Jestem zły na siebie, bo nie mogę twego głosu pozbyć się.
Wrzeszczę, skaczę, ale to nic nie daje.
Jesteśmy całością, jednością.
Chce już z tym skończyć , ale wciąż mi wmawiasz że to normalne.
Patrzę w lustro, a tam obcość odbicia.
Raczej już nic mnie nie zdrziwi.
Jestem na drodze, do znacznie czegoś większego.