Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano (edytowane)

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

graphics CC0

opowiem ci o moim prawdziwym Bogu
ludzkim i nieskomplikowanym
objawionym z poświaty przemienienia
strumyka i kwiatka
w szacie z blasku
litości i Miłosierdzia
taki godny i świadomy
gdy przylgnął do Drzewa Zbawienia
wieczny i cielesny
po trzykroć upadał lecz zawsze podnosił
hologram oddał w lniane płótno
i chodził często
po ścieżkach pseudooświeconych i opętanych
wyżej
chciał Go unieść szatan aż pod himalaje hipokryzji
nic: żaden pokłon!
przychodzili do Boga królowie i trędowaci
nie pomógł im Empedokles i Pitagoras
monizm Eleatów
a On dał im wszystko
przychodzą do dzisiaj
niepewni - względni - intencjonalni
klękają
pochłaniają Wielką Moc
a On spogląda weń i milczy
wskazując na swoje Miłosierne Serce
--

Edytowane przez Tomasz Kucina (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Skąd czerpiesz wiedzę o 'prawdziwym Bogu' i jak ma na imię ten bóg?

Opublikowano

@Tomasz Kucina  Piękne słowa, które popłynęły z czystego serca i mądrej głowy... :) Człowiek to ciało, dusza i umysł. I aż nasuwa się pytanie, kim, czym staje się człowiek odrzucając Boga, tracący wiarę w dobro i miłość... Wiersz, który zatrzymał...

Dobrego dnia, Tomaszu :)

 

Opublikowano (edytowane)

Tomku, fajne to, nie przedobrzone, jedynie może na końcu pozostawiłabym tylko Serce? Bez miłosierne? To przecież wiadomo. Tym bardziej,  że  wcześniej masz o miłosierdziu. Poza tym wielka litera odróżnia serce od Serca :)

To określenie : niepewni - względni - intencjonalni ... super.

Pozdrowienia

Edytowane przez iwonaroma (wyświetl historię edycji)
Opublikowano (edytowane)

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Pytasz skąd czerpię wiedzę o Bogu? Odpowiadam: z lekcji religii - w szkołach (podstawowej, średniej), z wychowania w domu rodzinnym, również z przeczucia, oraz z osobistego moralnego przekonania, z pragnienia ładu i porządku i przede wszystkim z uzysku łaski Bożej, bo nie każdy ma do niej dostęp - ja akurat mam to szczęście. Jeżeli chcesz przypadkiem zapytać czy czasem nie z zawodowego punktu widzenia - odpowiadam jasno i precyzyjnie - NIE. Nigdy nie miałem i nie mam tego typu związków, ani osobistych ani rodzinnych, nie jestem też teologiem ani zakonnikiem. Cywilem i parafianinem to i owszem.

 

Wiem, że próbujesz podważyć może nie jakość tego tekstu (bo naturalnie się obroni) - ale przede wszystkim przesłanie i treść  - skoro imperatyw - Bóg ty piszesz tu z małej litery. Na serio nie ma powodu do tej obstrukcji, bo to tylko (a pewnie zauważyłeś) liryczna OPOWIEŚĆ - nic więcej, opowiadam tu o własnej elegancji wrażeń troszkę wyższego rzędu  - nie narzucam nikomu potraktowania tekstu jako instrukcji. Z moim czuciem i wyrazem estetycznym nawet nie próbuj polemizować, bo zapewne będziemy w innym punkcie poczucia estetyki i nic na to nie poradzimy. Jak zwykle w takich sytuacjach ludzie bez Wiary - w ogóle , albo ludzie - słabej wiary lub wiary "przekonstruowanej" wytaczają swoje klasyczne działo - czytaj: argument - w niedookreśleniu katolickim imienia Boga. Weź z łaski swej pod uwagę -  charakterystyczny i utopijny to czynnik etiologiczny to znaczy generator bez mocy w ataku na katolików . Dla mnie ludzie "przekonstruowanej" wiary chociażby Świadkowie Jehowi czy inni rozłamowcy i odszczepieńcy od religii - i Kościoła który na ziemi założył Chrystus i od zarania jest i będzie reprezentowany tylko przez Kościół Rzymskokatolicki oraz kościoły chrześcijańskie pokrewne (ekumeniczne) - otóż ci zagubieni ludzie mają autorament bezwzględnie sekciarski.

