Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano (edytowane)

SHADOW KlSS Pocałunek cienia

To jest Wschód, mało rybko! To jest Daleki Wschód!

 

Song `Shadow Kiss` by the Japanese self-proclaimed boys` dancing and singing ensemble `MeseMoa`. Kiss regardless of your gender?! Mm. Shocking! Positively shocking! Yet very artistic! And original! Fresh! They make a mock of stereotypes! Showbiz! Great, fucking and terrible!
The Arunachali Guy:`If my mom caught me watching this video I would quickly switch to a porn site, it would be much easier for me to explain!` Bingo! I agree!

 

Piosenka „Shadow Kiss” japońskiego samozwańczego zespołu taneczno-śpiewającego „MeseMoa”. Całować bez względu na płeć ?! Mm. Shocking! Positively shocking! (Wstrząsającе! Pozytywnie szokujące!) A jednak bardzo artystyczne! I oryginalne! Świeżo! Kpią ze stereotypów! Showbiz! Świetnie, cholernie i okropnie!
The Arunachali Facet: `"Gdyby moja mama przyłapała mnie na oglądaniu tego wideo, szybko przestawiłbym się na stronę porno, byłoby mi o wiele łatwiej to wyjaśnić!" Bingo! Zgadzam się!

 

 

Song `Shadow Kiss` ('Pocałunek cienia' ) by `MeseMoa` (めせもあ) has got a definite literary source. `Shadow Kiss` is a title of the third novel (2008) in the Vampire Academy series written by Richelle Mead. Vampire Academy is a series of six young adult paranormal romance novel.

 

Piosenka „Shadow Kiss” („Pocałunek cienia”) japońskiego boysbandu „MeseMoa” (め せ も あ) ma określone źródło literackie. „Shadow Kiss” to tytuł trzeciej powieści (2008) z serii Vampire Academy (Akademia wampirów) napisanej przez Richelle Mead. Vampire Academy to seria sześciu paranormalnych romansów dla młodych dorosłych.

 

SHADOW KISS. Pocałunek cienia.

 

このKissの行方を 探しに行こう
kono kisu no yukue wo sagashi ni yukou

Kontynuujmy i poznajmy wynik tego  Kiss (pocałunku). 

 

Kiss ... Kiss ... Kiss ... Kiss  ...

 

君を好きになるのが怖いと
呟き 眠る肌に身を寄せた
裏切られる痛みなら知ってる
この夜がまさにそうだから

 

kimi wo suki ni naru no ga kowai to
tsubuyaki nemuru hada ni mi wo yoseta
uragirareru itami nara shitteru
kono yoru ga masani sou dakara

Boję się zakochać w tobie.
Przytulę się do tobie, śpiącego,
Z cichym szeptem.
Wiem, że poczuję ból zdrady,
Ale dziś jest właściwy czas.

 

艶やかな髪に KISS
汗ばんだ首に KISS
報われぬ恋を隠すように重ねた印
靭やかな脚に KISS
柔らかな腕に KISS
思い通りにしてしまえ
陽が昇るまでは

 

tsuyayakana kami ni kiss
asebanda kubi ni kiss
mukuwarenu koi wo kakusu you ni kasaneta shirushi
shinayakana ashi ni kiss
yawarakana ude ni kiss
omoidoori ni shite shimae hi ga noboru made wa

 

Całować twoje lśniące włosy,
Całować twoją spoconą szyję.
Niezliczone znaki ukryjtę nieodwzajemnioną miłość.
Całować twoje delikatne ręce.
Chce żebyś się uśmiechnął,
Aż nadejdzie świt.

 

このキスの行方は闇に紛れ
誰にも邪魔されない場所へ
届かぬ声は唇に込めて
静かに皮膚ごと啄めば
2つの影は1つへ


Kiss in a shadow

kono kisu no yukue wa yami ni magire
darenimo jamasarenai basho e
todokanu koe wa kuchibiru ni komete
shizuka ni hifu goto tsuibameba
futatsu no kage wa hitotsu e
kiss in a shadow

 

Rezultat tego pocałunku zniknie w ciemności
W miejscu, w którym nikt nie może nam przeszkodzić.
Będę szeptać niesłyszalnie do twoich ust
I obsypię całą twoją skórę delikatnymi pocałunkami.
Dwa cienie połączyły się w jeden.
Całują się o zmierzchu.
Kiss in a shadow...

