Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Mównica jest pusta-----→[…….]

 

[Teraz już nie ]

 

[ Ja na niej stoję. Wielki Grafolud ]

 

[ Dzisiaj o jedzeniu ]

 

Jak nam wszystkim wiadomo, przeciętny rozsądny człowiek, zjada tyle pokarmu i wypija tyle płynów, ile zdoła wydalić ze swoich najedzonych, napiętych i hałaśliwych czeluści. Ów fakt skłania nas do refleksji, nad życiem zwyczajnego obywatela, w przeogromnym gronie społeczeństwa, gdzie każdy pochłania tyle żarcia i wypija tyle płynów, ile zdoła wydalić.

 

Powiecie zapewne, że już o tym przed chwilą mówiłem. Tak. To święta prawda. Lecz wielu z was, nie słuchało. Śniło  w tym straconych czasie o niebieskich migdałach, a nie o tym co ja mądrze mówię. Przecież to dla waszego dobra, dobrobytu a w końcu – odbytu. Bytowanie prawego, lewego i środkowego obywatela, w takim skupisku ludzkich postaw, bywa – co trzeba z przykrością stwierdzić – przykre i skłania do łez.

 

Lecz owe łzy powinny spływać z oczodołów ludzi wyczulonych na ludzką krzywdę. Ludzi o prawdziwych ludzkich postawach, którzy nie boją się spojrzeć prawdzie w oczy. Prawda ta wyraża się w nieodkładaniu w swoim organizmie,przetrawionych pokarmów, zmielonych napojów i wszelkich innych szczątków. Niestety. Dla wielu niezrównoważonych i nieodpowiedzialnych obywateli, prawda ta, jest szczytem nie do zdobycia. Patrzeniem ślepego wilka w gwiazdy.

 

Wolą siedzieć u podnóża góry, łapać spadające kozice i wcinać je razem z rogami i porywistym wiatrem. Nie myślą o tym, że owych rogów wydalić nie potrafią, bo staną im w gardle – lub zupełnie gdzie indziej.

 

Niestety moi zasłuchani we mnie słuchacze. Fakty te, mają miejsce w naszym ukochanym społeczeństwie. Musimy z nimi walczyć.Jest to nasz obowiązek. Powiem więcej ---> Superobowiązek  Gigantobowiązek. Wobec naszego narodu, całego świata, dzieci małych i mniejszych emerytów, całego wszechświata przyszłych pokoleń… i wobec mnie rzecz jasna.

 

Nie możemy pozwolić na to, aby każdy nieokrzesany członek, wcinał ile chce, albo ile zdoła wrzucić do swoich zachłannych grubaśnych jelit. Trzeba jednak spojrzeć prawdzie w oczy [wiem wiem, już o tym mówiłem]. My sami – rozumni obywatele  – prowokujemy kałdunistów, do wielkiego żarcia oraz wypijania rzek – wiadomo czym płynących.

 

Powiecie mi zaraz, że to nie prawda. Nie możemy się troszczyć, o całe kochane stado. Wyrazicie przypuszczenie, że nie wszystkie jednostki są takie bojaźliwe. Jedzą więcej niż my, piją więcej niż my, a przez to są silniejsi i mogą nawet podskakiwać. Jeżeli nie nam, to chociażby do dachów, by zjeść ostatnią dachówkę i małego wychudzonego ptaszka, który się zaklinował, miedzy lewą a prawą stroną rynny. Na dodatek cieknie mu na piórka.

 

Tak, tak. Macie racje. Ale to tylko kropla w morzu niespełnionych fal.Te pełne sklepy, te pełne witryny uginające się od dobrobytu. Oni na to patrzą. Pobudzają swoje niewłaściwe żądze, aby w końcu wybić szybę, wyciućkać haki i wyjeść sprzedawcę razem z półką.

 

A przecież nam jest w głowie [ Co ? - Koryto ? ] No co wy obywatele! Nam jest w głowie zdrowe społeczeństwo. Zdrowe psychicznie i fizycznie. Gdzie każdy członek – nawet ten niechciany – znajdzie swoje przytulne gniazdko, oraz dostanie racje żywnościową, na miarę swoich potrzeb. Gdzie wszyscy będą życzliwi i uśmiechnięci, a staruszka biegająca swobodnie po jezdni, nie zazna niepokoju, że jakiś głodny kierowca, zaprosi ją na obiad jako pierwsze i ostatnie danie.

 

Nie odkładajmy swoich przetrawionych pokarmów, w naszych kochanych bebeszkach. Lepiej wydalić zbędne szczątki, by nam nie przeszkadzały, w tworzeniu społeczeństwa – mlekiem i miodem płynącego.