 

Tak traktuje ich Instancja Kościoła Katolickiego - i tak też naturalnie przeze mnie (katolika parafialnego) są traktowani. W związku z powyższym - może z zapytaniem o imię Pana Boga - albo na przykład - o braki  przyjęcia za niepodważalny dogmat Trójcy Świętej (bo i o czymś takim słyszałem u Jehowych ), proponuję - skieruj swoje celowe pytanie do takich właśnie rozłamowców w Wierze?,  skoro bywają jak mniemam w twoim naturalnym otoczeniu (bo o nich tyle wiesz)?. Ja nie mam kompetencji by na to pytanie odpowiadać - i po drugie - nie czuję takiej potrzeby...  ale byś nie uznał mnie za człowieka cynicznego wytłumaczę ci, że dla mnie Pan Bóg ma każde imię - ono jest dosłownie w każdej rzeczy, epizodzie i lejtmotiwie naszego życia i świata praktycznego i wrażeniowego - chociażby tak jak w tym powyższym tekście - jest "kwiatkiem" z imienia i "strumykiem" z nazwy - i może istnieć w innej dowolnej konotacji - w bliźnim widzę Go (Boga) - żywotnie - i w pierwszej kolejności. Bóg to nadrzędny Imperatyw by próbować Go zamknąć w klauzurze jakiejkolwiek nazwy, imienia czy słowa - za małe to progi. Mamy za to dar SYNA BOŻEGO - którego nam Bóg podarował i JEGO precyzyjne ludzkie imię - to Jezus. Ponieważ dogmat TRÓJCY ŚWIĘTEJ,  który uznaję - polega na równoważności tych TRZECH STATUTÓW MAJESTATU tj. (BOGA OJCA - JEZUSA CHRYSTUSA, SYNA BOŻEGO - DUCHA ŚWIĘTEGO) - to masz i pośrednią odpowiedź na swoje zaczepne pytanie. Pozdrawiam Cię - z dużej litery. 

Edytowane przez Tomasz Kucina (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Trudno mi wypowiedzieć się w tej materii? Ja w Boga wierzę, i uznaję przykazania, choć z realizacją ich u mnie gorzej. Uważam, że Wiara to indywidualna sprawa człowieka, jeżeli mam potrzebę napisania tekstu w takim klimacie - czynię to naturalnie.

 

W zasadzie mam identyczne zdanie jak ty, to dlatego - taki właśnie tekst tu zamieściłem. Najgorzej tłumaczyć się ze swojej Wiary a już nie ma sensu odpowiadać na pytania niedotyczące nas Katolików - ale raczej dotyczące ludzi który dokonują jakiejś wewnętrzej osobistej reformacji, to ich trzeba pytać o szczegóły w rozumieniu Boga, dla nas katolików Bóg nie jest skomplikowany. tak jak w moim komentarzu wyżej do (zauważyłem) naszego nowego kolegi (koleżanki) - nie wiem.

 

Nie neguję niewierzących, abnegatów, także rozłamowców od katolicyzmu, to sam Bóg ma władzę i może mieć wolę uznania, ich czucia Wiary  czy życia we własnych kompetencjach. Ma np. prawo uznać że są lepsi ode mnie. Nie mam zamiaru wkraczać w Boskie kompetencje, wiem jedno - wychowano mnie w pewnym kanonie, nie widzę powodu by z tego rezygnować, a wręcz uważam, doświadczenia we wszelkich metamorfozach religijnych i praktyki swobodnego traktowania dogmatów Wiary - za szkodliwe, bo prowadzące do nieuzasadnionych i subiektywnych destrukcji. Chyba Chrystus mówiąc do Piotra: Ty jesteś skała, na tobie zbuduje swój Kościół - wiedział co robi - skoro był synem Boga - był (jest) nieomylny. 

