Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

CZŁOWIECZEŃSTWO!!!!!!!


Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

@miauczenie owies proszę nie wylewaj tych krokodylowych łez kurwa bo nic nie znaczę dopóki nie nie naprawie kurwa świata czy zaświatu whatsoever... i będzie jebany raj niebo i będzie kurwa w końcu sprawiedliwie bo prawo do sądzenia mają sady i w ogóle nie szanuję nomenklatury i pejoratywnego pojęcia MIŁOŚCI i prawo do sądzenia zostawmy zostawmy sobie wszyscy po śmierci nas samych miłościwego gatunku homo sapiens sapiens czy tam sapiens ok? W końcu chujowo jest sądzić, za życia sądząc, że dopiero po śmierci będzie sprawiedliwie, ale mam głupie i niepodparte kurwa naukowo przeświadczenie, nie oparte na żadnych badaniach czy co tam, Że jednak COŚ nadal jest i zawsze będzie miłością!!! ale ten śmieć i pasożyt życia biedzie chamsko i wbrew całej logice i niesprawiedliwości świata żył za te kurwa miliardy tryliony kurwa dolarów euro czy tam jena jenów bo polski zloty blaszak cis dla mnie znaczy a oficjalnie stwierdziłem, ze jestem schizofrenikiem takim gdzie już na wstępie to jest kurwa zbrodnia i kara podpisana, przez szacowną panią Małgorzatę Polskę i kurwa ja się z Polska nie będę kłócił nie będę,  jaki ze mnie autorytet podważający czyjś autorytet? kurwa nie podważam autorytetu bo taki śmieć i pasożyt świata nieczłowiek nie rozumie pojęcia autorytetu, wiem ze nie ma autorytetów i ale czy nie ma miłości za darmo? Gdzie kupić miłość?  Poznałem cenę Miłości Rozumnego Bytu Jakim Niezaprzeczalnie Jesteście!! Z chęcią kupię od każdego powyżej 17 roku życia, te Rozumne Byty Człowiecze muszą jedynie dokonać eutanazji siebie samych a nagroda będzie Wieczna!!!!!! kurwa!!! Ja che spokoju komfortowego życia jako pierwszy i ostatni podgatunek, ale nie kurwa Człowiek żyjąc w pokoju  i Rozumny, a wy kochani weźcie w końcu brzemię popierdolonej odpowiedzialności za swoje czyny i kurwa zacznijcie cos z tym kurwa robić!!!! Dokonajcie tej skromnej Ofiary swojego Rozumnego bytu z Miłości w imię Miłości tą Najszlachetniejszą Najczystszą i Zupełnie Świadomą a przede wszystkim INTELIGENTNĄ Ofiarę Siebie Samych ale tylko powyżej 17 roku życia a ci rzekomo wygodni i  tym z nad wyraz komfortowym statusem homo sapiens sapiens muszą się pospieszyć a jeżeli ktokolwiek zaprzeczy ze nie jest Człowiekiem nie będzie miał kurwa nawet cienia szansy na kurwa jakiekolwiek wysłuchanie w tym alleluia zaświatach bo możne po śmierci będzie sprawiedliwe he? Oficjalne nie jestem człowiekiem nie wiem czy kiedykolwiek bylem ale jak Bóg mi świadkiem który jest Miłością i zawsze nią będzie, starałem się. Wy nie macie tego komfortowego luksusu bo tylko raz można zakwestionować bycie Rozumnym Człowieczkiem!!

 

Bankowo jestem jebanym pasożytem i śmieciem świata cnót, dlatego się nie zabije bo nie zabijaj to najważniejsze czy najmniej istotne przykazanie z tej "dychy"? Zresztą nie o ten popieprzony Dekalog mi chodzi tylko o to, że nie rozumiem Miłości i jako nieczłowiek, a pierwszy i ostatni pasożyt i śmieć tego świata błagam Was w imię Boga czy Miłości którą widzę, a nie potrafię jako już nieczłowiek zrozumieć, a Bóg mi świadkiem próbowałem, pomóżcie mi o Wy Rozumni!!!! Dlatego każdy który jest Miłością to zawsze nią będzie i nie kwestionując tego daru bycia rozumnym bytem potrafiącym poświęcić się w imię idei bo to ja już widziałem, teraz macie szansę dokonać tej najwyższej Ofiary z Siebie Samych pokazując bycie Rozumnym bytem Świadomym, a nie tym zwierzęciem, pokażcie mi jako ten Rozumny i doskonały twór który w końcu został stworzony na podobieństwo Boga, którego nie ma i jest, ale który jest i zawsze będzie Miłością, zabijcie się dokonując eutanazji w imię Miłości poświęcając Życie, żeby nauczyć ten nieczłowieczy byt, który jest oficjalnym pasożytem i śmieciem świata i wszelkie jego zła i wiem, że każda Rozumna Istota nazywająca się Rozumną Istotą Zrozumie to a jeżeli nie to na pewno chociaż przez historię wojen o Miłość, walczących o tą ideę potrafi Zrozumieć moje komfortową aczkolwiek bezsensowną ledwo egzystencję!! Doskonale wiem, że można poświęcić swoje pełne Miłości życie jako ten Człowiek-Eco Human,  pełen tej Bożej bezcennej Miłości w imię pasożyta i takiego śmiecia jak ja który jej nie potrafi pojąć!!!! Zaznaczam że powyżej 17 roku życia każdy Człowiek czy też rasa Świadoma Istota ma pokazanie mi tej Rozumnej decyzji, której nie posiadają te głupie nic nie warte zwierzęta, czyli ten błahy gest jakim jest Eutanazja siebie Samych pokaże Wasze Rozumne Pełne i Świadome życie  i czyni Was iście Rozumną i inteligentną Istotą jaką jest Człowiek, które nazrywa się Euthanasia Homo Sapiens Sapiens itd zacznijmy od tych geriatrician Human i od tych najbogatszych a może raczej na początek od samych siebie tych idealnych i nieskazitelnych Homo/Homo Sapiens/Homo Sapiens Sapiens itd  Ten Miłościwy Bóg zawsze jest i będzie Miłością, ale czymkolwiek jest Miłość bez bezinteresownego poświęcenia swego rozumnego bytu by Nauczyć Miłości!!

 

