Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

nasza muza org.fm


Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

@light kurde nie śpię od wczoraj, ale taki stan czasami sprzyja myśleniu, to znaczy jego cieniom w moim przypadku.

Mam propozycje:

Org FM

Light Studio.org

Pierdolety music show

 

 

Opublikowano

a ja Falasarnę, bo najlepsza, głęboka i ma wzburzone fale, dobry dojazd samochodem, a nie jak Elafonisi:)

no ale to latem, a zimą chcę jechać.

chociaż spróbowałabym raz w życiu windsurfingu, chociaż nie umiem dobrze pływać :) może wyjadę na kurs tak po prostu, nie będę wtedy sama, tylko grupie:) albo na rejs jachtowy :)

Opublikowano (edytowane)

Trochę lekarstwa na Monday Blues

 

 

 

@valeria Dziękuję, za polecenie. Tam nigdy nie dojechalam. Następnym razem zawitam na Falasarnę. Co do Elafonisi, faktycznie facet w wypożyczalni ostatnio na mnie spojrzał i powiedział, że przez góry kobiet nie powinny jechać

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

dla mnie zabrzmiało to jak niezła zachętą...były momenty, szczególnie jak na jedynce można tylko było....ale to mój żywioł.

 

@valeria aktywnie w wodzie, to okolice Malagi.

Edytowane przez Gość (wyświetl historię edycji)
Gość
Ten temat został zamknięty. Brak możliwości dodania odpowiedzi.



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @iwonaroma No i tak to czasem bywa z czasem. A niech tam sobie zostanie w wierszach.  Iwono, bardzo gustownie spięłaś słowem jak broszką, winszuję :) A huśtawka wytrzyma?
    • @Arsis    piękno, smutek, symbol,   forma graficzna - która mi się podoba    i tak zwane lśnienie (promyk - idąc za L.M.Montgomery)  
    • @Gra-Budzi-ka Oj,

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      jakie fajne! 
    • @Poezja to życie   oby perfekcyjnie zabijał ! I bezboleśnie

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      pozdrawiam !
    • Przechodzą cicho, mając przeszklone spojrzenia. W przedpokoju. W pokoju. W noc ciemną i tkliwą. W noc majową. W pełną szumiących liści, pełną drzew, gałęzi, podziemnych korzeni.   I w tę noc podążają moje złudy, widma… Te moje odwieczne i wciąż milczące od lat pięćdziesięciu chore iluminacje.   Przepoczwarzają się. To znów nieruchomieją. Ale są. I płyną naprzeciw obłokom bez-szepnie. Albo szepczą jak wiatr na przekór milczenia. Albo stwarzają się od początku. I znowu. I wiecznie…   Dręczy mnie ta struna. Zaciska się coraz ciaśniej.   W bolesnym skowycie powolnego rozpadu.   W progu uchylonych drzwi leży zakurzone truchło jakiegoś ptaka. Szkielet obsypany piórami. I ten szkielet podobny raczej do szkieletu człowieka, lecz z białą podłużną czaszką i z otwartym w jakimś zastygłym grymasie dziobem.   I z czarnymi oczodołami niewidzącej śmierci. Tej samej, która naznaczyła spojrzenia mojej matki i ojca, kiedy ich oczy wyrastały z czarnej, błotnistej, mokrej od deszczu ziemi. Wyrastały jak kiełkujące pąki jakiejś melancholii spomiędzy kwiatów białych chryzantem.   A więc rozbił się przed wiekami ten ptak, nie-ptak.   Roztrzaskał w koszącym locie. W gazetach pisano wtedy: to było samobójstwo.   (Włodzimierz Zastawniak, 2026-05-05)      
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...