 

CHORUS:

KISS
みすみす逃すKISS
雄雌問わずKISS
熱烈乱すKISS
I wanna kiss you

 

KISS
misumisu nogasu kiss
osu mesu towazu kiss
netsu retsu midasu kiss
I wanna kiss you

 

KISS
Całuję cię z zamkniętymi oczami.
Całuję cię bez względu na płeć.
Całuję cię namiętnie.
I wanna kiss you.

 

「出逢うのがちょっと遅かっただけ」と
呟き寝顔にため息をついた
昼はあの人に譲るから
どうか夜だけは自由にさせて

 

deau no ga chotto osokatta dakedo
tsubuyakina kao ni tameiki wo tsuita
hiru wa ano hito ni yuzuru kara
douka yoru dake wa jiyuu ni sasete

 

"Trochę spóźniony na spotkanie",
Wydycham szeptem w twoją twarz.
Za dnia jestem ci posłuszny,
Ale jestem wolny, gdy tylko zapadnie noc.

 

滲んだ瞳に KISS
赤らんだ耳に KISS
許されぬ時を壊すように刻んだ印
繊細な指に KISS
心地良い胸に KISS
帰すくらいならいっそ
目を覚まさないで

 

nijinda hitomi ni kiss
akaranda mimi ni kiss
yurusarenu toki wo kowasu you ni kizanda shirushi
sensaina yubi ni kiss
kokochiyoi mune ni kiss
kaesu kurai nara isso me wo samasanaide

 

Gonna kiss twoje wyraziste oczy.
Gonna kiss twoje zarumienione uszy.
Po prostu pozwól mi
Pokryć cię kissami, aby cię przywiąż do siebie.
Gonna kiss twoją gładką klatkę piersiową.
Żałuję, aby tak było zawsze, 
i się nigdy nie obudziłem.

 

このキスの行方は影に隠し
誰にも邪魔されない場所へ
叶うなら世界が今滅べばいい
曖昧な輪郭が溶け合い
2つの影は1つへ


Kiss in a shadow

kono kisu no yukue wa kage ni kakushi
darenimo jamasarenai basho e
kanau nara sekai ga ima horobebaii
aimaina rinkaku ga tokeai
futatsu no kage wa hitotsu e
kiss in a shadow

 

Rezultat tego pocałunku ukryjemy w ciemności nocy,
W miejscu, w którym nikt nie może nas znaleźć.
W porządku, jeśli świat, o którym marzyłem, został zniszczony.
Rozmyte sylwetki rozpuszczają się w sobie,
Dwa cienie połączyły się w jeden i
kiss in a shadow.

 

CHORUS

 

堪え切らずに絡めた内側
蝋燭の灯りで踊り狂う影
唇で口を塞ぎ殺す息
闇夜に蠢く醜悪な愛情

 

korae kirezu ni karameta uchigawa
rousoku no akari de odori kuruu kage
kuchibiru de kuchi wo fusagi kurosu iki
yamiyo ni ugomeku shuakuna aoijou 

 

Przeplatamy się, nie mogąc dłużej czekać.
Nasze cienie tańczą szaleńczo w płomieniu świecy.
Oddech ucieka z naszych ust i wypełnia nas
Skandaliczną miłością, która błąka się w ciemności nocy.

 

このキスの行方が
誰かを傷つけても
このキスの行方が
幸せじゃなくても

 

kono kisu no yukue ga dareka wo kizutsukete mo
kono kisu no yukue ga shiawase janakute mo

 

W rezultacie ten pocałunek tylko nas skrzywdzi.
W rezultacie nikt nie będzie zadowolony z tego pocałunku.

 

このキスの行方を探しにゆこう
誰にも邪魔されない場所へ
あなたが望むなら地獄だっていい
それでも太陽は昇った
1つの影は2つへ

To leave a shadow

 

kono kisu no yukue wo sagashi ni yukou
darenimo jamasarenai basho e
anata ga nozomu nara jigoku datte ii
soredemo taiyou wa nobotta
hitotsu no kage wa futatsu e
to leave a shadow.

 

Chodźmy dalej i dowiedzmy się, jaki jest wynik tego pocałunku
W miejscu, w którym nikt nie może nam przeszkodzić.
Idę z tobą do piekła, jeśli chcesz,
Ale wraz ze wschodem słońca
Jeden cień zmieni się w dwa
to leave a shadow.

