Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano (edytowane)

Świat kończy się rachunkiem sumienia


Słychać wrzask kosmosu dziś wyraźnie
Machina egzystencji warczy na materię 
Śmierć przywita, życie wypluje odważnie
Bo podtrzymujące wybuchnęły baterie 


Ludzie miotają się i obracają gdy zawieje 
Jak sprzedajny błazen i na wietrze flaga 
Grunt pod glinianymi nogami się chwieje 
Rozpoczyna się z lewej finałowa plaga 


Psy warczą na niebo, brak jest człowieka
Zakłady Śmierci wydały bilety podróżne
Czas nie gra na czas i nigdy nie zwleka 
By trafiły tam z hukiem istoty zamożne


Wrzaski i warkoty już wiecznie zamilczą 
Nocny spokój i dni plama ożyją w pamięci 
Świat zawsze był kością niezgody wilczą 
Był samobójem Bożym i się przekręcił   


Autor: Dawid Rzeszutek

Edytowane przez Dawid Rzeszutek (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

@Dawid Rzeszutek jakim rachunkiem sumienia?

Komu kończy się świat?

Gdyby nie czas nie istniałoby nic w naszym rozumieniu tak zwanej rzeczywistości.

co masz na myśli pisząc...

"Wrzaski i warkoty już wiecznie zamilczą 
Nocny spokój i dni plama ożyją w pamięci"   ?

To zamilczą czy ożyją...?

Cóż...

Pozdrawiam

 

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Witaj.

A czy jakbym napisał: "Ola ma kota, a kot ma Olę", to byłby to wiersz na twoim poziomie?

 

To jest wiersz o charakterze globalnym. Skoro piszę, że "kończy się świat", to nie obchodzi mnie szczegół nieistotny, jak to czy Piotrek się osrał z wrażenia, po wyborach, gdy mógł świat się wtedy kończyć, a skoro nie zaznaczyłem, komu się kończy, to chyba oczywiste jest, ze każdemu .Interesują mnie przemiany zastanawiające i wydarzenia ważne. Co do rachunku sumienia, to trzeba pomyśleć. Rachunek sumienia, to podsumowanie win, a kiedy się kończy Świat, chyba warto to zrobić, bo tematyka religii katolickiej sugeruje też, że chodzi o apokalipsę, a do niej dojdzie przez ludzkie winy. Z tego, co wiem, tytuł nie musi być oczywisty i bezpośrednio odnosić się do treści.  Uważam, że czas to fikcja, to człowiek go wymyślił, dzieląc dobę, budując zegarki.
Wrzaski i warkoty to odniesienie do pierwszej zwrotki, łącz kurcze fakty! - oznacza to, że problem natury materii i egzystencji przestanie istnieć, wraz z końcem świata, że już żyć wtedy nie będziemy, a na pewno nie w tej znanej nam formie. "Nocny spokój i dni plama ożyją w pamięci"  - To oznajmia, że jeśli w ogóle będziemy po końcu świata egzystować, to raczej żyjąc pamięcią, niejako w niej, gdzie będą wspomnienia nocy i dni, które w tej pamięci są jak plama, ale taka, którą można skrupulatnie pod lupą zbadać i poczuć. Trzeba nieco główkować, a treść sama się zamieni w znaczenie. Pozdrawiam!!!

Opublikowano

@Dawid Rzeszutek Nie jestem fanką Twoich wierszowanych improwizacji, ale komentarzami rozwalasz, hahaha

Myślę, że fregamo nie miał nic złego na myśli, bo zwyczajnie popełniłeś błąd, albo wdarł się chochlik

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

plama powinna dostać ogonek plamą ożyją w pamięci i wówczas nikt, by o nic nie pytał, bo wszystko byłoby zrozumiałe.

 

Jesteś chłopaku strasznie nabzdyczony, jak kleszcz po wychłeptaniu pół litra krwi, co nie sprzyja Twojej twórczości. Może i chcesz dostać sie do grona Poetów wyklętych, ale musiałbyś poprawić swoje umięjętności.

Spuść trochę z tonu, bo niedługo tylko ciocia z wujkiem będą Cię czytali.

 

Serdecznie pozdrawiam, młodego buntownika z gimnazjum,

ais

Opublikowano (edytowane)

@ais @fregamo Nie chciałem urazić, a jedynie mocno zaznaczyć, że przy pisaniu poezji trzeba mieć wyobraźnię, tak samo jak podczas jej odczytu. Uważam, że nie jestem mistrzem poezji, ale piszę wystarczająco dobrze, żeby nie odpowiadać na problem w komentarzu, którego źródło leży w cudzej głowie, a nie w moim tekście. Nie piszę dosłownie, a forma, czego jestem świadomy,  jest trudna, wymagająca odkrycia wizji zawartej w wierszu. Odczyt moich tekstów jest, jak układanie puzzli, gdzie każdy fragment jest oddzielny i jedynie po złożeniu w całość ukazuje się obraz, który ukaże sens, gdy go przemyślimy. Sporo pracy trzeba włożyć, by dotrzeć do sedna, ale nie piszę dla ogółu, dla którego przykład z Olą jest jedynym zrozumiałym. Nie zabiegam o odbiorców, wystarczą mi ci, którzy owy trud są w stanie przejść, a jest ich grupka niewielka. Mówi się, że nie ilość odbiorców, a ich jakość jest ważna. Ja jakość ich oceniam właśnie po poświęceniu, bo dla niego ma największy szacunek.

Dlatego jeśli ktoś pyta o rzeczy, które zdrowy umysł bez problemu odkryje, to dostosowuje poziom odpowiedzi sprawiedliwie.

Jeśli uraziłem, to przepraszam, ale irytują mnie niektóre pytania.
Nie czuję się wielki, ale jako jedyny wiem, co napisałem lepiej niż ktokolwiek inny, dlatego stawiam się w pozycji tego, kto może nieco wynieść się ponad ogół, przynajmniej odpowiadając na rzeczy dotyczące mojej twórczości te dla mnie oczywiste, być może przez to zostałem odczytany w taki sposób przez "ais".

 

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Na gimnazjum to trochę za późno, mam niespełna 32 lata i czuję się obrażony, ale nie gniewam się przesadnie, bo za dużo przeszedłem w życiu, by się przejmować. Również pozdrawiam Was, moi czytelnicy, niemal jak gladiator, którego niebawem mają zeżreć zwierzęta na arenie  ;)
(tzn. Pozdrawiamy was Bogowie, my idący na śmierć !!) 

 

 

Pozdrawiam!

Jak sobie logicznie wyobrażasz zdanie: NOCNY SPOKÓJ I PLAMĄ OŻYJĄ W PAMIĘCI ?

Jeśli to jest logiczne, to może w twoim świecie, ja chyba jednak wolę swoją wersję.

Pozdrawiam!