 

A najlepiej… sr . . . ką.

Kto z państwa uzupełni ?

 

No przecież do jasnej cholery, nie śpiewałem wam kołysanki.

A może rzeczywiście jestem taki zdolny.

Skąd tyle wody na sali ? Dach przecieka, czy co?

Buty mi przemokną!

Taka jasna miękka skórka.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      z tym zdaniem jest coś nie tak, proponuję zamiast staje się napisać jest, albo zamienić na cięższy. Bardzo dobry tekst.
    • @Migrena  dziękuję za raki odbiór. Pozdrawiam serdecznie.
    • @hollow man  Wiersz wręcz reporterski , brak metafor , sugestywny tytuł. Bez oceny. Mamy tu książkę i niedopitą herbatę, miękkie światło.  .Kobieta pozuje, leży swobodnie, patrzy z czułością.  Powstaje obraz. Pozdrawiam. 
    • Zegar wskazywał już późny wieczór, a w biurze było prawie pusto. Klawiatura komputera stukała w ciszy, wypełnionej tylko szumem klimatyzacji. Karolina siedziała przy biurku, zgarbiona, ze wzrokiem utkwionym w nieskończonej liście e-maili. Każdy nowy komunikat był jak kamień wrzucony do jej już przepełnionego kosza. Nadmiar obowiązków, terminów, nieodpowiedzianych telefonów – wszystko zlewało się w jeden gęsty, nieprzenikniony chaos, który zaciskał się wokół jej umysłu. Patrzyła na ekran, ale nie była w stanie przetworzyć żadnej z informacji. Dłońmi masowała czoło, próbując złapać oddech, ale powietrze wydawało się ciężkie, duszące, jakby każda myśl ważyła tonę. Czuła się, jakby była zatopiona w oceanie zadań, który wciąż się rozrastał, pochłaniając ją coraz bardziej. Wzrok jej błądził, zatrzymując się na półce z filiżankami do kawy, które teraz wydawały się zupełnie nieistotne. Dźwięk telefonu, który nagle zadzwonił, wytrącił ją z zamyślenia, ale tylko sprawił, że poczuła się jeszcze bardziej osamotniona w tym niekończącym się wyścigu. – Tak, Karolino, jeszcze jedno zadanie – powiedział głos w słuchawce. – Będzie trzeba to zrobić na wczoraj. W jej głowie tylko wzbierała cisza. Każdy kolejny dzień stawał się coraz bardziej nie do zniesienia. Przytłoczenie jest jak ciemna chmura wisząca nad głową, która nieustannie rośnie, aż w końcu zapełnia całą przestrzeń. To nie tylko brak czasu, ale nadmiar tego, co musimy zrobić – rzeczy, które wkradają się w nasz umysł, jak hałas, który nie pozwala usłyszeć własnych myśli. Zbyt wiele do zrobienia, za mało przestrzeni na oddech – każdy obowiązek staje się coraz bardziej ciężki, jak kamień na plecach, który zdaje się rosnąć z każdą godziną. Czasem przytłoczenie to nie tylko wielka lawina zadań, ale cichy proces, który wkrada się w naszą codzienność. Niezauważenie przestajemy oddychać pełną piersią. Zamiast żyć, zaczynamy tylko reagować, próbując dotrzymać kroku temu, co nieustannie nas goni. Tłumione emocje, zapomniane potrzeby – wszystko to staje się jednym wielkim ciężarem. Jednak przytłoczenie nie jest nieuniknione. To, co na pierwszy rzut oka wydaje się nie do pokonania, może okazać się tylko falą, która w końcu opadnie, jeśli pozwolimy sobie na moment zatrzymania. Bo przytłoczenie nie jest końcem. To jedynie sygnał, że trzeba zwolnić, posłuchać siebie, oddzielić to, co naprawdę ważne, od tego, co jest tylko dodatkiem. W chwilach, gdy czujemy się przytłoczeni, nie musimy walczyć z ciężarem. Możemy go puścić, oddać to, co nie jest naszym, i znaleźć w sobie przestrzeń do oddychania. To w tej ciszy rodzi się spokój, który pozwala znowu zobaczyć, że życie nie jest serią niekończących się zadań, ale podróżą, w której to, co najważniejsze, może odbywać się w rytmie serca, a nie w tempie zegara.
    • w ostatnim zdaniu brakuje a miedzy tym, a tym (obietnicą?),  osobiście zrezygnowałbym ze zwrotu w pożyciu i z początku w całym zadaniu. Czyżby młode lata filmowego "Och Karol" ?
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...