Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano (edytowane)

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    graphics CC0

 

 

zimno, choć grudzień nieco pasywny, Odo niczym bajkowy kot

przeciąga na śniegu, czarne futro – lśni

od feomelaniny. nawis z kontrastu strąconych sopli

 

zagrały jak Jankielowe cymbały gdy grzbietem po nich

przeciągnął, upuścił pazurki w śnieg jak drążki z palców

wypadły. pod parapetem to koncert – a gra czarny kocur

 

śnieg sypie. wozownię, bociana gniazdo przyprószył, żuraw

kłania się studni. ogródek lecz nie u tej panny Zosi szczęka ząbkami

z zimna. kot nie „wykrada się z łozy” i nie „prześmiga po łące”

 

w „jarzyny” nie „skacze” czy „sad” – bo nie potrafijak w epopei

u pana Wieszcza – w księdze XIi w wierszu: cztery osiem dziewięć.

to inna duchowa pora roku. w zamian masz...

 

bożonarodzeniowy śnieżny fluidów kutner – i blask słońca,

roztkliwia Muzy nad innym zupełnie folwarkiem, a ślepia tego kota

Odo – są szkliste i cierpkie, jak szron – w likierze benedyktyńskim

--

Edytowane przez Tomasz Kucina (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Tomaszu, wszystko pięknie, wiersz ciekawy, dopieszczony, poza tym jednym, co powyżej. Powiedz mi, co (ale konkretnie) kot Odo przeciąga na śniegu (mysz, ptaszka, posłanie, czy "się"), podczas gdy "czarne futro" lśni. :)

Bo to, że czegoś brakuje, jest chyba jasne jak słońce i prawdopodobnie nie tylko dla mnie. I z tego co wiem, to "coś' - 'gubisz' już nie pierwszy raz i z pełną świadomością. Ja z kolei stamtąd, gdzie to gubisz - natychmiast wychodzę (chociaż wcale bym nie chciał), żeby się z Tobą nie spierać. Ale dziś postanowiłem poznać jakiś logiczny argument na niestosowanie się do zasad pisowni w jęz. polskim.

Pozdrawiam.

Opublikowano (edytowane)

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Janku znowu o to samo dopytujesz? Kiedyś już sobie to wyjaśnialiśmy i dość długo - mozolnie. Tak, (masz słuszność), robię to świadomie, dlaczego? - bo nie cierpię używać zaimków zwrotnych w tekście. Oczywiście ten zaimek mógłby tutaj być i byłoby prawidłowo, gramatycznie i dość tradycyjnie. Nie podejrzewasz mnie chyba, o to, że nie używam zaimków „się” na co dzień? Nie oznacza to, że mam nakaz stosowania tych niuansów zaimkowych z mowy potocznej (notabene zgodnych oczywiście z regułami gramatyki) - w tekstach.

 

Zauważ

się, jako zaimek nieokreślony i wskazujący ma zawsze za zadanie określić że daną czynność w zdaniu wykonuje pewna zbiorowość, lub konkretny podmiot. (TO WYNIKA Z DEFINICJI ROLI W ZDANIU ZAIMKA ZWROTNEGO – czyli podstawowej funkcji jaką ma w dowolnym zdaniu pełnić) - Czy widzisz w tym zdaniu jakąś zbiorowość? Nie, w tym zdaniu, ba nawet w całej zwrotce wyimaginowanych myszek, ptaszków, piernatów... [LOL], i innych bytów astralnych ;)) – “ustawionych” przez ciebie za przykład - nie ma? Jest tylko ten tytułowy kot. Oto zwrotka w całości:


 

zimno, choć grudzień nieco pasywny, Odo niczym bajkowy kot

przeciąga na śniegu, czarne futro – lśni

od feomelaniny. nawis z kontrastu strąconych sopli

 

 

Po co miałaby (jak sugerujesz – zachodzić ta konieczność zastosowania zaimka się?), wiadomo, że to kot przeciąga się na śniegu.