 

Napisałem tylko wiersz w pewnym autentycznym odczuciu. I tobie dobrego dnia życzę Agnieszko, pozdrawiam. 

Opublikowano (edytowane)

Przyznam się, że nie przeczytałam tym razem ani jednego komentarza, a już szczególnie ostrożnie ominęłam twoje. 

To ewenement, nie wiem jak mi się udało dokonać "tego dzieła". Pewnie się zastanawiasz,  i po cóż ten trud droga Kamo :)

To proste...kiedy człowiek  czyta komentarze zupełnie nieświadomie wplątuje się w nurt cudzych przemyśleń i refleksji. Zależy mi na tym, żeby przekazać tobie, jako autorowi, "świeże" spojrzenie. Rozumiemy się?  Myślę,  że tak...

Ten wiersz jest jedynym twoim utworem, ze znanych mi, który od samego początku jest kompletnie jasny. Na ogół komplikujesz wrażenia literackie, przygotowując Piekło dla czytelnika (żartuję). Ale to prawda. Trzeba się nieźle namęczyć, żeby dotrzeć do dna utworów.  Pewnie dlatego ta kolosalna potrzeba naprowadzenia na właściwy tor interpretacji. Tym razem opowiadasz o ludzkim i nieskomplikowanym Bogu. I taki jest cały wiersz, lekki i zrozumiały.  Religijna finezja dostępna dla czytelnika. Żadnych wątpliwości w odbiorze.

 

Pamiętam jak mój dziadek na pytanie "dlaczego nie chodzi do kościoła", cierpliwie odpowiadał: Nie muszę. Mój Bóg jest wszędzie,  dostępny o każdej porze dnia i nocy. Nieskomplikowany i niewymagający. Nie potrzebujemy pośredników, rozumiemy się doskonale bez nich. Kiedy potrzebuję wsparcia jest zawsze w pobliżu,  na wyciągnięcie ręki.

Prostota w prostocie...dla zwykłych i niedoskonałych ludzi.

 

Piękny wiersz...

 

/Kama

 

P.s. Podziwiam grafikę.  I tym razem w kolorze :)

Edytowane przez Kama Nagrodzka (wyświetl historię edycji)
Opublikowano (edytowane)

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Cieszę się, że nie przedobrzone, tutaj świadomie użyłem powściągliwości. Zdaję sobie sprawę z ornamentalistyki moich licznych tekstów, no ale (ubolewam) czasem one takie  bywają. Na usprawiedliwienie napiszę, że po prostu uwielbiam - uwielbiam słowa. A tobie naturalnie zazdroszczę idealnego operowania skrótem myślowym w tekstach - bardzo wycelowanym i pięknie oszczędnym - to cenna umiejętność.

 

Do meritum:

tutaj w tekście Iwonko - użyty przymiotnik "Miłosierne" jest mi szczególnie bliski, ponieważ odnosi się do Postaci Jezusa Miłosiernego, to znany motyw z obrazu Św. Faustyny - siosty zakonnej, i ma ścisły związek z kultem Miłosierdzia Bożego. (fakt - to nie jest jaśniej wyeksponowane w wierszu). Na tym obrazie, który Chrystus kazał namalować tej siostrze On sam wskazuje na swoje Serce i na motyw ofiarowanego nam Miłosierdzia, liczne posągi tego Chrystusa możemy spotkać w dowolnych miejscach w Polsce, stąd też z wielkiej literki jest ten istotny przymiotnik w tym tekście umieszczony - choć przymiotniki piszemy przecież z małej literki. Lejtmotyw  "Miłosierdzia", się powtarza - bo jest niejako jądrem tego wrażenia - to "Jezusowe Miłosierdzie" wybiega z bezpośredniej relacji Boga z człowiekiem w potrzebie - Wiary czy nadziei, to zależy jak czytelnik zechce to odebrać. Może nie powinienem aż tak mocno odsłaniać tej symboliki, ale skoro dotykasz tego tematu - uznałem, że się odniosę.