Edytowane przez Dawid Rzeszutek (wyświetl historię edycji)
Opublikowano (edytowane)

@Dawid Rzeszutek

Czytelnik ma swoje prawa:

1. może zadawać pytania autorowi;

2. może interpretować utwór zgodnie ze swoimi odczuciami;

3. może nie rozumieć myśli autora, bo nie siedzi w autorskiej głowie;

4. może przedstwić swoją wizję dot. publikacji;

 

Jeśli czytelnik zadaje pytania, to znaczy, że czyta utwór, więc autor powinien być zadowolony, chyba że autor pisze wyłącznie dla siebie i swojej wąskiej grupy czytelniczej, do ktorej trzeba mieć odpowiednią legitymację.

 

Kto pyta nie błądzi.

 

Może w przyszłości publikacje autora zostaną wydane, ale wówczas autor nie będzie miał okazji do kontaktu z czytelnikiem (zwykłym zjadaczem chlebka), więc proszę dać szansę i pozwolić na dowolną interpretację i wątpliwości.

 

Dlatego wspomnianą frazę będę czytała po swojemu, bo akurat tak mi się ułożyły puzzle.

 

Proszę mi wybaczyć żarcik o gimnazjum, ale poniższy cytacik z Pana komentarza zasugerował wiek:

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 

Życzę powodzenia.

Pozdrawiam.

Edytowane przez ais (wyświetl historię edycji)
Opublikowano (edytowane)

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Witam, 

 

Oczywiście nie chcę odbierać praw czytelnikowi, ale w moim świecie, do którego zagląda odbiorca, może być trochę, jak w krainie czarów. Zasady mogą być inne niż w klasycznym Ziemskim świecie, z tego powodu uważam, że dobrze jest, że odbiorcy wykazują zainteresowanie, jest to dla mnie istotne, lecz nie dlatego, że zwiększa się ich liczba, czy dla punktacji, która dla mnie jest niemiarodajna i bardzo symboliczna, a dlatego, że mam nadzieję dotrzeć do tych wyróżniających się ludzi, takich, którzy mają podobne skłonności intelektualne, wykazują wytrwałość w dążeniu do zrozumienia jako priorytet, tych dojrzałych, co nawet jak dostaną słownie w pysk, to ich to nie rusza, bo męstwo wytrzymuje, a nie kozaczy.  Jednak gdy widzę, jak ktoś się pyta sie :

To mnie trochę krew zalewa.

To nie są pytania, na które odpowiedzi nie można wywnioskować, czytając i wizualizując, to co zostało napisane.
Celowo nie napisałem całego tła wydarzeń opisywanych, częściowo dla stworzenia atmosfery niepewności wokół tego, o czym piszę, ale także dlatego, że opisuję czubki gór, a podstawy ich ( dolne części gór -  masywy) pozostawiłem bez opisu, bo jak się widzi szczyty, to chyba jest oczywiste, że nie wiszą w powietrzu, unoszone siłą woli Boga, a wyrosły, że się kolokwialnie wyrażę - z Ziemi, poprzez przemiany wewnątrz ziemskie. Jeżeli widzę loda w kubku włoskiego, to automatycznie widzę w głowie sposób jego przyrządzania. Jeśli piszę - "Świat się kończy rachunkiem sumienia", to wiem, że piszę o mechanizmach końca świata, o tym jak może wyglądać. Jeśli nie napisano dosłownie, że walą się gwiazdy na łeb, wybuchają wulkany, zwierzęta zjadają ludzi etc. to nie znaczy, że to nie jest o końcu świata. On ma różne płaszczyzny.
Jeśli piszę o pewnym efekcie, to trzeba wiedzieć, że cos go spowodowało, gdy do tego dojdziemy, to zaczniemy główkować, często odpowiedź jest łatwiejsza, niż się wydaje. 


Tytuł wiersza nie posiada znamion liczby osoby docelowej podanej bezpośrednio. Pytanie powstaje, czy odbiorca zastanowił się, że jeżeli nie podano liczby osoby docelowej w sposób bezpośredni ( kończy się świat Teletubisiów, Świat PiS'u, świat Bolka i Lolka, lub Czerwonego Kapturka, albo jeszcze mi przychodzi do głowy liczba pojedyncza - Dziewczynki z zapałkami), to można to odczytać z sensu tytułu. Jeżeli kończy się coś tak ogólnego jak ŚWIAT, który jest miejscem egzystencji i życia miliardów istot ludzkich, zwierząt i roślin, to jak on się kończy, tzn. wykańcza, to kogo może dotyczyć? Dla mnie to jest tak oczywiste, że aż odpowiedź sprawia mi ból, bo nie powiem śmiech, to wcale nie jest śmieszne.
Co się kończy ? Kreskówka w domu, gdzie jedynak ogląda wieczorynkę ? Czy kończy się świat, czyli wszystko, co widzimy i czujemy, to co jest dostępne zmysłom, bo nie napisałem o zaświecie, a o świecie.

Jeżeli nie podano kogo lub czyj świat się kończy, to zapewne dlatego, bo określenie dotyczy liczby mnogiej, albo najbardziej mnogiej - bo wszystkich.

 

 

Nie wiem, czy tłumaczyć, o co chodzi, bo być może kolega jest ateistą i nie wie co to sumienie, a co dopiero jego rachunek.
Zastanawiam się, czy przy ponad połowie globu ogarniętego wiarą Chrześcijańską, można nie wiedzieć, co to jest rachunek sumienia.
To jakby nie wiedzieć, co to jest Myszka Miki lub McDonalds. Otóż rachunek sumienia, to rewizja własnych czynów, zachodzi przed spowiedzią, często zdarza się na łozu śmierci, gdy osoba umierająca pragnie być wyspowiadana i czysta wrócić na łono pana. 
Teraz, czy gdy świat się kończy, bo przecież piszę o końcu świata, to katolicy nie zrobiliby takiego rachunku? Czy gdy piszę o rachunku sumienia w tytule, to cały wiersz nie może być np. rachunkiem sumienia LOSU lub co celniejsze CAŁEGO ŚWIATA. Życie często kończy się nim wiec, dlaczego też świat nie miałby tak zrobić.

 

 

Rozumiem, że tekst, który wkleiłem poniżej, spowodował jakieś konwulsje lub zachwianie myśli, ale co to ma do rzeczy, nie rozumiem tej tezy. Był dziadek mróz, to może być też dziadek czas, myślę, że w takiej ludzkiej formie dużo łatwiej zrozumieć przekaz.
Wiersz to jest trochę bajka, abstrakcja, u mnie czas jest spersonifikowany, to Pan Czas - może zachowywać się jak człowiek, ale posiada moc władania swoją przestrzenią, więc:

 

 

Ten fragment mówi o tym, że czas jest precyzyjnym władcą swojej przestrzeni i wykonuje dokładnie swoje zadanie. Nigdy nie donosi listu z biletem podróżnym od śmierci ani za późno, ani zawczasu. 
"By trafiły tam istoty zamożne" - tutaj nie jest dosłownie podana lokalizacja, powinniśmy się jej domyślić, łącząc takie fakty, jak koniec świata i bogactwo, to chyba pojawia się w wyniku koniunkcji pojęcie "ucha igielnego", czyli że "Prędzej baran przejdzie przez ucho igielne, niż bogaty trafi do Królestwa Niebieskiego. - Jak nie do Nieba to gdzie? Odpowiedz A. Na kawę do Królowy Brytyjskiej B. Na wakacje na wyspach kanaryjskich. C. Do piekła. Prawidłowa odpowiedz, pozwala przejść do kolejnej sekcji tekstu.

