Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano (edytowane)

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    graphics CC0

 

 

zimno, choć grudzień nieco pasywny, Odo niczym bajkowy kot

przeciąga na śniegu, czarne futro – lśni

od feomelaniny. nawis z kontrastu strąconych sopli

 

zagrały jak Jankielowe cymbały gdy grzbietem po nich

przeciągnął, upuścił pazurki w śnieg jak drążki z palców

wypadły. pod parapetem to koncert – a gra czarny kocur

 

śnieg sypie. wozownię, bociana gniazdo przyprószył, żuraw

kłania się studni. ogródek lecz nie u tej panny Zosi szczęka ząbkami

z zimna. kot nie „wykrada się z łozy” i nie „prześmiga po łące”

 

w „jarzyny” nie „skacze” czy „sad” – bo nie potrafijak w epopei

u pana Wieszcza – w księdze XIi w wierszu: cztery osiem dziewięć.

to inna duchowa pora roku. w zamian masz...

 

bożonarodzeniowy śnieżny fluidów kutner – i blask słońca,

roztkliwia Muzy nad innym zupełnie folwarkiem, a ślepia tego kota

Odo – są szkliste i cierpkie, jak szron – w likierze benedyktyńskim

--

Edytowane przez Tomasz Kucina (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Tomaszu, wszystko pięknie, wiersz ciekawy, dopieszczony, poza tym jednym, co powyżej. Powiedz mi, co (ale konkretnie) kot Odo przeciąga na śniegu (mysz, ptaszka, posłanie, czy "się"), podczas gdy "czarne futro" lśni. :)

Bo to, że czegoś brakuje, jest chyba jasne jak słońce i prawdopodobnie nie tylko dla mnie. I z tego co wiem, to "coś' - 'gubisz' już nie pierwszy raz i z pełną świadomością. Ja z kolei stamtąd, gdzie to gubisz - natychmiast wychodzę (chociaż wcale bym nie chciał), żeby się z Tobą nie spierać. Ale dziś postanowiłem poznać jakiś logiczny argument na niestosowanie się do zasad pisowni w jęz. polskim.

Pozdrawiam.

Opublikowano (edytowane)

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Janku znowu o to samo dopytujesz? Kiedyś już sobie to wyjaśnialiśmy i dość długo - mozolnie. Tak, (masz słuszność), robię to świadomie, dlaczego? - bo nie cierpię używać zaimków zwrotnych w tekście. Oczywiście ten zaimek mógłby tutaj być i byłoby prawidłowo, gramatycznie i dość tradycyjnie. Nie podejrzewasz mnie chyba, o to, że nie używam zaimków „się” na co dzień? Nie oznacza to, że mam nakaz stosowania tych niuansów zaimkowych z mowy potocznej (notabene zgodnych oczywiście z regułami gramatyki) - w tekstach.

 

Zauważ

się, jako zaimek nieokreślony i wskazujący ma zawsze za zadanie określić że daną czynność w zdaniu wykonuje pewna zbiorowość, lub konkretny podmiot. (TO WYNIKA Z DEFINICJI ROLI W ZDANIU ZAIMKA ZWROTNEGO – czyli podstawowej funkcji jaką ma w dowolnym zdaniu pełnić) - Czy widzisz w tym zdaniu jakąś zbiorowość? Nie, w tym zdaniu, ba nawet w całej zwrotce wyimaginowanych myszek, ptaszków, piernatów... [LOL], i innych bytów astralnych ;)) – “ustawionych” przez ciebie za przykład - nie ma? Jest tylko ten tytułowy kot. Oto zwrotka w całości:


 

zimno, choć grudzień nieco pasywny, Odo niczym bajkowy kot

przeciąga na śniegu, czarne futro – lśni

od feomelaniny. nawis z kontrastu strąconych sopli

 

 

Po co miałaby (jak sugerujesz – zachodzić ta konieczność zastosowania zaimka się?), wiadomo, że to kot przeciąga się na śniegu.

Zaimek “się” ma sens, dla formy bezokolicznikowej: przeciąg, tu ewentualnie należałoby dookreślić jako: przeciąg się, bo to - się, dopiero udziela w jakimś przykładowym zdaniu informacji, tu bez zaimka się, informacja o czynności jest niejasna, przeciąg się mogą np. zwierzęta, lub ktoś (osoba, osoby, to może być wzajemne przeciąganie się, jeżeli to wzajemne przeciąganie – zaimek się, dookreśla, zakres tej relacji zwrotnej (zaimkowej). Ale to też zależy od kontekstu. Skoro w zdaniu jest tylko ten kot, możemy śmiało napisać, że kot zaczął przeciągać - np. na tym śniegu, nie musimy stosować: kot zaczął przeciągać się, chociaż możemy.