 

CHORUS

 

It is interesting that earlier the MeseMoa (め せ も あ) was called the Morning Musumen (モ ー ニ ン グ む す め ん), as it parodied and sang songs from the girl group Morning Musume '20 (モ ー ニ ン グ 娘 '20, Mōningu Musume Two-Zero), or Morning girls."

 

 

After adding "n" to the word "musume" ("girl"), they got a pun "musumen`, which combines Japanese word of "musume "(girls) and English word "men" in one word. Written in characters (kanji), it looked even funnier and more ambiguous as モ ー ニ ン グ 娘 ん. But later the producer of the group replaced this name with the meaningless but sonorous title of MeseMoa (め せ も あ), phonetically reminiscent of the English phrase `message more`.


Szczególnie interesujące jest to, że przedtem МeseMoa (め せ も あ) nazywano Morning Musumen (モ ー ニ ン グ む す め ん), ponieważ parodiowała i śpiewała piosenki z dziewczęcego zespołu Morning Musume '20 (モ ー ニ ン グ)娘 '20, Mōningu Musume Two-Zero), czyli Poranne dziewczyny ”.

 

Po dodaniu „n” do słowa „musume” („dziewczyna”) otrzymali kalambur „musumen”, który łączy japońskie słowo „musume” (dziewczyny) i angielskie słowo „mężczyźni” w jednym słowie. Zapisane znakami (kanji), wyglądało to jeszcze śmieszniej i bardziej niejednoznacznie, jako モ ー ニ ン グ 娘 ん. Ale później producent grupy zastąpił tę nazwę bezsensownym, ale dźwięcznym tytułem MeseMoa (め せ も あ), fonetycznie przypominającym angielskie wyrażenie `message more`.
________________________________

ANTIDISCLAIMER

However, I have to сonfess that I prefer the masculinity of a different, natural and even somewhat brutal type, the masculinity of the snow leopards obsessed by the female, as, for example, in the Persian show on London Manoto TV. The snow leopard amazes observers, and at the same time gives glory to the Creator who "made every thing beautiful".

 

 

Ale muszę jednak przyznać, że wolę męskość innego, naturalnego, a nawet nieco brutalnego typu, męskość panter śnieżnych, która ma obsesję na punkcie samicy, jak na przykład bohatery  w perskim show  londyńskiej Manoto TV." Irbis wprawia obserwatorów w podziw, a zarazem przysparza chwały swemu Twórcy, który „każdą rzecz pięknie uczynił”.

 

As to the guys from the MeseMoa there's just one  gay person among them.  They are the true professionals, and they work in their own fresh, inimitable manner. Besides, non olet pecunia. I like them, those creative and brave  yuppies of the Japanese show business, and I wish them every success. I am a J-pop fan. And  I love Japan.


Jeśli chodzi o facetów z MeseMoa, jest wśród nich tylko jeden gej. Są prawdziwymi profesjonalistami i pracują na swój własny świeży, niepowtarzalny sposób. Oprócz, pieniądz nie śmierdzi!

Lubię ich, tych kreatywnych i odważnych yuppies z japońskiego show-biznesu i życzę im wszelkich sukcesów. Jestem fanem J-popu. Kocham Japonię.

 

Edytowane przez Andrew Alexandre Owie (wyświetl historię edycji)
Opublikowano (edytowane)

@Andrew Alexandre Owie   Tego typu zachowania - całowanie się mężczyzn - nadal dla większości ludzi są kontrowersyjne, a dla wychowanej w tradycyjnych rodzinach młodzieży ( młodszych ludzi :)) - oglądanie tego, słuchanie o tym - jest na pewno w jakiś sposób ekscytujące :) Takie przesuwanie granic ;) A że tylko jeden z tych chłopaków jest gejem? Show-biznes rządzi się swoimi prawami. Nieważne co, ale żeby o nas mówili. No i pieniądze nie śmierdzą ;) 

Dziękuję Ci za Twój interesujący tekst i dobrego dnia Ci życzę :)

Edytowane przez Victoria (wyświetl historię edycji)
Opublikowano (edytowane)

@Victoria

Z tych facetów tylko jeden jest gejem. Są świetnymi tancerzami, piosenkarzami i aktorami. Ich wideo zrobiło na mnie ogłuszające wrażenie przy pierwszym oglądaniu i uderzyło mnie znacznie więcej niż sceną w filmie' Salon Kitty' przez Tinto Brass, w której młodzi ludzi z Hitlerjugend są zmuszeni rozbierać się dla Gruppensex. Oficer SS,  wychowany w tradycyjnej rodzinie, był  przestraszony znacznie więcej niż sama młodzież.