 

Odpowiem tak:

Jak widać, są to dwa wersy zależne od siebie, ale nie złączone.  Oba odnoszą się do pierwszej zwrotki, gdzie pisze "

 

 

Czyli to, o czym napisałem na początku, zostaje niejako wygaszone, łączy się w ostatniej strofie początek z końcem poprzez odniesienie się do zwrotki pierwszej słowami jej -" Wrzask i warczenie (warkot)", ale fragment "wiecznie zamilczą"   oznacza - że już więcej ich nie usłyszymy, tłumaczy to doskonale, że można powiedzieć - Tak, świat się już skończył. Na początku było słychać wrzask kosmosu, tj tego co nieożywione i ożywione, istot świadomych i natury, bo ona też ma ducha, w co wierzę (dotyczył wszystkiego), a drugi wers mówi już o tym, co wydarzy się kolejno po zamilczeniu, wygaszeniu logicznemu wstępu do tekstu.
"Nocny spokój i dni plama ożyją w pamięci", gdy już krzyk, warkot i wrzask umilkły, ale coś musiało się wydarzyć, by do tego doszło, a czego nie podałem bezpośrednio, np. kataklizm lub wielki kosmiczny wybuch, to wtedy jeśli wierzymy w Boga, to czeka nas inny wymiar egzystencji wiecznej. Zaświat - Niebo, Olimp, Walhalla, etc. i wtedy nasze wspomnienia będące w naszej głowie, w pamięci i tam nam na życzenie ożyją. Tymi wspomnieniami są Noce i Dnie, bo innych pór głównych doby brak, są jedynie poboczne, pośrednie, ale o nich nie napisałem. Noc kojarzymy ze spokojem, a tysiące dni zleją się w plamę, tych chwil,  które przeżyliśmy. Krótko mówiąc - po śmierci, jeśli zasłużymy, to zdobędziemy spokój ducha, a w pamięci będziemy podróżować, po tym co zdołaliśmy zapamiętać. 

Mam nadzieję, że moi odbiorcy równie się wytężą, jak ja teraz, by zrozumieć, co mam do przekazania.
Wyprodukowałem odpowiedzi na tak proste pytania, pisząc obszernie o tym i też w taki sposób, by rozwiać wątpliwości, że pobiłem chyba swój poziom ukłonu w kierunku odbiorcy o 180 stopni. 

Muszę zaznaczyć, że wyobraźnia i logika tworzą wszystko, jeśli cos jest niedopisane, to trzeba sobie to wyobrazić. Na drodze dedukcji można dużo imputować i to często z pozytywnym skutkiem, bo to, co nie jest napisane, a czytelnik tego wymaga do zrozumienia, jest jak podglądanie puzzli w poszukiwaniu właściwego. Nie uda się często za pierwszym razem, ale w końcu się uda! Dlatego do mojej poezji trzeba mieć cierpliwość i szukać odpowiedzi na własną rękę, szczególnie tych, które są najbardziej niedostępne. 

Zdarza się jednak, że najtrudniejszy puzzel, gdzieś się schował lub zginał i nie możemy go odnaleźć, to wtedy warto postawić pytanie. Jednak nie pytajmy się kiedy pisze wiersz o grobach i śmierci czy była wtedy noc, albo jak piję psychodeliczną herbatę, czy była ciepła etc. Trzeba znać trochę świat i zwyczaje jego.

Kłaniam się i naprawdę szczerze pozdrawiam !!

 

Edytowane przez Dawid Rzeszutek (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Myślę, że Pani komentarze są w dużej mierze dziecinne i naiwne, szczególnie przerysowane, jeśli zrozumiemy w szczegółach przykład, do którego się odnosi pani komentarz. Jest jakoś niedostosowany do realiów. Pani uważa, że człowiek ma swoje prawa, szczególnie na forum, wcale temu nie zaprzeczam, ale one mają swoje granice realizmu, czasem zahaczają o kuriozum i groteskę, szczególnie gdy poziom jest absurdalnie niski. Trzeba zaznaczyć, że też odbiorcy mają obowiązki, o nich napisałem niżej. Pan Fregamo niestety zasłużył na ton mojej odpowiedzi. Ja nie zawracam poetom głowy pytaniami, czy niebo jest niebieskie a słońce żółte. Jeśli ktoś do pani podejdzie i zapyta, czy mamy dzień, czy noc, zamiast rozglądnąć się lub po prostu popatrzeć, to odpowie pani? Dla mnie jest to sytuacja kuriozalna i komiczna zarazem. To jest też ośmieszanie artysty, bo rzutuje na jego opinię, bo powierzchownie wydawać by się mogło, że to artysta coś źle zrobił. Wszystko jest kwestią tego, na jakim poziomie jesteśmy i czy poziom artytsa - odbiorca jest zbliżony.
Nie lubię się z nikogo śmiać, inaczej jestem wychowany, inaczej się wychowałem, ale gdyby nie była ta osoba ślepa, to pewnie bym wyśmiał ją w duchu. W takiej sytuacji być może groteskowej nie wiedziałbym, czy gdzieś jest ukryta kamera, czy człowiek zwiał z wariatkowa. Przez własną kulturę osobistą pewnie przeprosiłbym i poszedł dalej. Są różne sytuacje, w każdej pewnie bym zachował się nieco inaczej, bo czynniki są odmienne za każdym razem, ale gdyby osoba owa nie była chora ani upośledzona, to chyba bym poszedł niemal bez słowa.

Znam Pana Fregamo od niedawna i nie uznaję go za osobę uprzywilejowaną ani chorą czy upośledzoną, także nie myślę, że jest to osoba głupia, nie jest osobą pozbawioną rozumowania, więc tym bardziej mnie dziwią jego pytania. Zdarzało się, że wbrew innym, wykazywał zainteresowanie i niejako pewien aplauz, nie rozumiem dlatego, dlaczego tutaj zareagował w sposób inny. Jest prawdopodobne, że tekst powstał trudniejszy, niż mnie się od początku wydaje, ale spodziewałbym się trudniejszych pytań, szczególnie o niewiadome, które nie zostały napisane ani zasugerowane, a stanowią fragment tła poetyckiego lub przewidywalnych scenariuszy mojego wiersza, jakby zbliżających się lub nawet osiągających sedno sensu tekstu.

 

Jeśli chodzi o tę listę praw, to zgadzam się, jednak dopisałbym drugą, bo nie ma przywilejów bez obowiązków.

OBOWIĄZKI ODBIORCY:

1. CZYTAĆ ZE ZROZUMIENIEM
2. PRÓBOWAĆ INTERPRETACJI i BADANIE/STWORZENIE TŁA/KONTEKSTU WIERSZA
3. WYMYŚLENIE IDEI WIERSZA (nadrzędnego sensu -skróconej myśli przewodniej)
4. PYTAĆ TYLKO W PRZYPADKU TRUDNYCH NIEWIADOMYCH
5. WCHODZIĆ W POLEMIKĘ AKTYWNIE ANGAŻUJĄC SWOJĄ WYOBRAŹNIĘ.
6. RELACJE PROWADZIĆ KULTURALNIE.

