeżej rośliny, albo też jako kiszone. Cebula również przybyła od wschodu, za to czosnek pospolity pojawił się dopiero w XII, a nawet XIII wieku z tego samego kierunku. Nasi przodkowie początkowo nie przepadali za nim, tradycyjnie używając liści czosnku niedźwiedziego, porastającego dziko rozległe miejscowe lasy. Dopiero około XV wieku zaczął być używany dość powszechnie. 

Interesująca jest w tym kontekście historia pojawienia się na terenie Polski winogron. Jak wiadomo integralną częścią Mszy Świętej w kościele katolickim jest wino. Zakonnicy, którzy przybyli na nasze obszary napotkali w tej sprawie poważną trudność. Znano tu miód pitny, kwas chlebowy, piwo, a nawet wino, ale zaledwie owocowe. Widocznie mnisi uznali ten rodzaj wina za pośledni, niegodny i nie przystający do potrzeb, bo niemal od początku importowali z zagranicy na swoje potrzeby wina gronowe. 

W XII wieku benedyktyni wprowadzili do swoich przyklasztornych ogrodów sadzonki winorośli. Ze względu na ostry klimat, rośliny wymagały osłoniętego od zimnych wiatrów miejsca i szczególnej opieki. Mimo troskliwości bardzo często zdarzało się, że i tak wymarzały. Eksperyment okazał się być raczej nieudany i aż do XVI wieku uprawa winorośli z uporem odnawiana w zasadzie nie wyszła poza próby ich zadomowienia. Dopiero w 1564 roku, na rozkaz królowej Bony, w okolicach Warki, w miejscowości Winiary, założone zostały spore winnice. Sprowadzono do nich sadzonki bardziej odpornych na zimno szczepów winorośli w nadziei, że się zaaklimatyzują. Tym razem próba się udała. Za przykładem królowej, możni tamtego okresu również w swoich ogrodach zaczęli sadzić winorośl i tym sposobem dostępność winogron i rodzimego wina gronowego stopniowo rosła. 

Wróćmy jednak do zakonnych ogrodów wczesnego średniowiecza. W XI wieku zakon benedyktynów sprowadził piołun, jako niezawodny lek na trawienie, środek do dezynfekcji i przyprawa do mięs. W tym samym czasie pojawiły się w tamtejszych przyklasztornych uprawach: kardamon, czarnuszka siewna, anyż badian. 

Sadzono również tymianek, używany jako przyprawa i lekarstwo wspomagające trawienie. Roślina ta jednak, jeszcze przez długi czas nie była zielem powszechnie znanym i używanym, a jej uprawa ograniczała się jedynie do ogrodów klasztornych. W Polsce powszechnie hołdowano i stosowano do podobnych celów macierzanki piaskowej. Dopiero za czasów królowej Bony tymianek przeżywa renesans i zaczyna być rośliną znaną, uprawianą i wykorzystywaną powszechnie.  

Pod koniec XI wieku tak benedyktyni, jak i cystersi zaczęli sadzić w przyklasztornych cmentarzach-sadach brzoskwinie i morele, które rosły obok jabłoni, wiśni, czereśni i rodzimych śliwek. 

 

W drugiej części artykułu chciałabym przybliżyć założenie i organizację przykładowego, wczesnośredniowiecznego, w zasadzie samowystarczalnego klasztoru, na przykładzie klasztoru cystersów w Łeknie.  

Zakon cystersów powstał w 1098 roku w Burgundii we Francji. Jego członkowie nazywani byli szarymi mnichami od koloru ich habitów. Wszędzie gdzie się pojawiali, szybko zdobywali wielkie uznanie i tym sposobem zakon rozwijał się bardzo prężnie. Około pięćdziesiąt lat później pierwsi cystersi osiedli w Polsce, między innymi w wielkopolskim Łeknie i małopolskim Jędrzejowie. Klasztor w Łeknie został założony jako filia klasztoru w Altenbergu pod Kolonią i to stamtąd byli mnisi, którzy go zasiedlili. Z rozmaitych powodów został opuszczony w końcu XIV wieku, a zakonnicy przenieśli siedzibę do Wągrowca. 