W japońskim show biznesie panuje niesamowita konkurencja, bardzo trudno się przebić, a producenci to bezwzględni tyrani, którzy nie tolerują sprzeciwów i odmów. Kasta artystów, zwłaszcza młodych, ma bardzo mało praw. Ponadto w tej kastie społeczna często ukrywają ludzi nie całkowicie czyste pod względem etnicznym. Nie mają wielkiego wyboru.
Dziękuję za uwagę na mój post,  お 先 に 失礼 し ま す (przepraszam, że tak wcześnie Cię opuszczam).

Edytowane przez Andrew Alexandre Owie (wyświetl historię edycji)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • ───

      I. Moskwa – Odessa
      Który już raz lecę z Moskwy do Odessy –
      I znów złapali mnie w nie linii lot!
      Ale oto nadlatuje księżniczka-błękitka stewardesa messy,
      Niezawodna niby Wołga wszystkich flot.

      Nad Murmańskiem ni chmurki – rejs mych snów,
      I mógłbym teraz być już w Aszchabadzie,
      albo w Trieście...
      Otwarty Kijów, Charków, Kiszyniów, Lwów,
      Wszystkie otwarte, lecz ja chcę być w Odessie wreszcie...

      Mówili mi: „Nie licz na te adresy,
      Na żaden z niebios komunizmu dar”.
      A tu mi znów opóźniają mój lot do Odessy –
      Teraz jest oblodzony pas na start!

      A w Leningradzie z dachu woda kapie,
      Więc może mi pisane lecieć do Leningradu?
      Tbilisi to jedyny jasny punkt na tej podniebnej mapie,
      Tam herbata rośnie w sadzie, lecz ja Tbilisi mam w głębokim rozkładzie!

      Słyszałem, że Rostowianie idą w kurs!
      A mnie głupiemu wciąż chce się do Odessy,
      Ale mnie trzeba tam, gdzie od trzech dni nie honorują promesy,
      I dlatego opóźnili ludzkiej surówki spust!

      Ja muszę lecieć tam, gdzie chłód i lód,
      Gdzie jutro zapowiadają taaaki śnieg,
      Choć wszędzie indziej nieba czystego w bród,
      To miło, ale nie po to wrzuciłem piąty bieg!
      Nie wypuszczają mnie tu i nie wpuszczają tam,
      Niesprawiedliwe to, ale nie poradzę nic –
      Stewardesa, cudnie złudna, siódme niebo obiecuje nam,
      A z góry na nas patrzy tej całej floty widz!

      Otwarty najsłodszych smakołyków wielki tort,
      Lecz, by tam lecieć najsłodsze słodycze mnie nie skuszą.
      Otwarty nawet Władywostoku zamknięty port!
      I Paryż jest otwarty, ale tam jechać nie muszę.

      No, wreszcie! Pogoda, jak drut, dobry wiatr sprzyja skrzydłom,
      Samolot się napręża, śmigła w ruch, pełny bak,
      Lecz już nie wierzę, bo – mnie i tak tam nie przyjmą!
      Znajdą powody nawet, gdy powodów brak...

      Ja muszę lecieć tam, gdzie zamieć i mgła,
      Gdzie jutro gradobicie zapowiadają.
      Londyn, Delhi, Magadan przede mną się otwierają,
      Wszystkie stoją otworem, ale nie dla mnie ta w ciuciubabkę gra!

      Masz rację – śmiej się albo płacz: jestem znów na starych adresach,
      I masz: znowu spóźnienie, niedostępny lot –
      I smukła jak TU-104 stewardesa – panna Odessa,
      Tak przystępna, jak ten cały fłot,

      Znów mnie przestawia na ósmą zero dźwięk,
      A towarzysze pasażerowie posłusznie zasypiają w krąg,

      Mam tego dość już, psia kość,
      I lecę tam, gdzie mi pozwalają!
      Mam tego dość, już mnie całkiem zżarła złość,
      I lecę tam, gdzie mi otwierają!
      II. Polowanie na wilki
      Biegnę z całych sił, szarpię każdym ścięgnem,
      Ale dziś – jest jak jutro, i wczoraj, i potem
      Otoczyli mnie, otoczyli ciasnym kręgiem
      Rozwścieczają mnie do szpiku mej wilczej istoty.