 

W zdaniu i całej zwrotce (jak widzisz) - mamy tylko kota Odo, to kot się przeciąga (na)... (w) śniegu, czarne futrokotu Odo – lśni, więc nie ma wymogu, by dodatkowo akcentować tą rolę zwrotną w zdaniu. Dlaczego twoja percepcja ciągle doszukuje się dowolnych nie istniejących bytów w tym zdaniu? (myszy, ptaszków, posłania... etc.), przecież to zdanie jest oczywiste i nie wymaga konieczności zastosowania tego nieszczęśliwego zaimka, o który toczysz permanentne batalie. Wyjaśnialiśmy te kwestie, i powracamy bez uzasadnienia.


 

Gdyby ten zaimek w tym zdaniu miał zastosowanie, nie byłoby dramatu, ale ja nie mam w zwyczaju kumulowania tych zaimków, zauważ zaimki się, jeszcze dwa razy pojawiły się w tekście, raczej wystarczająco – moim skromnym zdaniem. Pzdr.

Edytowane przez Tomasz Kucina (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

@Tomasz Kucina

Kiedyś zaoponowałam pod jednym z wierszy i przyjęłam "do wiadomości" wyjaśnienie w sprawie zaimków zwrotnych. "Przyjęłam" nie oznacza "zgadzam się" :) 

Po przeczytaniu garści (obu) twoich utworów przestała mi przeszkadzać "ta maniera". Może dlatego, że często piszę podobnie jak ty...a poza tym innowacje gramatyczne nie wpływają na obniżenie wartości, jeśli są popełniane świadomie przez znawcę. Dyletant pada na kolana po pierwszym wersie.

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Znak interpunkcji wcale nie oddziela dla mnie czarnego futra od przeciągania. W rezultacie podmiotem staje się czarne futro, które nie dość, że jest przeciągane przez właściciela, to jeszcze lśni. 

Reszta jest Bajką :))

(Wolno mi czytać dowolnie...)

Ten wiersz pomimo lekkości i bajeczności ma dla mnie akcenty poważne i refleksyjne, szczególnie w zagadkowo szklistych i cierpkich oczach. Nie będę naruszała prywatności, o którą podejrzewam tekst. 

Pięknie wkomponowana wiedza z zakresu polskiej literatury. 

Z przyjemnością czyta (się)...

:))

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Masz oczywiście prawo "dorzucić" czynność  "przeciągania" - do futra, i nawet  z pominięciem przecinka, bo twoja norma rozumienia tego tekstu ma też uzasadnienie, futro można przeciągnąć np. jak plecy, ale ten przecinek jest jakby potwierdzeniem, że to kot (czy jego futro - tu już bez znaczenia) przeciąga się na śniegu, innych żywych form tu nie ma, nie ma zatem potrzeby wyznaczenia tej roli w dookreśleniu tego wskazania - na kota.  

 

Cieszę, że wiersz się spodobał, pozdrawiam serdecznie ;)

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Oczywiście, że nie masz takiego przymusu. Możesz nie stosować, Twoje prawo. Podobnie robią jednak, właśnie w "mowie potocznej" i powiedzmy w zgodzie z Twoją 'regułą', niektórzy Allegro (zauważ, nie napisałem "na"). Chociaż można było napisać "Allegrowicze". Nie uważasz, że coś w takim zdaniu "ryksztusuje"?  :)

Sprzedający piszą sobie np. tak: 

toster chleba,

łopata kopania,

czapka skóry.

W pewnym sensie można tłumaczyć, brakiem czasu, brakiem umiejętności... Ale ich też nie rozumiem (wygoda, lenistwo, bo ma 1500 przedmiotów?) - krótki przyimek "do", "ze" albo "na" jest dopełnieniem konstrukcji zarówno zdania, jak i wyrażonej prawidłowo myśli. Bez tych 'drobiazgów' człowiek zaczyna się zastanawiać, co jest nie tak? Zachowuje się jak ten Pan poniżej zepchnięty nagle z pantałyku.

Co zatem powiesz o "Niekończącej SIĘ historii" (?), gdyby zrezygnować z "się"?

Nie podejrzewam, tym bardziej nie rozumiem, dlaczego starasz (...) wprowadzać ich brak tutaj - gdzie powinien królować język literacki. Zauważyłem, że to samo dzieje się w różnych "podpowiadaczach" pisowni, choćby w przeglądarce Mozilla Firefox. Spróbuj napisać 'moze', zamiast 'może' - w poprawkach będzie:

- możne

- morze

- może

też, ale dopiero na trzecim miejscu. A jeszcze parę lat temu bylo na pierwszym. Kompletny brak logiki tego, kto napisał program? Między z, a ż jest Bowiem mniejsza różnica niż niż między "rz" i "żn". Mimo to taka kolejność jest wkurzająca, właśnie przez brak logiki. A może w tym jednak jest jakaś logika? Może za mądrzy juz jesteśmy?

tak wiem, to akurat wziąłeś żywcem ze słownika SJP.PL, niemniej sam sobie zaprzeczasz, tzn powiem inaczej - pytasz o zbiorowość, zapominając 'jakby' o podmiocie.