Oprócz źródeł pisanych dotyczących historii klasztoru, badacze mieli do dyspozycji uzupełniające te dane wyniki badań archeologiczno-architektonicznych i interdyscyplinarnych. 

Klasztor w Łeknie został zbudowany w taki sposób, żeby od najbliższej osady dzielił go obszar co najmniej kilometra. Taki był wymóg założenia kontemplacyjno-medytacyjnego. Powstał na półwyspie Jeziora Łekneńskiego, na miejscu wcześniej istniejącego tutaj gródka wczesnośredniowiecznego, którego konstrukcje zostały rozebrane i wyrównane. Dawne podgrodzie, zajmujące teren u nasady półwyspu, stało się miejscem, gdzie zlokalizowano między innymi warsztaty przyklasztorne (na przykład kuźnie) i inne zabudowania zaplecza gospodarczego. Na terenie półwyspu natomiast, posadowione zostały zabudowania klasztorne otaczające wirydarz i ogród warzywny, zapewne połączony z ogrodem zielnym i sadem-cmentarzem. Dokument fundacyjny klasztoru pochodzi z 1153 roku, ale przypuszcza się i potwierdzają to źródła pisane, że cystersi pojawili się tutaj parę lat szybciej, przynajmniej w 1150 roku, a może i wcześniej. Tyle zajęły procesy lokacyjne, podstawowe uzgodnienia i budowa przynajmniej części zabudowań. 

Pierwotne uposażenie klasztoru stanowiły trzy wsie: Rgielsk, Staszew i Panigrodz, a poza tym Jezioro Rgielskie i teren zasiedlonego półwyspu, wraz z obszarami przyległymi do granicy ziem sąsiadujących osiedli. Zakonowi przyznano też dochody z rynku i karczmy w Tarnowie Pałuckim, miejscowości przez którą przebiegał szlak handlowy w kierunku Nakła nad Notecią i Pomorza. To wszystko stanowiło solidne podłoże ekonomiczne i podstawę pod rozwój założenia klasztornego. Z czasem tereny podlegające klasztorowi w Łeknie rozszerzyły się przez dary, zakupy i tak pod koniec XIV wieku posiadał on już 32 wsie, w tym 18 osadzonych we własnym zakresie i to właśnie one były podstawą do rozwoju folwarków cysterskich, czyli grangii. Folwarki te pozwalały na prowadzenie własnej gospodarki na ziemi użytkowanej wyłącznie przez klasztor. Do tego doszły jeszcze różne nadania, immunitety i regalia, które dostarczały klasztorowi dochodów. Na przykład spore zyski otrzymywano z targów rozwijających się w posiadanych przez zakon miejscowościach.  

Od II połowy XIV wieku łekneńscy cystersi mieli też prawo do połowu wszystkich gatunków ryb, dwoma łodziami, na pełnym morzu. Asortyment spożywanych przez zakonników ryb rozpoznano podczas analizy szczątków kostnych znalezionych podczas badań wykopaliskowych prowadzonych w okolicy kuchni klasztornej. Okazało się, że z ryb słodkowodnych były to leszcze, krąpie, jazie, płocie, liny, sumy, szczupaki, okonie i ryby karpiowate, a z ryb morskich jesiotr i śledź bałtycki. Gospodarka cystersów opierała się na rolnictwie i hodowli. Uprawiano m.in. owies, żyto, pszenicę, jęczmień, konopie, proso i inne rośliny. Hodowano bydło, owce, kozy, konie, psy, koty i ptactwo domowe, czyli kury, kaczki i kapłony. Ludzie z przynależnych klasztorowi miejscowości, mieli także zezwolenie na polowania na rzecz mnichów. Podczas badań stwierdzono, że menu zakonników poszerzało mięso zajęcy, dzików, jeleni, łosi, saren, przepiórek i kuropatw. Zidentyfikowano także pozostałości trzech niedźwiedzi i zabijanych zapewne dla skór tchórzy i lisów. Źródła nie wspominają o bartnictwie, ale można z dużym prawdopodobieństwem przyjąć, że je prowadzono w pobliskich lasach. Do zakonu należało również sześć młynów i jeden wiatrak, co pozwalało na przemiał własnego ziarna, a także być może ziarna sąsiadów i czerpania z tego zysków. Zakon miał także niewielką winnicę. 