      Dwururki schowały się w cień jódł
      Tam myśliwi skryli się swą sforą podłą;
      Wilki tarzają się w śniegu, co stopił się i zmókł
      Wystawiając się na łatwy strzał tych ogrów,

      Refren:
      Polowanie na wilki trwa, trwa polowanie!
      Na szare samce, matki i szczenięta.
      Gończy krzyczą, psy szczekają, a przynęta -.
      To na śniegu krew i plamy krwawych flag.

      W tej walce wilka z łowcami nie ma żadnych praw,
      Strzelającym nie zadrży ręka,
      Ogrodzili naszą wolność krwawych szmat strzępami,
      Biją bez litości, a ich kula celu sięga.

      Wilk nie może złamać tradycji czasem uświęconej;
      Widzisz te ślepe szczenięta? Ledwo od sutka matki odstawione
      Wyssały z jej mlekiem, czy to wilk czy ptak
      Prawdę jedyną: „Strzeż się ludzkich flag!”

      Refren 

      Łapy u nas i szczęki wytrwałe.
      Dlaczego, wodzu, proszę powiedz mi,
      Gonimy za szczeniakami i ubijamy je jednym strzałem,
      Łamiąc zakaz, że nie wolno ich bić!

      Wilk nie może inaczej. Sucho, to takie wilcze prawo.
      A moje dni już są policzone.
      Myśliwy już broń ujął w rękę prawą
      Z uśmiechem, i kulą, dla mnie przeznaczoną.

      Refren

      Wyszedłem ze świętego kręgu krwawych flag —
      Chęć życia jest we mnie silniejsza!
      I usłyszałem za sobą westchnienia, wrzask
      I krzyk myśliwych. Ich zdobycz będzie dziś mniejsza.

      Szarpię się z całych sił, gnam każdym strzępem ścięgna,
      Ale dziś – widzę jutro niż wczoraj jaśniejsze.
      Otoczyli mnie, otoczyli w krwawych kręgach,
      Ale gończym nic nie zostanie w rękach!

      Refren
      III. Polowanie z helikopterów
      Jak brzytwa, świt przeciął nam oczy,
      I otwarła się brama hangaru,
      A my przecieramy szlak, przez śnieg nasz tłum się toczy
      Most chrzęsci pod naszym ciężarem.

      A oni trzepotali skrzydłami tuż nad tajgą,
      A śnieg wolno spada z gałęzi świerków.
      A na naszym szlaku, nad tą krwawą bajką,
      Śmigłowca huk był jak psa warkot.

      Refren:
      Jest polowanie z helikoptera, hej na łów!!
      Na wilki szare, uparte i gniewne
      Ci, co usiedli u karabinów sterów - jest ich dwóch,
      Już zapomnieli o litości pewnie—

      A kule koszą wsio stworzenie.
      Biegnę i wdycham te mroźne opary,
      Lecz nie zdołam uciec już przed przeznaczeniem.

      Mechaniczne potwory nade mną krążą jak janczary.
      A ja biorę oddech jeszcze jeden w wilczy pysk,
      Lecz łopaty wyją coraz bliżej, wyraźniej,
      A ziemia pod mymi łapami aż kwiczy ziemi bryzg
      Śmieją się z kokpitu: „Dawaj! Raźniej!”

      I spuszczają mi na zad ołowiu deszcz.

      Refren

      Leżę pod drzewem złamanym, w mchu schroniłem się;
      Gdzieś przegapiłem ten zjazd na tyłku.
      I niech ci na górze próżno szukają mnie –
      Zostanę na dole; wpadłeś w zasadzkę, wilku!

      A ten piekielny huk rozpłynął się, znikł wtem;
      Znów śnieg na bagnach wolno pada;
      Wstałem, strząsnąłem silnika ryku mgłę,
      Żyję! Nie zabijecie mnie nigdy, gady!

      ───
       

       

      @Michał PawicaWstęp:

       

      Cień Arbacie, Cień Łubianki

       

      Bułat miał rację, mówiąc o Polsce z tym swoim melancholijnym, moskiewskim zachwytem.

       

      Widział nas przez pryzmat hejnału mariackiego, znoszonych garniturów siedemnastolatków idących na barykady i rzewnych łez Jarosławny.

