Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano (edytowane)

zachować w sercu

naszą piosenkę

bo tak naprawdę

wciąż jeszcze brzmi

były dni trudne

ale też piękne

i tak po prostu

chciało się żyć

 

aż nagle krawędź

się zatrzymała

a cała reszta

leciała w dół

i nagle wszystko

się pomieszało

choć było ciepło

czuło się chłód

 

może by trzeba

frunąć wysoko

żeby zobaczyć

czy coś nie tak

szerszy horyzont

księżyc i słońce

byle nie zwątpić

póki jest czas

 

albo też pobiec

na dziwną łąkę

gdzie kwiaty zwiędły

lecz nadal są

może zakwitną

jeśli uwierzyć

że gdzieś tam czeka

ten pierwszy ton

      

      

Edytowane przez Dekaos Dondi (wyświetl historię edycji)
Gość Franek K
Opublikowano

Misie też podoba, ale jakbyś konsekwentnie pisała co czwarty wers czterema zgłoskami, to moim zdaniem, byłoby lepiej.  Np. "to czuło się chłód" jest za długie. "Czuło się chłód" lub "czuliśmy chłód" w zupełności by wystarczyło. To samo z wersem "dopóki jest czas". "Póki jest czas" lub "dopóki czas" i wtedy jest git. Aha. Jeszcze "co było nie tak", ale to mogłoby zostać, zwłaszcza, że nie mam pomysłu :)

 

Pozdrawiam. FK.

Opublikowano

jako piosenka super

 

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

może bez to

pięć sylab, ale w piosence można nutę wydłużyć (co jest nie tak)

 

bez jest

 

ach ta sielanka:))

 

kwiaty ożyją

wraz z pierwszym deszczem

rozpoczną świerszcze

na skrzypcach grać

skowronek wisząc

w rześkim powierztu

w uroczym trelu

znów będzie trwać

 

Pozdrawiam

Gość Franek K
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Nie za ma co i przepraszam za zamianę płci

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Opublikowano

@Dekaos Dondi jak chcesz to nawet dość zrozumiale tworzysz,  muszę w końcu wrócić do Tojej lektury bo prawie codziennie coś publikujesz, a masz ciekawy styl i tematykę

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...