Ad.1.CZYTAĆ ZE ZROZUMIENIEM
 

Jeśli człowiek czytać ze zrozumieniem umie, dodatkowo wyobraża sobie to, co czyta, to nie powinien mieć problemu ze zrozumieniem jego. Jeśli jest inaczej, to znaczy, że tekst musi być wybitnie trudny, wtedy może zapytać (ad.4.)

 

Ad.2. PRÓBOWAĆ INTERPRETACJI i BADANIE/STWORZENIE TŁA/KONTEKSTU WIERSZA

 

Trzeba próbować na własną rękę według własnych możliwości zrozumieć, co autor ma na myśli. Często trzeba rozbudować tło i kontekst treści, by lepiej pojąć. Dobudowujemy na zasadzie logicznych i sensownych uzupełnień, pomijamy szydercze i wulgarne wymysły.

Ad.3. WYMYŚLENIE IDEI WIERSZA (nadrzędnego sensu -skróconej myśli przewodniej)

 

W zrozumieniu pomaga kumulacja elementów zawartych w treści i odszukania związków między nimi. Jeśli w treści pojawia się czaszka, krew i grób lub stara świeca, to obraz jest turpistyczny, czyli można zakwalifikować go do mrocznej poezji, taki tekst może zawrzeć się w takiej skróconej myśli - "Non omnis moriar" czy "To live or not to live" - this is the question" lub po polsku"egzystencjalna przygoda".

 

Ad.4. PYTAĆ TYLKO W PRZYPADKU TRUDNYCH NIEWIADOMYCH

 

Jeśli główkujemy już godzinę i nie potrafimy nic wymyślić, a jednocześnie tekst wzbudza wysokie pragnienie osiągnięcia zrozumienia, to kulturalnie piszemy np. Panie Dawidzie, już godzinę się zastanawiam nad jednym fragmentem i nie mogę dojść ładu, proszę zdradzić mi, czy we fragmencie drugiej strofy w drugim jej wersie - Słońce narodów spaliło swój tort urodzinowy - chodzi o to, że sam KIM DZONG UN wysadził fragment Ameryki, który dostał w prezencie od Donalda Trumpa, czy Słońce grzało tak mocno, że wywołało pożary w różnych miejscach na Ziemi - np. w fikcyjnej sytuacji postapokaliptyczne  lub Stalin w swoje urodziny bawił się miotaczem ognia. I ja jako autor - mogę ściągnąć czapkę i pochylić głowę, bo widać poświęcenie. Nawet jeśli to wszystko nie tak, bo chodziło o to, że Kaczyński przegrał wybory parlamentarne, hehe, ale widać zaangażowanie, siły poświęcone na zrozumienie i wielką chęć poznania prawdy. Pytania Fregamo były poniżej poziomu kultury - w moim rozumieniu. To jak wyrywać komuś z ręki zapalniczkę, by odpalić papierosa, mając w kieszeni 4 paczki zapałek i dwie zapalniczki, a jedynie nie chce się sięgnąć po nie.

 

 

Ad.5. WCHODZIĆ W POLEMIKĘ AKTYWNIE ANGAŻUJĄC SWOJĄ WYOBRAŹNIĘ.

 

Po pierwsze własne zaangażowanie wyobraźni, np. twórcze zadawanie pytań, szukanie oryginalnych rozwiązań, to wymaga poświęcenia, a ono oznajmia nadawcy tekstu, że warto tłumaczyć rzeczy niewiadome, bo jeśli ktoś z oburzeniem pyta, jak idiotę, o rzeczy tak proste, że przedszkolak by znalazł odpowiedź, to jest to, jak dla mnie, brak szacunku dla autora i jego strata czasu. Jeśli angażujemy się i naprawdę nie możemy długo znaleźć odpowiedzi, to wypada to w jakiś sposób zaznaczyć i szczerze napisać. Takim ustosunkowaniem można przekonać autora do wytłumaczenia czegoś. Można udowodnić, że na tłumaczenie się zasłużyło. To też jest wyraz kultury i szacunku, lecz nie pytajmy o pierdoły, bo odpowiedź to strata czasu dla poety. Można pytać o rzeczy wyjątkowo trudne, nieukazane wcale lub w sposób znikomy, ale nie o rzeczy, które wynikają z naprawdę prostej logiki. Z drogi dedukcji logicznej opartej o prostą analizę.
Jednak najważniejsze jest, aby angażować wyobraźnię w celu odkrycia tego, co niewidoczne. Poezja słynie z tego, że opisuje rzeczy wyjątkowe, rzadkie i w sposób jaki jeszcze prezentowane nie były  - to pozwala być kimś, tworzyć w sposób oryginalny, ale nic, co łatwo przychodzi, nie jest wyjątkowe. Trzeba się napracować, by zjeść i by coś osiągnąć ważniejszego, by osiągnąć spełnienie. Działa to w kierunkach poeta <--> odbiorca. Często poeta wymaga od odbiorcy, rzadziej odwrotnie. To poeta jest panem na swoim terenie i on gości odbiorcę, więc odbiorca jest gościem u poety.

Ad.6. RELACJE PROWADZIĆ KULTURALNIE.

 

Dla mnie kultura to podstawa relacji międzyludzkich, jednak uważam też, że można na ten luksus nie zasłużyć. Jeśli człowiek - odbiorca - czytelnik wykazuje brak szacunku jakimkolwiek zachowaniem niegodnym, niehonorowym, łamie zasady dobrej relacji, to w takich sytuacjach nie zamierzam dawać się opluwać, sam dostosowuję poziom wypowiedzi w odpowiedzi.
Kultura to przede wszystkim szacunek, jednak jeśli ktoś sam go nie wykazuje, to nie może jego otrzymać z mojej strony.
Nie idzie się do kibola (w sytuacji skrajnej), rzucając chusteczką, daje się mu klapsa w policzek i mówi - jutro o w południe w lesie za urzędem miejskim, bo reakcja byłaby bejsbolowo - kastetowo szybka.  Trzeba dostosować uzbrojenie do wroga, nie inaczej. A po czym poznać wroga? Oni atakują bez powodu, powód jest szukany w drugiej kolejności, atak dla nich jest ważniejszy.
Szacunek wykazujemy przez poświęcenie w odczytywaniu znaczenia metaforycznego, w rozebraniu tekstu na części pierwsze, w podpowiedziach jeśli ma się do czynienia z początkującym artystą, jednak ustosunkowanie między adresatem a nadawcą musi zawierać formę grzecznościową. Nie pakuje się człowiekowi komentarza typu - Spier***liłeś tekst durniu, nawet zadawanie pytań głupich może być przejawem braku kultury. Należy uważać na krytykę bezargumentacyjną, np. Napisałeś - Wiersz, który napisałeś, to nie jest wiersz, tego się czytać nie da, zmień profesję lub same błędy, nie da się czytać, musisz się wiele nauczyć. 
Nawet jeśli tak myślisz, to warto by zauważyć i zaznaczyć to w tekście, dlaczego tak myślisz, dodać np. wybacz, wiem, że się starałeś, ale niestety nie wyszło. Dodaj - w strofie drugiej w wersie trzecim źle odmieniłeś przez przypadki, wiersz zbyt rozwichrzony - metafory są zbyt odległe od siebie, brakuje przecinka tu i tu. etc. 
To się nazywa szacunek do człowieka, niezależnie od tego czy go znasz dobrze, czy dopiero poznałeś oraz, czy jest początkującym poetą, czy starym wygą. Forma grzecznościowa jest istotna dla szacunku i kultury wypowiedzi. Zwroty Ad personam są zabronione. Nawet walić obelgi w kierunku tekstu nie można. To ukazuje, czy człowiek ma problem z opanowaniem czy rzeczywiście popełniłeś/łaś błąd, ale opanowanie dotyczy silnych ludzi, a jego brak słabych. Ze słabymi nie ma co trzymać, mimo że robią najwięcej zamieszania. 
 