       

      Dla niego byliśmy mądrzy, muzykalni, subtelni – jakbyśmy wszyscy zostali ulepieni z tej samej gliny, z której Agnieszka wycinała swoje najpiękniejsze strofy. To była miłość bezgraniczna, sygnał alarmowy czysty i wyraźny, grany na trąbce przez zamordowanego rzemieślnika historii.

       

      Ale Bułat pisał swoje eposy, gdy nad Moskwą szalała zaledwie majowa burza. Nie mógł przewidzieć, że jego ukochany, boczny cygański trakt z Arbacie skręci kiedyś gwałtownie w ponure korytarze Łubianki, a dym z płonącej planety uniesie się nad naszą ziemią jak nad gorejącym krzewem. Że jego dziesiąty, desantowy batalion – ten, który szedł w noc od Kurska i Orła – zamiast wolności przyniesie swastykę Ruskiego Mira, a zamiast bitnych pieśni rozbrzmiewać będzie tępy śmiech chłopców z Omonotworu pałujących kobiety na placach Pitera.

       

      Kiedy mit pęka, język zaczyna dychać coraz ciszej. Zamiast czułej struny akordeonu dostajemy mokry worek nadziany na dumną głowę i ślady paralizatora na dłoniach.

       

      Wujek Wołodia – ten swojski sąsiad z bloku, były szpieg i perełka z korytka KGB – zaczął dokręcać nam śruby tak mocno, że nasza wspólna, wątła nić zaczęła pić krew. Kręci je dalej, w szale, bez rozkazu, aż po sam grób.

       

      Dlatego ta opowieść nie ma dialogów. Jest jak powieść historyczna pisana przez emerytowanego porucznika w cieniu zatrutej róży, wciśniętej w oszroniony kufel po tanim, importowanym piwie. To mit, w którym człowiek pisze, co Bóg jeszcze ledwo słyszy przez ryk silników i dym Nord-Ost. Wszystko to minie, powtarzamy jak mantrę, łykając czarny, więzienny chleb.

       

      Zanim jednak bramy Lefortowa runą, a dyktator stanie się zimnym trupem w kostnicy, musimy wykrzyczeć słowa podejrzanej konduity. Nawet jeśli nasz rym już ledwo dyszy. Nawet jeśli przyjdzie nam krzyczeć z całych płuc, prosto w twarz tej bladej godzinie, która z miłości zostawiła nam tylko swąd...

