Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano (edytowane)

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

graphics CC0

 

 

Życie w czasach zarazy. Obracam telebim do słońca,

wszystko się może wydarzyć. Rzut plazmy. Zaćmienie na łączach.

Odgrażam się chandrom i żalom. Hartuje się wredny zarazek,

głośniki pulsują marazmem, kineskop wypala obrazy.

 

Życie w regule rozkładu, choć trzeba dosięgać do marzeń...

ile się można panoszyć? Żyjemy w czasach zarazy.

 

Ukradkiem uchyla się okno, wachlując płucoskrzydłami,

uznajmy, że pokój to morze, już płynie na fali firany.

Wybiegam przez czasoprzestrzenie do tkanki sumiennych nawyków.

Me ciało jedwabiem. Selenem. Przenika przez blask morganitów.

 

Życie w regule rozkładu, choć trzeba dosięgać do marzeń...

ile się można panoszyć? Żyjemy w czasach zarazy.

 

Dusz smutek. Apatia. Znużenie. Uciekam pod górę z brokatu,

ta rośnie i robi się duża, za oknem w zagonach lilaków.

Kołyszą budynkiem rubieże. Wiatr zbliża do podstaw atomu,

zarazek robi się cięższy. a świat unosi – za dronem.

 

Życie w regule rozkładu, choć trzeba dosięgać do marzeń...

ile się można panoszyć? Żyjemy w czasach zarazy.

 

Blask generuje energię, a słońce ubiera ją w słowa.

Z arytmią szturmuje poezja, w reakcjach fuzji jądrowej.

Tak łącząc jądra wodoru, uzbrajam jaźń słońca helem.

Wyrzucam plazmę na forum. Zarazek uznaje – za wiele.

 

Życie w regule rozkładu, choć trzeba dosięgać do marzeń...

ile się można panoszyć? Żyjemy w czasach zarazy.

 

Przez formy tryby czy style przenikam do infradźwięków.

Pastele słoneczne motylem sięgają aż firmamentów.

Żyję też przez przypadki i uczę dosięgać do wrażeń...

ile się można jednoczyć? Żyjemy w czasach zarazy.

--

* treść utworu – to abstrakcja literacka, nieosobista, w szerokim przekroju społecznym.

Edytowane przez Tomasz Kucina (wyświetl historię edycji)
Opublikowano (edytowane)