Gdy podpunkty zostaną spełnione, honor i godność nie pozwolą mi na nieadekwatne zachowanie. 
Jak mamy się szanować, to ten stan powinien być podtrzymywany z obu stron.

Jeśli się Pani z czymś nie zgadza, to czekam na komentarz.

 

Pozdrawiam!

 

Pozdrawiam !! 

Opublikowano

@Dawid Rzeszutek to że nie potrafisz zrozumieć innego punktu widzenia pozostawiam bez komentarza panie och, ach i ech.

Co do czasu mam na myśli czwarty wymiar bez którego nic by nie istniało, czego najwyraźniej też nie zrozumiałeś.

Co do apokalipsy... to ludzie mordują się od wieków i jakoś nie spadła na nich kara.

Jeden z użytkowników co do twojego pisania wyraził się dosyć jednoznacznie

"bełkot" ( ściślej mówiąc, co do jednego tekstu), ja nie zamierzałem używać takiego słownictwa.

Poza tym nie jestem twoim kolegą,

a teraz już czytelnikiem.

Niemniej życzę ci powodzenie w tej jakże cudownej twurczości.

 

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Tak, ciągle mam 12 lat.

 

Dzień dobry.

 

Proszę Pana,

traktuje Pan swoją twórczość, jako najwyższe dobro narodowe, której należy bić pokłony i brawa. A każdego, kto ośmieli się mieć inne zdanie gotów jest Pan wrzucic do fosy z krokodylami... 

Widziałam na portalach różne osobliwości, ale Pan bije ich wszystkich na głowę.

Wspomniał Pan o maleńkiej grupce czytelników, która pasjonuje się Pana oryginalną twórczością. Gdzie oni są? W domu, na innym portalu, w pracy? Posługuje się Pan niezrozumiałymi środkami poetyckimi, nie twierdzę, że Pana wiersze są do bani, bo nie bardzo czytam Pańską twórczość, która jest komicznie napuszona, jak Pan w całej okazałości.

Każdy z nas ma swój własny styl pisania, jednym się podoba, drugim nie bardzo i każdy z nas dostaje wskazówki, sugestie korekty swoich utworów, albo pytania, które nam - autorom - wydają się dziecinnie proste, ale chyba nikt nie reaguje tak, jak Pan.

Proszę zwrócić uwagę, że ludzie różnią się od siebie: wiekiem, wykształceniem, doświadczeniem, intelektem.

Poezja to nie rozprawka naukowa!

Postawił Pan wysoką poprzeczkę, której nikomu nie będzie chciało się zrealizować, a osobie, której to sie uda - chapeau bas.

 

Niech Pan sobie wyobrazi, że dla mnie powyższy wiersz był zrozumiały bez Pańskiego tłumaczenia, ale użyte środki wyrazu mnie zniechęciły.

Przyznam nawet Panu rację do użycia wyrazu -plama-

 

Tym komentarzem chciałabym zakończyć naszą konwersację, bo szkoda mi czasu, tak szczerze mówiąc.

Życzę powodzenia i miłego siedzenia w swojej bańce mydlanej, może kiedyś Pan z niej wyjdzie, aczkolwiek wątpię.

 

Wszystkiego dobrego,

ais

Opublikowano

@Dawid Rzeszutek
"Machina egzystencji warczy na materię" - podoba mi się ta fraza, podobnie jak "czas nie gra na czas", chociaż ja zamieniłabym ją na coś w stylu "Chronos nie gra na czas" (unika się powtórzenia, wprowadza dwuznaczność), ale to moje baaardzo subiektywne odczucie (a jakżeby inne?). 
Nie wiem również czy "grunt" może się "chwiać", a przed wszystkim popracowałabym nieco nad rytmem. 

"Świat zawsze był kością niezgody wilczą 
Był samobójem Bożym i się przekręcił " - te frazy również mi się podobają :) Ciekawa interpretacja i zabawa ze słowem. 

Ogólnie nie jest źle, masz jakąś wizję. Myślę, że z czasem będziesz w stanie wypracować sobie lepszy warsztat poetycki, który ułatwi ci przekazanie swoich myśli. 

A co do "sprzeczki", która wynikła wyżej - komentarz fregamo nie jest przecież obraźliwy. Wszyscy jesteśmy poetami/czytelnikami poezji, łączą nas literackie światy, więc się nie oceniajmy i nie wysuwajmy pochopnych wniosków :] Czytelnik, w zasadzie, nie ma tych obowiązków, które wymieniłeś na swojej liście - te obowiązki ma krytyk literacki, to różnica.  

Pozdro!

Opublikowano

@Sekret Zasadniczo ludzie są różni, może przez to, że co chwilę spotykam przemadrzalych i zuchwalych krytykantów, sprawiło, że mój komentarz taki ton miał. Męczy mnie już ta ludzka/nieludzka mądrość, która jest fałszywa, bo kończy się na gnojeniu innych. Dlatego piszę o pewnej normie zachowania, gdzie nie ważne jest kim jest autor i odbiorca, a przedmiotem rozmowy i to takiej na poziomie staje się wiersz. Ten stosunek autor - odbiorca, który równy jest i leży na wg mnie podstawowym poziomie kultury( choć jej poziom spada z roku na rok wśród ludzi) pomaga wnieść coś do życia autora i również odbiorcy. Ale nie pytajmy o głupoty. Jeśli naprawę nie wiem, co ktoś napisał, nie rozumiem w czym rzecz, to naprawdę w ostateczności, ale zadaje pytania. Ale logika jakas, choć może słabo widoczna, ale jest we wszystkim. 

Próbujmy sami analizować, a gdy sił braknie, to dopiero pytajmy. Ciężko mimo chęci i trudnych własnych przeżyć tu na forum i w innych miejscach zachować cierpliwość. Przepraszam, choć poczułem się poniżony, jakobym aż tak zle pisał, że nawet te banały o które pytał fregamo, są niezrozumiałe. To jak kopniak w twarz trochę. 