Materiały archeologiczne pochodzące z wykopalisk prowadzonych u nasady półwyspu pozwalają zidentyfikować rozliczne warsztaty rzemieślnicze pracujące na rzecz klasztoru. Siedziba cystersów w Łeknie słynęła na przykład z dobrze rozwiniętej działalności metalurgicznej i kowalstwa, co potwierdzają pozostałości pieców do wytopu żelaza, brązu i przetapiania srebra. Znaleziono tu także warsztaty murarskie, działające zapewne najbardziej energicznie w czasie budów, a poza tym zidentyfikowano garbarnie, warsztaty rymarskie, ciesielskie, stolarskie, szewskie, tkackie, płóciennicze i inne. Poza tym dopatrzono się rzeźni i piekarni.  

O klasztorze w Łeknie można by jeszcze wiele powiedzieć, choćby o jego rozplanowaniu, zabudowie, a także różnych odmiennościach prawnych, na przykład odrębności władzy od zarządu miejscowych biskupów, ale to wątki odbiegające od poruszanego tematu.

  • 3 miesiące temu...
  • 1 miesiąc temu...
Opublikowano

@Dag Średniowieczne ogrody, jak i całe średniowiecze, były planowe, przemyślane i niezwykle bogate wbrew pozorom.

Wyobrażam sobie, że ten tomik pełen jest natury, spokoju, medytacji... 

Podziwiam Twój talent Dag :)

Dziękuję, że zajrzałaś tutaj. Pozdrawiam :)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • RONDO ALLA POLACA

      Jeśli Twój majestat żąda, bym
      Zamilkł jak po zachodzie ptak,
      Ciemności nie skalam głosem mym,
      Nie ubliżę nim urodzie dnia.

      Nic nie powiem już,
      Będę tylko trwał, aż
      Policzony będzie każdy oddech mój,
      Jeśli taka wola Twa.

      By głos nie zadrżał mi,
      Gdy z kurhanu złych sław
      Będę śpiewał Ci

      Z tego kurhanu lat,
      Śpiewał Chwałę Twą,
      Jeśli tylko dasz
      Wciąż śpiewać ją 

      Z tego kurhanu dni
      Twa chwała będzie grzmieć,
      Jeśli pozwolisz mi
      Mą śpiewać pieśń

      Na sam rozkaz Twój,
      Lub gdy wybór dasz,
      Rzekom daj nabrać wód,
      Wzgórzom radość wskaż.

      Niech łaska Twa udzieli się
      Sercom zgorzałym w piekielny czas
      Jeśli tak Pan chce -
      Chce uzdrowić nas

      I zgarnąć do rąk,
      Na rękach zacieśnić więź,
      Twym dziatkom tu,
      Jeśli Ty tak chcesz.

      W tych z lumpexu snach,
      Wszystkie w na zabój sznyt
      I dać, by śpiew pokonał strach,
      Jeśli zechcesz Ty.

      W Twych w szmaciankę grach
      I w strzelankach, gdzie każdy to wróg,
      I dać by odszedł strach,
      (Jeśli tak zechce Bóg...).

      Jeśli Twój majestat chce,
      bym nie mówił nic,
      Mój głos skryje się
      Jak w ciemnościach widz

      Nic nie powiem już
      Będę tylko trwał, aż
      Policzone będą me dni
      Jeśli taka wola Twa

      Jak pan Władza chce,
      Żebym zamknął ryj,
      Z chęcią zamknę się
      Jak w komórce stryj

      Jak tak, to tak
      Jak mam być twój błękitny ptak,
      Jak chcesz, zamknę się
      W klatce, jak papug ten

      To co?
      Stul pysk, bo....
      Z tulipana ci....
      Ci, ci, ciuciubabko,
      Won

      Casino Royale

      Wciąż pamiętam, w Chelsea Hotel, jak ty 
       Mężnie i słodko piałaś jak grecki chór 
      Na rozebranym łóżku dobrze robiąc mi
       A na ulicy czekał limuzyn sznur...

