Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Eto wsio


Gość Franek K

Rekomendowane odpowiedzi

Gość Franek K
Opublikowano (edytowane)

 

Побледневшие листья окна
Зарастают прозрачной водой
У воды нет ни смерти, ни дна
Я прощаюсь с тобой
Горсть тепла после долгой зимы
Донесем. Пять минут до утра
Доживем. Наше море вины
Поглощает время-дыра
 
Это все, что останется после меня
Это все, что возьму я с собой
 
С нами память сидит у стола
А в руке ее пламя свечи
Ты такою хорошей была
Посмотри на меня, не молчи
Крики чайки на белой стене
Окольцованны черной луной
Нарисуй что-нибудь на окне
И шепни на прощанье рекой
 
Две мечты да печали стакан
Мы, воскреснув, допили до дна
Я не знаю, зачем тебе дан
Правит мною дорога-луна
Ты не плачь, если можешь, прости
Жизнь - не сахар, а смерть нам - не чай
Мне свою дорогу нести
До свидания, друг, и прощай.
 
A to mój przekład:
 
W skrzydła okien wyblakłe za dnia
Krople deszczu padają jak w nas
Woda nie ma ni śmierci ni dna
Rozstania już nadszedł czas
Z długiej zimy choć ciepła garść
Wyniesiemy. Już zapiał kur
Dożyjemy, a morze win
Przelejemy do czarnych dziur
 
Wszystko to, co zostawiam tu ja
Wszystko to, co zabiorę ja stąd
 
Pamięć z nami usiadła tu gdzieś
Drżącą świecą rozświetla nam noc
Dobra byłaś - nie zawodź mnie więc
Powiedz coś, chcę usłyszeć twój głos
Biała ściana, na niej mewy krzyk
Czarny księżyc otula go w krąg
Okno prosi by rysować na nim
Rzeką rozstań odpływam dziś stąd
 
Kielich smutku i marzenia dwa
Wychyliliśmy duszkiem do dna
Nie wiem co połączyło nas
Moja droga to księżyca szlak
Nie płacz więc, wybacz wszystko co złe
Własny krzyż musi nieść każdy z nas
Gorzkie życie osłodzi nam śmierć
Do widzenia, na mnie już czas
 
 

 

 

 

Edytowane przez Franek K (wyświetl historię edycji)
  • Gość zmienił(a) tytuł na Eto wsio