 

Jestem człowiekiem i popelniam błędy, ale to życie często odbija piętno negatywne na człowieku, który po kilku niezłych ciosach zaczyna się bronić i nosić wysoko gardę, przez co i ton wypwoiedzi swój zmienia. 

 

Mimo wszystko jesteśmy artystami i każdy z nas jest wrażliwszy od ogółu, a to jak piszę, to wynik działania otoczenia na forum. Myślę, że za dużo bezpodstawnych wypowiedzi miało miejsce, człowiek też ma swoją wytrzymałość. Kiedyś już  w końcu nerwy puszczą. 

 

Nie katujmy się więcej. 

Ja ze swojej strony przepraszam, ale też wnioskuję o przemyślane i kulturalne komentarze. Takie, które nie narażają na szwank autora, a pomagają zrozumieć błędy i ich nie powielać. 

 

Pozdrawiam 

 

D. R. 

 

Opublikowano

@Dawid Rzeszutek Jasne, rozumiem! Bądźmy szczerzy - każdego czasem szlag trafia, gdy czuje się niezrozumiany, a i samo poczucie niezrozumienia - tak wpisane w artystyczną duszę - jest bardzo przygnębiające. 
Do usłyszenia i życzę weny poetyckiej :)

Opublikowano

@ais

Jestem skromnym człowiekiem, wiele nie wymagam ani od świata ani od stwórcy, a to czy odbiorców jest więcej czy mniej, mnie nie obchodzi. Cieszą mnie pozytywne opinie, a te uzasadnione, negatywne i zawarte w formule kulturalnej, stają się moimi drogowskazami, lecz muszą one być poparte silnymi argumentami. 

 

Niezrozumiałe środki artystyczne, to wytyczanie nowej ścieżki, gdy inne zostały już autostradami pełnymi aut. 

Wyświechtanymi sloganami, których wartość jest marna. Próbując czegoś nowego stapamy po niepewnym gruncie, ale tylko konkretne argumenty mają wagę podważyć taki kierunek drogi artystycznej. Takich wcale nie usłyszałem. Za to dyskusja toczy się o stosunku moim do autora komentarza. 

Ja traktuje pisanie poezji poważnie, a takie pytania godzą w moja wartość, uwlaczaja mi. Reakcja może była nierozsądna, może powinienem inaczej sformułować odpowiedź, ale dopasowałem ją do własnych odczuć dotyczących pytań w komentarzu. Jeśli były mylne, to przepraszam. Niemniej pytajmy autora z rozsądkiem, bez pytań czy słońce jest żółte, a niebo niebieskie. 

 

Pozdrawiam! 