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Dzień dobry. Musimy przyjąć za fakt, że tekst jest tylko fantastyczny, to abstrakcja literacka, zresztą jak zdecydowana większość moich utworów (ale oczywiście nie wszystkie), w zasadzie możemy przyjąć, iż wyraża się w estetyce wolnych skojarzeń. Natomiast zawsze staram się, aby te skojarzenia w treści moich utworów tworzyły logiczne tło i były powiązane oraz uzasadnione. Tak jest i tutaj. Nie śmiem i nie chciałbym wkraczać w Pani (w Twoje) emfazy w kontakcie z treścią tego utworu, bo osobiste doznania są najważniejsze, czasem autor narzucając interpretacje zabija ducha swej pracy i spłaszcza doznania odbiorcy, dlatego staram się tego nie robić. Jednak skoro dopytujesz, przeprowadzę krótkie resume. Otóż, tak:  "góra z brokatu" może być dowolnym komponentem w reakcjach podświadomych podmiotu lirycznego, np. paralelą do rozgwieżdżonego nieba, tutaj w treści mamy co prawda opis dnia (jest słońce), lecz wrażenie estetyki peela może kompilować w szerszej (rozciągniętej na osi czasu) jego reakcji podświadomej, albo wręcz dotyczyć jego nadświadomości (stanów frustracji lub euforii), lub nawet skojarzeń tych okołopandemicznych (treść jak słusznie zauważyłaś dotyczy koronawirusa - pośrednio). Na moment puśćmy wodze wyobraźni jeszcze ciut dalej:  być może to wrażenie bardziej skomplikowane, przebiegające w zupełnie odrębnym wymiarze tematycznym, zauważ mamy tu telebim, łącza, ekrany, głośniki - w takim dystrykcie "góra brokatu" będzie zbiorem fotonów, albo wiązką elektromagetyczną?, reakcje peela równie dobrze mogą stanowić więź interaktywną czy wirtualną w tym monologu a nie zakres realnej obserwacji i konsekwentnego opisu zdarzeń. W końcu: "brokatowa góra" może być też rzeczywistym przekazem - zilustrowaniem jakiegoś wzniesienia (szczytu) obserwowanego przez peela, brokat będzie wówczas - blaskiem, fleszem, typowym zjawiskiem solarnym - np. efektem wschodu lub zachodu słońca na tle tej góry, wtedy "zagon lilaków" (który jest powiązany z górą w treści) może stanowić dla obserwatora wstępny punkt odniesienia, np. peel obserwuje przez okno domu konkretne wziesienie, ale przez perspektywę kwiatowego zagonu, "brokatowa góra" jest dalej a zagon bzu tuż pod oknem peela, etc. etc. etc. Możemy budować dowolne efekty odbiorcze, w zależności od percepcji czytelnika. Rozumiem, że merytorycznie dopytujesz o to dlaczego peel "uczy dosięgać do wrażeń", skoro to spacer pod: "górę z brokatu", więc jak rozumiem jest to w twoim rozumieniu konkretny stan dekadencki, mocno schyłkowy. Odpowiadam: nie koniecznie musi tak być, "góra z brokatu" w skojarzeniu z konstelacją z firmamentem (niebem) może stanowić źródło poetyckiego zafascynowania podmiotu lirycznego samą Boskością (może wkraczać w imperatywny ciąg emocji, albo akcentować tęstnotę za miłosierdziem Stwórcy), lub być stanem typowego poetyckiego zauroczenia, o którym jasno stanowi dalsza treść tego wiersza, wtedy będzie logicznym uczeniem się tego oto wrażenia, bowiem wszystkie wrażenia mogą stanowić immanentną cechę spójności teologicznej - relacji Boga ze stworzeniem (człowiekiem),  a już na pewno kompilują z poetyckim zauroczeniem dosłownie każdego poety, twórcy, czy muzyka, aktora, literata, plastyka, malarza... dowolnie - itd. Nie chcę dokładnie wkraczać w stan mojej autorskiej wrażliwości co do tekstu, bo tak jak napisałem wcześniej, może ona niepotrzebnie przytłaczać czytelnika, niech każdy odczytuje treści po swojemu, poezja jest formułą głęboko subiektywną. Co najważniejsze i na szczęście wirus mnie nie dotyczy, a opis wrażeń w treści tego utworu ma zakres stricte abstrakcyjny, dodałbym, koniecznie że - że tu w treści - to bardziej stan świadomości zbiorowej społeczeństwa, które w naturalny sposób ma prawo odczuwać pewien dyskomfort w wyniku trwania tej pandemii, a wszelkie ludzkie wrażenia  stanowią zawsze formułę pozytywnego odreagowania, i o tym w zasadzie opowiadam w treści. Dziękuję za komentarz. Zasyłam serdeczności.

Edytowane przez Tomasz Kucina (wyświetl historię edycji)
Opublikowano (edytowane)

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Ok. Twoje subiektywne rozumienie mojego tekstu to dla mnie wartość dodana. Miło, że analizujesz treść, bo ja widzę jak zasadnie przebiegają twoje wnioski i kierunki w tej analizie i cieszy po ludzku, że czytelnik (ambitny) wchodzi w interakcje z tekstem. Natomiast, wiesz, ja staram się odnosić dość precyzyjnie do konkretnego komentarza. W twoim pierwszym komentarzu dopytywałaś o związek "uczenia dosięgania do wrażeń" z --> "górą z brokatu" (spójrz wyżej), nie rozumiałem, nie potrafiłem dostrzec w czym dopatrujesz się tego niedopasowania w tym zestawieniu, przyjąłem więc, że może tą "górę z brokatu" odczytujesz w znaczeniu pejoratywnym (nie widziałem innego logicznego wytłumaczenia), teraz gdy doprecyzowałaś i tłumaczysz, że chodzi o zależność "uczenia dosięgania do wrażeń do --> "Dusz smutku. Apatii. Znużenia"  wszystko się rozjaśnia. Już tłumaczę. Po pierwsze: to "uczenie dosięgania do wrażeń" jest w zwrotce ostatniej (dziewiątej), a "góra brokatowa" wcześniej w (piątej), nie ma więc bezpośredniego związku między nimi w treści utworu i co za tym idzie nie ma też dosłownych zależności logicznych w ich powiązaniu. Rozumiem, że utwór taktujesz jako całość i dokonujesz tego "telemostu ze zwrotki piątej do dziewiątej", ale niepotrzebnie. To "uczenie dosięgania do wrażeń" w epilogu utworu odnosi się tylko do relacji w tym konkretnym wersie. Wers wygląda dokładnie tak:

 

Żyję też przez przypadki i uczę dosięgać do wrażeń.