Tak, zbiorowości nie ma, ale jest podmiot, którym jest kot, więc - to, że "jako zaimek nieokreślony i wskazujący ma zawsze za zadanie określić że daną czynność w zdaniu wykonuje konkretny podmiot" przecież już wiesz. Sam zresztą to przepisałeś ze strony SJP.

Tomku, nie zamierzam Cię do niczego namawiać, prosić, ani tym bardziej wymuszać na siłę. Rób jak uważasz, mnie po prostu Twoje argumenty kompletnie nie przekonują, bo zupełnie co innego mówią, niż Ty starasz się przekazać.

Niestety, raczej nie przejdę do porządku z takim tłumaczeniem nieużywania przyimków, zaimków, czy innych części mowy z powodów dla mnie niejasnych, a ograniczających, bądź powodujących wątpliwość w odbiorze. Nie przyzwyczaisz mnie do tego chyba :)

Przykro mi, uważam, że nie masz w tym względzie racji.

Pozdrawiam.

@Kama Nagrodzka można oczywiście interpretować sobie wszystko na własną modłę - każdy ma taką możliwość i prawo :)

Mnie jednak przeciąganie futra z udawaniem braku przecinka nie przekonuje, nawet gdyby to było wykonane z futurystycznym zacięciem :)

Pozdrawiam.

 

 


 

 

 

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Opublikowano (edytowane)

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Janku ogólnie:

ja nie mam zamiaru odnosić się pod wierszem do zwyczajów ludzi na Allegro, i ich form gramatycznych, ogólnie - pisowni, to byłby absurd?

Może tylko krótko:

Co do “niekończącej się, opowieści”, - już ci tłumaczyłem, to wszystko zależy od kontekstu w zdaniu, gdyby było np. tak:

 

Lihmal lecąc w powietrzu na grzbiecie psa snuł swoją opowieść, ta opowieść się nie kończyła, niekończąca opowieść trwała przez wieki

 

W takim np. zdaniu nie widzę potrzeby dublującego dookreślenia zaimkiem się tego zdania. Po co dodatkowo: niekończąca się opowieść? Poza tym zauważ, odnosisz się do zaimka odprzymiotnikowego, u mnie jest przeciąga – to forma odczasownikowa? Język polski jest tak skomplikowany, że w zasadzie możemy tu wymyslać i wyciągać z kontekstu dowolne formy I udawać mądrali – o to chodzi? By na temat jednego maluczkiego zaimka wypisywać referaty pod wierszami? No wybacz? ;)

Do piszących programy przeglądarek internetowych nie będę się odnosił, bo jeszcze stracą zawód (oczywiście zartowałem), no Janku proszę – to tylko wiersz?

Janku wiem, że wiesz, że podparłem się Słownikiem Języka Polskiego w kwestii – zaimka zwrotnego, bo przecież, definicja tu wykorzystana przeze mnie jest tym samym screenem, który ileś dni temu wrzuciłem ci na na priw. – przy ostatniej naszej dyskusji w tym dokładnie – temacie?, nie mam zwyczaju pisania o tym samym w kółko - pisaliśmy długo, pierwszy rozpocząłeś wtedy dyskusję, więc teraz nie udawaj, że odkryłeś Amerykę? – tak, skorzystałem ze SJP – po raz drugi (a czym niby innym miałbym się posłużyć – by wyperswadować ci ROLĘ ZAIMKA ZWROTNEGO W ZDANIU)?

No właśnie nie zapominam? Nie widzę tylko konieczności jego zastosowania w tym akurat zdaniu, bo tylko do kota można odnieść ten ewentualnie zastosowany zaimek czyli: się, bo tylko kot może przeciągnąć się w tym zdaniu – tłumacząc łopatologicznie, nikt inny, więc nie mam przymusu zastosowania wskazania zaimkowego, proste.

Ten przecinek tam jest i był – ZAWSZE – inaczej nie byłoby tej dyskusji, bo byś jej nie miał powodu rozwinąć, więc akurat do mnie nie miej pretensji?, ale dlatego, że jest – też nie ma konieczności podpierania się tym kontrowersyjnym się, i na tym polega truizm w kontynuacji dyskusji.

Edytowane przez Tomasz Kucina (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

Hmm... jak poczytałam tę dyskusję o się... Nie wiem, czy jest o co kopie kruszyć. Mnie bez tego się spodobało się (sic! :)) z uwagi na sprawy brzmieniowe, bo gdyby to się było, to byłoby trzy razy ś pod rząd (się, śnieg, lśni).

Natomiast przeszkodziły mi w odbiorze powtórki śniegu, śnieg, śnieg - kolejno w trzech strofach. Może w drugiej ten śnieg nie jest niezbędny? 