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Grubas za biurkiem pochylał się nad stertą papierów, zaznaczając krzyżykami punkty, do których szykował zlecenia dla recenzenta. Łącznie pięć hoteli, z tego jeden chylący się ku upadkowi, wchodził w rewir planu Mrocznego. Odwrócił się w stronę okna, głąby gruchały pusząc pióra na parapecie. Machnął gwałtownie ręką, przestraszone ptactwo wzbiło się do lotu. - W czasie dobrobytu nikt już ich nie je. - Wyrzucił od niechcenia spoglądając w dal, tam gdzie widmo kreowało przyszłość. - Ekchem! - zniecierpliwiony poprawił cylinder - Więc jednak ,,Poświata'' będzie w rankingu dla jednogwiazdkowych suteren - zaśmiał się chrapliwie, tytoniowy dym zasłonił miniaturę zamku, stojącego na brzegu blatu. - Ta ruina jest wylęgarnią pluskiew, sprawdź dokładnie, czy coś z tym zrobili. - Dostają to w pakiecie usług hotelowych szefie. - Gromki sarkastyczny śmiech wypełnił obskurne pomieszczenie. - Lokaju wracamy do starych zakamarków - unoszący kurz, zarysował postać. Podróż była krótka, podziemnymi korytarzami dotarli do hotelu numer jeden z listy. - Mamy czerwone światło do wejścia. Teren z trupią czaszką i piszczelami. Tym hotelem zarządza mięsożerca, musimy być ostrożni, a w zasadzie ja. - Spojrzał przymrużonymi oczami na Lokaja, mglisty oddech unosił się z jego ust.   - Bezcieleśni Panie mają łatwiej. Wysoki właz ustąpił ze zgrzytem, siła umysłu Lokaja nie poszła na marne. Przenikliwa wilgoć, zapach stęchlizny wymieszany ze szczurzymi odchodami odurzył ich wspomnieniem ostatniego pobytu w podobnym miejscu. Mroczny zasłonił rękawem nos. Kilka kroków dalej, natrafili na komorę, w której składowali zapasy. Dzieci roślin przebierały w lekkim rozkładzie szczątki psów i kotów. Spod sporej sterty wystawała ludzka ręka. Mdłe światło świec drgało w rytm patykowatych rąk. - Co my tu mamy. Nepid dawno nie robił im kontroli. - Odkąd zmienili nazwę, dopuszczają takie normy Panie.   Rozsypane nasiona po posadzce wypuszczały kiełki. Lokaj podniósł jedno i schował do peleryny. Smugi światła z wąskich okien rozbijały się o piaskowe stopnie schodów w górę. Umorusana szata Mrocznego przesiąkła do kolan posoką, pogromca gwiazdek był gotowy na wszystko. Damy w czerwonych sukniach siedziały przy stolikach. Upudrowane twarze na biało, zakrywały płaty odpadającej skóry. Długimi pazurami podkradały z półmisków białe kulki, larwy wiły się w ustach, hacząc o najnowszy wynalazek w postaci zdrutowanych ludzkich zębów. Elitarna grupa mięsożerców przy następnym stole zabawiała się w grę na czaszki. Niejeden stracił przy tym oko. Wykręcanie kocich głów nie było ich specjalnością, a celowanie do nich kijem graniczyło z cudem. Usiedli obok zapajęczonego stolika. W najgłębszym zakamarku sali. - Czym mogę służyć? - Kelnerka z gniazdem na głowie pochyliła się przed twarzą Lokaja. Poczuł jej odór, myła się w poprzednim stuleciu.   - Ekh! - krztusił się wyziewami zgorzeli z kości. Odskoczyła, jakby zobaczyła ducha. - O przepraszam! - wrzasnęła piskliwie. - Nie wyczułam pańskiej obecności, proszę wybaczyć. Odpalił cygaro dmuchając kółka przed sobą. Peleryna poruszyła się, a kobieta wrzasnęła ponownie. - Łapy precz! - Pasmo materiału opadło na smukłe nogi z pajączkami, grube żylaki mogłyby służyć za makaron. - Lokaju, tego rodzaju obsługi nie musimy sprawdzać. Zamówili dania dnia, śledząc kelnerkę wzrokiem. Ciągnęła się za nią biała nić. W kieszeni peleryny resztki ziemi łączyły się z nasionkiem. - Lokaju masz rozerwaną kieszeń. - Maleństwo wyskoczyło na blat stolika, gaworząc coś w języku roślin. - Będziemy mieć znowu towarzystwo. - Uśmiechnął się szeroko, a roślinka usiadła obok jego ręki. Postawiła duży półmisek z takim impetem, jakby rzucała go z drugiego końca pomieszczenia. - Podano do stołu - zniesmaczona widokiem taniej siły roboczej, skrzywiła przyschnięte usta. Przegoniłaby dziecko, gdyby tylko oddaliło się od przybyszy. - Rachunek ureguluje szef, proszę pani. Wielką pieczęcią przy bufecie podsumowali swoją obecność. Hotel otrzymał miano prestiżowego, obsługa na najwyższym poziomie z nie ziemskimi wykwintnymi daniami. Z doniczki przy wyjściu zniknęła ziemia, a mały podopieczny beknął sobie na zdrowie. Następny obiekt do sprawdzenia zaznaczony flagą na mapie.
    • @Tomasz.O ... bez pospiechu, do nieszporów. Dzień można przeciągnąć  :)   Dziękuję za komentarz, pozdrawiam. 
    • A dropsa mu da? Dumas por da
    • Oda woli kilo wad, o!   Ta, woli ...kilowat
    • @Berenika97

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...