Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Przyszedł Wars do Sawy

tylko w jednym celu

i już w progu sięgnął

bo trzymał w portfelu

 

kilka zaskórniaków

i wyciągnął jeden

i zapytał Sawę

będzie za to eden

 

ta odrzekła chłodno

chłopie dołóż jeszcze

to może cię wtedy

tak jak chcesz popieszczę.


Tu Warsowi zrzedła mina

bo miał w sobie coś ze Szkota

jednak podświadomie myślał

wszak to jutro już sobota

 

gdy się będę bił z myślami

to nadejdzie wnet niedziela

Sawa mi podwoi stawkę

dzwoni, więc do przyjaciela

 

słuchaj stary mam kłopoty

i znalazłem się w impasie

Sawa żąda coraz więcej

ja przy lichej jestem kasie

 

miał Wars nosa, bo przyjaciel

dobił targu i we troje

już bez zbędnych ceregieli

wyruszyli na pokoje.

Opublikowano

@Archie_J

Legendy też mają 

zdarzenia skrywane

co na światło dzienne

nie są wyciągane

 

chyba, że się znajdzie

jakiś szaławiła

i będzie nam wmawiać

tak, tak, taka była

 

na planie trójkąta

zabawa nielicha

a ten trzeci to był

brat rodzony mnicha

 

który się w alkowie

za kotarą schował

i to wydarzenie

nam zrelacjonował.

:-)

Opublikowano

@Lach Pustelnik

Krak mu było, tak wołali

lecz to chyba zbieżność taka

choć niektórzy też szeptali

że on przybył z grodu Kraka

 

lecz to chyba niemożliwe

no, bo gdyby prawdą było

to by pewnie na Warszawę

dziś Kraksawa się mówiło

 

niech uczeni toczą boje

czy to prawda czy zmyślono

ponoć wtedy taśm nie było

a i tak to ujawniono.

;)))

Opublikowano (edytowane)

@Lach Pustelnik

Czyli wszystko po staremu

tym się weźmie tym dorzuci

jedni będą skakać w górę

a tych innych się zasmuci

 

ale za to w notowaniach

jednym rośnie innym spada

a ja, czyli ten po środku

mam jak zawsze statut dziada

 

bo choć rządy się zmieniają

żaden z nich się nie pochyli

byśmy żyli w dobrobycie

byśmy w siódmym niebie byli.

 

 

Chochlik nie śpi, nie próżnuje

i gdzie może ingeruje

i niechciane słowa wkłada

mam jak zawsze status dziada

Edytowane przez Henryk_Jakowiec (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

@Lach Pustelnik

Zapytałem polonistkę

przecież w piśmie oblatana

ta odrzekła ja nic nie wiem

idź pan spytać się plebana.

 

Poradziła, ja poszedłem

lecz daremnie zdarłem buty

pleban mi nie odpowiedział

bo pił mszalne, był na pruty.

 

Cóż ja biedny miałem robić

zapytałem się sąsiada

sąsiad dał odpowiedź taką

owszem na to też jest rada.

 

Droga wiodła wprost do celu

celem sklep monopolowy

kupiliśmy to, co trzeba

i zaczęły się rozmowy.

 

Przeciągnęły się do rana

dzisiaj kac mi suszy głowę

o czym mówił zapomniałem

chociaż piękną miał przemowę.

;))

 

Opublikowano

Waćpan możesz się domyślać

o czym szła rozmowa bystra

gdyż po dawce sporej ducha

człowiek ledwo co się rucha...( od: ruszać się)

 

Duch zaklęty jest we flaszce

Gdy Go połkniesz, to On głaszcze

Cię od wnętrza, gdzie jelita

Oraz mądrość Twa jest skryta:))

 

wiedzą o tym wszystkie klechy

co miast niewiast, walą dechy

bo zazwyczaj są w tym stanie

że po Duchu im,,,, nie stanie!

 

Opublikowano

@Lach Pustelnik

Wiele w słowach Twych mądrości

tylko my, my ludzie prości

co zwykliśmy po bożemu

dawać w duchu coś bliźniemu

 

szkoda, że ten duch jest niemy

i nie wszystko, co powiemy

nie jest zgrane z wolą ducha

który myśli, który słucha

 

który w duchu myśli sobie

duchokosy zaraz zrobię

i nie zdążył zebrać plonu

wcześniej się doczekał zgonu

 

lecz to jednostkowa sprawa

nie lękajcie się, obawa

niech wam wiary nie przykryje

bowiem duch w narodzie żyje.

:)))

Opublikowano

Wciąż przybywa, wciąż się zmienia

Dostaję powiadomienia, 

Że pod wierszem tutaj gości

Nagły przypływ cnej twórczości.

 

Obojętnie przejść nie sposób

Kiedy tak wśród zacnych osób

Można dodać rymy swoje

Wrzucam więc tu właśnie moje!

 

 

 

 

 

 

 

Opublikowano

@Archie_J

Nic tu ująć i nic dodać

bo tu właśnie o to chodzi

żeby mogły stare repy

żeby mogli także młodzi

 

tu zbyteczna jest powaga

patos rzadko, kiedy gości

nie za często, ale jednak

znajdziesz słowa o miłości

 

tutaj humor ma pierwszeństwo

i w zwierciadle krzywym wizje

nikt nikogo nie przymusza

tutaj własne są decyzje

 

a więc śmiało prosto z mostu

można walić, lecz ostrzegam

tylko w odpowiednich porach

bo pod mostem tym przebiegam.

:)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...