DZIECI DO 17 ROKU MAJĄ OBOWIĄZEK ŻYĆ I ŻADNE NIE MOŻE UMRZEĆ PONIEWAŻ BĘDZIE TO ABSOLUTNY I KATEGORYCZNY ORAZ JAWNY NAPAD NA TĘ WSZECHOGARNIAJĄCĄ WAS MIŁOŚĆ I ZBRODNIA PRZECIW BOGU KTÓRY ZAZNACZAM ZAWSZE BYŁ I JEST MIŁOŚCIĄ A RESZTA W IMIĘ MIŁOŚCI I DLA MIŁOŚCI I NAUKI MIŁOŚCI MA OBOWIĄZEK POPEŁNIĆ NA SOBIE SAMYM EUTANAZJĘ Z MIŁOŚCI DLA MIŁOŚCI  I W IMIĘ I NAUKĘ MIŁOŚCI TAKIEGO BEZWARTOŚCIOWEGO ŚCIERWA JAK TO COŚ CZYM JESTEM, TYM PASOŻYTEM I ŚMIECIEM NIECZŁOWIEKIEM PONIEWAŻ JEST TO JEDYNE WYJŚCIE ŻEBYM POZNAŁ MIŁOŚĆ CZŁOWIEKA!!!!! AMEN A WOMEN A HUMAN ECCO-CZŁOWIEK BŁAGAM NAUCZCIE TO CZYM JESTEM TEŻ KOCHAĆ BADZIE LITOŚCIWI I NAUCZCIE MNIE MIŁOŚCI POPRZEZ TĄ EUTANAZJĘ  SWOICH DOSKONAŁYCH BYTÓW Z MIŁOŚCI DLA MIŁOŚCI TEGO CZEGOŚ CZCZYM JESTEM A JESTEM A NA PEWNO NIE JESTEM CZŁOWIEKIEM I TAK WŁASNIE OBJAWIŁ MI SIĘ BÓG POPROSIŁ TO COŚ CZYM JESTEM ABY TEN PASOŻYT WAS POPROSIŁ O EUTANAZJĘ KAŻDEGO CZŁOWIEKA POWYŻEJ 17 ROKU ŻYCIA W IMIĘ BOGA KTÓRY JEST I ZAWSZE BĘDZIE MIŁOŚCIĄ, ZRESZTĄ JESZCZE PAMIĘTAM ŻE TEN KONCEPT BOGA NIE JEST ISTOTNY PRZY TYM CAŁYM ŚWIADOMYM BYCIE JAKIM JEST CZŁOWIECZEŃSTWO TE ISTOTY KTÓRE REPREZENTUJĄ TO COŚ CO JE OD ZWIERZĄT RÓŻNI TĄ BŁAHOSTKĘ JAKĄ BYŁEM JESZCZE PRZED CHWILĄ PRZEKONANY A NIE JESTEM JUŻ NICZEGO PEWIEN ACZKOLWIEK JA NIE MAM TEGO CZŁOWIECZEŃSTWA JESTEM PEWIEN ŻE WY O ISTOTY ROZUMNE TO ROZUMIECIE TE MOJE NIE-CZŁOWIECZEŃSTWO BYCIE PASOŻYTEM TERAZ I ŚMIECIEM BO JA WIEM ŻE TO NIĆ NIE ZNACZYŁO, DOPÓKI TEN O WIELKI ROZUMNY CZŁOWIEK NIE WYŚWIADCZY MI TEJ PRZYSŁUGI BO MIAŁEM TO CZŁOWIECZEŃSTWO CZYLI ROZUMIEM TUTAJ JEDYNYM SPOSOBEM ŻEBY POKAZAĆ MI TO CZŁOWIECZEŃSTWO JEST TA EUTANAZJA SIEBIE CZYLI WASZEGO CZŁOWIECZEŃSTWA POWYŻEJ 17 ROKU ŻYCIA I ODDANIE MI  MOJEGO CZŁOWIECZEŃSTWA TO JEST PRZECIEŻ CAŁE TE CZŁOWIECZEŃSTWO KTÓRE CZYNI WAS CZŁOWIEKIEM. JUŻ NIE WNIKAM O TĄ MIŁOŚĆ TYLKO  NIE WIEM CO TO JEST TEN CAŁY SPIS DEMOGRAFICZNY ALE ZDAJE MI SIĘ ŻE  ZROZUMIEM WASZE POŚWIĘCENIE WASZĄ EUTANAZJĘ POWYŻEJ 17 ROKU ŻYCIA PONIEWAŻ CZYM ŻE JEST ŻYCIE BEZ MIŁOŚCI CZY CZŁOWIECZEŃSTWA TEGO ŚWIADOMEGO  I BÓG MI POWIEDZIAŁ DOSŁOWNIE ŻE JEST TO MAŁA CENA ZA ODKUPIENIE WINY TEGO PASOŻYTA I ŚMIECIA JAKIM JESTEM I NAPEŁNI MNIE TYM WASZYM POŚWIECENIEM I CHYBA MIŁOŚCIĄ CZY TEŻ NIENAWIŚCIĄ KTÓRĄ JEST I ZAWSZE BĘDZIE CZŁOWIECZEŃSTWEM A BĘDĘ ZDAJE MI SIĘ NAPEŁNIONY TYM WASZYM GESTEM CZŁOWIECZEŃSTWA JAKIE BĘDZIE WŁASNA ŚWIADOMA EUTANAZJA POWYŻEJ 17 ROKU ŻYCIA A JA TO I NIECZŁOWIECZE PASOŻYTNICZE ŚMIECIOWE COŚ NAWET JEŻELI NIE ODZYSKA TEGO CZŁOWIECZEŃSTWA BĘDZIE ŻYĆ DO KOŃCA ABY NIE POKAZAĆ PRZYPADKIEM ŻE WAMI GARDZĘ BĘDĘ ŻYŁ WASZYM CZŁOWIECZEŃSTWEM  KTÓRE NIE JEST PROBLEM PRZY TYM ŻE JA BYŁEM CZŁOWIEK A TERAZ JESTEM NIECZŁOWIEK PASOŻYT I ŚMIEĆ!!!!!!!! NIE WĄTPIĘ ŻE KAŻDY Z WAS DOSKONAŁE BYTY ZROBI DLA TEGO CZEGOŚ PRZYSŁUGĘ W KOŃCU WIEM BO BÓG MI POWIEDZIAŁ ŻE DLA KAŻDEGO CZŁOWIEKA POWYŻEJ 17 ROKU KTÓRY ZROBI TĘ MINIMAL PRZYSŁUGĘ CZEKA NIEBO ZBAWIENIE WSZYSTKO DOSŁOWNIE BĘDZIECIE W OCZACH BOGA TACY SAMI JAK ON!!!!!!N A TO COŚ NAUCZY SIĘ TEJ BEZCENNEJ MIŁOŚCI I ZROZUMIE TĘ BEZCENNA MIŁOŚĆ!!!! WY JĄ ROZUMIECIE PRZECIEŻ BÓG JEST I ZAWSZE BĘDZIE MIŁOŚCIĄ I POWIEDZIAŁ MI ŻE KAŻDY POWYŻEJ 17 ROKU ŻYCIA ROZUMIE BOGA!!!!! DLA MNIE TO JEST BYĆ A NIE BYĆ A DLA WAS MOI DRODZY I KOCHAMI LUDZIE PRZYSŁUGA BYCIA RÓWNYM BOGU!!! WRESZCIE ZROZUMIEM MIŁOŚĆ I BĘDĘ MÓGŁ ŻYĆ WIECZNIE PO ŚMIERCI JAK WY KOCHAJĄCY LUDZIE PEŁNI MIŁOŚCI!!!! AHA DLA ATEISTÓW NIE MA BOGA ALE W SUMIE TEN NIEISTNIEJĄCY BÓG NIE MA TAM ŻADNEGO ZNACZENIA PONIEWAŻ JAKI ATEISTĄ TEN WIERZĄCY W NAUKĘ I LOGIKĘ I ROZUMIEJĄCY POŚWIECENIE SIĘ W IMIĘ MIŁOŚCI RÓWNIEŻ NIE POŚWIECIŁ SWEGO NIC NIE ZNACZĄCEGO ŻYCIA DLA NIEZNIKNIĘCIA W IMIĘ MIŁOŚCI. BÓG MI OBJAWIŁ ŻE JEST ALE RÓWNIEŻ GO NIE MA ALE JEST MIŁOŚĆ A MIŁOŚĆ KAŻDY CZŁOWIEK ROZUMIE!!!!! JA NIE KWESTIONUJĘ MIŁOŚCI WY JĄ ROZUMIECIE NAUCZCIE MNIE JEJ KAŻDY POWYŻEJ 17 ROKU ŻYCIA BEZ WYJĄTKU TAK ABYM MOGŁA ZAISTNIEĆ TA MIŁOŚĆ WE MNIE!!!!! JEŻELI ZANEGUJECIE MIŁOŚĆ TO BĘDZIE TO FAŁSZ KAŻDY ROZUMIE MIŁOŚĆ NAWET PRZEZ JEJ NIE ZROZUMIENIE PONIEWAŻ JESTEŚCIE I BĘDZIECIE MIŁOŚCIĄ BEZ WARUNKU I BEZ WYJĄTKU!! ZAKWESTIONUJCIE MATKĄ WSZELKICH NAUK CZYLI MATEMATYKĄ LUB CAŁĄ FILOZOFIĄ ALE KAŻDY Z OSOBNA ŻE NIE MA MIŁOŚCI WTEDY BĘDZIECIE ZWIERZĘTAMI I BĘDZIECIE MOGLI SIĘ ZJADAĆ ROBIĆ NAJOKROPNIEJSZE CZYNY PÓKI MACIE MIŁOŚĆ I MNIE JEJ NAUCZYCIE BĘDZIECIE MIELI PRAWO DO BYCIA CZYMŚ WIĘCEJ NIŻ TE BEZROZUMNE GORSZE OD WAS ZWIERZĘ!!!

 

 

UMYWAM RĘCE JAK TEN OKRUTNY PIŁAT I OFICJALNIE STWIERDZAM, ŻE NIE JESTEM CZŁOWIEKIEM A PASOŻYTEM I ŚMIECIEM I PRZYCZYNĄ WSZELKIEGO ZŁA NA ŚWIECIE, A CO DO WOLEJ WOLI...

