Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Stojący Na Gzymsie


Rekomendowane odpowiedzi

Odzyskuję przytomność na gzymsie. Na zewnątrz budynku. Coś uciska moje nadgarstki.

To pętle ze sznura. Tak samo dolne części moich nóg są nim owinięte.

Wiatr by szeleścił w moich włosach, gdybym je miał.

 

Schylam głowę. Dostrzegam malutkich ludzików i autka jak zabawki.

Rześki poranek budzi świat ze snu. Przy moim bucie dostrzegam małego pieska.

Nie wiem jakich jest faktycznie rozmiarów.

Z mojego punktu widzenia – mniejszy od buciowego noska.

 

Nie jest mi zimno, aczkolwiek mam drgawki.

Staram się nie myśleć o tym , na jakiej wysokości umieszczono moje ciało.

Póki co - jakoś żywe.

Gzyms jest lekko pochyły i trochę oblodzony. Jestem rozkrzyżowany między dwoma oknami.

Drugie końce sznurów znikają w prostokątnych wnękach.

Podobnie jest z drugimi więzami, wstrzymującymi moje stopy.

Czuję, że zaczynają się ślizgać w dół.

 

Ku przepaści.

 

Błagam w myślach - te nieznane siły - dzięki którym tutaj stoję,

żeby mnie nie oswobadzały z ratujących pętli.

 

Nie spełniają prośby. Oswobadzają. Głupki jedne.

 

Od razu jedna noga zaczyna mi się smykać.

Cofam ją do tyłu, a ona z chwilę – w przód. To ja znowu do tyłu, a ona znowu w przód.

To cholerne szuranie zaczyna mnie wnerwiać.

Serce chce ze mnie wyskoczyć, ale na szczęście zostaje we mnie.

Dalej mnie bije nieustannie za to, że byłem taki nieuważny.

i dałem się wpakować jak porąbany, w tą całą kabałę – na stojąco.

 

Zostawili mnie na lodzie i poszli sobie.

 

Sznurki trzymające moje ręce są… ale to wszystko. To znaczy – nie za mocne.

Mam prawie pewność, że gdybym na nich zawisł, to tylko na krótki czas.

Podyndał bym trochę i basta. A później to już bym leciał, jak sokół na betonową płaską mysz.

 

Póki co jakoś stoję. Na nogach - traktory.

A zatem mam nadzieję, że postoję jakiś czas – przy życiu. Może coś wymyślę.

 

Wiatr się nasila. Kilka metrów na prawo ode mnie, skrzypi zardzewiała antena.

Jak stara cmentarna brama, z huśtającym się na niej – grabarzem.

Nie dziwię się wcale, że takie optymistyczne myśli, wlatują jak jaskółka,

do mojej rozkołysanej głowy.

Jaka sytuacja – taka wyobraźnia.

 

Zastanawia mnie tylko jed… {O kuźwa! Znowu się smykam. No dobra. Stoję nadal}...no.

Skąd się bierze ta dziwna mgła wokół mnie.Właściwie jest od początku.

Spoglądam na obie strony i w dół. To co w dole widzę dokładnie.

Mam nawet wrażenie, że – za dokładnie. Ale po bokach, z tą widocznością trochę nie ryktyk.

Na kilka metrów, a później – to umarł w butach.

Tak samo jak patrzę w górę. Też białawo. No cóż - mówię na głos – Pal to licho.

Zamiast aniołków – białe misie wokół mnie – fruwają.

 

Z tym fruwaniem to rzeczywiście wykrakałem.

Na domiar złego, pętle na nadgarstkach zaczynają się robić… wspomnieniem.

 

Nagle coś mnie dziabnęło w dłoń.

Pomyślałem w pierwszej chwili, że to niedźwiedź mnie capnął.

Ale gdyby rzeczywiście, to już bym wisiał na jednej ręce.

 

To tylko jakiś ptak, zaczyna się do mnie dobierać.

Z jednej strony się denerwuję, że nie mogę go odgonić, bo mam ręce przywiązane.

Z drugiej jestem rad, bo gdybym miał je na wolności – to bym spadł na zbity pysk.

 

Albo nawet nie tylko na swój, ale jeszcze na cudzy,

gdyby się akurat nawinął pod końcówkę lotu mego.

 

Patrzę w dół. Obraz jest niesamowicie wyraźny.

Chyba już tego pieska w tym miejscu widziałem?

 

Stało się. Więzy mnie opuściły. Słyszę jedynie, stuknięcie sznurka o gzyms.

A ściślej mówiąc dwa stuknięcia. Z jednej i drugiej strony.

 

Przyciśnięty jestem do ściany z całą mocą. Dłonie trzymam płasko na chropowatym murze.

Wiatr znowu się nasila. Antena jęczy mój łabędzi śpiew.

Kojarzy mi się, ze szuraniem powroza na wieku trumny.

Na szczęście nie wracają do mojej głowy dziwaczne myśli. Tylko takie jak te – wygładzone.

 

Ale wraca ptaszek. Pociesznie kiwa łebkiem, siedząc mi na nosie.

Stoi bokiem. Jego spokojne oko widzi moje przestraszone.

Na domiar złego z bliskiej odległości. Chyba nie muszę mówić o czym myślę.