      To był powód, to był Nowy Jork
      W kolejce po szmal i po szał ciał
      To zwali miłością do mas śpiewających ten song
      Pewnie wciąż ją tak zwą, dla tych, co  jeszcze są...

      Lecz ty  uciekłaś jej, więc po co ten szum? 
      Po prostu poszłaś w drugą stronę, niż tłum,
      Uciekłaś, lecz ani raz nie słyszałem z twych ust:

      "Potrzebuję cię: nie, nie potrzebuję. Cię
      Nie potrzebuję; nie: jednak potrzebuję."
      Wiesz, całe to paplanie mnie denerwuje

      Pamiętam cię z  Chelsea Hotel wciąż:
      Podawano  z ust do ust twe serce wiecznieżyjące...
      I mówisz, że wolisz, jak przystojni są,
      Ale, że dla mnie zrobisz wyjątek...

      I twardo bierzesz w dłoń takich jak ja,
      Co jęczą pod jarzmem piękna,
      Po wszystkim ogarniasz się, i mówisz: „No tak:Urody nam brak, ale mamy pieśni dźwięki”...

      Uciekłaś, lecz ani raz nie słyszałem z twych ust:

      "Nie potrzebuję cię: nie, potrzebuję. Cię
      Potrzebuję; nie, nie potrzebuję."
      Twoje paplanie mnie wciąż denerwuje...

      Nie mówię, że kochałem najbardziej cię 
      Nie  zliczę ile razy wróbli trup padał gęsto 
      Dobrze cię pamiętam, z Chelsea Hotel 
      To wszystko, nawet nie myślę o tobie zbyt często...

      Pamiętam cię, z Chelsea Hotel, lecz jak przez mgłę,
      Brałaś wszystko, co leci, do ust, twoje wdzięki już gasnące...

      Wciąż biorą do ust twój biust więdnący...
      Wciąż mówisz, że wolisz, by przystojny był,
      Ale ten jeden raz zrobisz wyjątek... 

      "Potrzebujesz mnie: ja nie potrzebuję Cię
      Nie, potrzebuję; nie: nie potrzebuję."

      Ja też miałem w ustach smak 
      Na życie pieśnią tętniące..
      Też wolę, jak ładne są pół tak 
      Lecz dla ciebie zrobiłem wyjątek... 

      "Wcale nie żałuję: nie, jednak żałuję. 
      Trochę żałuję; nie: mi cię nie brakuje.
      Tango Anus

       

      TANGO ANUS 


      Tańcz mnie, poprzez strach,  po schronienia próg
      Wznieś mnie, gdzie mirtu gałązkę będę nieść,
      Gdy będę gołąbkiem, co leci, gdzie chce Bóg,
      Stańcz mnie w piękna płonących skrzypiec piec
      Stańcz mnie, gdzie miłość nie wytrzyma prób,
      Wtańcz mnie, gdzie miłości s grób..

      Pokaż mi swe piękno,
      Gdy świadczyć miał nie będzie kto
      Daj  poczuć, jak tętni
      W tobie Babilonu noc 
      Pokaż to, czego tylko granice znam, chodź,
      Wtańcz mnie, gdzie miłość traci swą moc..

      Tańcz mnie tam, gdzie nasz ślub, wciąż i wciąż
      Wytańcz mnie czule, zatańcz mnie po krag,
      Jesteśmy oboje mniejsi niż ta miłość, lecz też ponad nią 
      Wtańcz mnie, gdzie miłość ma granicę swą,
      Wtańcz mnie, gdzie miłość wie że koniec to...

      Dotańcz do tych dzieci, którym rodzić się nie dał czas,
      Przetańcz przez zasłony, które  starł pożegnań żar,
      Wznieś namiot azylu, choć pękła ich nić,
      Odtańcz  mnie tam, gdzie miłość nie znaczy już nic...

      Tańcz mnie poprzez strach,  po schronienia próg
      Wtańcz mnie w płonących skrzypiec piec
      Dotknij nagą dłonią lub łachmanem choć
      Tańcz mnie tam, gdzie miłości kres


      Tańcz mnie, gdzie miłość wchodzi w noc
      Wtańcz, gdzie zechce Bóg
      ""Tańcz mnie, po miłości kres..."


      z POPULARNE


      Wszyscy wiemy, że kości tu chrzczone
      Lecz rzucamy, zaciskając kciuk
      Wiemy, że wojna jest skończona;
      Wszystko świetnie: wygrał wróg...