Ale ogólnie jest klimatycznie, oryginalnie, po kociemu :).  Nie wszystko rozumiem :) ale odbieram trzecią stroną ;)

Pozdrowienia

Opublikowano (edytowane)

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Skoro brak "buńczucznego" się nie burzy twojego ładu estetycznego i nie poraża, to jest już dobrze ;)) Tak, mogę przyjąć argument, że tego śniegu mogłoby być mniej, ale powtórzenia są trochę zaplanowane, ten śnieg przykrywa świat w treści i gloryfikuje biel - antytezę dla czerni kota, który jest świadomym antagonizmem obrazu - elementem naszego współczesnego świata do epopei, do samego  Soplicowa, które jest wzorem jakości twórczej dla każdego wierszoklety, te powtórzenia nie są anaforami, epiforami, - nie występują na początku czy końcu strof, zatem w założeniu nie są patetyczne, dlatego - ten śnieg jest taki ważny i powtórzony przeze mnie , ale oczywiście masz uzasadnienie, bo mógłbym wprowadzić jakieś substytuty tej bieli, Dziękuję, Pozdrawiam. 

Edytowane przez Tomasz Kucina (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Co do “niekończącej się, opowieści” - no nie, nie tłumaczyłeś - jeszcze :)

 

Ok, to ja też krótko - mam nadzieję, po raz ostatni w tym temacie. Tomku, to że wszystko zależy od kontekstu w zdaniu, zarówno Ty jak i ja dobrze wiemy - nie musiałeś mi tego tłumaczyć (chociaż wiem, że lubisz, to sprytne, niekiedy stawia drugiego rozmówcę w niekorzystnym świetle - idioty któremu właśnie coś wytłumaczono - podkreślając jeszcze - dla lepszego tłumaczenia rzecz jasna - wyrazy i kto tu rzeczywiście ma rację) :D

 

Cóż, przykład z

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

'em nietrafiony kompletnie. Wiadomo, że tylko dureń napisałby:

- "Niekończąca się opowieść się nie kończyła" - używając dwa razy tego paskudnego "się".

 

Tylko po co w ogóle podałeś ten przykład, skoro i tak użyłeś "się"? Skomplikowałeś tylko i wydłużyłeś przekaz,

kiedy można było to napisać dużo prościej, używając "się" we właściwym mu miejscu, bez potrzeby kombinowania

- sam przyznaj, czy nie trochę aby "pod górę"?

"Limahl lecąc w powietrzu, na grzbiecie psa, snuł swoją niekończącą się opowieść, która trwała przez wieki."

Trzymaj się Tomaszu.

jan_ko

@Kama Nagrodzka większą dziecinadą jest chyba udawanie, że nie ma przecinka, skoro postawił go sam Autor.  :)

 

 

 

Opublikowano (edytowane)

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Nie przesadzasz? To ja odpisuję ci szczegółowo na każdy komentarz, bo ciągniesz ból - o zaimek, którego nie musiałem zastosować w tym zdaniu - zgodnie z ogólnymi zasadami komunikacji, pomijając już gramatykę. To, że podkreślam słowa, to tylko dlatego, bo muszę tłumaczyć ciągle to samo, w końcu zaczynam podkreślać, bo liczę na opamiętanie. To nie ja mam problem z zaimkiem, więc próbuję to pomóc ci zrozumieć, skoro ciągniesz dyskusję - ODPOWIADAM, zaliż brak odpowiedzi uznasz za ignorancję? Skoro to maleńkie "się" taką scysję wywołuje w tej dyskusji, to co by się stało gdybym pominął twój komentarz? Dziwi ciebie, że ktoś odpowiada na komentarze?  No gdzie my zmierzamy w tej dyskusji?

 

O czym tu piszesz? Nierozumiem? 

 

Ja podałem za przykład zdanie:

 

Teraz przeorganizowałeś te moje zdanie na kolejne swoje:

 

 

i znów mam się odnosić do tej z kolei przeróbki? - nie no coverów nie komentuję, pytałeś o "niekończącą opowieść" - bez zaimka się, podałem więc przykład takiego zdania, też niedobrze? No to jest niestety polskie zdanie i nie ma w nim konieczności dublowania i użycia zaimka - "niekończąca się opowieść" - tu nie ma takiego uzasadnienia. Moje zdanie w wierszu też nie obliguje mnie do tego by to - się -  tam było, to jest logika.

 

Widzisz za to pomyliłem tego limahla, (czeski błąd), bo  trochę z późniejszej epoki jestem i nie wszedł w krew, wolę z retro METĘ, Jamesa "Heta" Hetfielda ;)

 

Na koniec: Janku? Skoro kontynuujesz staram się wykazać swoje racje, nie wymagam ich akceptacji, i nie robię tego złośliwie, a już tym bardziej w celach upokorzenia komentatora, bardzo mi smutno, że tak mnie widzisz, nawet nie mógłbym sobie wyobrazić, że masz o mnie takie zdanie. Ubolewam. 