 

"Życie przez przypadki" jest tu metaforą, a przypadek napisany kursywą, a dlatego by dostrzec, że rzeczownik może mieć alternatywne znaczenia. Przypadek tu może być rozumiany jako forma językoznawcza, jako odmiana, koniugacja, albo alternatywnie jako przypadek czyli osoba, zdarzenie lub okoliczność. Podmiot liryczny mówi, że "żyje przez przypadki", to tak jakby uznał, że doświadcza przyjemności w obcowaniu z poezją z językoznawstwem, --> lub że żyje z kontakcie z konkretnymi ludźmi, osobami, i w obu tych alternatywnych interpretacjach w jakimś sensie peel  uczy dosięgania do wrażeń, bo trzeba jasno powiedzieć, że zarówno obcowanie z liryką czy życie w społeczności ociera się zawsze o wrażenia i bardzo naturalnie. To "dosięganie do wrażeń" nie ma więc tu w treści znaczenia patetycznego, w którym ja jako autor próbuję przypisać sobie rolę nauczyciela, wieszcza albo psychoanalityka, to tylko bardzo skromna i prosta zależność pomiędzy życiem i wrażeniem - jak u dowolnego innego człowieka. 

 

tutaj bardzo celnie odczytujesz moje autorskie wrażenia. Tak. W zasadzie cały ten tekst jest czymś w rodzaju arteterapi (leczeniem poprzez sztukę), bo podmiot liryczny nie skarży się przecież, nie utyskuje, nie ma do nikogo pretensji, bo nie ma winnych w sytuacji pandemicznej o której mowa w utworze. Natomiast podmiot liryczny określa własny i zbiorowy (społeczny) stan znużenia i niejako jest to klasyczne "zmęczenie materiału", czyli przesilenie, a wszystkie wrażenia w opisach i treści nawiązują do fascynacji i metamorfoz w liryce, i ta liryka jest tutaj tą odskocznią od tych obrazów telewizyjnych, fonii, o których mowa na początku wiersza. Można więc śmiało potraktować to jako arteterapię, jak słusznie przypuszczasz. Brawo.

Dziękuję, też polubiłem to porównanie ;)

 

Rozumiem. Grafika nie jest moja. Przyznaję jest mocno nieparytetowa.  Może rzeczywiście niekoniecznie potrzebna. No ale tak publikuje tu teksty. Nie wypada mi robić wyjątku.

 

Wspaniałe komentarze (merytoryczne). Miłego dnia życzę również, serdecznie pozdrawiam.  

Edytowane przez Tomasz Kucina (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

Serducho dałem po jednym przeczytaniu (bez wgłębiania się). Wiersz uruchomił serce.

 

Wracam teraz, pochylam się nad tym jak dla mnie transowym obrazem. Dla mnie zaraza jest tu tłem dla i lustrem, czymś w rodzaju towarzysza. Być może dlatego, że przez doświadczenie ostatnich miesięcy, słowo "zaraza" nabiera nowego znaczenia, zwiększa swoją pojemność. Myślę, że ten tekst daje możliwość szerokiego odniesienia i popatrzenia przezeń na własny mikro, i ten większy świat. Osobiście najbliżej mi do dwóch ostatnich strof. 

W tym do ujmującej frazy "blask generuje energię, a słońce ubiera ją w słowa" . Pozdrawiam i zostaję tu jeszcze.   

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Oczywiście twoje wrażenia subiektywne są dla mnie przyjazne. Każdy odbiorca doposaża dowolny tekst w osobisty punkt widzenia zatem w instynkt i tekst kierunkuje sobie w alternatywne kanały wieloznaczności (motywów, symboli, obrazów). Dla autora, tutaj akurat dla mnie to jest pożywne, mogę sobie porównać jak inni rozumieją perspektywę mojego wzruszenia. Tutaj mam pewność, że wspólnie odczuwamy transowość tego tekstu. Może jest odrobinkę zbyt pesymistyczny, często nie bywam pesymistą, czasami – jak każdy człowiek w systemach ludzkich skomplikowanych relacji. Dzięki, pozdrawiam Radku.

Opublikowano

@Tomasz Kucina Ciekawe , ponieważ, mimo tematyki tekst nie ma w sobie ciężaru. Może tak nie odebrałem, z uwagi na wrażenia z czytania Twoich wierszy. Jest w nich sporo, optymizmu czy to przez fakt doboru tematu, ujęcia refleksji, oraz zwrócenia się w stronę zabawy słowem. Do tego ostatniego jeszcze nawiążę. Myślę, że będzie okazja podzielić się wrażeniami. Z pozdrowieniem pozostaję. 