Zaimek “się” ma sens, dla formy bezokolicznikowej: przeciąg, tu ewentualnie należałoby dookreślić jako: przeciąg się, bo to - się, dopiero udziela w jakimś przykładowym zdaniu informacji, tu bez zaimka się, informacja o czynności jest niejasna, przeciąg się mogą np. zwierzęta, lub ktoś (osoba, osoby, to może być wzajemne przeciąganie się, jeżeli to wzajemne przeciąganie – zaimek się, dookreśla, zakres tej relacji zwrotnej (zaimkowej). Ale to też zależy od kontekstu. Skoro w zdaniu jest tylko ten kot, możemy śmiało napisać, że kot zaczął przeciągać - np. na tym śniegu, nie musimy stosować: kot zaczął przeciągać się, chociaż możemy.


 

W zdaniu i całej zwrotce (jak widzisz) - mamy tylko kota Odo, to kot się przeciąga (na)... (w) śniegu, czarne futrokotu Odo – lśni, więc nie ma wymogu, by dodatkowo akcentować tą rolę zwrotną w zdaniu. Dlaczego twoja percepcja ciągle doszukuje się dowolnych nie istniejących bytów w tym zdaniu? (myszy, ptaszków, posłania... etc.), przecież to zdanie jest oczywiste i nie wymaga konieczności zastosowania tego nieszczęśliwego zaimka, o który toczysz permanentne batalie. Wyjaśnialiśmy te kwestie, i powracamy bez uzasadnienia.


 

Gdyby ten zaimek w tym zdaniu miał zastosowanie, nie byłoby dramatu, ale ja nie mam w zwyczaju kumulowania tych zaimków, zauważ zaimki się, jeszcze dwa razy pojawiły się w tekście, raczej wystarczająco – moim skromnym zdaniem. Pzdr.

Edytowane przez Tomasz Kucina (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

@Tomasz Kucina

Kiedyś zaoponowałam pod jednym z wierszy i przyjęłam "do wiadomości" wyjaśnienie w sprawie zaimków zwrotnych. "Przyjęłam" nie oznacza "zgadzam się" :) 

Po przeczytaniu garści (obu) twoich utworów przestała mi przeszkadzać "ta maniera". Może dlatego, że często piszę podobnie jak ty...a poza tym innowacje gramatyczne nie wpływają na obniżenie wartości, jeśli są popełniane świadomie przez znawcę. Dyletant pada na kolana po pierwszym wersie.

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Znak interpunkcji wcale nie oddziela dla mnie czarnego futra od przeciągania. W rezultacie podmiotem staje się czarne futro, które nie dość, że jest przeciągane przez właściciela, to jeszcze lśni. 

Reszta jest Bajką :))

(Wolno mi czytać dowolnie...)

Ten wiersz pomimo lekkości i bajeczności ma dla mnie akcenty poważne i refleksyjne, szczególnie w zagadkowo szklistych i cierpkich oczach. Nie będę naruszała prywatności, o którą podejrzewam tekst. 

Pięknie wkomponowana wiedza z zakresu polskiej literatury. 

Z przyjemnością czyta (się)...

:))

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Masz oczywiście prawo "dorzucić" czynność  "przeciągania" - do futra, i nawet  z pominięciem przecinka, bo twoja norma rozumienia tego tekstu ma też uzasadnienie, futro można przeciągnąć np. jak plecy, ale ten przecinek jest jakby potwierdzeniem, że to kot (czy jego futro - tu już bez znaczenia) przeciąga się na śniegu, innych żywych form tu nie ma, nie ma zatem potrzeby wyznaczenia tej roli w dookreśleniu tego wskazania - na kota.  

 

Cieszę, że wiersz się spodobał, pozdrawiam serdecznie ;)

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Oczywiście, że nie masz takiego przymusu. Możesz nie stosować, Twoje prawo. Podobnie robią jednak, właśnie w "mowie potocznej" i powiedzmy w zgodzie z Twoją 'regułą', niektórzy Allegro (zauważ, nie napisałem "na"). Chociaż można było napisać "Allegrowicze". Nie uważasz, że coś w takim zdaniu "ryksztusuje"?  :)

Sprzedający piszą sobie np. tak: 

toster chleba,

łopata kopania,

czapka skóry.

W pewnym sensie można tłumaczyć, brakiem czasu, brakiem umiejętności... Ale ich też nie rozumiem (wygoda, lenistwo, bo ma 1500 przedmiotów?) - krótki przyimek "do", "ze" albo "na" jest dopełnieniem konstrukcji zarówno zdania, jak i wyrażonej prawidłowo myśli. Bez tych 'drobiazgów' człowiek zaczyna się zastanawiać, co jest nie tak? Zachowuje się jak ten Pan poniżej zepchnięty nagle z pantałyku.