Na wszelki wypadek, oglądam wszystko - co tylko mogę – dla spokojności - na zapas.

 

Mam dylemat. Bo nie chce bestia odlecieć.

 

Jeżeli zacznę machać rękami, żeby upierdliwca przegonić, to na mur- beton spadnę.

Pozostając nieruchomym, mogę stracić wzrok wraz z oczami.

Spokojnie, bez nerwów, wydziobie moje wilgotne gałki.

Może jeszcze zrobi kupę, do mojej dziurki w nosie – i odleci w siną dal.

 

Zaczynam z lekka dygotać. Nie tylko od wiatru. Ptaszek siedzi jak najęty.

Z tyłu zaczyna mnie uwierać jakaś wystająca cząstka. Chyba grudka tynku.

Jeszcze ją diabli nadali. Akurat w takiej chwili, w której się ważą moje losy.

 

Nagle wrzeszczę na całe gardło. Może się się ptaszysko przestraszy.

Ale gdzie tam. Muszę gębę szybko zamknąć, bo zaczyna mi się ładować do środka.

A co uduszonemu, po wzroku. Nawet najlepszym.

 

Od tego hałasu, noga mi się ześlizguje. Na szczęście tylko jedna.

Druga składa się jak scyzoryk mojego pierworodnego dziadka.

Pierwsza dynda nad otchłanią a na drugiej ja przykucnięty dygocę.

 

Dłonie pospiesznie dociskam do mego tyłu i jakoś wolniutko – wolniutko,

powracam do postawy pierwotnej.

 

Myślę sobie – no to po sprawie.

Widzę jednak, że ptaszek siedzi na antenie, trzymając w łapce parasol.

A obok siedzi biała myszka i gra na grzebieniu.

Zaczynam podejrzewać, że coś ze mną nie tak. To ze strachu – myślę sobie.

 

Co tu się wyprawia – krzyczę na cały głos? Czy ktoś lub coś robi ze mnie głupka ! ?

 

Głupka nie – słyszę słowa z tyłu – Ale gościa z większą kasą – to tak.

 

Jaką kasą – myślę sobie - Co do kuźwy nędzy się dzieję?

 

Spoglądam cały czas pod górę i na boki. Boję się spojrzeć w dół.

Przecież wiem na czym stoję.

Ptaszka nie widać. Poleciał sobie.

 

No niech pan na litość boską, spojrzy w dół – słyszę ten sam głos -

Proszę się nie obawiać. Już po wszystkim.

 

Spoglądam. Widzę ciemność. To jeszcze gorsze, niż tamto. Bo nie wiadomo jak głębokie

 

Ciemny, bo wyłączony – znowu słyszę – To tylko ogromny ekran. Leży płasko.

Ulica była na nim wyświetlana. W pętli, rzecz jasna.

 

– Na jakiej wysokości się znajduję? – zaczynam pytać jak nie zdziwiony {to chyba z tego szoku}

 

– Około jednego metra. Obraz jak żyleta. Przyzna pan?

– Rzeczywiście. Zostałem nabrany. Ale jak tam się znalazłem. Bez mojej zgody?

– Przecież pan się zgodził, wziąć udział w programie. Podpisał pan odpowiednie papiery.

Proszę się uspokoić. Dokładnie rozejrzeć. Mgły już nie ma. To duże studio telewizyjne.

– Ale nie wiedziałem w jakim?

– Co w jakim?

– Programie wezmę udział.

– Pan wybaczy. Gdyby pan wiedział…

– Zostałem uśpiony?

– Można tak rzec.

– Jak wypadłem ?

– No nie mógł pan…

– Nie o to pytam.

– Znakomicie. Naprawdę.

– Przepraszam, że zapytam z czystej ciekawości. Jak się wam udało wytresować ptaszka?

– No wie pan… jakby to powiedzieć… wleciał nagle przez okno…

– To nie był wytresowany!? To mógł mi wyżreć gałki !? Albo zrobić kupę do nosa !?

– No przecież pana widzę. Nie stracił pan wzroku.

– Ale mogłem stracić.

– Jakoś to panu wynagrodzimy. Za każdą niewyjedzoną gałkę – z osobna. Proszę się uspokoić…

– Uspokoić ? Zaraz panu usiądę na nos i powyżeram…

– Proszę mnie zrozumieć. Jak się zaczęła scena z ptaszkiem…

– …. to oglądalność diametralnie wzrosła. O to chodzi?

– O to. Ma pan racje. Krótki epizod, ale świetny. Wyłupie, nie...

 

– Żądam dużo więcej kasy, albo…

– Dostanie pan. A proszę jeszcze pomyśleć o reklamach.

– Na przykład czego, pytam się?

 

– Chociażby... pożywienia dla domowych ptaszków.

 

 

………….????

…<<<@0000

………..00000

………….000;;;{{

………...))))((((((((((

……… ((((((())))))))))))<<<<<<

…………...(((((((((((((

……………. 0……0

………………0……..0

‘’’’’’’’’’’’’’’’’’’’’''''(((‘’’’’’’’')))””””

 
Edytowane przez Dekaos Dondi (wyświetl historię edycji)
Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


×
×
  • Dodaj nową pozycję...