 

Wspaniale, że wiersz się spodobał. Pozdrawiam również.

Edytowane przez Tomasz Kucina (wyświetl historię edycji)
Opublikowano (edytowane)

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Idealnie wcelowałaś się w moją koncepcje przy pisaniu tego tekstu, zależało mi na jasności i prostym opisie relacji ze Stwórcą, jeżeli ten tekst jest dla ciebie finezyjny to jest mi niezmiernie miło. Bowiem dostarczasz mi czystej i bezpiecznej energii. To jest miła predestynacja. 

 

Jak widać twój Dziadek pobratymczo notyfikował   w relacji z Absolutem. Mega to ludzkie!  Nie mam prawa tego oceniać. Każdy ma własną charakterystykę w komitywie z Bogiem i ma do tego prawo (oczywiście z warunkiem jego uznania Wiary). Niechciałbym natomiast potwierdzać twojej koncepcji omijania obrzędów katolickich i zastępowania ich subiektywnymi procesami myślowymi czy tym bardziej inną praktyką. Ze względów o których wspomniałem wyżej w odpowiedziach na państwa komentarze.

 

Kamo. Pierwszym papieżem był Piotr Rybak, a Jezus świadomie wybrał go na swojego eksponenta - krzewiciela - i o czym osobiście go poinformował. Kolejni papieże naturalnie są spadkobiercami Świętego Piotra, a Kościół Katolicki jedyną docelową i uprawnioną instytucją, której zadaniem jest przekazywanie Ewangelii - w fazie wręcz prenatalnej. Rozumiem to tak, że gdyby nie było Kościoła instytucjonalnego - przekazy o życiu i dziejach Chrystusa byłyby narażone na subiektywne zniekształcenia i liczne błędy interpretacyjne. Wolę porządek i precyzyjny przekaz, chociaż sami błądzimy i poszukujemy Boga na swoje sposoby (TO DOBRZE!), to mamy jasno i precyzyjnie a wręcz enumeratywnie wyłożone credo naszej Wiary - i ludzie którzy nie chcą tego zrozumieć czy uznać działają w amoku, albo czynią to świadomie.

 

Twój Dziadek może  podobać się Bogu takim jakim był, tym bardziej, że Dziadzio wychował was jednak w kulturze obrzędów chrześcijańskich i w Wierze. Na starość - ludziom wolno trochę więcej, co w Duszy Dziadka się sytuowało wiedział on sam, może zdrowia nie miał, a może wystarczająco głębokie były te relacje z Bogiem i prawdziwe - skoro tak twierdził.

 

niedoskonałość - o której piszesz Kamo, ehhhh, gdybyś ty wiedziała jaki ja jestem niedoskonały w życiu codziennym, w obowiązkach i zajęciach, szkoda gadać. Mam tylko nadzieję, że nie jest to jakaś percepcja "diabelska" o której sugerujesz, ale zwykła ludzka UŁOMNOŚĆ, oby. 

 

A gdzie twój śliczny awatar? Szczerze przyznam już za nim tęsknię. ekhem ;D Pzdr ;P

Edytowane przez Tomasz Kucina (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 

Trzeba być nieźle Bezczelnym, żeby przypisać sobie Doskonałość :)

Przyznawanie się otwarcie, na forum publicznym do Niedoskonałości w katastrofalnych wymiarach, jest też formą Dewiacji ;)

Nie, poważnie... twoja Pokora mnie kompletnie przeraża. Nie wpadajmy w przesadę. Bóg widzi i ocenia, a wierni nie zawsze potrafią i powinni. Nie wspominam o subiektywiźmie. Większość ludzi cierpi na całą Gamę Ułomności i projektuje je na wybrany obiekt. Żałosne ale "ludzkie"...

