Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Zastygam z nożem w dłoni na krawędzi chaosu. Przepaść przede mną ogromna. Nie mam gdzie uciec. Szkoda, że nie dobiegłem do ściany. Mógłby chociaż walić głową w mur. Pozostało tylko jedno. Odwrócić się, by ujrzeć co jest za mną. Przyjąć na klatę dosłownie wszystko, cokolwiek zobaczę. Też tak uczynię. Czuję nagle pustkę w głowie i cholerny chłód. Za cienkie ścianki, a nie założyłem czapki.

 

Przede mną wielki jak góra, leży mózg. Wiem że to mój, chociaż nie wiem skąd ta pewność. Jak mogę cokolwiek myśleć, skoro ta szara ciastowatość istnieje poza mną. Teraz będzie łatwiej odszukać swoje prawdziwe ja. Zaczynam się wspinać po ogromnych gąbczastych zmarszczkach. Wykrawam wielkie kawałki i szukam swoich myśli. Bezskutecznie. Odkładam dokładnie w to samo miejsce, żeby nie namieszać i nie zgłupieć do reszty.

 

Dostrzegam jakieś dziwne wybrzuszenie. Tnę  nożem w nadziei, że znajdę: ego. Niestety, nic tam nie ma. To tylko większa fałdka, odstająca od reszty.

 

W oddali, prawie przy wierzchołku, widzę otwór. Podchodzę bliżej i zaglądam do wewnątrz. Na dnie spoczywa coś w rodzaju zwierciadła. Odbija błękit nieba. Jest dokładnie widoczne, a przecież otwór zasłaniam sobą. Czyżbym był przezroczysty. Spoglądam na dłoń. Nie widzę przez nią mózgu. O co w tym wszystkim chodzi?

 

A zatem czaszka nie jest zupełnie pusta, skoro myślę to co robię. Coś tam jeszcze jest. Tylko co? A może tylko w zestawieniu z lustrem, przenika przeze mnie światło?

 

Nagle widzę ogromne ręce. Obejmują pofałdowany kopiec i zaczynają  dźwigać w kierunku nieboskłonu. Turlam się i spadam na coś w rodzaju trawy. Prawie w tym samym czasie, mam sto procent pewności, że moja głowa nie jest pusta, bo gdy ją poruszam, to coś się obija o wnętrze. Dotykam ją dwoma rękami i po raz kolejny jestem nieco zdziwiony. Kopułę czaszki mogę odkręcić. Też tak czynię. Odkręcam z kościanym zgrzytem, który skrzypiąc, rozwala echem ściany pustki wokół... ale nie nade mną i jakby niezupełnej. Wyczuwam jeszcze większy ciężar w środku. No cóż – myślę sobie – Wyjmę i zobaczę, co to jest.

 

Coś mi dzisiaj: zdziwieniami obrodziło. Trzymam w dłoni: żelazną duszę. Jednocześnie dostrzegam w oddali stół, chociaż pojęcia nie mam, skąd się nagle wziął. Coś na nim stoi. Podchodzę bliżej. To starodawne żelazko. Widzę też koszulę. Wiem, że to moja. Strasznie pognieciona. Jak psu z gardła wyciągnięta. Prawie odruchowo wkładam żelazo do wnętrza żelazka. Staje się gorące, chociaż dusza była zimna.

 

Zaczynam prasować. Trudno mi idzie. Nie prasowałem już wiele długich lat, lecz za każdym przesunięciem gorącej powierzchni po cienkim materiale, jest mi dziwnie lżej. Widzę jak zgniecenia zanikają. Jakby coś ze mnie ulatywało i wlatywało jednocześnie. Niechcący dotykam gorącej części. Nie narzekam. Prasuję dalej, chociaż cholernie boli. Po jakimś czasie wygląda świetnie. Gładka jak pupcia niemowlęcia. Odczuwam wielką ulgę. A nawet jestem szczęśliwy. Zakładam ją na siebie. Co z tego, że już jedną mam. A kto mi zabroni. Na ręce nie ma żadnych bąbli, ale ból nie ustępuje.

 

W oddali widzę ciemną chmurę, a pod nią rozwieszony sznur. Na nim wiele powieszonych, brudnych, samotnych koszul. W porywach wiatru, wyginają się na wszystkie strony z przepalonymi dziurami. Jakby chciały się oderwać, jakby tęskniły, lecz wybór został im odebrany. Przygnębiający to widok. Mam wrażenie, że czas się do nich skończył. A zatem przemijanie też. Będą wisieć bez końca. Tu jest spokojnie i w miarę jasno, ale jakoś mnie to nie cieszy. Przestaje patrzeć w tamtą stronę. To ponad moje siły. Wiem, że nie mogę im pomóc. Nie mam takich możliwości. Jestem tylko.

