Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Są dni i są noce 

Są dawne przeźrocza 

Są 

 

Są winy skalane

Są serca złamane 

Są 

 

Są okna otwarte

Są ciała półmartwe

Są 

 

Są jedni lubieżni

Są wokół okrężni

Są 

 

Są w polu bezmyślni 

Są wpatrzeni w wiśnię

 

Są milczący hardo

Są wręcz z halabardą

Są 

 

Są płaczący cicho 

Są grzmiący w pal licho

Są 

 

Są ci co przyznają

Są ci co udają

Są 

 

Są jedni w przyrodzie 

Są drudzy w niezgodzie 

Są 

 

Są rzeki co płyną 

Są inne co zginą 

Są 

Opublikowano

są oczy co kłamią
są ludzie co ranią

 

są światy przyległe
są loty podniebne 

 

są wiersze co wiszą
są słowa co ciszą

 

są schody do nieba
są pieśni jak trzeba 

 

Pozdrawiam.

Opublikowano (edytowane)

@tetu Prosty, ale treściwy. Czyta się szybko, ale refleksyjnie.

 

Mała uwaga: tylko w jednym przypadku słówko "są" tworzy całość z poprzednim wersem. Może by tak przerzucić tę zwrotkę na koniec?

 

są oczy co kłamią
są ludzie co ranią

 

są światy przyległe
są loty podniebne 

 

są schody do nieba
są pieśni jak trzeba 

 

są wiersze co wiszą
są słowa co ciszą

 

Pozdrawiam

 

 

@tomass77 : Zaczęłam lekturę od @tetu i wydaje mi się, że można by Twój wiersz skondensować. Byłby o wiele bardziej wyrazisty.

 

Pozdrawiam

Edytowane przez WarszawiAnka
spacje (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Nie za bardzo rozumiem, to Twoje wersy czy przytaczasz kogoś albo siebie i sugerujesz plagiat .. jeśli to ostatnie to wierz mi albo nie ale nie znałem tego. 
 

pozd

 

T

Witam, to bardzo proste. Wręcz prozaiczne. Nie czujesz .. ja piszę, nie interpretuję

 

pozd

 

T

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •     Zaczął duchowo przygotowywać się na skok stulecia, jego głowę wypełniły podniecające scenariusze, o tyle słodsze, o ile dyskretniejsze i głębiej pochowane gdzieś w dziecięcym światku. Karol postawił mur fabryki między sobą a światem dorosłym, tylko po to, żeby móc go własnoręcznie zburzyć, z pozdzieranymi knykciami, obscenicznie przywitać starszych w ich własnym salonie. Myśli te mąciły nastoletnią głowę - jedząc obiad, kończył powtarzać swój rozpoznawczy obchód, w szkolnej ławce szukał najłatwiejszego punktu wejścia (tam fabrykę odznaczał jedynie smukły komin, sterczący na planie osiedla jak kulfon radzieckiego urbanisty) .

          Kiedy przeczołgiwał się pod ogrodzeniem, na początku przenosząc na drugą stronę samą głowę, potem powoli wciągając tors, rozgrzewał wokół siebie przymrozek poranka, ostatecznie wypychając się w całości na drugą stronę falowanej blachy. Karol rozprostował nogi, otrzepał pył ze spodni, a wraz z nim, na placu powstała nowa siła - magnetyzm tego miejsca przestał zdawać się siłą przyciągającą tutaj chłopczyka, wsiąknął w niego samego, jego wibracje czuć można było w rozchodzącym się cieple, w lekkim, elektrycznym, brzęczeniu w uszach, w malutkich wibracjach każdej tkanki, możliwych do wyczucia przy wystarczającym skupieniu (pobudzone w tym momencie krążenie zdało się Karolowi czymś o wiele magiczniejszym), co wszystko składało się na poczucie młodzieńczego zrywu wcześniej jedenastolatkowi nieznanego. Prawie że najniższy w swojej klasie, uczeń piątej klasy szkoły podstawowej zdał się tutaj nadczłowiekiem, członkiem kasty wydzielonej zarówno od dzieci jak i dorosłych, wszystkich trwających w ohydnym bezruchu i bezwiedzy, jednych, pchanych ospale przez życie zwierzęcością, drugich, swoją metafizyką. Drugą siłą, która musiała opanować każdego Ubermenscha, był strach. Jawił się pod postacią lekkiego bólu czy nudności, gdzieś pomiędzy brzuchem a plecami, oznaczał dziwne zatwardzenie w gardle, i szybszy pęd myśli, w tym momencie zdających się jakby zwolnieniem śluz na długo wypełnianym zbiorniku dojrzałości. 

          Pierwszy krok osłupił Karola, jego powaga prowadziła jedynie do strachu - nie dlatego, że był to krok przełomowy, ale dlatego, że jego ciężki, zimowy but z hałasem dotłukł już wcześniej potłuczone szkło. Zaspany gołąb sfrunął gdzieś z wysoka. Post-sowiecki panoptykon wrócił jeszcze na chwilę do włamywacza, tym razem z parą oczu w każdym sąsiednim oknie, co teraz Karol uznał za niezasługujące na krztę jego uwagi. Następny krok był już wartki, jego impet był obietnicą następnego, a następny obietnicą dalszych i dalszych. Elewacja rosła i rosła, aż stanęła na wyciągnięcie ręki. Mały dziewięciolatek w biało-złotej albie instynktownie zadarł w tym momencie głowę do góry, a kościelna wieża, rozsypała się pod jego błyszczącymi bucikami na suchy, ceglany pył. W pobliżu rozległo się bicie dzwonów. Ósma rano. Jakby to był jego sygnał, Karol postawił pierwszą nogę w miejscu wyłamanego okna, i sam nie wiedząc kiedy, znalazł siebie w pustej, industrialnej hali.

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...