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @piąteprzezdziesiąte Dziękuję za szczerość 
    • @Bożena Tatara - Paszko Poglądy sumienia chowają, idiotyzmy wprowadzają, idioci im klaskają, bo koryta pełne mają .   Pozdrawiam serdecznie 5 Miłego dnia 
    • Wędrował sobie pewnego razu po świecie pewien człowiek. Kim był? Nie wiadomo. Sam o sobie mówił, że jest po prostu włóczęgą, poszukującym nieodkrytej jeszcze przez nikogo ziemi. Ludzie, gdy to słyszeli, patrzyli na niego z politowaniem i pukali się palcami w głowę, no bo jakże to? Przecież każdy skrawek naszego globu został już dawno zbadany, opisany i umieszczony na tysiącu map oraz atlasów. Skąd więc pomysł, aby odnaleźć jakąś ziemię, nieznaną i niczyją? Ten człowiek był również poetą. Pisał wiersze i twierdził, że to właśnie za ich pomocą on tę ziemię w końcu odszuka, zobaczy i przemierzy. Któregoś dnia wędrowiec, zmęczony długą marszrutą, zatrzymał się w niewielkim miasteczku, na rynku. Rozmawiał tam z jego mieszkańcami o poezji, czytał im swoje wiersze i opowiadał, że gdzieś daleko, za ogromnym górskim masywem, za niezgłębionym oceanem, za tysiącem burz i za tysiącem wschodów słońca, istnieje ziemia, której piękno nie może się z niczym równać, ale nikt nie wie dokładnie, jak do niej trafić. Ludzie z miasteczka, jak zwykle, nie chcieli mu wierzyć. Nawet go nie słuchali, zajęci swoją codzienną krzątaniną. Przekupki zachwalały dorodne owoce i warzywa, kuglarze dawali pokazy żonglowania pochodniami, dzieci tłoczyły się wokół stoisk z cukrową watą i balonikami. Tylko jeden mały chłopiec podszedł do poety i zaczepił go: - Proszę pana... Proszę pana, czy może mi pan opowiedzieć coś o tej ziemi, której pan szuka? Jak tam jest? - Tam jest jak w raju - odparł człowiek, a w jego oczach rozbłysł skrywany głęboko zachwyt. - Drzewa nigdy nie są nagie. Ptaki wiecznie śpiewają o wiośnie i lecie. Wszędzie kwitną kwiaty w rozlicznych barwach, roztaczając zapachy, których nawet sobie nie potrafimy wyobrazić. Na niebie pojawiają się codziennie zorze i tęcze, a przez doliny, rozgrzane łagodnością słonecznego blasku, płyną niebieskie roziskrzone rzeki niby jedwabne wstążki. Zwierzęta nie polują na siebie, tylko pod koniec dnia spotykają się u wodopojów i rozmawiają ze sobą pogodnie w nieznanych, tajemnych językach. Żyją tam jedynie sami szczęśliwi ludzie, którzy się gorąco kochają... - Eeee... - stwierdził chłopiec, marszcząc czoło. - Nie ma takiego miejsca. Kłamiesz albo zmyślasz! - dorzucił i pobiegł ku zakurzonym miejskim uliczkom, pogrążonym w popołudniowej sjeście. Włóczęga postanowił również odpocząć przy niewielkim klombie, na gorącym od słońca skwerze. Żar lał się z nieba, mącił myśli, zasnuwał źrenice ciężką, kleistą powłoką. Człowiek pogrążył się w końcu w mętnym półśnie i nagle poczuł, że coś delikatnie trąciło jego dłoń. Uniósł powieki i zobaczył, jak na jego ręce usadowił się mały ptaszek. Był to rudzik, szary z pomarańczowym brzuszkiem, który przechylał łebek raz w lewą, raz w prawą stronę, i obserwował człowieka bystrymi, ciekawskimi koralikami oczu, Raz po raz podfruwał do góry, a potem znowu przysiadał na jego dłoni. - Co ty mi chcesz powiedzieć, ptaszku? - zagadał wędrowiec. Ostrożnym ruchem sięgnął do kieszeni, gdzie znalazł trochę okruchów bułki. Wysypał je na dłoń i poczekał, aż rudzik odważy się skorzystać z tego skromnego poczęstunku. Ptak skubnął kilka okruszków, a następnie znów zaczął na przemian wzbijać się w powietrze i powracać ku rękom człowieka, cały czas słodko poćwierkując. - Mam za tobą iść? - spytał wędrowny poeta. Rudzik oddalił się nieco, lecz przysiadł na gałęzi pobliskiego drzewka, jakby czekał na zaskoczonego tym zdarzeniem włóczęgę. Ów wreszcie wstał i ruszył za ptaszkiem. Opuścił senne miasteczko, po czym skręcił w polną drogę, która prowadziła na zachód. Minął parę opuszczonych domostw oraz wielką łąkę, hojnie usianą miriadami polnych kwiatów - rumianków w białych spódniczkach, wrotyczy jak błędne ogniki, dzikich ślazów zalotnie uśmiechniętych do przysiadających na ich płatkach modraszków. Wtem ptaszek zatrzymał się przy jednej z rozsypujących się ruder. Człowiek minął, zaciekawiony, drewnianą szopę, stare, skrzypiące pomieszczenia gospodarcze, aż dotarł do drewnianego płotu, pokrytego ciemnym, zielonym nalotem. W płocie znajdowała się furtka, zamknięta na haczyk. Rudzik usiadł nieopodal i radośnie zaświergotał. Wędrowiec otworzył furtkę i znalazł się, ku swemu zaskoczeniu, w starym ogrodzie. Był to bardzo dziwny ogród. Mogło się wydawać, że ktoś go opuścił w pośpiechu, nagle i bez jednego słowa pożegnania. Kiedyś ogrodowe alejki, kwietniki i krzewy musiały być pielęgnowane z zapałem i wielkim wyczuciem smaku. Gdzieniegdzie stały stylowe, ozdobne ławki, które czas obdarł nie wiadomo kiedy z eleganckiej bieli. Na środku ogrodu wznosiła się nieczynna fontanna, która zapewne niegdyś cieszyła oczy widokiem srebrzystych strug wody tańczących nad marmurowym basenikiem. Niedaleko fontanny znajdowała się huśtawka, przygnieciona i złamana przez gruby konar drzewa, na którym została zawieszona. W ogrodzie pełno było różanych krzewów. Poeta nigdy nie widział takiej obfitości i tylu odmian róż. Pnące, dzikie, miniaturki - wszystkie zdawały się pamiętać czas, gdy jakaś troskliwa ręka opiekowała się nimi dbając, aby rozwijały się, rozrastały i kwitły. Teraz jednak krzewy zdziczały, zmarniały, jakby zmęczone samotnością i ciszą. To właśnie ta cisza uderzyła najbardziej człowieka; w ogrodzie nie śpiewał ani jeden ptak, ani jeden liść nie szumiał pod muśnięciami wiatru. Obecna tu przyroda sprawiała wrażenie zastygłej w niewyobrażalnie bolesnym milczeniu. Nawet rudzik, który przycupnął lękliwie na chudziutkim, różanym pędzie, przestał ćwierkać, tylko wpatrywał się w człowieka uważnie i pytająco. - Co to za ogród...? I co ja mam z tym wspólnego? - pokiwał głową wędrowny poeta. - Tu nikogo nie było od lat, najwyżej duchy jakichś wspomnień zlatują się nocą do tej fontanny i do porozbijanych latarni, jak stare nietoperze. Te ścieżki dawniej żyły, z pewnością... Odpowiadały zapachem kwiatów niebu na jego zaczepki, tętniły beztroską młodością, a teraz...? Może kiedyś w owym miejscu ktoś kogoś kochał, ktoś się śmiał, ktoś tańczył wśród milionów róż, podczas gdy dziś jest tu tak cicho, że moje własne myśli lękają się głośniej odetchnąć... Zachodzące słońce zostawiało na zastygłych bez ani jednego drgnienia liściach czerwonawą poświatę. Znużony człowiek usiadł na jednej z niszczejących ławek i westchnął. - Żeby to wszystko przywrócić znów do życia, potrzeba wiele wysiłku. Ale może warto? Co, ptaszku? Czy o to ci właśnie chodziło?- zapytał, szukając wzrokiem swojego skrzydlatego towarzysza. Rudzik podfrunął do niego i poeta przysiągłby, że ptak skinął twierdząco swoją szarą główką.   - - - - - - - - - - - - - - - - - - - Następne dni i tygodnie upłynęły poecie na ciężkiej pracy. Od brzasku do późnej nocy sprzątał alejki, wyrywał chwasty, kosił trawniki, naprawiał połamane ławki, reperował latarnie. W starej szopie, która stała przy ogrodzie i w której teraz zamieszkał, znalazł wszystkie potrzebne narzędzia, zupełnie jakby ktoś je zostawił specjalnie dla niego. Ponieważ dotychczas tylko pisał wiersze, zupełnie nie znał się na ogrodnictwie, ale czuł, że intuicja podpowiada mu, co należy robić. Po prostu, gdy czegoś nie wiedział, siadał sobie przy fontannie, pogrążony w zadumie, aż wcześniej czy później znajdował odpowiedź na swoje pytanie. A może ktoś mu coś szeptał do ucha? Ogród z wolna otrząsał się z przygnębiającego nastroju i prezentował się całkiem przyjemnie. Zaczęły do niego przylatywać ptaki, z początku nieśmiało, lecz później zadomowiły się na dobre. Nocami słowiki uwijały się wśród gęstych krzewów róż, a z rana nowy dzień witały zięby swoimi przeciągłymi, melodyjnymi trelami. Latarnie oświetlały zadbane trawniki i oplatały ławki miękkimi cieniami. Zieleń rozrosła się bujna, soczysta, już nie dzika i trwożliwa. Człowiek cieszył się, widząc, jak jego starania przynosiły owoce, lecz martwiło go, że choć zdecydowanie ogród powracał do życia, nie zrodził się w nim dotychczas ani jeden kwiat. - No przecież po to jest ogród,żeby w nim coś kwitło! - martwił się wędrowiec. Podlewał troskliwie różane krzaczki, przycinał martwe pędy, raniąc sobie palce cierniami, pojechał też do miasteczka po specjalny nawóz - i nic! Ani jeden pąk nie chciał pojawić się wśród błyszczących liści. - A jednak te róże kogoś cieszyły kolorami i słodyczą - westchnął poeta. - Co ja mam teraz zrobić? Nic z tego nie rozumiem. Przecież już za parę dni zaczyna się lato... - Co ja mogę uczynić dla tego ogrodu, co więcej? Starał się jeszcze bardziej. Wstawał przed słońcem i pracował niemal do samej północy. Znał już w tym miejscu każdy zakątek i tak bardzo wyczekiwał chwili, w której choć jedna róża zaczerwieni się się w kolczastym gąszczu. Któregoś upalnego popołudnia, smutny i zmęczony, usiadł na jednej z ławeczek, wbiwszy zniechęcony wzrok w martwą fontannę. Chciało mu się płakać. Tyle wysiłku na nic! Bezradnie wyciągnął z jednej ze swoich kieszeni ołówek i nieduży, pognieciony zeszyt, w którym kiedyś zapisywał swoje wiersze. Od dawna niczego nie stworzy, zajęty nawożeniem, okopywaniem, pieleniem, koszeniem i podlewaniem. Teraz jednak poczuł, że musi ułożyć wiersz. Wiersz o tym, jak bardzo zależy mu na tym ogrodzie. Jak bardzo się spracował bez żadnego efektu. Jak bardzo boli go, że nie potrafi wypełnić tych ścieżek radością, którą ktoś musiał zabrać ze sobą na zawsze, bezlitośnie odchodząc. Pisał, że mimo wszystko przeszłość nie musi przecież ciążyć nad tym, co przecież żyje i pragnie życia. Że chociaż ktoś porzucił przed laty ten świat i zabrał ze sobą nadzieję oraz wolę kwitnienia - teraz przecież jest on, poeta, który uczy się dbać o dotkliwie niegdyś zranione rosarium. Dotkliwie - lecz przecież nie śmiertelnie. Na końcu chciał jeszcze napisać jeszcze jedno słowo, ale jego pióro zatrzymało się, jakby jeszcze nie ufało własnej śmiałości. A potem człowiek przeczytał swój wiersz na głos. Przeczytał go dla tego dziwnego ogrodu. I wtedy pierwszy raz poczuł, jak wszystkie gałązki różanych krzewów gną się od ciepłego podmuchu wiatru, który łagodnie nadszedł nie wiadomo skąd. Poeta wstał i postanowił przejść się po alejkach. Nie uszedł nawet kilkunastu kroków, gdy nieoczekiwanie u swoich stóp dostrzegł kilkanaście drobniutkich roślinek, wychylających się niepewnie z ziemi Nigdy wcześniej nie widział tutaj podobnego gatunku. Ukląkł przy nich i poczuł, jak fala wrzących łez zalewa mu policzki. Maleńkie wschodzące krzewinki pokryte były pąkami kwiatów. Tak, niewątpliwie za kilka dni te pąki rozwiną się, a delikatne łodyżki będą dźwigać najpiękniejszy ciężar na świecie - ciężar życia. Człowiek pragnął całować i pieścić skromne listki młodziutkich siewek, ale nie chciał ich uszkodzić przedwczesną radością i swoim niezręcznym dotykiem. Od tego momentu, przed udaniem się na spoczynek, gdy już uporał się ze swoimi zwykłymi obowiązkami, siadał przy malutkich, rodzących się kwiatkach i czytał im swoje kolejne wiersze, pisane z czułością i pokorą. Pewnego wieczoru poeta dostrzegł, że od północy nadciągają nad ogród ciemne, burzowe chmury. "No tak, przecież to już lato...", westchnął. To miała być pierwsza burza w tym roku. "Trzeba koniecznie zadbać o moje kwiatki, ochronić je, przecież jeszcze nie zdążyły się rozwinąć, i teraz miałaby je zniszczyć ulewa albo wichura? Będę czuwał, nie pozwolę na to!" Nocą przez ogród przetoczyła się istotnie wściekła nawałnica. Strugi ulewnego deszczu gięły do ziemi gałęzie różanych krzaków, a wichura chłostała alejki, trawniki, ławki i latarnie niewidzialnymi kańczugami. Człowiek pozostał w bezruchu przy swojej gromadce kwiatków, którą osłaniał własnym ciałem, mówiąc do nich niemal jak do dzieci: - To tylko burza. Ja też się boję, ale przecież jesteśmy razem. Obolały i przemoknięty pilnował, aby huragan nie uszkodził żadnego listka ani żadnej łodyżki. Nad ranem burzowe chmury ustąpiły na niebie miejsca drżącym promieniom świtu. I w tym złoto-różowym świetle, na jednej z pokrytych jeszcze kroplami wody kępek, pojawił się pierwszy kwiatek. Była to niezapominajka. Poeta oszalał wprost ze szczęścia, Zaczął biegać radośnie po ścieżkach w ogrodzie, tańczyć, śpiewać, krzyczeć, na zmianę płakać i śmiać się. Potem wrócił znów do swoich niezapominajek i z radosnym zdumieniem zobaczył kolejne błękitne kwiatki, pozdrawiające go zalotnymi mrugnięciami z objęć jasnej czystej zieleni. - Kocham was - napisał tego dnia poeta w swoim najnowszym wierszu, który przeczytał im na dobranoc. W myślach tulił je i pieścił. Kwiaty zdawały się wszystko rozumieć i jakby zalśniły w ciemności ukrytym, gorącym światłem.   - - - - - - - - - - - - - - - - - - - Następnego dnia człowiek stwierdził, że musi pójść do miasteczka, kupić nowy szpadel, bo stary już do niczego się nie nadawał. Ponieważ burza wyrządziła w ogrodzie wiele szkód, potrzebował również jeszcze paru innych rzeczy, aby wszystko ponaprawiać. Pogładził lekko dłonią krzewinki niezapominajek. - Niedługo wrócę - obiecał. Z głębi ogrodu przyleciał rudzik, i usiadł mu śmiało na ramieniu. Chwilę poćwierkał, a potem zniknął w kolczastej różanej gęstwinie. Na rynku jak zawsze było głośno i tłoczno. Straganiarze przekrzykiwali się nawzajem nad stertami towarów, w powietrzu pachniało grillowaną kiełbasą, gołębie tłoczyły się przy przepełnionych śmietnikach. Poeta, zaopatrzywszy się w niezbędne narzędzia, zatrzymał się jeszcze na chwilę przy stoisku z lemoniadą, gdyż zachciało mu się pić. - O, to pan?- usłyszał nagle chłopięcy głos, który skądś znał. - Tak - odparł. Przypomniał sobie swoją dawną rozmowę z owym dzieciakiem, który tamtego dnia nie uwierzył w jego najskrytsze marzenia. - I co, znalazł pan tę swoją wspaniałą krainę? - spytał chłopiec, obrzuciwszy go łobuzerskim spojrzeniem. - Tę, gdzie podobno wszystko jest takie cudowne i panuje wieczne szczęście? - Znalazłem - odpowiedział z uśmiechem poeta, myśląc o swoich niezapominajkach.  
    • spadł puch swym ramieniem przytulił rozżalonych rozjarzone brylanty na ziemi tliły się w oczach białe morze wzburzyło się po raz pierwszy od dawien dawna chcąc byśmy przypomnieli sobie, jak to jest płynąć po nim saniami   potajemnie zmówił się nieboskłon z chmurami urwiska stanął się przystankami drogi porwą pojazdy chwalić będziemy się i ogrzewać śmiejąc z gniewu, niekiedy i radości   przytulnie będzie aniołem zostać bo w końcu biel nas zewsząd otacza byle dłoni nie zajechać po całości, czymś musimy postawić posągi z węgli i marchewek   wieczór dziś jest specjalny inny niźli zawsze tańczymy nieświadomie pod jednym płaszczem bawimy się jak niegdyś i tylko to się liczy wszystko to, gdy palą się lampy pomimo tego, że marzniemy   uwieczniona kamera taśma przygotowana na niby nijak wszystko dlatego że dnia dzisiejszego, zwykłego jak inne, spadł puch    
    • @Radosław   a Ty jak Kogut…  

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...