      Wszyscy wiemy, że ta walka to sztos
      Biedni bez grosza, bogatym pęcznieje trzos
      Już taki los. Tak chce populi Vox...

      [Zwrotka 2]
      Wszyscy wiedzą, że łajba bierze wodę
      I myślą, że kapitan to łgarz
      Lecz w tych okolicznościach przyrody
      Zawsze tak, jakby ojciec lub pies ci zmarł....

      Wszyscy zapatrzen są w konta stan:
      Każdy na bombonierkę z dyskontu ma smak 
      I bukiet że stu róż
      Tak tu jest już...

      [Zwrotka 3]
      I wiedzą, że mnie kochasz niezmienne
      Wszyscy wiedzą, że tak dokładne jest
      Wiedzą wszyscy, że mi byłaś wierna
      Wyjąwszy tysiąc nocy +/- dwie

      Wiedzą, że Święty ci małżeński próg
      Lecz tak monitują do Twych ud
      Że przyjmujesx jak cię stworzył Bóg
      Taki masz drobny druk

      [Refren]
      Wszyscy wiemy, że taki klimat jest tu
      Taki razem ciągniemy drut
      Tak czytamy z nut
      Maestra Ubu
      Taki hołd składamy mu
      Nie licz więc na cud

      [Zwrotka 4]
      Oboje wiemy, że nigdy, jak nie teraz
      Wiemy, że na dwoje: albo ja, albo ty
      I wiemy, że jak żyć, to nie umierać
      Gdy wciągnąć kreskę Biała Śmierć, czarny film..

      Wszyscy wiedzą, że układ jest zamknięty
      Że murzynek Bambo zrobił swoje, jak z Nel Staś
      Nawet Kali ma nieswoje momenty
      I wszyscy odkładają wszystko na zaś

      [Zwrotka 5]
      I wszyscy wiedzą, że nadchodzi pandemia
      Wiemy, że po kościach rozeszła się, lecz...
      A nadzy on i ona na planecie Ziemia
      To dziś niezwykle niezwykła rzecz

      Wszyscy wiemy, jaki rozkład ról
      Lecz przy twoim łóżku będzie siedział mól,
      Który zaksięguje jak wół
      To, co wiemy już

      [Zwrotka 6]
      I wszyscy znają ten twój zapaszek
      I się zakładają, jak wcielasz im cel,
      Od krwawego krzyża na Górze Czaszek
      Do plaży na półwyspie Hel

      Wszyscy wiedzą, że przemija ten świat, 
      A Najświętsze Serce jest pełne łat
      Zaraz pęknie jak Albert brat,
      Totus Eium już od lat..

      [Refren]
      Wszyscy wiedzą, wszyscy wiedzą
      Tak to jest
      Wszyscy wiedzą
      Wszyscy wiedzą, wszyscy wiedzą
      Tak to jest
      Och, wszyscy wiedzą
      Wszyscy wiedzą, wszyscy wiedzą
      Tak to jest
      Wszyscy wiedzą
      Wszyscy wiedzą, wszyscy wiedzą

      ŚNIEŻYNKA I STRACH
      (Dialog na cztery kopyta)


      [STRACH]
      Przyszłaś do mnie dziś rano
      I obrobiłaś jak sztukę mięs.
      Tylko facet ci powie, jaki to
      Delikatny, jaki czuły gest.


      Tyś w lustrze jest odbiciem mym,
      Krwią z mojej krwi, poznam cię we स्नेह,
      Bo kto inny by mnie zechciał wziąć
      W tysiąca swych pocałunków toń?


      (Dla tych, którzy przywitali mnie)
      Nieważne, że droga nam dłuży się,
      Nieważne, że pod górę wciąż,
      Nieważne, że księżyc już zszedł
      I zapanował mrok.


      Nieważne, że gubimy szlak,
      Spisane jest, że spotkasz mnie.
      Na pewno mi mówiłaś tak
      Na pocałunków dnie.