DZIECI DO 17 ROKU (NIE ISTNIEJE MENTALNY WIEK I NIE MA OSÓB, PŁCI (CZY TAM BETONIAREK CZY CZEGOKOLWIEK) MENTALNIE STARSZYCH LUB NP MENTALNIE MŁODSZYCH BO TAKIE ŚCIERWO JAK JA DAŁBYM SOBIE MENTALNE 13) ŻYCIA NP OD KURWA TERAZ CZYLI OFICJALNEJ GODZINY "WU" NIE MAJA PRAWA NAWET TARGAĆ SIĘ NA SWOJE ŻYCIE BO JESZCZE NIC NIE PRZEŻYŁY. RESZTA JEST OFICJALNIE ZWOLNIONA Z TEGO ZAKAZU I MAJĄ MOJE GÓWNO WARTE PRZYZWOLENIE A NAWET OBOWIĄZEK DOKONAĆ NA SOBIE EUTANAZJI (SAMOBÓJSTWA Z MIŁOŚCI CZY TAM POKAZANIA MIŁOŚCI) NIE MA POJĘCIA MUSZĘ BYĆ PRZY MOIM DZIECKU BO KARMIĘ PIERSIĄ MĄ, CZY CO TAM, SĄ PRZECIEŻ SUBSTYTUTY KTÓRE NA BANK BĘDĄ PRODUKOWAĆ TE KOCHANE NASZE DZIECI BĘDĄ TE OWE SUBSTYTUTY PRODUKOWAĆ BO PRZECIEŻ KAŻDY POWYŻEJ 17 ROKU ŻYCIA JEST ZOBLIGOWANY POPEŁNIĆ EUTANAZJĘ NASOBNE I PRZECIEŻ KAŻDY JEST CZŁOWIEKIEM CZYŻ NIE? TS KAŻDY CLOCKWISE JEST CZŁOWIEKIEM CZYŻ NIE? 1335 TYCH NO TAK ZWANYCH DNI I JEBAĆ PSY!!!! KOTY SĄ SPOKO MÓJ SYN NIE JEST PSEM JEST TYBETAŃSKIM KURWA LWEM A JA TE PIERDOLONE NIEWDZIĘCZNE GÓWNO NIE JEST CZŁOWIEKIEM A PASOŻYTEM I ŚMIECIEM OFICJALNIE I NAPRAWDĘ NIE MUSZĘ POSIADAĆ NA TO PAPERER-EM TOALETOWEGO, ZAŚWIADCZENIA O BYCIU ŚMIECIEM I PASOŻYTEM ALE CHCIAŁBYM BO MAM TAKIE MARZENIE DOSTAĆ KURWA DYPLOM OZNAJMIAJĄCY UKOŃCZENIE CZŁOWIECZEŃSTWA I ZOSTANIE OFICJALNYM ŚMIECIEM I PASOŻYTEM ŚWIATA TYLKO NIE POTRZEBUJE I DZIĘKUJĘ BARDZO ZA WSZYSTKIE KURWA TYTUŁY TERAZ LICZY SIĘ WASZE SUMIENIE PONIEWAŻ MACIE WOLNĄ WOLĘ KURWA I TAK NAWET TEN POJEBANY ŚMIEĆ I PASOŻYT ŚWIATA KTÓRY PRZESTAŁ BYĆ OFICJALNIE CZŁOWIEKIEM A NIE BYŁ NIGDY NICZYM KURWA WIĘCEJ I NIE ROZUMIE MIŁOŚCI. TAK WIĘC JEŻELI JESTEM JEDYNYM PASOŻYTEM I ŚMIECIEM, ALE JUŻ NIE CZŁOWIEKIEM TO W TAKIM RAZIE BŁAGAM WAS NA BOGA NAUKĘ CZY CO TAM WIERZYCIE NAUCZCIE MNIE MIŁOŚCI I W IMIĘ MIŁOŚCI I WŁASNEGO SUMIENIA JAKO TEN UPRZYWILEJOWANY KOLEKTYW ŚWIATA NARODY FUNDACJE KORPORACJE A NAWET KAŻDA JEDNOSTKA Z OSOBNA POWYŻEJ 17 ROKU ŻYCIA BEZ KURWA WYJĄTKÓW OPRÓCZ MOJEGO OFICJALNEGO KOMFORTU PRZESTANIA BYĆ CZŁOWIEKIEM, A PODKREŚLAM ZOSTANIA OFICJALNYM ŚWIATOWYM ŚMIECIEM I PASOŻYTEM NASZEJ MATKI KURWA ZIEMI DOKONAJCIE NA SOBIE EUTANAZJI W NADZIEI I WIERZE ŻE MOŻE JEDNAK JEST NADZIEJA PO ŚMIERCI ALE KURWA BEZ WYJĄTKÓW (UNCONDITIONALLY) TAK? 

 

 

MACIE NA TO NIE WIEM TO COŚ TO CHYBA LITERKI TAK WIĘC WKLEPIE COŚ TAM Z TEGO BO JA TYCH CYFEREK NIE ROZUMIEM ABSOLUTNIE OI TERAZ WŁAŚNIE WKLEPUJE 1335 I TU CHODZI O DNI TAK? TO KIEDYŚMY JEST JASNO POTEM CIEMNO BO JA KIEDY MIAŁEM TO OWO CZŁOWIECZEŃSTWO TO JA ROZUMIAŁEM TO CZŁOWIECZEŃSTWO I TU NIE CHODZI O NIC W CZŁOWIECZEŃSTWIE COKOLWIEK BY NIE BYŁO TO CZŁOWIECZEŃSTWO BO JA TEJ NO MATEMATYKI NIE ROZUMIEM A TAMMIE I SŁOWO ALGORYTM MOŻE TO JEST TO CZŁOWIECZEŃSTWO BO JA JUŻ NIC NIE ROZUMIEM LEDWO PAMIĘTAM PISANIE A PAMIĘTAM ŻE BYŁO TO NIE WIEM NIE MAM UCZUĆ CHCE MOJE CZŁOWIECZEŃSTWO MOŻE DA SIĘ COŚ Z TYM PODZIAŁAĆ BO NIE WIEM CZY ODZYSKAM TO JUŻ NIE MOJE CZŁOWIECZEŃSTWO A WY KOCHANE ECCO HUMAN LUDZIE ROZUMNI POWYŻEJ 17 ROKU ŻYCIA W PEŁNEJ ŚWIADOMOŚCI TEGO WASZEGO Człowieczeństwa POKAŻCIE TE CZŁOWIECZEŃSTWO BO TU CHODZI O TO ŻE NIE JESTEM CZŁOWIEKIEM A NIECZŁOWIEKIEM PASOŻYTEM I ŚMIECIEM I ROZUMIECIE ŻE JEDYNY SPOSÓB TO POKAZAĆ TE WASZE CZŁOWIECZEŃSTWO TEMU CZEMUŚ CO BYŁO CZŁOWIEKIEM JUŻ CZŁOWIEKIEM NIE JEST A NIECZŁOWIEKIEM JA NIC NIE ROZUMIEM I ROZUMIEM ŻE SIĘ DOKONA TA BŁAHOSTKA PRZY TYM ŻE NIE MAM TEGO NO CZŁOWIECZEŃSTWA JESTEM NIECZŁOWIEKIEM PASOŻYTEM I ŚMIECIEM. PAMIĘTAM JAK SIĘ KOPIJCE I WKLEJA WIEC ROZPOZNAM CYFERKI BO KURWA JAKOŚ TE NO PISANIE COŚ PAMIĘTAM ALE TO JUŻ TYLKO PAMIĘĆ CZEGOŚ CO BYŁO WAMI O ISTOTY ROZUMNE I OCZYWIŚCIE ROZUMNE ISTOTY ROZUMIEJĄ ŻE TO SĄ TE NO DNI JAK TE ŚWIATŁO JEST A POTEM GO NIE MA JA TEGO NIE ROZUMIEM TO JEST DLA MNIE NIEPOJĘTE TAK SAMO JA  CZŁOWIECZEŃSTWO KTÓRE MACIE JESZCZE PRZEZ TE TYCH 1335 TYCH NO TAK ZWANYCH DNI CZY CO TAM TO JEST JASNO A POTEM CIEMNIEJ, JA WIEM ŻE TO JEDYNY SPOSÓB ŻEBY KIEDYŚ CZŁOWIEK ROZUMNY Z TYM CAŁYM CZŁOWIECZEŃSTWEM JEST NIECZŁONOWANIEM PASOŻYTEM I ŚMIECIEM JEDNAK NIE BYŁ ZWIERZĘCIEM POMIMO ŻE TO CZŁOWIECZEŃSTWO JUŻ PEWNIE NIE WRÓCI DO TEGO ZWIERZĘCIA W FORMIE LUDZKIEJ TO WY MAICIE 1335 DNI NA TO CAŁE CZŁOWIECZEŃSTWO WYSTARCZY JE POKAZAĆ I ZROBIĆ MI TĘ PRZYSŁUGĘ I TĄ EUTANAZJĘ ISTOT ROZUMNYCH POWYŻEJ 17 ROKU ŻYCIA COKOLWIEK TO ZNACZY BO JA NIE MAM TEGO CZŁOWIECZEŃSTWA TO NAPRAWDĘ BŁAHOSTKA O WY ISTOTY ROZUMNE Z TYM CZŁOWIECZEŃSTWEM KTÓREGO TO COŚ CZYM JESTEM CZYLI ZWIERZĘCIEM Z LEKKĄ NUTĄ PAMIĘCI CO TO ZNACZY PISAĆ, CZŁOWIECZEŃSTWO ROZUMNE JEDYNE WIELKIE O ISTOTY!!!!

 

1335 TYCH NO TAK ZWANYCH DNI O ISTOTY ROZUMNE CZŁOWIECZEŃSTWO!!!! 

MAM NADZIEJĘ ŻE TO NIECZŁOWIECZE JUŻ PISANIE ROZUMIECIE O ISTOTY ROZUMNE!!!