Co zatem powiesz o "Niekończącej SIĘ historii" (?), gdyby zrezygnować z "się"?

Nie podejrzewam, tym bardziej nie rozumiem, dlaczego starasz (...) wprowadzać ich brak tutaj - gdzie powinien królować język literacki. Zauważyłem, że to samo dzieje się w różnych "podpowiadaczach" pisowni, choćby w przeglądarce Mozilla Firefox. Spróbuj napisać 'moze', zamiast 'może' - w poprawkach będzie:

- możne

- morze

- może

też, ale dopiero na trzecim miejscu. A jeszcze parę lat temu bylo na pierwszym. Kompletny brak logiki tego, kto napisał program? Między z, a ż jest Bowiem mniejsza różnica niż niż między "rz" i "żn". Mimo to taka kolejność jest wkurzająca, właśnie przez brak logiki. A może w tym jednak jest jakaś logika? Może za mądrzy juz jesteśmy?

tak wiem, to akurat wziąłeś żywcem ze słownika SJP.PL, niemniej sam sobie zaprzeczasz, tzn powiem inaczej - pytasz o zbiorowość, zapominając 'jakby' o podmiocie.

Tak, zbiorowości nie ma, ale jest podmiot, którym jest kot, więc - to, że "jako zaimek nieokreślony i wskazujący ma zawsze za zadanie określić że daną czynność w zdaniu wykonuje konkretny podmiot" przecież już wiesz. Sam zresztą to przepisałeś ze strony SJP.

Tomku, nie zamierzam Cię do niczego namawiać, prosić, ani tym bardziej wymuszać na siłę. Rób jak uważasz, mnie po prostu Twoje argumenty kompletnie nie przekonują, bo zupełnie co innego mówią, niż Ty starasz się przekazać.

Niestety, raczej nie przejdę do porządku z takim tłumaczeniem nieużywania przyimków, zaimków, czy innych części mowy z powodów dla mnie niejasnych, a ograniczających, bądź powodujących wątpliwość w odbiorze. Nie przyzwyczaisz mnie do tego chyba :)

Przykro mi, uważam, że nie masz w tym względzie racji.

Pozdrawiam.

@Kama Nagrodzka można oczywiście interpretować sobie wszystko na własną modłę - każdy ma taką możliwość i prawo :)

Mnie jednak przeciąganie futra z udawaniem braku przecinka nie przekonuje, nawet gdyby to było wykonane z futurystycznym zacięciem :)

Pozdrawiam.

 

 


 

 

 

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Opublikowano (edytowane)

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Janku ogólnie:

ja nie mam zamiaru odnosić się pod wierszem do zwyczajów ludzi na Allegro, i ich form gramatycznych, ogólnie - pisowni, to byłby absurd?

Może tylko krótko:

Co do “niekończącej się, opowieści”, - już ci tłumaczyłem, to wszystko zależy od kontekstu w zdaniu, gdyby było np. tak:

 

Lihmal lecąc w powietrzu na grzbiecie psa snuł swoją opowieść, ta opowieść się nie kończyła, niekończąca opowieść trwała przez wieki

 

W takim np. zdaniu nie widzę potrzeby dublującego dookreślenia zaimkiem się tego zdania. Po co dodatkowo: niekończąca się opowieść? Poza tym zauważ, odnosisz się do zaimka odprzymiotnikowego, u mnie jest przeciąga – to forma odczasownikowa? Język polski jest tak skomplikowany, że w zasadzie możemy tu wymyslać i wyciągać z kontekstu dowolne formy I udawać mądrali – o to chodzi? By na temat jednego maluczkiego zaimka wypisywać referaty pod wierszami? No wybacz? ;)

Do piszących programy przeglądarek internetowych nie będę się odnosił, bo jeszcze stracą zawód (oczywiście zartowałem), no Janku proszę – to tylko wiersz?