 

Z tym spokojem jednak coś nie tak. Przede mną, jakby znikąd, pojawia się szklana trumna. Unosi się lekko nad ziemią. Nie wiem dokładnie, co zawiera. Przed chwilą byłem przekonany, że jest niedaleko. Idę w jej kierunku. Domyślam się kogo tam zobaczę. Jestem coraz bliżej. Spód trumny, porusza delikatnie zieloną trawę na kształt obrazów, dotyczących mojego życia. Takiego jakie było naprawdę, a nie takiego, jakie ja widziałem.

 

A niby skąd to wiem? W środku dostrzegam coś w rodzaju mgły. Snuje się wewnątrz nieustannie. No cóż. Zdziwienie mnie nie opuszcza. Mgła wolno opada na dno. Taki obiekt w trumnie jest dla mnie kompletnym zaskoczeniem. Niczym w białym puchu, widzę: kwiat paproci. Jest dużo większy, ładniejszy. Oderwany od macierzystej rośliny, której tam nie ma. A jednak zakwitł. Ma coś takiego w sobie, co przyciąga  wzrok.

 

Nigdy go na nie widziałem. Nawet na zdjęciu, ale wiem na co patrzę. Nie mogę tego pojąć. Tej niezrozumiałej sytuacji. Wiem tylko, że zakwita raz w roku. Czyżby tak samo raz... a później już cały czas?

Krwawi, lecz za chwilę krew zamienia się w białego motyla. Przenika przez przezroczyste wieko i nagle znika.

 

Mam wrażenie, jakbym miał coś przekazywane, obiektami i sytuacjami, które są mi znane lub poznaje je dopiero teraz. W przeciwnym wypadku bym nie wiedział, na co patrzę i zupełnie bym tego nie ogarnął.

 

Nagle w absolutnej ciszy wieko się otwiera. Kwiat płynie w moim kierunku. Dlaczego nie mógł przeniknąć tak samo jak motyl? Jest coraz bliżej twarzy. Widzę wszystkie szczegóły. Wchłania się przez nią do otwartej głowy, lecz z niej nie ucieka. Wiem o tym. Czuję przyjemne ciepło.

Znowu stoję samotny w tym dziwnym świecie.

 

Zakrywam czaszkę kopułą którą zdjąłem, bo zaczyna padać. W tej chwili nawet głupi deszcz mnie raduję, bo jest taki: rzeczywisty, namacalny... ale mimo wszystko nie chcę, żeby naleciało do środka.

Czuję, że wnętrze głowy coś wypełnia, a połączenie wokół robi się trwałe. Jest trochę bardziej ociężała, lecz jednocześnie lżejsza.

Zgubiłem nóż, lecz nie odczuwam straty...

 

 

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Waldemar_Talar_Talar 

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • Chciałbym znowu spojrzeć w szmaragdowe oczy widzieć w nich  piękno świata i ciebie pełną uroku i wdzięku promieniującą nadzieją  rozsiewającą ją wokół   piękne pełne słońca oczy pozostaną  w pamięci na zawsze widzę w nich niebo pełne gwiazd a wśród nich i tą najjaśniejszą na Kasjopei  świecącą tylko dla ciebie dodającą ci blasku   byliśmy szczęśliwi   uśmiech był  radością duszy spragnionej  życzliwego spojrzenia które podarowałaś   szkoda że trwało to zbyt krótko   czy wystarczy aby myśli były w słońcu  na zawsze   chcialbym znów  zobaczyć szmaragdowe oczy...   1.2022 andrew    sięgnąłem pamięcią wstecz,  a dziś ... dziś jest dziś  jeśli ktoś się smuci ...  niepotrzebnie    czeka nie jedno piękne dziś …  
    • @hollow man przed chwilą skończyłam drylowanie wiśni    zaraz udam się na spoczynek 
    • @Gosława  Reniu, "czas [...] na wrzaski" i nobla za pokój i gościnność. Przecież wiesz, że wiersz mi się podoba.

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      Świetny tytuł.
    • wszyscy na ciebie patrzą   powiedz mi kim jesteś   wydaje ci się że jesteś centrum wszechświata   ty   a może się mylisz   może rdza która cię otacza   jest jedyną rzeczą prawdziwą   myślisz że jest zła   że zabiera ci ciało imię czas   a może właśnie robi z ciebie coś więcej   może rdza to diament   tylko jeszcze nie potrafisz go zobaczyć   skąd wiesz że to nie jest twoje błogosławieństwo   ktoś cały czas cię obserwuje   bóg?   wszechświat?   ty sam za kilka lat?   może gdzieś istnieje lepsza wersja ciebie   i patrzy jak znowu marnujesz ten moment   ale co z tego   jesteś tutaj   teraz   przynajmniej tak ci się wydaje   jesteś pewien?
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...