      I kocham cię, gdy na słońca blask
      Jak lilia otwierasz płatki swe,
      A ja – to na wróble strach,
      Którego smaga deszcz.


      Strach, co strachliwie kocha cię,
      Choć ma z lumpeksu twarz,
      Ciało i wszystko, czym był i jest,
      Aż do pocałunków dna.


      Wiem, że znasz ten kłamstwa smak
      I oszustw bez zbędnych słów:
      Nauczyłaś się operować tak
      Na kolanach ojca i u matki stóp...


      Ale czy musiałaś się bić,
      By ulicę w ogniu przejść,
      Jeśli całe to nasze mieć i być
      Wisi u pocałunków tajnych miejsc.


      Numerki, odwyk i jasna rzecz:
      Wracam na Square du Blues.
      Chciałbym rzucić już tę robotę, lecz
      Podchodzi mi już do ust.


      Lecz o tobie myśl daje mi nabrać tchu,
      A akta sprawy twej kompletne są,
      Brak tylko w nich tego, czego nie zdziałałem tu
      Płynąc w pocałunków głąb.


      Nieważne, czy masz moc sił i dóbr,
      Czy opuściła cię moc,
      Czy napiszesz te kilka słów,
      Które słowiki cytują co noc.


      Nieważne, czy masz zaszczyt robić w HR,
      Czy nieregulowany czas,
      Rzucasz życie w kąt, bo masz
      Przeżyć pocałunków tysiąc pięć.


      Biegną poszły, a dziewczyny młode są,
      Bieg ten jest szansy wart.
      Los bierze stronę twą,
      Lecz szybko kończy się fart.


      Wezwanie: masz być jak widz
      W kinie, co twą pyrrusową klęskę gra,
      Lecz żyjesz, jak gdyby nigdy nic,
      Odbijasz się od pocałunków dna.


      Słyszę głosy ich na kufla dnie,
      Co czasem tak woła mnie.
      Jak ta orkiestra, co cover gra – czyżby to moja pieśń?


      Lecz gwardia nie cofa się;
      Gdy woła to, co kochasz, serce odpowie na zew,
      Choćbyś oddał tu swój życia skok,
      Tak świadczą nasz czas, nasza krew
      I tysiąca pocałunków twych mrok.


      Tak wiem: musiałaś kłamać
      I oszukiwać bez słów:
      Tak jak gdy ojciec na kolana cię brał,
      A matka tuliła do stóp...


      Wiem, że musisz tak kłamać im,
      By system ograć, zamiast się położyć na wznak,
      Lecz majątek nic nie gwarantuje ci,
      Gdy Cnota i Podstęp zerwą pakt.


      Prawdę wpędzili w szok, piękno wypędzili na bruk,
      Styl dawny ma dziś naftaliny woń,
      Bo Duch przeszedł przez próg
      W tysiąca pocałunków toń.


      A Wewnętrzne Światło twe, co
      Nie ma równych i ma gest?
      Garbię się w kolejną noc,
      Po tysiąca pocałunków kres


      Zaklinam los, nastrajam głos,
      I wracam na Avenue du Blues.
      Chciałbym rzucić to, lecz nie mogę, bo
      Jestem za cienki tchórz.


      Lecz czasem, gdy noc grzeczna jest,
      A my potulnie zapijamy żal,
      Burzymy się, zbieramy zabawki serc
      I odchodzimy w pocałunków dal.


      Tym pachnie ta o tobie myśl,
      Mam o tobie komplet akt –
      Poza tym, co mi nie umknęło dziś
      W pocałunków niski takt.


      Grałem z Dizem raz i z Dantem też –
      Brak mi było tego ich „coś”,
      Lecz raz czy dwa przygarnęli mnie,
      Wciągnęli w pocałunków blues.


      Odstawić wino chcę, jak Bóg chciał,
      Wchodzę w parkietu tłum gęsty jak w dym.
      Zespół wpadł już w weny twórczy szał,
      Serce nie cofnie się przed morzem win.


      Może musiałem jechać drogi szmat
      I obietnic tysiąc złamać, lecz
      Rzuca się wszystko, ot tak,
      By przeżyć twych pocałunków treść.


      Teraz jesteś jak Anioł Śmierć,
      Potem jak Parakleta szał,
      Czasem jak Zbawiciela Dech,
      Potem – w Belsen stos ciał.