Kama Janek, u mnie dyskutować można, ja się nie obrażam, udzielam takich  odpowiedzi na jakie mnie stać, i jak odpowiedzieć potrafię, więc ze mną nie macie problemu, ale proszę Was, wy między sobą się nie poprztykajcie, nie po to są dyskusje, by denerwować się na siebie. Te dotyczą tekstu, jego budowy, i wymowy w dziedzinie oddziaływań lirycznych, więc ok, uważam, że ta dyskusja ma wymiar merytoryczny, tyle z mojej strony.

Edytowane przez Tomasz Kucina (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Drogi Autorze...

Obiecuję mieć na względzie wszystkie dezyderaty, zanim zdecyduję się na komentarz. 

Pozdrawiam :)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • RONDO ALLA POLACA

      Jeśli Twój majestat żąda, bym
      Zamilkł jak po zachodzie ptak,
      Ciemności nie skalam głosem mym,
      Nie ubliżę nim urodzie dnia.

      Nic nie powiem już,
      Będę tylko trwał, aż
      Policzony będzie każdy oddech mój,
      Jeśli taka wola Twa.

      By głos nie zadrżał mi,
      Gdy z kurhanu złych sław
      Będę śpiewał Ci

      Z tego kurhanu lat,
      Śpiewał Chwałę Twą,
      Jeśli tylko dasz
      Wciąż śpiewać ją 

      Z tego kurhanu dni
      Twa chwała będzie grzmieć,
      Jeśli pozwolisz mi
      Mą śpiewać pieśń

      Na sam rozkaz Twój,
      Lub gdy wybór dasz,
      Rzekom daj nabrać wód,
      Wzgórzom radość wskaż.

      Niech łaska Twa udzieli się
      Sercom zgorzałym w piekielny czas
      Jeśli tak Pan chce -
      Chce uzdrowić nas

      I zgarnąć do rąk,
      Na rękach zacieśnić więź,
      Twym dziatkom tu,
      Jeśli Ty tak chcesz.

      W tych z lumpexu snach,
      Wszystkie w na zabój sznyt
      I dać, by śpiew pokonał strach,
      Jeśli zechcesz Ty.

      W Twych w szmaciankę grach
      I w strzelankach, gdzie każdy to wróg,
      I dać by odszedł strach,
      (Jeśli tak zechce Bóg...).

      Jeśli Twój majestat chce,
      bym nie mówił nic,
      Mój głos skryje się
      Jak w ciemnościach widz

      Nic nie powiem już
      Będę tylko trwał, aż
      Policzone będą me dni
      Jeśli taka wola Twa

      Jak pan Władza chce,
      Żebym zamknął ryj,
      Z chęcią zamknę się
      Jak w komórce stryj

      Jak tak, to tak
      Jak mam być twój błękitny ptak,
      Jak chcesz, zamknę się
      W klatce, jak papug ten

      To co?
      Stul pysk, bo....
      Z tulipana ci....
      Ci, ci, ciuciubabko,
      Won

      Casino Royale

      Wciąż pamiętam, w Chelsea Hotel, jak ty 
       Mężnie i słodko piałaś jak grecki chór 
      Na rozebranym łóżku dobrze robiąc mi
       A na ulicy czekał limuzyn sznur...

      To był powód, to był Nowy Jork
      W kolejce po szmal i po szał ciał
      To zwali miłością do mas śpiewających ten song
      Pewnie wciąż ją tak zwą, dla tych, co  jeszcze są...

      Lecz ty  uciekłaś jej, więc po co ten szum? 
      Po prostu poszłaś w drugą stronę, niż tłum,
      Uciekłaś, lecz ani raz nie słyszałem z twych ust:

      "Potrzebuję cię: nie, nie potrzebuję. Cię
      Nie potrzebuję; nie: jednak potrzebuję."
      Wiesz, całe to paplanie mnie denerwuje

      Pamiętam cię z  Chelsea Hotel wciąż:
      Podawano  z ust do ust twe serce wiecznieżyjące...
      I mówisz, że wolisz, jak przystojni są,
      Ale, że dla mnie zrobisz wyjątek...

      I twardo bierzesz w dłoń takich jak ja,
      Co jęczą pod jarzmem piękna,
      Po wszystkim ogarniasz się, i mówisz: „No tak:Urody nam brak, ale mamy pieśni dźwięki”...

      Uciekłaś, lecz ani raz nie słyszałem z twych ust:

      "Nie potrzebuję cię: nie, potrzebuję. Cię
      Potrzebuję; nie, nie potrzebuję."
      Twoje paplanie mnie wciąż denerwuje...

      Nie mówię, że kochałem najbardziej cię 
      Nie  zliczę ile razy wróbli trup padał gęsto 
      Dobrze cię pamiętam, z Chelsea Hotel 
      To wszystko, nawet nie myślę o tobie zbyt często...

      Pamiętam cię, z Chelsea Hotel, lecz jak przez mgłę,
      Brałaś wszystko, co leci, do ust, twoje wdzięki już gasnące...

      Wciąż biorą do ust twój biust więdnący...
      Wciąż mówisz, że wolisz, by przystojny był,
      Ale ten jeden raz zrobisz wyjątek... 