Janku wiem, że wiesz, że podparłem się Słownikiem Języka Polskiego w kwestii – zaimka zwrotnego, bo przecież, definicja tu wykorzystana przeze mnie jest tym samym screenem, który ileś dni temu wrzuciłem ci na na priw. – przy ostatniej naszej dyskusji w tym dokładnie – temacie?, nie mam zwyczaju pisania o tym samym w kółko - pisaliśmy długo, pierwszy rozpocząłeś wtedy dyskusję, więc teraz nie udawaj, że odkryłeś Amerykę? – tak, skorzystałem ze SJP – po raz drugi (a czym niby innym miałbym się posłużyć – by wyperswadować ci ROLĘ ZAIMKA ZWROTNEGO W ZDANIU)?

No właśnie nie zapominam? Nie widzę tylko konieczności jego zastosowania w tym akurat zdaniu, bo tylko do kota można odnieść ten ewentualnie zastosowany zaimek czyli: się, bo tylko kot może przeciągnąć się w tym zdaniu – tłumacząc łopatologicznie, nikt inny, więc nie mam przymusu zastosowania wskazania zaimkowego, proste.

Ten przecinek tam jest i był – ZAWSZE – inaczej nie byłoby tej dyskusji, bo byś jej nie miał powodu rozwinąć, więc akurat do mnie nie miej pretensji?, ale dlatego, że jest – też nie ma konieczności podpierania się tym kontrowersyjnym się, i na tym polega truizm w kontynuacji dyskusji.

Edytowane przez Tomasz Kucina (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

Hmm... jak poczytałam tę dyskusję o się... Nie wiem, czy jest o co kopie kruszyć. Mnie bez tego się spodobało się (sic! :)) z uwagi na sprawy brzmieniowe, bo gdyby to się było, to byłoby trzy razy ś pod rząd (się, śnieg, lśni).

Natomiast przeszkodziły mi w odbiorze powtórki śniegu, śnieg, śnieg - kolejno w trzech strofach. Może w drugiej ten śnieg nie jest niezbędny? 

Ale ogólnie jest klimatycznie, oryginalnie, po kociemu :).  Nie wszystko rozumiem :) ale odbieram trzecią stroną ;)

Pozdrowienia

Opublikowano (edytowane)

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Skoro brak "buńczucznego" się nie burzy twojego ładu estetycznego i nie poraża, to jest już dobrze ;)) Tak, mogę przyjąć argument, że tego śniegu mogłoby być mniej, ale powtórzenia są trochę zaplanowane, ten śnieg przykrywa świat w treści i gloryfikuje biel - antytezę dla czerni kota, który jest świadomym antagonizmem obrazu - elementem naszego współczesnego świata do epopei, do samego  Soplicowa, które jest wzorem jakości twórczej dla każdego wierszoklety, te powtórzenia nie są anaforami, epiforami, - nie występują na początku czy końcu strof, zatem w założeniu nie są patetyczne, dlatego - ten śnieg jest taki ważny i powtórzony przeze mnie , ale oczywiście masz uzasadnienie, bo mógłbym wprowadzić jakieś substytuty tej bieli, Dziękuję, Pozdrawiam. 

Edytowane przez Tomasz Kucina (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Co do “niekończącej się, opowieści” - no nie, nie tłumaczyłeś - jeszcze :)

 

Ok, to ja też krótko - mam nadzieję, po raz ostatni w tym temacie. Tomku, to że wszystko zależy od kontekstu w zdaniu, zarówno Ty jak i ja dobrze wiemy - nie musiałeś mi tego tłumaczyć (chociaż wiem, że lubisz, to sprytne, niekiedy stawia drugiego rozmówcę w niekorzystnym świetle - idioty któremu właśnie coś wytłumaczono - podkreślając jeszcze - dla lepszego tłumaczenia rzecz jasna - wyrazy i kto tu rzeczywiście ma rację) :D

 

Cóż, przykład z

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

'em nietrafiony kompletnie. Wiadomo, że tylko dureń napisałby:

- "Niekończąca się opowieść się nie kończyła" - używając dwa razy tego paskudnego "się".

 

Tylko po co w ogóle podałeś ten przykład, skoro i tak użyłeś "się"? Skomplikowałeś tylko i wydłużyłeś przekaz,

kiedy można było to napisać dużo prościej, używając "się" we właściwym mu miejscu, bez potrzeby kombinowania

- sam przyznaj, czy nie trochę aby "pod górę"?