      Nie ma odwrotu już od miłości gróźb,
      Czy meta to skoku w bok –
      Jak zaświadczono czasem i krwią
      W pocałunków równy krok.


      Przyszłaś do mnie tu skoro świt,
      Przyniosłaś słowo jak ciała strzęp.
      Tylko człowiek powie ci, że to nie wstyd,
      Tak delikatnie, czule zrobić wstęp.


      Tak delikatnie, czule w materię wejść.
      Tylko mężczyzna wie, nawet bez przejść,
      Że przynieść miłość jak kwiatu pąk –
      To przyjść bez pustych rąk.


      [ŚNIEŻYNKA]
      Tyś mój brat z lustra, krewny mój
      Z najczarniejszych snów.
      Kto, jak nie ty, by dał mi znój
      Podróży w tysiąc pocałunków znów?


      Czekałam, aż otworzysz się
      Na ulic skwar. Jeden z wielu tak...
      A ja jestem jak kula śnieżna łez,
      Tocząca deszczu z deszczem ślad.


      Topniejącą miłością wciąż kocham cię
      I fizis tą z drugiej ręki –
      Całą sobą, wszystkim, czym chcesz,
      Tysiącem pocałunków namiętnych.


      Cała ja, aż do granicy mórz,
      Przeniknięta przez seks,
      Widzę, że oceany tu wyschły już
      Modliszce, co we mnie jest...


      Docieramy na dziób,
      Syreną daję znak, że twej floty wrak
      Ma mi się rozbić tu
      Na tysiąc pocałunków. Odzewu brak.


      Przychodzisz do mnie co noc
      I ubijasz jak stek,
      Lecz baba powie ci, że większą moc
      Ma czułych obelg stek.


      Tyś mój w krzywym lustrze wizerunek jest,
      Jesteś jak koszmar śniony dzień w dzień,
      Jak zapomniany chrześniak, co już wchodząc w sień,
      Woła na ratunek i składa ci
      Na czole obśliniony pocałunek.


      (Dla tych, którzy mnie powitali w tym...)
      Weszliśmy tu nie do siebie jak w dym,
      Wgryźliśmy się w seks jak w steak tartare.
      Sami, choć dwoje nas jest, bo chce nam się wbić
      W ten słodko-kwaśny smaku czar...


      Mój bliźniaku z lustra, mój bliski krewny,
      Poznałbym cię przez sen.
      Kto, jeśli nie ty, przyjąłby mnie
      W tysiąc pocałunków namiętnych?


      Wzdychamy na los; poprawiamy włos
      I wjeżdżamy na Autoroute du Blues.
      Próbowaliśmy rzucić to nasze coś –
      Cóż, na inny rejs sił nie mamy już.


      Lecz śnieżynka i strach wciąż mają to... cóż,
      Miast miłości – z wyprzedaży twarz,
      Miast szału ciał – goryczy czar,
      A pocałunków czar dna dosięgł już.


      Lecz gonitwa trwa, wieczór młody wciąż,
      Śnieżynka i Strach wciąż nie są bez szans.
      Za chwilę wygramy, a potem raut –
      Dzisiaj zacznie się nasza passa pass!


      A kiedy wezwą nas, byśmy zdali rzecz,
      Jaką im odpowiedź dasz?
      Jakie życie? Życie poszło precz.
      Pocałunki? Ważne, co w kieszeni masz...


      A kiedy mnie wezwie On, bym spowiadała się
      Ze stanu, w jakim jest cały ten kram,
      Odpowiem: życie? Życie przeszło w cień,
      Lecz tysiąc pocałunków w kieszeni mam.


      Przyszliśmy tu w ostatnie dni,
      Podtarliśmy się o Twego Słowa strzęp.
      Skalaliśmy wszystko, to co dałeś Ty,
      Na Twą czułość ogarniał nas śmiech.


      Lecz delikatnie chcemy wciąż w tę materię wejść.
      Wiemy, przeszedłszy przez ucho Twych przejść,
      Że miłość trzeba nieść jak kwiatu pąk –
      I do Ciebie przyjść bez pustych rąk.

       

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...