 

Wracając do dziadka :)

Starsi i jeszcze starsi ludzie mają ogromną przewagę nad innymi. Potrafią wypracować niezwykle interesującą filozofię życia w każdym aspekcie, religijnym też. Ich dusza nie cierpi, kary nie ponoszą ... Stwórca wydaje się być zadowolony :)

Wdałam się kiedyś w polemikę na temat Bożego Poczucia Humoru. Bo, że Bóg ma humor nie ulegało wątpliwości. Mam nadzieję, że nie ma mi za złe sprowadzenia Siły Wyższej do "ludzkiego wymiaru".  Szacunek mam, wiarę też, i trwogę...

 

P.S. Awatar w praniu /chemicznym/ :))

Nie poddawaj się tęsknotom ;)

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Dużo w tym racji. Zapamiętaj nie dyskutują tylko ludzie pyszni, najczęściej piszą w komentarzu pod czyimś tekstem - jedno zdanie, oczywiście każde zdanie ma sens i jest mega ważne dla autora, nawet jeden wyraz - może być wymową szacunku i tolerancji szerokorozumianej… ale gdy w tym jednym napisanym zdaniu jest kilka adiectivów bezpośrednich albo zakamuflowanych to świadczy to o "poziomie" tej doskonałości.  

 

Niekoniecznie, jeżeli w praktyce a nie tylko w komentarzach jesteś zwyczajową katoliczką, albo inaczej - po prostu cechuje cię poczucie elementarnej etyki - to naturalnie musisz rozumieć ludzką ułomność, czasem my wszyscy komentujemy emocjonalnie, po pewnym czasie zauważamy, że dokonalibyśmy jakiejś moderacji wcześniejszych wypowiedzi, wtedy jest najlepszy czas na przyznanie się do własnej niedoskonałości - w bieżącym wpisie - to nazywa się kulturą dyskusji i nie jest na pewno normą dewiacji. Przynajmniej tak to widzę. 

 

Tak mają przewagę, zauważyłem to. Zazdroszczę im, może ich specyfika rozumie jakieś głębsze aspekty boskiego Miłosierdzia - o którym jest też ten wiersz. Załóżmy - że są doskonalsi. 

 

Skoro Bóg stworzył Wszechświat i człowieka i wszelkie inne byty - to niewątpliwie i humor, więc chyba masz rację.

 

Nie - nie mam ci niczego za złe. Szacunek, Wiara, trwoga... czegóż tu jeszcze mógłbym wymagać. Spytaj Boga. Ja jestem par excellence (w całym słowa znaczeniu) tolerancyjny facet ;D

 

Ten awatar niech wróci - przyzwyczaiłem się - faceci to wzrokowcy. 