"Limahl lecąc w powietrzu, na grzbiecie psa, snuł swoją niekończącą się opowieść, która trwała przez wieki."

Trzymaj się Tomaszu.

jan_ko

@Kama Nagrodzka większą dziecinadą jest chyba udawanie, że nie ma przecinka, skoro postawił go sam Autor.  :)

 

 

 

Opublikowano (edytowane)

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Nie przesadzasz? To ja odpisuję ci szczegółowo na każdy komentarz, bo ciągniesz ból - o zaimek, którego nie musiałem zastosować w tym zdaniu - zgodnie z ogólnymi zasadami komunikacji, pomijając już gramatykę. To, że podkreślam słowa, to tylko dlatego, bo muszę tłumaczyć ciągle to samo, w końcu zaczynam podkreślać, bo liczę na opamiętanie. To nie ja mam problem z zaimkiem, więc próbuję to pomóc ci zrozumieć, skoro ciągniesz dyskusję - ODPOWIADAM, zaliż brak odpowiedzi uznasz za ignorancję? Skoro to maleńkie "się" taką scysję wywołuje w tej dyskusji, to co by się stało gdybym pominął twój komentarz? Dziwi ciebie, że ktoś odpowiada na komentarze?  No gdzie my zmierzamy w tej dyskusji?

 

O czym tu piszesz? Nierozumiem? 

 

Ja podałem za przykład zdanie:

 

Teraz przeorganizowałeś te moje zdanie na kolejne swoje:

 

 

i znów mam się odnosić do tej z kolei przeróbki? - nie no coverów nie komentuję, pytałeś o "niekończącą opowieść" - bez zaimka się, podałem więc przykład takiego zdania, też niedobrze? No to jest niestety polskie zdanie i nie ma w nim konieczności dublowania i użycia zaimka - "niekończąca się opowieść" - tu nie ma takiego uzasadnienia. Moje zdanie w wierszu też nie obliguje mnie do tego by to - się -  tam było, to jest logika.

 

Widzisz za to pomyliłem tego limahla, (czeski błąd), bo  trochę z późniejszej epoki jestem i nie wszedł w krew, wolę z retro METĘ, Jamesa "Heta" Hetfielda ;)

 

Na koniec: Janku? Skoro kontynuujesz staram się wykazać swoje racje, nie wymagam ich akceptacji, i nie robię tego złośliwie, a już tym bardziej w celach upokorzenia komentatora, bardzo mi smutno, że tak mnie widzisz, nawet nie mógłbym sobie wyobrazić, że masz o mnie takie zdanie. Ubolewam. 

Kama Janek, u mnie dyskutować można, ja się nie obrażam, udzielam takich  odpowiedzi na jakie mnie stać, i jak odpowiedzieć potrafię, więc ze mną nie macie problemu, ale proszę Was, wy między sobą się nie poprztykajcie, nie po to są dyskusje, by denerwować się na siebie. Te dotyczą tekstu, jego budowy, i wymowy w dziedzinie oddziaływań lirycznych, więc ok, uważam, że ta dyskusja ma wymiar merytoryczny, tyle z mojej strony.

Edytowane przez Tomasz Kucina (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Drogi Autorze...

Obiecuję mieć na względzie wszystkie dezyderaty, zanim zdecyduję się na komentarz. 

Pozdrawiam :)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • Krótki, ostrzegawczy szmer poprzedził huk, który rozszedł się w ciemności podziemia, głośny do tego stopnia, że z nadmiarem wypełnił pustą do tej pory przestrzeń zmysłów. Ryk żołądka fabryki jeszcze chwilę kaskadował, a Karol zdał sobie sprawę z tego co właśnie usłyszał - jedna z wielkich gór węgla musiała runąć na ziemię.