Opublikowano (edytowane)

@Tomasz Kucina Tekst bomba co wpadła do piwnicy i wiadomo co było dalej ;) Super zawoalowany, satyryczny i refreniczno-rytmiczny. Eksperyment jest inspirujący bo sam już nie wiem czy to z góry zaplanowany zamach na zarazka( czytam że zarazkiem są środki masowego przekazu:D tak czyta Pan Ropuch)czy zaspokojenie ciekawości co się stanie gdy... zapewne jedno i drugie, dlatego dzieje się i dzieje się dużo...

Tak na szybko.

 

Tą bombą byłem bardziej ja :)

 

Pozdrawiam

Pan Ropuch

 

 

Edytowane przez Pan Ropuch (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Jest to mimo wszystko obraz jakby oniryczny, i z elementami subiektywnego przesilenia sytuacyjnego, w którym tkwi podmiot liryczny. W tym sensie balast choćby i niezbyt obciążający czytelnika to jednak ma miejsce. W zasadzie wszystkie umizgi ku słowu i fascynacją nim peela mają stanowić dla niego antidotum. Tekst dałoby się nawet zaśpiewać, jest w rytmie i ma refreny powtórkowe. Ostatni wers utworu wskazuje wyraźniej na peela przesilenie, ale z nadzieją na lepsze czasy i w przeświadczeniu, że nikt nie jest winien zaistniałej sytuacji - pandemicznej. Bo przecież tak liryczny i transowy nastrój nie może być ewidentną kontestacją – jest raczej próbą uzyskania ładu w pozytywnej komunikacji z czytelnikiem, i powiedzenia wprost, że: w skomplikowanych czasach ważne są pasje i subiektywne metody radzenia sobie ze stresem lub powiedzmy nudą. Chyba tyle. Dzięki za poświęconą uwagę nad tekstem, pzdrwm. Rado

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

To znaczy tekst nie jest satyrą na środki masowego przekazu, jest opisem stanu poczucia samego peela, narratora, wzrostu poczucia przesilenia. Mass media mają obowiązek udzielania szczegółowych informacji w każdym istotnym zakresie. A przesilenie naturalnie może dopaść każdego dosłownie obywatela, powiedzmy że globalnie - na całym świecie, i bez wyjątków, nie tylko że u nas w kraju. Więc tekst jest formą odreagowania, nie ma potrzeby dopatrywać się w tekście spisku, tym bardziej autorskiej krytyki. Jako zwyczajny człowiek mam czasem potrzebę wyrażenia w utworze ludzkich słabości – które notabene dotyczą wszystkich, nie stanowię wyjątku. I taki jest ten tekst, jest mówiąc precyzyjniej - ludzki, a moją pasją są słowa, więc ze słów tyle że bardziej wysublimowanych złożona jest treść. Dla jednych to może być techniczna rymorecytacja, dla innych uporządkowana liryka z rymem, w zależności od preferencji ich odczytu. Dla ciebie stanowi (jak czytam) zamach na zarazka – tak zgadzam się, to odreagowanie poprzez tekst swoiste podświadome antidotum na to cholerstwo. Na szczęście nie znam nikogo, kogo problem dotyczy, ale problem jest realny, a covidosceptycy są bezwzględnie szkodliwi.

Dzięki za słówko Mr. Ropuch. Saluto!

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • Abi wyciągnęła list ze skrzynki pocztowej, a delikatna faktura koperty w dłoniach przywołała uczucie czegoś niemal sakralnego – przesyłka była starannie przygotowana, a pismo tak piękne i precyzyjne, że od razu można było wyczuć w nim emocje nadawcy. List zaadresowano do Noela.

      – Ciekawe, od kogo…? – mruknęła do siebie, obracając kopertę w dłoniach z lekką nutą zazdrości. „Może od koleżanki? A może od kogoś, kogo kocha?” – zastanawiała się.

      Przez głowę przemknęła jej nieoczekiwana myśl: „Do tej pory nawet nie zdawałam sobie sprawy, jak bardzo polubiłam Noela…”

      Łączyła ich niewidzialna więź. Czasem wystarczyło jedno spojrzenie, by wszystko zrozumieć. Takie milczące porozumienie, które nie potrzebowało słów.

      Po powrocie do domu położyła list na stoliku w holu, ale ciekawość nie dawała jej spokoju. Postanowiła jak najszybciej przekazać go adresatowi.