      "Potrzebujesz mnie: ja nie potrzebuję Cię
      Nie, potrzebuję; nie: nie potrzebuję."

      Ja też miałem w ustach smak 
      Na życie pieśnią tętniące..
      Też wolę, jak ładne są pół tak 
      Lecz dla ciebie zrobiłem wyjątek... 

      "Wcale nie żałuję: nie, jednak żałuję. 
      Trochę żałuję; nie: mi cię nie brakuje.
      Tango Anus

       

      TANGO ANUS 


      Tańcz mnie, poprzez strach,  po schronienia próg
      Wznieś mnie, gdzie mirtu gałązkę będę nieść,
      Gdy będę gołąbkiem, co leci, gdzie chce Bóg,
      Stańcz mnie w piękna płonących skrzypiec piec
      Stańcz mnie, gdzie miłość nie wytrzyma prób,
      Wtańcz mnie, gdzie miłości s grób..

      Pokaż mi swe piękno,
      Gdy świadczyć miał nie będzie kto
      Daj  poczuć, jak tętni
      W tobie Babilonu noc 
      Pokaż to, czego tylko granice znam, chodź,
      Wtańcz mnie, gdzie miłość traci swą moc..

      Tańcz mnie tam, gdzie nasz ślub, wciąż i wciąż
      Wytańcz mnie czule, zatańcz mnie po krag,
      Jesteśmy oboje mniejsi niż ta miłość, lecz też ponad nią 
      Wtańcz mnie, gdzie miłość ma granicę swą,
      Wtańcz mnie, gdzie miłość wie że koniec to...

      Dotańcz do tych dzieci, którym rodzić się nie dał czas,
      Przetańcz przez zasłony, które  starł pożegnań żar,
      Wznieś namiot azylu, choć pękła ich nić,
      Odtańcz  mnie tam, gdzie miłość nie znaczy już nic...

      Tańcz mnie poprzez strach,  po schronienia próg
      Wtańcz mnie w płonących skrzypiec piec
      Dotknij nagą dłonią lub łachmanem choć
      Tańcz mnie tam, gdzie miłości kres


      Tańcz mnie, gdzie miłość wchodzi w noc
      Wtańcz, gdzie zechce Bóg
      ""Tańcz mnie, po miłości kres..."


      z POPULARNE


      Wszyscy wiemy, że kości tu chrzczone
      Lecz rzucamy, zaciskając kciuk
      Wiemy, że wojna jest skończona;
      Wszystko świetnie: wygrał wróg...

      Wszyscy wiemy, że ta walka to sztos
      Biedni bez grosza, bogatym pęcznieje trzos
      Już taki los. Tak chce populi Vox...

      [Zwrotka 2]
      Wszyscy wiedzą, że łajba bierze wodę
      I myślą, że kapitan to łgarz
      Lecz w tych okolicznościach przyrody
      Zawsze tak, jakby ojciec lub pies ci zmarł....

      Wszyscy zapatrzen są w konta stan:
      Każdy na bombonierkę z dyskontu ma smak 
      I bukiet że stu róż
      Tak tu jest już...

      [Zwrotka 3]
      I wiedzą, że mnie kochasz niezmienne
      Wszyscy wiedzą, że tak dokładne jest
      Wiedzą wszyscy, że mi byłaś wierna
      Wyjąwszy tysiąc nocy +/- dwie

      Wiedzą, że Święty ci małżeński próg
      Lecz tak monitują do Twych ud
      Że przyjmujesx jak cię stworzył Bóg
      Taki masz drobny druk

      [Refren]
      Wszyscy wiemy, że taki klimat jest tu
      Taki razem ciągniemy drut
      Tak czytamy z nut
      Maestra Ubu
      Taki hołd składamy mu
      Nie licz więc na cud

      [Zwrotka 4]
      Oboje wiemy, że nigdy, jak nie teraz
      Wiemy, że na dwoje: albo ja, albo ty
      I wiemy, że jak żyć, to nie umierać
      Gdy wciągnąć kreskę Biała Śmierć, czarny film..

      Wszyscy wiedzą, że układ jest zamknięty
      Że murzynek Bambo zrobił swoje, jak z Nel Staś
      Nawet Kali ma nieswoje momenty
      I wszyscy odkładają wszystko na zaś

      [Zwrotka 5]
      I wszyscy wiedzą, że nadchodzi pandemia
      Wiemy, że po kościach rozeszła się, lecz...
      A nadzy on i ona na planecie Ziemia
      To dziś niezwykle niezwykła rzecz

      Wszyscy wiemy, jaki rozkład ról
      Lecz przy twoim łóżku będzie siedział mól,
      Który zaksięguje jak wół
      To, co wiemy już

      [Zwrotka 6]
      I wszyscy znają ten twój zapaszek
      I się zakładają, jak wcielasz im cel,
      Od krwawego krzyża na Górze Czaszek
      Do plaży na półwyspie Hel

      Wszyscy wiedzą, że przemija ten świat, 
      A Najświętsze Serce jest pełne łat
      Zaraz pęknie jak Albert brat,
      Totus Eium już od lat..