      Odurzony dziecięcą fascynacją, chłopiec z powrotem włączył latarkę, otrzepał spodnie, i ruszył w drogę powrotną. Wszystkie pomieszczenia zdawały się jałowe, ich osnowa tajemniczości leżała poszarpana w strzępach tłustych pajęczyn, lecz kiedy wreszcie Karol skierował wzrok latarki na drzwi pierwszego pokoju, ciemność nie ustąpiła ani kroku. Pierwszy raz dzisiaj jedenastolatka ogarnął prawdziwy strach, nie ten napędzający wolę walki, czy wzniecający pożądanie zakazanego, ale najprostszy, dziecięcy strach, ten sam, który każe chłopcowi bać się wilkołaków lub kosmitów. Przez chwilę, Karol stał wpatrując się w ścianę czerni, nie wiedząc nawet co ze sobą zrobić, aż instynktownie rzucił się ku zaspie wyrzucając z niej pojedynczo kolejne grudki węgla. Każdy wyrzucany kamyczek zdawał się być od razu zastępowany następnym i następnym, a niektóre zwalały do środka jeszcze więcej gruzu, aż rozsypywał się on pod butami chłopca. W panice Karol odrzucił latarkę, nadal żarzącą się w rogu pokoju, aby obiema rękoma wyryć sobie drogę przez zaspę. Kolejnymi, długimi zamachami wyrzucał sprzed siebie garści kamienia, jakby płynął w ciemności, jak niedoświadczony pływak - nieważne ile energii nie wkładający w swe ruchy, zastygły w miejscu. Chłopiec poczuł na sobie ciepły dotyk, a kiedy spojrzał w dół, zobaczył, że wokół jego paznokci zbiera się krew. Karol cierpiał na tę przypadłość, przez którą mdlał na widok własnej krwi. Jej mezalians z węglowym pyłem odbierał mu powoli wzrok. Musiał zrobić sobie przerwę, lecz praktycznie całą posadzkę pokoju pokrywały rozrzucone grudki węgla, przeszedł więc on do następnego pokoju, gdzie padł dopiero na ziemię, wychładzając się z pierwszego przypływu adrenaliny. Próbując racjonalnie myśleć, zdjął z siebie zimową kurtkę, pod którą zdążył się już porządnie spocić, wytarł w jej futro brudne dłonie i ustabilizował oddech. Przez jego gardło przeszedł najbardziej donośny krzyk na który mógł się zdobyć. Wzywał pomocy w regularnych odstępach, a jego ślina gęstniała z każdym kolejnym przełknięciem.

      Rozpłakał się. Spływające, gorące i ciężkie łzy, wytyczyły ślady w czarnym pyle pokrywającym jego policzki. Nie miał czasu się wstydzić, szlochał prawdziwie rozdzierająco, to znów przechodził w przerywany oddech, mamrotał pod nosem, lub trwał w całkowitej ciszy, gdzie tylko lekkie spazmy oznaczały rozpacz. Rozbolała go głowa, a ciemność przed nim zaczęły wypełniać finezyjne kształty i kolory, przypominające wygaszacz ekranu z domowego komputera - fioletowe i niebieskie wstążki zwijały się wokół Karola, kurczyły i pulsowały, uciekały na chwilę, i wracały z drugiego krańca wizji. Rozłożył się na posadzce, i mógłby przysiąc, że gdzieś w tle rozlega się kolejny szkolny dzwonek. Zatkał uszy palcami, a hałas trwał w najlepsze. Jak alarm przeciwpożarowy, nieprzerwany brzęk wdrążał się w jego mózg, tupot uczniowskich kroków na schodach wybijał marszowny, wojskowy krok, jakiegoś pośpiesznego i niecierpliwego wojska, głodnego krwi i śmierci. Tupot. Tupot. Trupot. Nieprzerwane bębny kołatającego serca. Karol zerwał się na równe nogi, a jego głowa pozostała na ziemi. Formy przed oczami przypominały lany w andrzejki wosk. Świetliste kontury składały się w rude gwiazdozbiory. Rude. Nitki rudych włosów trzepotały na wietrze ciała szklistego. Karol nachylił się, żeby je pocałować, a one odfrunęły pod sam sufit, nęcąc go po kolei swoją bliskością, tylko po to, aby uciec w ostatnim momencie. Zlizana z warg sól zdawała się teraz smakować owocową pomadką do ust. Truskawki. Kiedy jego mama usługiwała sąsiadom, aby zarobić na związanie początku miesiąca z końcem, zabierała go ze sobą do ogródka, on plewił chwasty, a ona zbierała z krzewów owoce - dojrzałe i ponętnie czerwone w skwarnym, letnim słońcu. Jego dłonie w roboczych rękawiczkach nie mogły się równać jej, czerwonym i gładkim, jak wyrobiony w korycie rzeki kamień.

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...