      – Pójdziemy na spacer, co? – zwróciła się do Lisy, a ona natychmiast podniosła głowę, merdając ogonem w odpowiedzi.

      Już od dawna planowała założyć tę piękną błękitną sukienkę kupioną razem z Zoe, ale jakoś nigdy nie nadarzyła się odpowiednia okazja. Spotkanie z Noelem wywoływało lekkie drżenie jej serca i zdawało się doskonałym powodem do założenia kreacji.

      Przyjaciółki niedawno były na zakupach i kiedy Zoe dostrzegła w oknie wystawowym to cudo, wykrzyknęła z zachwytem:

      – Koniecznie musisz ją mieć! Gdy Noel cię w niej zobaczy, oszaleje z zachwytu!

      Abi uśmiechnęła się lekko, przeglądając się w lustrze. Już sama świadomość, że Noel zobaczy ją w zwiewnej sukience, a nie w szpitalnym uniformie, sprawiała, że jej serce podskakiwało z radości. Czuła w sobie coś więcej niż zwykłą radość – subtelny dreszcz sugerujący, że zaczyna jej zależeć na tym, by spodobać się właśnie jemu.

      Postrzegała Noela jako sympatycznego, ciepłego i wesołego chłopaka. Nie mogła dokładnie określić, co najbardziej przyciągało ją do niego – czy była to jego aura, dostrzegała podczas procesu zdrowienia i nabierająca powoli pięknych, delikatnych odcieni, czy może po prostu rodząca się między nimi więź. Każde spojrzenie, każdy drobny gest Noela sprawiały, że serce Abi zaczynało bić szybciej, a w jej głowie rodziły się ciche pragnienia.

      Zoe żartowała z typową dla siebie lekkością: „Właśnie tak jest, kiedy się kogoś kocha”. Abi uśmiechnęła się pod nosem, wiedząc, że jeszcze nie jest gotowa przyznać się do swoich uczuć, nawet przed sobą. Przecież nigdy wcześniej nie kochała w ten sposób – oprócz rodziców, ale to zupełnie coś innego. Klark był dla niej bardziej jak przyjaciel i opiekun, dawał poczucie bezpieczeństwa. Z Noelem czuła delikatną iskrę sympatii, może nawet pierwszy płomyczek miłości, której jeszcze nie odważyła się w sobie odkryć.

      Szła teraz dumnie ulicą, trzymając Lisę na smyczy, a w jej wnętrzu tliło się ciche podekscytowanie. Czy naprawdę zauważał jej drobne gesty? Czy dostrzegał radość, którą emanowała, czy to tylko jej wyobraźnia, podsycana ciepłem emocji? Wszystko wydawało się możliwe, a ona pozwalała sobie na tę subtelną euforię.

      Promieniowała szczęściem i spokojem, każdy krok niósł poczucie harmonii i nadziei. 

      „Tak mogłoby być wiecznie” – pomyślała, pozwalając sobie na krótkie, słodkie marzenie o tym, że świat wokół niej zawsze będzie tak pełen ciepła i drobnych radości.

      Kiedy dotarły do kliniki, Abi poczuła lekkie mrowienie w brzuchu. 

      Pewnym krokiem weszła do pokoju Noela, a jej serce przyspieszyło rytm. Lisa podskoczyła radośnie, witając się z chłopakiem, a potem spokojnie usiadła, obserwując panią z uważnością typową dla swojego wrażliwego charakteru.

      – Cześć, Noel – powiedziała cicho, uśmiechając się, choć nie mogła powstrzymać lekkiego drżenia w głosie. – Mam coś dla ciebie…

      Noel nie mógł powstrzymać zachwytu, kiedy ją zobaczył:

      – Dzień dobry, księżniczko! Co zrobiłaś z moją przyjaciółką?

      – Wariat! Halo, to ja, ta sama Abi – odparła radośnie, siadając przy łóżku.

      – Niby ta sama, a jednak inna… – Uśmiechnął się rozbrajająco.

      Uśmiech Noela był pełen zachwytu, niemal nieziemski. W jego oczach pojawiła się czułość i podziw, jakby zobaczył coś najpiękniejszego na świecie.

      Abi podała mu przesyłkę

      – Zobacz, to może być coś ważnego.

      Patrzyła, jak powoli chwyta kopertę, jak wpatruje się w jej oczy, szukając wyjaśnienia, zanim jeszcze przeczyta słowa adresowane do niego.