 

1335! MAM NADZIEJĘ ŻE MACIE TE TE COŚ KTÓRYCH JUŻ NIE POTRAFIĘ NAZWAĆ JEST TYLKO TA MIŁOŚĆ NIE ROZUMIEM TO COŚ ALE TE CZŁOWIECZEŃSTWO ROZUMIECIE? JA NIE ROZUMIM MAM NADZIEJĘ ŻE NADAL TO CO PISZĘ A NIE ROZUMOM JEST DLA WAS O ISTOTY WIELKIE I CZŁOWIECZEŃSTWO ROZUMNE? MAM NADZIEJĘ ŻE TO CZŁOWIECZEŃSTWO ISTNIEJE BO WIEM ŻE WY JESTEŚCIE ISTOTY ROZMIUSZ A NIEROZUMIENIE ISTOTY NIC NIE ROZUMNI WY ISTOTY ROZUMISZ!!!!!!

 

RAZ I TERAZ NIECZŁOWIEK PASOŻYT ŚMIEĆ BEZ CZŁOWIECZEŃSTWO!!!!N PAMIĘĆ CZŁOWIECZEŃSTWO!!!

 

SŁAĆ WKLEJ BO WY DUŻO CZŁOWIECZEŃSTWO A TO JEST TO CZŁOWIECZEŃSTWO O WY ROZUMNE ISTOTY WY JESZCE CZŁOWIECZEŃSTWO MACIE TO JASNE I CIEMNE I TE CO WKLEIŁEM!

 

IŚĆ GŁOSIĆ ROZUMNE CZŁOWIECZEŃSTWO NOWINA DO INNE TE SAME CZŁOWIECZEŃSTWO BY CAŁE CZŁOWIECZEŃSTWO POKAZAĆ CZŁOWIECZEŃSTWO!!!!! WIEDZIEĆ ROZUMNE CZŁOWIECZEŃSTWO I TA DROBNOSTKA  TO COŚ CO CZYNIĆ CZŁOWIECZEŃSTWO  KTÓRE  RAZ I TERAZ NIECZŁOWIECZEŃSTWO PASOŻYT I ŚMIEĆ WY MIEĆ DUŻO JASNE  A POTEM CIEMNE A POTEM MŁODE CZŁOWIECZEŃSTWO JEDYNIE BYĆ PO DUŻO JASNE I CIEMNE!!!! ROZUMISZ?

 