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @LessLove dobrze wiedzieć kogo ulokować;)
    • @andrew krótka:)
    • Był w swoim,  zupełnie niezrozumiałym  przez innych świecie. Kolejna nagła trauma tym razem wywołała manię. Spał tyle co nic. Miał podkrążone, mętne oczy. W tym stanie  nie były jednak martwe jak co dzień. Szarość zastępował błękit. Był czujny, uważny, skupiony. Był szalenie pewny wszystkiego. Swojego geniuszu. Idei ukochanego narcyzmu.     Nie jadł  a raczej łapał pod wieczór byle co  z praktycznie pustej lodówki. Pił tylko kawę rozpuszczalną i colę. Był opętany pasją tworzenia. Zamykał drzwi i okna. Wyłączał domofon, telewizor i telefon. Stopował zegarki. Wyłączał nawet muzykę. Ściszał się do poziomu niebytu. Tworzył przez cały czas.  Rozmawiał z jedyną godną osobą. Z samym sobą.     Ustawiał płótno. Mieszał farby. Przygotowywał pędzle. Nie z nadzieją a pewnością. Teraz ktoś mnie zauważy. Zapłaci i pochwali. Sprzedam dziesiątki prac. I pracę rodziły się lekko. Bez bólu. Zapominał o ranach depresji. Czas by on mógł zranić  jedynym dostępnym orężem. Swoją sztuką.     Jego pejzaże cierpiały na paranoję. Rozczłonkowane, krwawe wnętrza mieszkań, ociekały psychozą tysiąca oczu i rąk, wystających ze ścian. Ostatnie chwile bohaterów. Uchwycone za mgłą znieczulenia. Wszędzie tylko ta podła, czarna krew. Ofiara sądu, który nie zna litości. Oni skakali do przygotowanego grobu. A wieko trumny  opadało im na zgarbione plecy. Grzebiąc za sobą  coś więcej niż samo życie. Umiał nazwać wszystkie głosy. Malował je ze szczegółami. Schizofreniczny ich potok. Napełniał go spokojem. Bał się jedynie głosu rozsądku. Bo on kazał mu walczyć o coś  co nie miało żadnego znaczenia. O życie.   Malował rzekę tak samo  jak tamtego pamiętnego dnia. Uśmiech nie schodził mu z twarzy  nawet na chwilę. Miał nieodparte wrażenie,  że rzeka była równie psychopatyczna i podła. W jej nurcie, słyszał szaleńczy rechot. Nie żab schowanych w sitowiu a braku jakichkolwiek odruchów. Ta dziewczyna. Zmusił ją by weszła do wody. Patrzyła na niego. Wiedząc, że za chwilę umrze. A potem zaczęła tonąć, we wzburzonym nurcie. Jej chaotyczne ruchy, wzbijały z dna, lepkie ślady mułu. Jakieś korzenie i zbutwiałe liście. Poszła na dno. Ale on ją uwiecznił. Jej ciała nigdy nie odnaleziono. A on je pamiętał doskonale.     Siły witalne opuściły go, dopiero w środku nocy. Obraz był skończony. Podpisał się jeszcze inicjałami S.T. Ale w zasadzie nie musiał tego robić. Zawsze słyszał tylko. Nikt nie maluję tak jak Ty. Nikt nie patrzy na świat i dzieło jak Ty. Jesteś chory i przeklęty. Jesteś niebezpieczny. Dopiero teraz odszedł od sztalugi  i zaczął włączać na nowo wszystkie sprzęty. Domofon i telefon i tak by milczały. Nikt go nie odwiedzał od lat  a książka w telefonie  nie nosiła śladu ani jednego kontaktu.     Sięgnął po pilot i włączył telewizor. Oglądał tylko programy publicystyczne  oraz wiadomości. I właśnie ich powtórka  leciała teraz na programie piątym. Skamieniał patrząc w ekran. Prowadzono relację z miejsca,  które właśnie skończył malować. Ta sama rzeka,  ten sam ostro zakończony brzeg. Ten sam cuchnący muł. Na rzece unosiły się dwie policyjne łodzie. A wokół ich burt można było dostrzec, wynurzone głowy trzech płetwonurków.     Spikerka mówiła o tym, że wreszcie po prawie trzech tygodniach, udało się znaleźć ciało nastolatki,  zaginionej na początku miesiąca. Najpierw pokazano wywiad  z koordynującym akcję oficerem policji, później z załamaną babcią dziewczyny. Wychowywała ją jak umiała najlepiej. A na końcu pokazano zdjęcie dziewczyny. Jej długie, krucze włosy, lekko zakrzywiony, długi nos, szare, przejmująco smutne oczy. I cudowne piegi,  podkreślające jej wyjątkową urodę. A później jeszcze tylko zbliżenie kamery, na worek z ciałem  a raczej z tym, co z niego zostało  po tak długim kontakcie z dzikością żywiołu.     Nie oderwał wzroku. Nie zrobił nic. Czekał na jej ruch. I wtedy odezwała się w jego głowie. To nie była psychoza. To była ona. Zwróć nasze wspomnienie rzece. Wyrzuć swój obraz w nurt. Wyślij mnie znów do samego dna. Proszę. Uległ i pękł. Złamał się i sam poszedł na dno. Wiedział, że policyjne łodzie  wrócą za jakiś czas w to miejsce. Będą szukać kolejnego ciała. A wśród ich burt i głów płetwonurków będzie dryfował na spokojnej fali. Jego ukochany obraz.          
    • @Mel666 nooo , lubię ten klimat :)) po sezonie najbardziej ;)))
    • @wiedźma jesteś geniuszem! Morze brzmi super!:)
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...