      [Refren]
      Wszyscy wiedzą, wszyscy wiedzą
      Tak to jest
      Wszyscy wiedzą
      Wszyscy wiedzą, wszyscy wiedzą
      Tak to jest
      Och, wszyscy wiedzą
      Wszyscy wiedzą, wszyscy wiedzą
      Tak to jest
      Wszyscy wiedzą
      Wszyscy wiedzą, wszyscy wiedzą

      ŚNIEŻYNKA I STRACH
      (Dialog na cztery kopyta)


      [STRACH]
      Przyszłaś do mnie dziś rano
      I obrobiłaś jak sztukę mięs.
      Tylko facet ci powie, jaki to
      Delikatny, jaki czuły gest.


      Tyś w lustrze jest odbiciem mym,
      Krwią z mojej krwi, poznam cię we स्नेह,
      Bo kto inny by mnie zechciał wziąć
      W tysiąca swych pocałunków toń?


      (Dla tych, którzy przywitali mnie)
      Nieważne, że droga nam dłuży się,
      Nieważne, że pod górę wciąż,
      Nieważne, że księżyc już zszedł
      I zapanował mrok.


      Nieważne, że gubimy szlak,
      Spisane jest, że spotkasz mnie.
      Na pewno mi mówiłaś tak
      Na pocałunków dnie.


      I kocham cię, gdy na słońca blask
      Jak lilia otwierasz płatki swe,
      A ja – to na wróble strach,
      Którego smaga deszcz.


      Strach, co strachliwie kocha cię,
      Choć ma z lumpeksu twarz,
      Ciało i wszystko, czym był i jest,
      Aż do pocałunków dna.


      Wiem, że znasz ten kłamstwa smak
      I oszustw bez zbędnych słów:
      Nauczyłaś się operować tak
      Na kolanach ojca i u matki stóp...


      Ale czy musiałaś się bić,
      By ulicę w ogniu przejść,
      Jeśli całe to nasze mieć i być
      Wisi u pocałunków tajnych miejsc.


      Numerki, odwyk i jasna rzecz:
      Wracam na Square du Blues.
      Chciałbym rzucić już tę robotę, lecz
      Podchodzi mi już do ust.


      Lecz o tobie myśl daje mi nabrać tchu,
      A akta sprawy twej kompletne są,
      Brak tylko w nich tego, czego nie zdziałałem tu
      Płynąc w pocałunków głąb.


      Nieważne, czy masz moc sił i dóbr,
      Czy opuściła cię moc,
      Czy napiszesz te kilka słów,
      Które słowiki cytują co noc.


      Nieważne, czy masz zaszczyt robić w HR,
      Czy nieregulowany czas,
      Rzucasz życie w kąt, bo masz
      Przeżyć pocałunków tysiąc pięć.


      Biegną poszły, a dziewczyny młode są,
      Bieg ten jest szansy wart.
      Los bierze stronę twą,
      Lecz szybko kończy się fart.


      Wezwanie: masz być jak widz
      W kinie, co twą pyrrusową klęskę gra,
      Lecz żyjesz, jak gdyby nigdy nic,
      Odbijasz się od pocałunków dna.


      Słyszę głosy ich na kufla dnie,
      Co czasem tak woła mnie.
      Jak ta orkiestra, co cover gra – czyżby to moja pieśń?


      Lecz gwardia nie cofa się;
      Gdy woła to, co kochasz, serce odpowie na zew,
      Choćbyś oddał tu swój życia skok,
      Tak świadczą nasz czas, nasza krew
      I tysiąca pocałunków twych mrok.


      Tak wiem: musiałaś kłamać
      I oszukiwać bez słów:
      Tak jak gdy ojciec na kolana cię brał,
      A matka tuliła do stóp...


      Wiem, że musisz tak kłamać im,
      By system ograć, zamiast się położyć na wznak,
      Lecz majątek nic nie gwarantuje ci,
      Gdy Cnota i Podstęp zerwą pakt.


      Prawdę wpędzili w szok, piękno wypędzili na bruk,
      Styl dawny ma dziś naftaliny woń,
      Bo Duch przeszedł przez próg
      W tysiąca pocałunków toń.


      A Wewnętrzne Światło twe, co
      Nie ma równych i ma gest?
      Garbię się w kolejną noc,
      Po tysiąca pocałunków kres


      Zaklinam los, nastrajam głos,
      I wracam na Avenue du Blues.
      Chciałbym rzucić to, lecz nie mogę, bo
      Jestem za cienki tchórz.


      Lecz czasem, gdy noc grzeczna jest,
      A my potulnie zapijamy żal,
      Burzymy się, zbieramy zabawki serc
      I odchodzimy w pocałunków dal.


      Tym pachnie ta o tobie myśl,
      Mam o tobie komplet akt –
      Poza tym, co mi nie umknęło dziś
      W pocałunków niski takt.