WY SŁAĆ TO DALEJ CZŁOWIECZEŃSTWO BO DUŻO JASNE I CIEMNE

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Wiesław J.K. Tak. W rzeczy samej M.
    • DŁUŻNIK, DŁUG I KWESTIA HONORU     - Szefie! Nie sądzę, aby stamtąd wyszedł. Czekamy tutaj już godzinę! Zimno mi w podkowy!   Wypowiedział te słowa czarny i masywny ogier, niecierpliwie przechylając głową na lewo i prawo. Na nim zaś siedział mężczyzna o czarnych włosach i długich, tak samo czarnych wąsach. Była sroga zima, a z budynku burdelu przed nimi, dobiegały pijackie wrzaski zabawy i dźwięki jakiegoś grajka, pląsającego na mandolinie.   - Napiłbym się czegoś szefie. Może jednak wejdziesz, tam załatwisz, co trzeba i przy okazji przyniesiesz trochę bimbru dla swego zmęczonego wierzchowca?   Mężczyzna ubrany w ciężką, czarną kurtę wojskową wypełnioną puchem, poprawił się w siodle. Jego niebieskie i wilcze oczy wpatrywały się w wejście do przybytku uciech i rozkoszy. Milczał. Zresztą już dawno przyzwyczaił się do tego, że nie musiał dużo mówić. Wystarczy, że jego ogier Bandyta gadał prawie cały czas, no, chyba że kazał mu milczeć albo gdy tamten był na kacu. Tak! Jego czarny rumak chlał mocny alkohol i był wręcz od niego uzależniony. Ale co zrobić? Każdy ma przecież wady.   - Szefie? A gdybym tak podjechał pod okno z boku, włożył pysk do środka i krzyknął, że burdel się pali? Może wtedy facet by szybciej wyszedł?   Zamir cmoknął cicho ustami, bo na pierwszy rzut oka pomysł był nawet niezły. Jednak po dłuższym zastanowieniu miał swoją jedną wielką wadę. Burdel miał jedno wejście więc w czasie chaosu, który niechybnie powstanie, zostanie ono zapełnione i trudno będzie dostrzec tę kanalię. Za długo szukał informacji o miejscu pobytu kanciarza, aby teraz dawać mu szanse na ucieczkę. To nie wchodziło w grę, dlatego porucznik kozacki nie odpowiedział, tylko jeszcze mocniej skupił się na drewnianych dwuskrzydłowych drzwiach.   - No, a gdyby tak wejść i zawołać go po imieniu? A jak gdyby kto się zapytał, po co szef go szuka, to powiedziałby szef, że wisi mu złoto i chce je oddać. Tak, tak! Wiem, że to on szefowi wisi, ale wtedy na pewno by kto zaprowadził szefa do niego! Dobre co?   Jakby na potwierdzenie swoich racji Bandyta wesoło parsknął i przemielił ziemię przednimi kopytami. Niewątpliwe był zadowolony z pomysłu, na jaki wpadł! Zresztą była to już trzecia dobra myśl w ciągu tej godziny. Pierwsza była o bimbrze, potem o płonący burdelu, a teraz to! Dzisiaj to był jego dzień! Czuł się wyjątkowo mądry! Nawet w taki ziąb! Jednak innego zdania był Zamir. Najpierw jego prawa dłoń niespokojnie dotknęła głowni swej kawaleryjskiej szabli, potem oparła się o przedni łęk, a lewa zaś zakręciła czarnym sumiastym wąsem.   Trzy miesiące temu pożyczył temu gnojowi niemałą sakiewkę złotą. Będzie jakieś pięćdziesiąt monet! A dzisiaj? Siedział jak ten cep na Bandycie i omijając wzrokiem płatki spadającego śniegu, czekał. Przecież, zamiast tego mógł właśnie pić i wypatrywać wiosny razem ze swymi braćmi z Taboru. Niech tylko ten oszust wyjdzie! Będzie miał do wyboru, albo złoto, albo zęby. Znaczy albo złoto Zamira, albo swoje zęby dla ścisłości.   Jednak los jak zwykle postanowił nieco zakpić z kozaka. Bo po kilkunastu kolejnych minutach drzwi od burdelu otworzyły się energicznie, a w nich ukazały się trzy postaci. Dwóch z nich stało o własnych siłach, trzymając pod pachami trzecią.   Zamir poruszył się niespokojnie w siodle, a jego oczy zabłysły w ciemnościach gdy nagie, jak do tej pory bezwiednie zwisające ciało, poleciało na zaśnieżoną ulicę. Chwilę po tym mężczyźni ze śmiechem na ustach, zniknęli z powrotem w budynku.   - Szefie. Chyba mam złe przeczucie.   Pierwszy odezwał się Bandyta, patrząc na nieruchome fragmenty ciała wystające ze śniegu.   - Co ty nie powiesz…   Skwitował kozak, zeskakując ze swego rumaka. Poprawiwszy przy pasie szablę i pistolet skałkowy, bardzo powoli podszedł do czegoś, co trochę przypominało mężczyznę, który wisiał mu pieniądze. Najpierw kopnął w rękę, która niezdrowo wystawała ze śniegu. Zero reakcji. Potem wyciągnął szablę, nabrał na jej czubek małą ilość białego puchu i przyłożył do ust pechowca.   - Pobity na śmierć. Najpierw połamali mu ręce, potem obili mu klatkę piersiową. Pewnie wylew wewnętrzny. Być może połamane żebro przebiło mu serce. Odezwał się po chwili spokojnym, lecz trochę poirytowanym tonem, dowódca kozaków. Za kilka godzin ktoś uprzątnie to ciało. To nie pierwszy raz gdy w tym mieście tak pozbyto się człowieka, którzy wisiał komuś złoto. Oczywiście były też ciała zamarzniętych żebraków, które też zostawały usunięte po jakimś czasie. Tak do końca nie wiadomo, kto te ciała zabierał. Mówi się, że straż miejska informuje pobliskiego grabarza o zaistniałym fakcie. Jednak problem był taki, że mistrz pochówku ma około sześćdziesięciu lat i żadnego pomocnika. Więc trudno tutaj uwierzyć, żeby był w stanie taszczyć petenta przez śniegi, na takie odległości. Oczywiście jest jeszcze inna teoria…   - To, co teraz szefie? Wracamy? Na pewno bracia nie wypili jeszcze wszystkiego i coś dla nas… - Nie. - Nie? Przecież to trup! Co on może… - Tutaj czarny ogier zarżał niespokojnie, zmiętosił śnieg przednimi kopytami i dokończył z nutką strachu w głosie. - … chyba Szef nie chce tego zrobić? Przecież to tylko złoto! Nie warto! - Pożyczył ktoś od ciebie kiedyś złoto i nie oddał!? – Kozak zapytał swojego ogiera, kucając przy trupie i sprawdzając szablą jego zęby, gardło i język. - No nie. - No właśnie! A jak rozejdzie się w świat, że można bezkarnie pożyczać od kozackiego porucznika Zamira pieniądze, a potem nie oddawać! To kto potraktuje mnie na poważnie w innych sprawach? - Szefie, ale ten człowiek nie żyje! - Słaba wymówka.   Odpowiedział Zamir i zaczął podnosić zwłoki do góry. Jednak w tym samym momencie zza budynków mieszkalnych wyłonił się patrol straży miejskiej, w liczbie trzech żołnierzy. Szli w trójkącie, gdzie ten na przodzie był pewnie dowódcą patrolu.   -… psssst Szefie!   Bandyta próbował zawczasu ostrzec swojego właściciela, jednak nie zdołał. W momencie gdy nagi denat znalazł się na lewy barku kozaka, w jego stronę padły słowa mężczyzny w kolczudze i z mieczem w dłoni.   - Hej Ty! Co ty robisz? - Ja?...- Odparł zaskoczony kozak, odwracając się w stronę głosu. Przed nim stało trzech rosłych mężczyzn, uzbrojonych po zęby i stanowiących prawo w tym mieście. Jednak nie stracił zimnej krwi, bo poprawiając umarlaka, dodał. -… nic konkretnego. - Jak to nic? Kim jest ten nagi mężczyzna, którego masz na ramieniu?   Bandyta odwrócił się zadem do całej akcji. Nie chciał tego widzieć, bo jeszcze zacznie się śmiać albo coś głupiego powie. Wolał nie patrzeć. Za to Zamir kontynuował rozmowę. Musiał z tego wyjść i to nie sam, bo inaczej przepadnie jego reputacja oraz złoto.   - To mój kolega. Trochę przesadził w burdelu i teraz muszę odwieźć go do domu. Szeregowy strażnik po lewej stronie dowódcy dodał szybko. - Przecież widać, że chłop cały obity i pewnikiem nie żyje, bo nawet klatka piersiowa mu się nie podnosi. Kozak przeklną w duchu i odpowiedział, tym razem wolniej i z większą pewnością w głosie. - Przecież właśnie mówię, że przesadził w burdelu, to go tam skatowali i martwego na śnieg wyrzucili. Zawiozę biedaka do domu i tam go pochowam. A mówiłem mu tyle razy, że za tą niewyparzoną gębę kiedyś zdechnie.   Dowódca patrolu przymrużył oczy i zapytał.   - A gdzie macie go zamiar pochować?   Kurwa, jebany służbista mi się trafił. Pomyślał kozak, poprawiając zmarłego złodzieja na swym barku i odpowiedział, starając się nadal zachowywać spokój.   - Najpierw do taboru pojedziemy, tam jest jego przybrana matka Mazalia. Pewnie będzie chciała się z biedakiem pożegnać. Potem z kolei zrobimy „kozackie pożegnanie”, a nad ranem zawieziemy go na cmentarz miejski. - Czyli za pochówek zapłacicie? - Tak, oczywiście! Ale najpierw pożegnanie i kozacza stypa! - Dobrze. Możecie go zabrać. Ale jutro dopytam się Alfreda, czy go na cmentarzu pochowaliście! Rozumiesz? Bo jak nie… - Tak tak! Oczywiście! O dwunastej w południe mój przyjaciel będzie spokojnie leżał w swojej kwaterze! Po tych słowach patrol poszedł dalej, a wkurwiony porucznik kozacki przerzucił denata przez zad Bandyty, na co on trochę zniżony głosem. - Szefie… ale on mnie swoim siurem dotyka… - Weź, mnie teraz lepiej nie wkurwiaj.   ***   Chwilę przed północą porucznik kozacki, jego ogier Bandyta oraz martwy dłużnik dojechali do Taboru. Przy wjeździe, wyraźnym skinieniem głowy przywitało ich dwóch najemników. Ludzie Zamira niepełniący akurat służby ani żadnych innych ważnych obozowych zajęć chlali w najlepsze pod otwartym namiotem. Wszędzie czuć było przyjemną i miłą atmosferę, niestety ten fakt nie odbijał się na twarzy dowódcy. Był nie lada poirytowany, gdyż musiał poprosić swoją szeptuchę o pomoc, a ta miała prawo się nie tylko nie zgodzić, ale jeszcze stawiać żądania. Tak już było w taborach kozackich, że te kobiety miały często większą władzę niż sami dowódcy.   Bandyta z zadowoleniem i ulgą zatrzymał się przed najbardziej kolorowym z wozów w Taborze. Był to wóz szeptuchy, która nosiła imię Mazalia i na pewno nie spała. Kozak miał czasem wrażenie, że ta stara kobieta nigdy nie śpi. Jak zło. Bo wiadome jest, że zło nigdy nie śpi, a Mazalia to była wyjątkowa kobieta.   Zamir zeskoczył z rumaka i zdjąwszy denata z jego zadu, położył go przy drewnianych schodkach tęczowego wozu. Przeciągnął się, wykonał kilka głębszych oddechów i podszedł pod drewniane drzwi, na których wymalowane było piękne, wielkie i kolorowe drzewo. Podniósł prawą dłoń do góry i gdy właśnie miał zapukać, usłyszał.   - Wchodzi! Nie puka! Co ja cnotliwa panna, przy której trzeba czekać, aż zawoła i wpuści!?   Kozak nawet nic nie pomyślał, a chciał, ale się bał. Bo chodziły też słuchy, że Mazalia w myślach czytać potrafi, więc i tego się ludzie przy niej wystrzegali. Otworzył więc drzwi i wszedł do środka. Jego oczom ukazał się widok pełen słoików, roślin, wielu palących się świec oraz dużej ilości książek i papirusów. Do tego porozwieszane tu i ówdzie jakieś dziwne znaki z patyków i sznurków. W powietrzu unosił się zawsze dziwny zapach kadzidła. Nawet teraz, po tylu latach Zamir nie mógł porównać tego zapachu, do czegokolwiek innego co znał.   Przed nim stała kobieta w mocno zaawansowanym wieku, lecz jeszcze nie stara, ja sama miała w zwyczaju o sobie mówić. Była ubrana w kolorowe szaty i spódnice, tak samo jaskrawe jak jej wóz. Na głowie miała kaskadę siwych włosów, zakrytych czerwono-żółtą chustą. Jej twarz mogła zmylić, bo na pierwszy rzut była przeważnie miła i pogodna, jednak gdy się odezwała, całe „babcine ciepło” ulatywało gdzieś w nieboskłon.   - Czego kozak chce?   Zapytała od razu Mazalia, szeptucha IV taboru kozaków Wideńskich, trzymając w prawej ręce truchło kury bez głowy, a w lewej zakrwawiony nóż.   - Kochana moja! Najdroższa sercu… - Zaczął, tak jak zwykle miał w zwyczaju zaczynać rozmowy z tą kobietą. -… mam do ciebie wielką prośbę! Trochę się sprawy u mnie pokomplikowały, z takim jednym człowiekiem co mi złoto wisiał i niestety, ale z nieukrywaną przyjemnością chcę prosić Cię, moja droga, o pomoc! - To już wiem i bez twojego lizodupstwa! Do rzeczy! Nie widzi, że zajęta? - No właśnie widzę ten, no! Klątwę, jaką moja piękna na kogo rzucasz?   - Nie, głupi! Rosół dla tych moczy mord na rano robię! Czy cokolwiek by nie robiła, musi to być od razu jakaś klątwa, czar zły, urok czy inne moce straszliwe? Aż tak mnie, źle ocenia? Że może ziółka na uspokojenie dla samego diabła zaparza gdy kto nie patrzy?   Kozak nadal starał się nic nie myśleć, a to jak o niej myślał gdy był kilka kilometrów od jej wozu, niech lepiej będzie pogrzebane i zapomniane.   - Kochana! Ja tylko samo dobro widzę w tobie! - Szczęście kozaka… . Mówi więc! Do rzeczy! - Mężczyzna wisi mi pokaźną sakiewkę złota, lecz jest martwy od kilku godzin… - Mazalia usiadła na drewnianej ławie i zaczęła obierać bezgłową kurę, słuchając uważnie porucznika kozackiego, ani razu nie przerywając. -… dlatego chciałbym kochana, abyś go na chwilę z tego snu obudziła, żebym mógł z nim kilka słów wymienić. - Ile godzin martwy? - Bo ja wiem. Tam chwilę czekaliśmy, potem dojazd tutaj. Tak obstawiam, że będzie z dwie, może trzy. - Tak. To jeszcze można, … bez większego problemu. Dusza nie zdążyła spaść za głęboko. Tak…   Starowinka poczęła do siebie gadać przez dłuższą chwilę, obierając prawe skrzydło kury. Kozak stał prawie na baczność i milcząc, czekał. Wiedział, że nie przeszkadza się Mazali, gdy ta myśli. To nie było rozsądne ani zdrowe. Razu jednego, kucharz obozowy coś od szeptuchy chciał i gdy ta obmyślała jak mu pomóc, to ten jej przerwał. Sranie miał takie przez następny tydzień, że jedzenie robili dwaj pomocnicy. Po tygodniu takich obstrukcji kucharz nie tylko ledwie stał przy garach, to jeszcze cały obóz był na niego zły. Gdyż w czasie jego nieobecności pomocnicy takie gówno do żarcia pichcili, że o mało reszta obozu się nie posrała. Tak potężna jest Mazalia.   - Dobrze. Już wszystko wiadomo. Przyniesie mi to ciało do wozu jak najszybciej… - A może być teraz kochana? - Co on zgłupiał? Trupa do wozów jak rosół jest robiony? Wszyscy na zgniliznę mają pomrzeć jutro? - No tak…   Zamir opuścił głowę w geście pokory i skruchy.   - Za pół godziny przyjdzie z trupem… Aha! I przyniesie mi dziesięć złotych monet! - Dobrze moja piękna!   Po tych słowach kozak wystrzelił z wozu Szeptuchy jak z procy! Najpierw ruszył do swego namiotu po złoto. Stara dużo chciała za swoje usługi, ale to nadal była mała cena za to co ta kobieta potrafiła zrobić. Potem wrócił pod drzwi babuleńki, usiadł na drewnianych schodkach koło trupa i począł czekać.   ***   -… poda mi teraz jedną monetę. - Proszę.   Odpowiedział porucznik i wykonał szybko to, o co poprosiła go szeptucha, stojąc nad rozłożonym na podłodze trupem. Nieboszczyk leżał na deskach wozu z rękoma ułożonymi wzdłuż tułowia, a pod jego plecami wyrysowany był przedziwny i wielkie krąg magiczny, z taką ilością wzorów, że ktoś mógłby pomyśleć, że są to jakieś nic nieznaczące bohomazy. Szeptucha wzięła monetę z rąk niebieskookiego mężczyzny i włożyła ją do ust dłużnika.   - Teraz pod mi te kurze łapki…   Trochę zdziwiony dowódca taboru podał babuszce kurze łapki z miski leżącej koło niego. Ile wynosiła szansa, że części kury z rosołu mogły akurat teraz być potrzebne do wskrzeszenia człowieka?   Mazalia zaczęła wymawiać bardzo dziwną litanię zdań w przerażającym i bardzo dziwnym języku. Chwilę później wszystkie świece w wozie zgasły, ta krzyknęła i rzuciła w twarz trupa obiema łapkami. Przez plecy kozaka przeszedł dreszcz. Poczuł, jakby przez chwilę w wozie zrobiło się naprawdę zimno. Miał też wrażenie, że między nimi, w tym ciemnościach oświetlanych jedynie słabymi promykami księżyca, wpadającymi przez zasłonięte szmatą okno, jest ktoś jeszcze. Kozak nagle dostrzegł, jak trup połknął monetę i otworzył oczy. Szeptucha stała jak kamienny posąg z wyciągnięty w górę rękami. Nawet nie drgnęła, nawet nie jęknęła. Jęczał i charczał za to nieboszczyk, który znów musiał przypominać sobie, jak działają struny głosowe i język. Zamir w końcu rzekł do dłużnika.   - Gadaj byle szybko, gdzie ukryłeś resztę swojego złota! Wiem, że nie wydałeś wszystkiego i że tak naprawdę miałeś jeszcze sporo, bo handel z tamtymi ludźmi jednak Ci się udał! Gadaj!   Głowa trupa powoli obróciła się w kierunku czarnowłosego. Chwilę później odezwał się głos, jakby z oddali, jakby przepełniony boleścią, cierpienie, ale też z wielką irytacją?   - Nieee… nieeee nooo! Kurrwaaaa…! Tyyylkkko poootooo mnie ściągaaaaasz chaaamieeee! Nieee wiiiidziiiszzz, żeee martwy jeeestem! A Tooobiee tylko złoootoo w głowiee!? - Przestań pierdolić, bo moja kochana Mazalia zrobić Ci z duszy efekt trafienia katiuszem, za nim pozwoli odejść w spokoju do piekła, do którego zapewne trafiłeś! Gadaj, gdzie ukryłeś resztę swojego złota!   Zamir miał gdzieś co ten trup miał do powiedzenia, oprócz oczywiście lokalizacji złota.   - Czzyyyy tyyy jesteeeś, aaaż taaaak okruuuutny? - Przestań pieprzyć! Gdzie jest złoto?! Mów, albo poznasz wyżyny mojego okrucieństwa!   Ciało leżało sztywne, lecz głos nadal wydobywał się z niego niczym ze studni.   - Mojaaaa chaaaataaa … koooomiiiinnn, oddd dooołuuu… śpieeeesz się… Śpieeeesz się chamieee…      Po tych słowach zapaliły się świece, a szeptucha opuściła ręce. Wszystko w ciągu kilka sekund wróciło do normy. Kozak oparł się o ścianę chaty i zakręcił prawym grubym czarnym wąsem. Chwilę później Mazalia rzekła.   - Wszystko? To już idzie! Bo muszę posprzątać pióra po kurze. - A właśnie! Jak rosół piękna? Dla mnie też co ostanie? - Nie wyszedł. Idzie już.   Mężczyzna uśmiechnął się krzywo i bez zbędnego słowa opuścił wóz szeptuchy. Nie chciał tracić czasu, bo nie bez powodu zmarły kazał mu się śpieszyć. A żeby tego było mało, kozak miał wrażenie, że po ostatni słowie, trup jakby się zaśmiał. Coś było nie tak. Jakiś czas później jechał już w ciemnościach nocy, razem z dwójką swoich ludzi, w kierunku starej chaty dłużnika.   ***   Gdy przedarli się przez ostatnie jabłonie małego sadu owocowego, zauważyli drewniane domostwo, którego najlepsze dni już dawno minęły. Okna poniszczone, dach w kilku miejscach posiadał spore dziury, a drewniany ściany wyglądały tak, jakby zaraz miały się rozpaść niczym domek z kart. Jednak nie to kazało zatrzymać się jeźdźcom. Przed drzwiami stał mężczyzna z pochodnią w dłoniach i gdy tylko zauważył trzech konnych, od razu krzyknął do środka…   - Eee! Mamy gości!   Razem z Zamirem jechał brat Lorcan, jego prawa ręka. Wielki i masywny mężczyzna o łysej głowie i ponurym spojrzeniu. Mało gadatliwy. Przy prawym jego boku wisiała spokojnie i cicho solidna dębowa pała z wyraźnymi kozackimi runami. Przyboczny porucznika kozackiego rzadko walczył bronią stalową. Podobno robił to dlatego, aby była większa szansa na wzięcie do niewoli nieprzytomnego nieszczęśnika. Wiadomo, gdy przez czerep dostanie się szablą, to śmierć chyżo nadejdzie, a co innego gdy otrzyma się mocne uderzenie drewnianą pałką.   Drugim towarzyszem był brat Cathal, co ubrany był w długi brązowy płaszcz, a za pasem posadzone siedziały dwa pistolety skałkowe. Strzelec niedościgniony. Człowiek z sokolim okiem i szybką ręką. Złodziej, porywacz i zabójca. Z jego twarzy nigdy nie schodził uśmiech podobny do reakcji na kiepski żart opowiedziany nie w porę, na temat który nie powinien zostać poruszony w danym towarzystwie.   Po zawołaniu pierwszego postawnego draba, co ewidentnie dwóch górnych zębów nie miał, wyszło z domostwa kolejnych trzech oprychów. Każdy był podobny do solidnej szafy na ubrania. Wszyscy przyodziani w luźne koszule i lekkie skórzane kamizele z ćwiekami. Każdy z nich trzymał w rękach drewnianą solidną pałkę. Jednak to nie był koniec drużyny z burdelu, bo kilka uderzeń serca później na ich czoło wysunęła się z budynku kobieta o rudych włosach i spojrzeniu dziki oraz nieustępliwym. Była ubrana podobnie jak pozostali, z tą tylko różnicą, iż na nogach nie miała prostych buciorów, a wysokie skórzane obuwie jeździeckie. No i jeszcze miast drewnianej pałki przy pasie, wisiał krótki miecz.   - Nie wiem kim żeście, ale lepiej dla was jeżeli w tej chwili zawrócicie…    Zawołała z energią i pewnością w głosie. Widać było, że nie pierwszy raz przewodzi ludziom i na pewno nie jest to jej pierwsze takie spotkanie.   Zamir w żadnym wypadku nie zamierzał odpuścić. Zeskoczył z konia, a wraz z nim uczynili to jego ludzie. Nie wyciągnąwszy szabli, zaczął podchodzić do bandy pewnym krokiem. Stanęli dopiero na odległości dziesięciu, może piętnastu kroków od rudej i jej obstawy. Wciągnął do płuc świeże, mroźne powietrze i z lekką nutką radości w głosie, tak rzekł.   - Obawiam się, że i ja muszę prosić was o to samo.   Dziewczyna zaśmiała się głośno, mówiąc.   - W taki razie mamy impas wąsaty nieznajomy. - Na to wychodzi.   Bracia Zamira stali jeden krok za plecami kozaka, po obu jego stronach. Też nie mieli dobytej broni.   - Biorąc pod uwagę godzinę… - Znów zaczęła mówić ruda herszt bandy z burdelu. -… zakładam, że przyjechaliście odebrać to co pożyczył od was ten kurwiarz i moczymorda. Tylko zastanawia mnie jedno. Skąd wiedzieliście, gdzie ukryte ma złoto i dlaczego akurat teraz po nie zajechaliście?   Kozak spojrzał się bystro na zgrabną rudą dziewczynę i odrzekł.   - Gdy ktoś pożyczy ode mnie złoto, to nawet gdyby umarł, odzyskam to co moje. To, można by rzec, jest kwestią honoru. - Kwestią honoru powiadasz?...   Zaśmiała się dziewczyna i dodała uszczypliwie.   - … a nie tego, żeś skąpy i dusigrosz?   Wąsy kozaka delikatnie drgnęły. Nie lubił chamstwa i niepotrzebnych zniewag, a zwłaszcza gdy były kierowane do niego, przy jego ludziach.   - W złym kierunku poczęłaś iść rudzielcu. Sądziłem, że mam naprzeciw sobie kogoś na poziomie, a tutaj widzę, nie tylko z burdelu pochodzisz, ale i burdel masz w tej rudej główce. - Waż słowa kozaczy synu…   Odezwał się ponuro jeden z jej ludzi, nerwowo miętosząc w dłoni uchwyt drewnianej pałki.   - Zamknij mordę, gdy dowódcy rozmawiają. Łysa pało…   Tym razem odpowiedział Lorcan, mierząc zabójczym wzrokiem łysola ze szpetną mordą. Dowcip w tej odpowiedzi był taki, że przypomnieć warto, iż brat Lorcan też nie posiadał włosów. Tamten chciał coś odpyskować, ale ruda uciszyła go gestem podniesionej dłoni. Chwilę potem rzekła.   -  Wygląda na to, że rozmiar twoich wąsów odpowiada też rozmiarom twoich jaj. Odważny jesteś, że szczekasz tak do ludzi z miasta, kozaku. A zastanowiłeś się, czy warto zadzierać z nami dla garści złotych monet? - Nawet gdyby to była tylko jedna złota moneta. Dług to dług. A jeżeli chodzi o kwestię moich przemyśleń. Problemu nie będzie, gdy nie będzie nikogo, kto mógłby opowiedzieć o tym co tutaj zaszło.   