      Noel zaczął powoli czytać list, jego wzrok ślizgał się po starannym, pełnym emocji piśmie. Abi stała tuż obok, widziała, jak na jego twarzy pojawia się kalejdoskop uczuć: zaskoczenie, wzruszenie, a gdzieś w tle – delikatna nuta radości i ulgi. Dawno tłumione emocje zaczęły przebijać się na zewnątrz, a każda z nich potwierdzała wagę tego, co trzymał w dłoniach.

      Kiedy przeczytał ostatnie słowa, jego ręka opadła bezwładnie na łóżko, a oczy zaszkliły się. Spod powiek powoli spływały łzy, które łagodnie sunąc po policzkach. Nie był przygotowany na taką wiadomość – wyznanie łączące w sobie skruchę, miłość i nadzieję.

      Widząc jego wzruszenie, Abi pochyliła się nieco, delikatnie obejmując jego dłoń swoimi palcami. 

      Poczuła nie tylko współczucie, lecz także coś głębszego, ciepłego – sympatię, która zaczynała przekształcać się w subtelną bliskość. W tej chwili nie musiała wypowiadać słów, bo wszystko, co czuła, było wyraźnie obecne w jej spojrzeniu, w delikatnym uśmiechu, w sposobie, w jaki delikatnie trzymała jego rękę.

      Noel spojrzał na nią i odnalazł w jej oczach bezpieczeństwo, zrozumienie i ciepło, którego brakowało mu przez całe życie. I choć dopiero odkrywał własne emocje, to Abi poczuła, że ta chwila – ich wspólna, cicha bliskość – staje się początkiem czegoś niezwykłego.

      – Wszystko dobrze? – zapytała łagodnie, a w jej głosie pobrzmiewała troska i subtelna nuta ciepła.

      – Tak… – odpowiedział, ocierając łzy. – Nawet nie wiesz, jak bardzo dobrze… – Zawahał się, a potem spojrzał na nią z delikatnym uśmiechem. – Przeczytaj to, proszę.

      Kochany Syneczku.

      Bardzo długo zbierałam się na odwagę, żeby napisać ten list. 

      Nawet nie wiem, czy będziesz w ogóle chciał go przeczytać. Masz pełne prawo podrzeć go i wyrzucić już teraz. Żywię jednak cichą nadzieję, że zrobisz to dopiero po doczytaniu do końca. 

      Tak trudno mi ubrać w słowa to, co czuję. Pragnę tylko, żebyś wiedział, jak bardzo mi przykro. Nawet nie mogę sobie wyobrazić jak mocno zraniłam Cię swoim nagłym odejściem. Wtedy postrzegałam tę kwestię zupełnie inaczej i najważniejsze było dla mnie moje szczęście. 

      Dzisiaj już wiem, jak bardzo byłam samolubna i obojętna na uczucia innych. Odchodząc od Was popełniłam największy błąd mojego życia, ale czasu już nie cofnę i muszę żyć z tą świadomością do końca moich dni. 

      Nie proszę o przebaczenie, bo na nie nie zasługuję. Chcę tylko, żebyś wiedział, że cały ten czas byłeś zawsze w moim sercu, jako jedyna i prawdziwa miłość mojego życia. Brak kontaktu z mojej strony podyktowany był olbrzymim wstydem za czyn, którego się dopuściłam. Przez te wszystkie lata czułam się niegodna Twojej miłości, ale nosząc Cię w sercu żywiłam nadzieję, że wiedzie Ci się dobrze i że jesteś zdrowy. 

      Już od dawna zbierałam się na odwagę, by nawiązać z Tobą kontakt i pomógł mi w tym sen, który bardzo mnie zaniepokoił. Nie mogłam już dłużej zwlekać. 

      Nie wiem nawet, czy jeszcze mieszkasz z tatą, czy się przeprowadziłeś... 

      Ja nie jestem już z tym mężczyzną. Wynajmuję teraz mieszkanie w kamienicy mojej przyjaciółki Mai, zapewne ją pamiętasz. 

      Jest jeszcze coś bardzo ważnego, co powinnam powiedzieć Ci już dawno temu. Masz przyrodnią siostrę Karin, ona wie o Twoim istnieniu i często pyta o Ciebie. Moim jedynym marzeniem jest, żebyście mogli się kiedyś spotkać, poznać i porozmawiać. Odebrałam Wam tyle pięknych i szczęśliwych lat razem, ale może nie wszystko jeszcze stracone…

      Kocham Cię bardzo

      Mama

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...