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @hania kluseczka U nas jakoś parę tygodni temu kończyli, bo rok obrotowy wrzesień/październik.
    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      Dzięki Marku. Również pozdrawiam.       To napisz o tym...   Jeśli możesz,                                     bez wulgaryzmów.   Pozdrawiam.
    • ─── I. Moskwa – Odessa Który już raz lecę z Moskwy do Odessy – I znów złapali mnie w nie linii lot! Ale oto nadlatuje księżniczka-błękitka stewardesa messy, Niezawodna niby Wołga wszystkich flot. Nad Murmańskiem ni chmurki – rejs mych snów, I mógłbym teraz być już w Aszchabadzie, albo w Trieście... Otwarty Kijów, Charków, Kiszyniów, Lwów, Wszystkie otwarte, lecz ja chcę być w Odessie wreszcie... Mówili mi: „Nie licz na te adresy, Na żaden z niebios komunizmu dar”. A tu mi znów opóźniają mój lot do Odessy – Teraz jest oblodzony pas na start! A w Leningradzie z dachu woda kapie, Więc może mi pisane lecieć do Leningradu? Tbilisi to jedyny jasny punkt na tej podniebnej mapie, Tam herbata rośnie w sadzie, lecz ja Tbilisi mam w głębokim rozkładzie! Słyszałem, że Rostowianie idą w kurs! A mnie głupiemu wciąż chce się do Odessy, Ale mnie trzeba tam, gdzie od trzech dni nie honorują promesy, I dlatego opóźnili ludzkiej surówki spust! Ja muszę lecieć tam, gdzie chłód i lód, Gdzie jutro zapowiadają taaaki śnieg, Choć wszędzie indziej nieba czystego w bród, To miło, ale nie po to wrzuciłem piąty bieg! Nie wypuszczają mnie tu i nie wpuszczają tam, Niesprawiedliwe to, ale nie poradzę nic – Stewardesa, cudnie złudna, siódme niebo obiecuje nam, A z góry na nas patrzy tej całej floty widz! Otwarty najsłodszych smakołyków wielki tort, Lecz, by tam lecieć najsłodsze słodycze mnie nie skuszą. Otwarty nawet Władywostoku zamknięty port! I Paryż jest otwarty, ale tam jechać nie muszę. No, wreszcie! Pogoda, jak drut, dobry wiatr sprzyja skrzydłom, Samolot się napręża, śmigła w ruch, pełny bak, Lecz już nie wierzę, bo – mnie i tak tam nie przyjmą! Znajdą powody nawet, gdy powodów brak... Ja muszę lecieć tam, gdzie zamieć i mgła, Gdzie jutro gradobicie zapowiadają. Londyn, Delhi, Magadan przede mną się otwierają, Wszystkie stoją otworem, ale nie dla mnie ta w ciuciubabkę gra! Masz rację – śmiej się albo płacz: jestem znów na starych adresach, I masz: znowu spóźnienie, niedostępny lot – I smukła jak TU-104 stewardesa – panna Odessa, Tak przystępna, jak ten cały fłot, Znów mnie przestawia na ósmą zero dźwięk, A towarzysze pasażerowie posłusznie zasypiają w krąg, Mam tego dość już, psia kość, I lecę tam, gdzie mi pozwalają! Mam tego dość, już mnie całkiem zżarła złość, I lecę tam, gdzie mi otwierają! II. Polowanie na wilki Biegnę z całych sił, szarpię każdym ścięgnem, Ale dziś – jest jak jutro, i wczoraj, i potem Otoczyli mnie, otoczyli ciasnym kręgiem Rozwścieczają mnie do szpiku mej wilczej istoty. Dwururki schowały się w cień jódł Tam myśliwi skryli się swą sforą podłą; Wilki tarzają się w śniegu, co stopił się i zmókł Wystawiając się na łatwy strzał tych ogrów, Refren: Polowanie na wilki trwa, trwa polowanie! Na szare samce, matki i szczenięta. Gończy krzyczą, psy szczekają, a przynęta -. To na śniegu krew i plamy krwawych flag. W tej walce wilka z łowcami nie ma żadnych praw, Strzelającym nie zadrży ręka, Ogrodzili naszą wolność krwawych szmat strzępami, Biją bez litości, a ich kula celu sięga. Wilk nie może złamać tradycji czasem uświęconej; Widzisz te ślepe szczenięta? Ledwo od sutka matki odstawione Wyssały z jej mlekiem, czy to wilk czy ptak Prawdę jedyną: „Strzeż się ludzkich flag!” Refren  Łapy u nas i szczęki wytrwałe. Dlaczego, wodzu, proszę powiedz mi, Gonimy za szczeniakami i ubijamy je jednym strzałem, Łamiąc zakaz, że nie wolno ich bić! Wilk nie może inaczej. Sucho, to takie wilcze prawo. A moje dni już są policzone. Myśliwy już broń ujął w rękę prawą Z uśmiechem, i kulą, dla mnie przeznaczoną. Refren Wyszedłem ze świętego kręgu krwawych flag — Chęć życia jest we mnie silniejsza! I usłyszałem za sobą westchnienia, wrzask I krzyk myśliwych. Ich zdobycz będzie dziś mniejsza. Szarpię się z całych sił, gnam każdym strzępem ścięgna, Ale