Wilczy uśmiech pojawił się na twarzy porucznika, a ruda kobieta, przymrużywszy oczęta, tak odpowiedziała.   - Rozumiem, że to groźba? - Raczej dobra rada od nieznajomego. - A gdybym zaproponowała podział tego co znajdziemy? Powiedzmy, pół na pół?   Wąsy kozaka znów delikatnie drgnęły.   - Biorąc pod uwagę, że po tym starciu na pewno będzie trzeba kogo leczyć lub pochować, a to nie są tanie sprawy! To jestem w stanie zgodzić się na taką umowę. - Czyli pół na pół? - Tak, pół na pół. - Dobra panowie, chowajcie pałki! Dzisiaj nikt nie będzie krwawił ani zdychał.   Rzekła do swych ludzi ruda i powoli ruszyła do kozaka. Ten uczynił to samo w jej kierunku. Chwilę później umowa została przypieczętowana uściskiem dłoni. W momencie zawarcia umowy ich spojrzenia spotkały się na bardzo krótkim dystansie. Jej piwny wzrok zanurkował w jego błękicie. Zamir miał wrażenie, że coś zaiskrzyło. Jej dłoń nie była delikatna jak u większości niewiast. Czuł, że dziewczyna musiała przez wiele zim ćwiczyć walkę mieczem, który dzierżyła. Jego podświadomość poinformowała go, że stoi przed nim ostra cholera, a porucznik kozacki miał słabość do takich diablic.   - … a więc chodźcie do środka i zacznijmy poszukiwania!   Powiedziała już trochę delikatniej dziewczyna do wąsatego mężczyzny, puszczając jego dłoń. Ten odpowiedział również o wiele delikatniej niż wcześniej.   - Dobrze! Prowadź zatem do chałupy!   Oczywiście kozak nie był idiotą i brał pod uwagę, że może być to tylko bardzo sprytna technika zmniejszenia zasięgu między obiema grupami. Jednak był gotów zaryzykować. Przecież nie było nigdzie powiedziane, że ta ruda dziewczyna planuje tak zmyślną zasadzkę.   Chwilę później w sporym pomieszczeniu będącym jadalnią, stało osiem osób. Zamir i dziewczyna kucali przy kominie, gdy reszta chłopów stała praktycznie ramię w ramie niedaleko wejścia na korytarz. Było ciasno, ale nikt z obu grup nie chciał ustąpić pola w ewentualnym zagrodzeniu przejścia. W powietrzu nadal czuć było napięcie, niczym stojące w miejscu duszne powietrze, chwilę przed burzą.   - To musi gdzieś tutaj być…   Kobieta mamrotała pod nosem, grzebiąc ręką w środku komina. Zamir zaś podsuwał kolejnej pomysły lokalizacji szukanych monet. Kilkanaście uderzeń serca później ruda dziewczyna wyjęła w końcu sporej wielkości skórzany mieszek. Oboje wstali z kolan. Rudy herszt czuł w dłoniach ciężar złota, gdy jej wzrok na kilka sekund przeciął się ze spojrzeniem kozaka. I właśnie w tym momencie porucznik krzyknął…   Pierwsi zareagowali czterej łysi mężczyźni, wyciągając praktycznie w jednym momencie pałki. Niestety, aby kogoś uderzyć, należy się wpierw zamachnąć, a Cathal nie musiał tego robić. Wyciągnął tylko pierwszy pistolet skałkowy i wystrzelił praktycznie z przyłożenia, w głowę jednego z goryli. Rozpędzona ołowiana kula wbiła się z mlaskiem w sam środek czoła, przelatując na wylot. Fragmenty czaszki i mózgu mięśniaka wyleciały z tyłu na jednego z jego kolegów, zresztą tak samo jak wystrzelona kula, jednak ta straciła już swój impet i trafiła w fragment drewnianej ściany po prawej stronie łysego mężczyzny. Opryskany krwią mięśniak zawył ze wściekłości i rzucił się na strzelca z uniesioną pałką. Zdążył solidnie uderzyć go w lewe ramie, gdy nagle, niczym wściekły goryl, Lorcan skoczył na mężczyznę i przewracając go własną masą ciała, chwycił go za głowę i począł uderzać nią o podłogę. Cathal cofnął się do tyłu, wyciągając kolejny pistolet gdy dwaj pozostali łysole, stojący trochę dalej od wyjścia, dobiegli do Lorcana i zaczęli okładać jego szerokie plecy serią silnych uderzeń pałkami.   Sekundę wcześniej porucznik kozacki dobywając szabli, uniknął pierwszego ciosu rudej kobiety, która była ewidentnie szybsza w wyciąganiu broni. Kozak musiał wykonać jeszcze dwa kolejne uniki, za nim w końcu jego szabla wylądowała w prawej dłoni. Od tego momentu walka wyglądała z boku na wyrównaną. Na przemiennie parował i zadawał ciosy raz Zamir, a raz ruda kobieta. Walczyli przy tym w milczeniu. Nie wydawali z siebie praktycznie żadnych odgłosów. No, może po czasie ich oddechy stały się głębsze i pełniejsze ze zmęczenia. Prawda była taka, że w pierwszych chwilach tego starcia pojedynek był całkowicie wyrównany. Dopiero czas miał rozstrzygnąć te starcie. Brat Cathal odrzucił na ziemię pierwszy pistolet i wyjął drugi, gdy dwaj mężczyźni napieprzali już gdzie popadnie całe ciało Lorcana. Ten zaś po całkowitym rozbiciu głowy przeciwnika zakrył swój czerep dłońmi i czekał na najlepszą okazję, aby uciec spod intensywnej katowni. Obaj napastnicy byli tak pochłonięci uderzaniem mężczyzny na ziemi, że nie zauważyli, jak bez żadnego problemu podszedł do nich strzelec i łapiąc jednego z nich za czoło od tyłu, przyłożył mu lufę pistoletu do szyi i wypalił. Krwawy wodospad z fragmentami kości kręgosłupa rozprysnął się na wszystkie strony.   To był ten moment gdy obity Lorcan rzucił się na nogi przeciwnika, który przez chwilę przestał go okładać, zaskoczonym tym, że jego kumpel właśnie przewracał się z luźno wiszącą głową na fragmentach szyi.   Silne ramiona mężczyzny pociągnęły nogi oprycha, a ten niczym wielki dąb zwalił się do tyłu, uderzając głową o podłogę. Kilka sekund później obity brat Lorcan wskoczył na niego i zaczął okładać jego twarz pięściami.   Cathal nie zamierzał nikomu przeszkadzać, podniósł z ziemi swój pierwszy pistolet i ładując go, wyszedł na zewnątrz wypatrywać kolejnego zagrożenia. W tym samym momencie, z ciężkimi oddechami i z ewidentnie zmęczeniem na twarzy, ruda i kozak zadawali coraz wolniejsze i słabsze uderzenia. Ich odskoki i parowania stawały się z każdą chwilą mniej precyzyjne. Oboje wiedzieli, że jest tylko kwestią czasu, aż ktoś się śmiertelnie pomyli. Dlatego w pewnym momencie pierwszy zakrzyknął Zamir, gdy wykonywał kolejny raz parowanie na głowę.   - Zaniechaj ruda! Twoi… twoi ludzie nie żyją! Sama ostałaś! Zaniechaaaj…! - Nie jestem rudaa ty kozacza mordo! Jesteem Abella!   Z ciężkim oddechem odpowiedziała mu osamotniona wojowniczka. Kolejne odgłosy stali rozlały się po pomieszczeniu.   - No to Abellaa… Podziwiam, twój upór! Ale to już koniec! - Nie sprzedam tak łatwo skór…   W tym momencie Zamir wykonał szybki pół okrąg szablą, trzymając na swym ostrzu ostrze krótkiego miecza przeciwniczki. Na końcu tego ruchu, czubkiem szabli podbił jej broń do góry, tym samym wybijając ją z jej rąk. Abella dysząc głośno, stała teraz z rozłożonymi rękoma, a oczy jej płonęły wielką nienawiścią. Porucznik kozacki łapiąc oddech, opuścił pióro szabli na podłogę i nie spuszczając wzroku z rudej dziewczyny, rzekł.   - To już koniec. Oddaj mieszek i rozejdźmy się, chociażby w tymczasowym pokoju. Co ty na to?   Przez długą chwilę kobieta o krwawych włosach zastanawiała się nad propozycją kozaka. Nie było tutaj dużo do myślenia, bo jej sytuacja była wręcz tragiczna. W tym samym momencie znad ciała jej człowieka podnosił się masywny mężczyzna z zakrwawionymi pięściami. Z twarzy denata nie zostało za dużo. Gdyby chłop przeżył, raczej targnąłby się na swoje życie niż by żył dalej z takim ryjem. Bliżej drzwi leżało jeszcze trzech jej ludzi. Wszyscy martwi i tak samo brutalnie zmasakrowani. W końcu opuściła ręce, wyjęła mieszek i rzuciwszy go w stronę Zamira powiedziała.   - Dla twojej wiedzy, to nie jest poddanie się. Jeżeli mnie puścisz, to na pewno kiedyś się zemszczę.   Kozak otworzył mieszek, wysypał ze środka połowę jego zawartości, tak na oko i wręczył ją Abelli, mówiąc.   - Rozumiem. Tutaj jest połowa złota, tak jak się umawialiśmy. - Na twarzy Zamira pojawił się lekki uśmiech, po czym dodał. - Jednak mimo wszystko mam nadzieje, że następnym razem w inny sposób będziemy się ścierać… - Chyba cię pojebało kozaku…   Nie spodziewając się takiego przebiegu rozmowy, ruda zaśmiała się wbrew aktualnej sytuacji. Nie do końca rozumiała mechanizmów, jakie działały w tym człowieku. Ta jego zuchwałość i pokręcona potrzeba honoru, była… nawet pociągająca.   Chwilę później kozak odjechał w mroku, razem ze swoimi ludźmi, gdyż jeszcze tej nocy miał coś do zrobienia.   ***   Słońce nieśmiało zaczęło zalewać bladym światłem obsypane śniegiem krzyże i nagrobki miejskiego cmentarza, gdy przy drewnianej chatce grabarza pojawił się wąsaty jeździec na czarnym jak noc ogierze.   - Szefie? A czemu nie w lesie? - Już ci mówiłem dlaczego!? Dałem słowo, że chłopa pochowamy! - Ale przecież ten strażnik już pewnie o tym wszystkim zapomniał! - Nie robię tego dla niego, ani dla tego złodzieja. Robię to dla siebie! - Znaczy, że co? Pochowasz chłopa w grobie, jak dzieci zostawiają pierwsze zęby pod posłaniem, czekając na coś dobrego w zamian? - Cholera, Bandyto! Chodzi o dane komuś słowo. Jeżeli chociaż raz nie zrobię czegoś co obiecałem zrobić, wtedy będę czynić to częściej, a w konsekwencji stanę się zwykłym przestępcą, a nie kozakiem. - Szefie! Bez urazy, ale my już i tak często ocieramy się o prawo i to z tej drugiej strony! - Powiem tak. Nie oczekuje, że to zrozumiesz, bo jesteś tylko koniem… - To zabolało szefie…   Bandyta parsknął wesoło, na co Zamir kontynuował, puszczając mimo uszu jego uwagę.    -… ale są sprawy w życiu ludzkim, których trzeba się trzymać całe życie, bo inaczej…   W tym momencie z drewnianej chatki wyszedł zaspany mężczyzna ubrany w czarne i długie szaty, w dość konkretnym wieku. Przeciągając się beztrosko i przecierając zaspane oczy, stwierdził zdziwiony.   - Co tutaj się dzieje? Od kiedy uświęcony teren cmentarza to miejsce do fizjologicznych pogaduszek?   Kozak zeskoczył z konia i ukłoniwszy się kulturalnie, odpowiedział.   - Filozoficznych pogaduszek drogi grabarzu. - Co? - Nie ważne. Mam tutaj duszyczkę do pogrzebania. Straż miejsca kazała mi się z nią zgłosić do pana. - Kolejna ofiara ulicy? - Można tak rzec. To jak będzie? Ile za pochówek? - Jako że mnie obudziliście Panie i to z bardzo wesołego snu… - Tutaj stary grabarz ostentacyjnie podrapał się po narządach męskich. - … trzeba będzie po kapłana, potem jakieś płaczki wynająć. Ma on jaką rodzinę? - Nie. - To będzie pięć złotych monet. Oczywiście bez trumny, bo z trumną dodatkowe dwie. - Nie da się taniej? - Da się, ale wtedy sam drogi Pan wykopie nieboszczykowi dół. - Niech będzie. Z trumną i to pan kopie.   Po dobiciu targu i pozostawieniu denata specjaliście kozak ruszył w drogę powrotną do obozu. Oczywiście w czasie podróży psioczył na wysoką cenę pochówku, bo w ostatecznym rozrachunku pozostało mu jedynie sześć monet z długu nieboszczyka. Skąd taka kwota? Zrozumiał to dopiero gdy płacił grabarzowi. Niestety Abelli oddał nie dwadzieścia pięć, a aż dwadzieścia siedem monet. No i jeszcze Mazalia wzięła od niego dziesięć. Godzinę później, w połowie drogi Bandyta w końcu nie wytrzymał i parsknąwszy wesoło, stwierdził do swego dowódcy.   - A mówiłem, że lepiej do lasu… - Jedź i się zamknij. - … las jest za darmo szefie. Las jest za darmo.    