      Grałem z Dizem raz i z Dantem też –
      Brak mi było tego ich „coś”,
      Lecz raz czy dwa przygarnęli mnie,
      Wciągnęli w pocałunków blues.


      Odstawić wino chcę, jak Bóg chciał,
      Wchodzę w parkietu tłum gęsty jak w dym.
      Zespół wpadł już w weny twórczy szał,
      Serce nie cofnie się przed morzem win.


      Może musiałem jechać drogi szmat
      I obietnic tysiąc złamać, lecz
      Rzuca się wszystko, ot tak,
      By przeżyć twych pocałunków treść.


      Teraz jesteś jak Anioł Śmierć,
      Potem jak Parakleta szał,
      Czasem jak Zbawiciela Dech,
      Potem – w Belsen stos ciał.


      Nie ma odwrotu już od miłości gróźb,
      Czy meta to skoku w bok –
      Jak zaświadczono czasem i krwią
      W pocałunków równy krok.


      Przyszłaś do mnie tu skoro świt,
      Przyniosłaś słowo jak ciała strzęp.
      Tylko człowiek powie ci, że to nie wstyd,
      Tak delikatnie, czule zrobić wstęp.


      Tak delikatnie, czule w materię wejść.
      Tylko mężczyzna wie, nawet bez przejść,
      Że przynieść miłość jak kwiatu pąk –
      To przyjść bez pustych rąk.


      [ŚNIEŻYNKA]
      Tyś mój brat z lustra, krewny mój
      Z najczarniejszych snów.
      Kto, jak nie ty, by dał mi znój
      Podróży w tysiąc pocałunków znów?


      Czekałam, aż otworzysz się
      Na ulic skwar. Jeden z wielu tak...
      A ja jestem jak kula śnieżna łez,
      Tocząca deszczu z deszczem ślad.


      Topniejącą miłością wciąż kocham cię
      I fizis tą z drugiej ręki –
      Całą sobą, wszystkim, czym chcesz,
      Tysiącem pocałunków namiętnych.


      Cała ja, aż do granicy mórz,
      Przeniknięta przez seks,
      Widzę, że oceany tu wyschły już
      Modliszce, co we mnie jest...


      Docieramy na dziób,
      Syreną daję znak, że twej floty wrak
      Ma mi się rozbić tu
      Na tysiąc pocałunków. Odzewu brak.


      Przychodzisz do mnie co noc
      I ubijasz jak stek,
      Lecz baba powie ci, że większą moc
      Ma czułych obelg stek.


      Tyś mój w krzywym lustrze wizerunek jest,
      Jesteś jak koszmar śniony dzień w dzień,
      Jak zapomniany chrześniak, co już wchodząc w sień,
      Woła na ratunek i składa ci
      Na czole obśliniony pocałunek.


      (Dla tych, którzy mnie powitali w tym...)
      Weszliśmy tu nie do siebie jak w dym,
      Wgryźliśmy się w seks jak w steak tartare.
      Sami, choć dwoje nas jest, bo chce nam się wbić
      W ten słodko-kwaśny smaku czar...


      Mój bliźniaku z lustra, mój bliski krewny,
      Poznałbym cię przez sen.
      Kto, jeśli nie ty, przyjąłby mnie
      W tysiąc pocałunków namiętnych?


      Wzdychamy na los; poprawiamy włos
      I wjeżdżamy na Autoroute du Blues.
      Próbowaliśmy rzucić to nasze coś –
      Cóż, na inny rejs sił nie mamy już.


      Lecz śnieżynka i strach wciąż mają to... cóż,
      Miast miłości – z wyprzedaży twarz,
      Miast szału ciał – goryczy czar,
      A pocałunków czar dna dosięgł już.


      Lecz gonitwa trwa, wieczór młody wciąż,
      Śnieżynka i Strach wciąż nie są bez szans.
      Za chwilę wygramy, a potem raut –
      Dzisiaj zacznie się nasza passa pass!


      A kiedy wezwą nas, byśmy zdali rzecz,
      Jaką im odpowiedź dasz?
      Jakie życie? Życie poszło precz.
      Pocałunki? Ważne, co w kieszeni masz...


      A kiedy mnie wezwie On, bym spowiadała się
      Ze stanu, w jakim jest cały ten kram,
      Odpowiem: życie? Życie przeszło w cień,
      Lecz tysiąc pocałunków w kieszeni mam.


      Przyszliśmy tu w ostatnie dni,
      Podtarliśmy się o Twego Słowa strzęp.
      Skalaliśmy wszystko, to co dałeś Ty,
      Na Twą czułość ogarniał nas śmiech.


      Lecz delikatnie chcemy wciąż w tę materię wejść.
      Wiemy, przeszedłszy przez ucho Twych przejść,
      Że miłość trzeba nieść jak kwiatu pąk –
      I do Ciebie przyjść bez pustych rąk.

       

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...