dziś – widzę jutro niż wczoraj jaśniejsze. Otoczyli mnie, otoczyli w krwawych kręgach, Ale gończym nic nie zostanie w rękach! Refren III. Polowanie z helikopterów Jak brzytwa, świt przeciął nam oczy, I otwarła się brama hangaru, A my przecieramy szlak, przez śnieg nasz tłum się toczy Most chrzęsci pod naszym ciężarem. A oni trzepotali skrzydłami tuż nad tajgą, A śnieg wolno spada z gałęzi świerków. A na naszym szlaku, nad tą krwawą bajką, Śmigłowca huk był jak psa warkot. Refren: Jest polowanie z helikoptera, hej na łów!! Na wilki szare, uparte i gniewne Ci, co usiedli u karabinów sterów - jest ich dwóch, Już zapomnieli o litości pewnie— A kule koszą wsio stworzenie. Biegnę i wdycham te mroźne opary, Lecz nie zdołam uciec już przed przeznaczeniem. Mechaniczne potwory nade mną krążą jak janczary. A ja biorę oddech jeszcze jeden w wilczy pysk, Lecz łopaty wyją coraz bliżej, wyraźniej, A ziemia pod mymi łapami aż kwiczy ziemi bryzg Śmieją się z kokpitu: „Dawaj! Raźniej!” I spuszczają mi na zad ołowiu deszcz. Refren Leżę pod drzewem złamanym, w mchu schroniłem się; Gdzieś przegapiłem ten zjazd na tyłku. I niech ci na górze próżno szukają mnie – Zostanę na dole; wpadłeś w zasadzkę, wilku! A ten piekielny huk rozpłynął się, znikł wtem; Znów śnieg na bagnach wolno pada; Wstałem, strząsnąłem silnika ryku mgłę, Żyję! Nie zabijecie mnie nigdy, gady! ───     @Michał PawicaWstęp:   Cień Arbacie, Cień Łubianki   Bułat miał rację, mówiąc o Polsce z tym swoim melancholijnym, moskiewskim zachwytem.   Widział nas przez pryzmat hejnału mariackiego, znoszonych garniturów siedemnastolatków idących na barykady i rzewnych łez Jarosławny.   Dla niego byliśmy mądrzy, muzykalni, subtelni – jakbyśmy wszyscy zostali ulepieni z tej samej gliny, z której Agnieszka wycinała swoje najpiękniejsze strofy. To była miłość bezgraniczna, sygnał alarmowy czysty i wyraźny, grany na trąbce przez zamordowanego rzemieślnika historii.   Ale Bułat pisał swoje eposy, gdy nad Moskwą szalała zaledwie majowa burza. Nie mógł przewidzieć, że jego ukochany, boczny cygański trakt z Arbacie skręci kiedyś gwałtownie w ponure korytarze Łubianki, a dym z płonącej planety uniesie się nad naszą ziemią jak nad gorejącym krzewem. Że jego dziesiąty, desantowy batalion – ten, który szedł w noc od Kurska i Orła – zamiast wolności przyniesie swastykę Ruskiego Mira, a zamiast bitnych pieśni rozbrzmiewać będzie tępy śmiech chłopców z Omonotworu pałujących kobiety na placach Pitera.   Kiedy mit pęka, język zaczyna dychać coraz ciszej. Zamiast czułej struny akordeonu dostajemy mokry worek nadziany na dumną głowę i ślady paralizatora na dłoniach.   Wujek Wołodia – ten swojski sąsiad z bloku, były szpieg i perełka z korytka KGB – zaczął dokręcać nam śruby tak mocno, że nasza wspólna, wątła nić zaczęła pić krew. Kręci je dalej, w szale, bez rozkazu, aż po sam grób.   Dlatego ta opowieść nie ma dialogów. Jest jak powieść historyczna pisana przez emerytowanego porucznika w cieniu zatrutej róży, wciśniętej w oszroniony kufel po tanim, importowanym piwie. To mit, w którym człowiek pisze, co Bóg jeszcze ledwo słyszy przez ryk silników i dym Nord-Ost. Wszystko to minie, powtarzamy jak mantrę, łykając czarny, więzienny chleb.   Zanim jednak bramy Lefortowa runą, a dyktator stanie się zimnym trupem w kostnicy, musimy wykrzyczeć słowa podejrzanej konduity. Nawet jeśli nasz rym już ledwo dyszy. Nawet jeśli przyjdzie nam krzyczeć z całych płuc, prosto w twarz tej bladej godzinie, która z miłości zostawiła nam tylko swąd...
    • ,, Eucharystia jednoczy  przyjmujących ją ,, 1 Kor.10 , 16-17    jak ocean łączy kropel wiele  tak Eucharystia  wiąże ludzi w kościele    dar wolności  Bóg nie wymusza  zaprasza    lubimy kochamy  po swojemu    świat  zamiast się radować  walczy    a jest  jest ... cudem  cudem  wartym miłości szacunku   rysy skazy rany widać z daleka  wolna wola … problemem   komunia łączy  owoc  życie w zgodzie  z sobą z Bogiem   Jezu ufam Tobie    6.2026 andrew  Czwartek, święto Bożego Ciała  
    • @hania kluseczka Peelek taki, że jednej chciałby dać miłość, a resztę nienawidzić.
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...