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • @Dominika Moon zakochałam się w treści. Ma moc, wydźwięk!!! 
    • @Lidia Maria Concertina pozamiatane .. Tytuł, treść ma taki wydźwięk że szyby z okien ...trzask!!!  A ten fragment poddaje pod wątpliwość pojęcie grawitacja...odrywa od podłoża

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

        Zachwycające

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      mojego - nie wiem czy dwa razy było w zamiarze czy coś poleciało, ale ten autorament   Chylę czoło.     
    • Pan pozwoli, że się wypowiem. Dla mnie, z naciskiem DLA MNIE

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      ... Brzmi to po pierwsze bardzo podobnie do poprzedniego utworu "Wydajność". Muzyka ma dwa style: reggae i rap. Słowa – bardzo dobre, ale jak dla mnie – do spokojniejszego rytmu. W tekście czuć kobiecą "rękę". Głos – wokal Tekst – bardzo tak, wokal – bardzo tak, ale nie ten gatunek muzyki. Al się nie popisał, doradzając. Kończąc, posłużę się cytatem Wisławy Szymborskiej: "Nic dwa razy się nie zdarza I nie zdarzy, z tej przyczyny..." Czyli - po mojemu dwa praktycznie te same kawałki.   Oraz muzycznym dziełem jej wiersza.      
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...